pl

Blogi użytkownika

  • Save this on Delicious

Brud, walające się po klatkach schodowych śmieci, ciągłe problemy z wymianą żarówek, czy usuwaniem innych, drobnych usterek – tak według części lokatorów wygląda rzeczywistość w blokach należących do Spółdzielni Mieszkaniowej „Karwiny”. Zdaniem mieszkańców nie za dobrze spisuje się firma, wynajęta do sprzątania.

I to za nasze pieniądze – grzmią lokatorzy.

Takie relacje są grubo przesadzone – odpowiadają tymczasem pracownicy Spółdzielni Mieszkaniowej „Karwiny”. 

Kontrowersje wokół jakości świadczonych usług sprzątania pojawiły się już pod koniec ubiegłego roku. 

Pracownicy odpowiedzialni za utrzymanie czystości wykonują swoje obowiązki niedokładnie, niesystematycznie – napisał do naszej redakcji Marcin Leszczyński, jeden z lokatorów. – Rażącym błędem jest niezamiatanie klatek i nieusuwanie z nich zanieczyszczeń każdego dnia, mimo iż harmonogram pracy wskazuje na wykonanie tych czynności codziennie w dni robocze. Również korytarze piwniczne nie są utrzymywane w należytym porządku. Zdarza się, że wiele prac trzeba wskazywać palcem, jak choćby zrywanie reklam, wymiana żarówek. Wydawałoby się, że osoba sprzątająca powinna wykonywać te czynności odruchowo. Brak czystości widoczny jest także w altanach śmietnikowych, a przede wszystkim wokół nich.

Mieszkańcy twierdzą, że wielokrotnie interweniowali w poruszanych przez siebie sprawach w Spółdzielni Mieszkaniowej „Karwiny”, ale nie przyniosło to żadnych rezultatów. Pracownicy spółdzielni rzekomo ignorują prośby lokatorów i nie są zainteresowani, aby jakość usług, świadczonych przez firmę sprzątającą klatki schodowe podniosła się. 

– Zapominają, że do ich obowiązków należy reagowanie i rozpatrywanie sygnałów dochodzących od mieszkańców - utrzymuje Marcin Leszczyński. – Każdego miesiąca ponosimy koszty związane z utrzymaniem czystości i mamy prawo rozliczyć spółdzielnię z jakości opłacanych przez nas usług. Ponadto, ignorancja pracowników spółdzielni nie dotyczy tylko usług sprzątania. Większość zgłaszanych przez lokatorów usterek i awarii pozostaje bez odpowiedzi, czy jakiegokolwiek działania. Przykładem może być zepsuty zamek w drzwiach wejściowych do klatki, o naprawę którego spółdzielnia została poproszona i mimo zapewnień o natychmiastowej interwencji, stan zamka się nie zmienił. I tak niestety dzieje się w większości przypadków.

Marek Lesiński

Po pierwsze, na pewno nie można mówić o jakiejś lawinie skarg lokatorów na poziom świadczonych usług – mówi. – Oznacza to, że większość uważa, iż ze sprzątaniem nie wyglądamy wcale tak źle. Wśród kilku tysięcy ludzi zawsze jednak znajdą się niezadowoleni. Nie zgadzam się też z tezą, że nie usuwamy usterek w blokach. Oczywiste jest także, że zależy nam na utrzymaniu czystości w naszych budynkach i mobilizujemy firmę sprzątającą, aby wykonywała swoje obowiązki jak najlepiej. Jeśli jakikolwiek lokator ma zastrzeżenia do działania pracowników administracji spółdzielni, czuje się ignorowany, lub lekceważony, najlepiej, jak zgłosi taki przypadek zarządowi spółdzielni. Będziemy wszelkie tego typu sygnały skrupulatnie sprawdzać.

, wiceprezes Spółdzielni Mieszkaniowej „Karwiny” , podobne pretensje uważa jednak za nie do końca uzasadnione.

(s)

 

kmsony Lut 4 '08

To jest rekord – cieszy się Iwona Wiczling z Zespołu Szkół nr 10 przy ul. Staffa, która z ramienia tej placówki, w jej murach, organizowała dzielnicowy finał XVI Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. 

Orkiestra przez cały dzień zabawy, aukcji, pokazów, zebrała łącznie kwotę 16 tys. zł.

A to jeszcze nie wszystko – mówiła kilka dni po imprezie Iwona Wiczling. – Część zysków jest ciągle liczona, bo otrzymaliśmy datki np. w walutach obcych, więc trzeba przeliczyć je na złotówki.

Rekordowa, znacznie wyższa, niż w ubiegłych latach, była też liczba wolontariuszy, zaangażowanych w finał WOŚP na Karwinach. Zbiórkę wśród mieszkańców organizowało i prowadziło około stu osób. Byli to nie tylko uczniowie szkoły, ale także jej absolwenci i osoby zaprzyjaźnione z placówką. Wielki wkład w sukces Orkiestry na Karwinach miały jednak dzieci, które przyszykowały specjalnie na tę okazję mnóstwo atrakcji. Efekt był taki, że frekwencja osób, które zdecydowały się odwiedzić mury placówki, przekroczyła najśmielsze oczekiwania organizatorów. Drzwi szkoły nie zamykały się przez cały dzień.

– Jestem pełna podziwu dla dzieci za ich zaangażowanie – mówi Iwona Wiczling. – Spisały się znakomicie, dzięki temu podczas tegorocznego finału WOŚP na Karwinach udało się zaprezentować kilka nowych inicjatyw, których w ubiegłych latach nie było. Dzieci w porozumieniu z nauczycielami przyszykowały teatrzyk, dużą atrakcją był ponadto pokaz tańca, zorganizowany przez cheerleaderki z grupy tanecznej szkoły. Tradycyjnie odbył się także kiermasz i loteria. 

Podobnie jak w ubiegłych latach, wszyscy, którzy 13 stycznia,  w dzień finału WOŚP, odwiedzili szkołę przy ul. Staffa, mogli też skorzystać ze smakołyków w szkolnej kawiarence. Wiele z nich przygotowali rodzice uczniów. Wielkim zainteresowaniem cieszyła się aukcja, na którą przedmioty podarowali przyjaciele szkoły i rodzice uczniów.

– Chciałabym im wszystkim serdecznie podziękować – mówi Iwona Wiczling. – Wiele fantów w ramach sponsoringu przekazali nam rodzice uczniów. Były to kalendarze, czy efektowne gadżety reklamowe. Jak zawsze mogliśmy też liczyć na Panią Nowak, właścicielkę osiedlowego sklepu z książkami, zabawkami i grami. Udostępniła ona na licytację wiele cennych przedmiotów. Szkoda tylko, że tym razem nie wypaliły pokazy muzyczne, w które tradycyjnie zaangażowani są uzdolnieni w tym kierunku uczniowie szkoły. Powodem była jednak nieco niefortunna data finału Orkiestry. Rozpoczęły się już ferie i część dzieci, która mogłaby zagrać w takim pokazie, wyjechała z Gdyni. 

Niezwykle udana zabawa w ZS 10 zakończyła się dyskoteką. Bawili się na niej zarówno wolontariusze, jak i darczyńcy, którzy zdecydowali się wesprzeć Orkiestrę. A najbardziej zadowolone z imprezy będą wkrótce dzieci ze schorzeniami laryngologicznymi. Bo to właśnie na ich leczenie zbierane były pieniądze podczas tegorocznego finału WOŚP. Już teraz wiadomo, że kwota, którą przekazali w całej Polsce ludzie wielkiego serca, jest wyjątkowo pokaźna i na pewno przekroczy 30 mln zł. Oznacza to, że Orkiestra kolejny raz pobiła rekordy z ubiegłych lat.

(s)

 

kmsony Lut 4 '08

Blisko sto dwadzieścia osób w tym rodziny z dziećmi, osoby starsze, samotne zasiadły razem do Wieczerzy Wigilijnej dla najuboższych mieszkańców Karwin zorganizowanej (15 grudnia) przez Radę Dzielnicy Karwiny i Dzielnicowy Ośrodek Pomocy Społecznej nr 1. Zgromadzonych w Zespole Szkół nr. 10 w Gdyni powitał Stanisław Kunicki Przewodniczący Rady Dzielnicy, który podziękował mieszkańcom za przybycie, a współorganizatorom za pomoc i okazane serce oraz poświęcony czas: „Zabierzcie najlepsze życzenia do waszych domów niech przyniosą wam i waszym najbliższym pociechę i radość”.

Spotkanie rozpoczął Ks. Marek Adamczyk z Parafii Św. Jadwigi Królowej z Karwin. „Czas Świąt Bożego Narodzenia jest tym szczególnym, bo przypomina o narodzinach Jezusa Zbawiciela. Jest to czas nadziei i marzeń. Źyczę wszystkim by z taką samą nadzieją patrzyli w przyszłość i w nadchodzącym roku doświadczyli więcej ludzkiej dobroci i miłości. Bo miłość najlepiej buduje i cementuje rodzinę”, podkreślił. Po tym wystąpieniu odbył się pokaz jasełek w wykonaniu uczniów klasy III B z ZS nr 10. Uczniowie zebrali mnóstwo braw a na twarzach zebranych pojawił się uśmiech.

„To dla nas wspaniała nagroda. Dzieci mocno to przeżywały. Nie mieliśmy zbyt wiele czasu na przygotowania, a chciały wypaść jak najlepiej. Była to forma prezentu dla zaproszonych gości. Chyba się udał. Jestem dumna z mojej klasy, bo otrzymaliśmy wiele podziękowań

Po tym wystąpieniu przyszła pora składania życzeń i przełamania się opłatkiem, niektórzy nie kryli wzruszenia i radości. W imieniu władz Miasta Gdyni indywidualne życzenia złożyła Wiceprezydent Ewa Łowkiel wręczając każdemu opłatek. Gospodarze zadbali jednak by uroczyste wystąpienia nie przeciągnęły się nazbyt, bo w jadalni oczekiwały gości ciepłe i zimne dania, słodycze, owoce, napoje i prezenty dla osób najbardziej potrzebujących. – „Boże Narodzenie to dla wielu z nich okres najtrudniejszy w roku. Starsi, schorowani nie mają gdzie iść, jeśli mają najbliższych to z powodu złego stanu zdrowia nie mogą do nich wyjechać. Wtedy samotność najbardziej ich boli – mówi Anna Wiatrak specjalista pracy socjalnej z Dzielnicowego Ośrodka Pomocy Społecznej nr 1. – Ale nie są sami.”

-„ Jestem już po raz piąty na takim spotkaniu. Od dwóch lat przychodzę z mężem i dziećmi w wieku 7, 11 i 15 lat i nie żałuję – mówi Małgorzata Wasilewicz z Karwin. – Można posłuchać kolęd i życzeń, poczuć atmosferę świąt. Szczególnie jest to ważne dla tych osób samotnych, schorowanych, które mogą odetchnąć i posmakować wigilijnych potraw. Może mają jedyną okazję przeżyć radość świąt z otrzymanego prezentu.”

– cieszy się Grażyna Lejman nauczycielka III B z ZS nr 10. – Sama to mocno przeżyłam. Musiałam wymyślić cały scenariusz jasełek, połączyć program”.

Daro

 

kmsony Lut 4 '08

W martwym punkcie utknęła sprawa masztu telefonii komórkowej przy ul. Chwaszczyńskiej 4b. Planowana budowa stacji bazowej w pobliżu pawilonów handlowych oraz bloków zmobilizowała mieszkańców do ostrego protestu. Na razie wiadomo, że do rozpoczęcia inwestycji brakuje niezbędnych dokumentów. Czy to oznacza, że mieszkańcy już mogą odetchnąć z ulgą?

Decyzja gdyńskiego magistratu o zatwierdzeniu projektu budowlanego i pozwoleniu na budowę stacji bazowej telefonii komórkowej na dachu pawilonu handlowego przy ul. Chwaszczyńskiej 4b wywołała prawdziwą burzę, zarówno wśród mieszkańców Wielkiego Kacka, jak i Karwin.

Przekaźnik bez zgody?

Gdy tylko ta wiadomość trafiła do mieszkańców, zawrzało. Maszt ma bowiem stanąć na niezbyt wysokim budynku, który mieści m. in. bank i pizzerię. Decyzję wydał we wrześniu ub. r. wydział architektoniczno-budowlany gdyńskiego urzędu miasta. Państwo Ewa i Antoni Magrianowie, którzy są stroną postępowania, nie wyrazili zgody na budowę tejże stacji bazowej.

Do wojewody pomorskiego trafiło ich odwołanie od decyzji prezydenta miasta. Zarzucają naruszenie przepisów prawa materialnego, przepisów procesowych oraz błędy w ustaleniach. Wnoszą o uchylenie wydanej decyzji i umorzenie postępowania bądź przynajmniej o przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania.

- Z tą decyzją nie sposób się zgodzić – argumentują Ewa i Antoni Magrianowie. – Plany tej inwestycji nie były nam znane. Tryb podania do publicznej wiadomości informacji o planowanym przedsięwzięciu uniemożliwił nam udział w podejmowaniu decyzji o pozwoleniu na jego realizację, przez składanie uwag i wniosków, do których jesteśmy uprawnieni. Nie zostaliśmy również w należyty sposób poinformowani odnośnie spełnienia przez przedmiotową inwestycję wymagań w zakresie ochrony środowiska.

Nie chcą masztu

Państwo Magrianowie oświadczyli, że nie wyrażają zgody na realizację planowanej inwestycji, z uwagi na poważne zagrożenie, jakie ich zdaniem może ona nieść ze sobą dla zdrowia oraz środowiska naturalnego. Swoje argumenty zawarli w oświadczeniu, pod którym zebrali aż dwie i pół strony podpisów mieszkańców. Ich obawy budzi fakt, że jeśli dana inwestycja jest tzw. inwestycją celu publicznego, to może powstać nawet i bez zgody właściciela terenu.

Sprawą zainteresowaliśmy Michała Gucia, wiceprezydenta miasta.

- Z orzeczenia wojewody wynika, iż pozwolenie na budowę musi poprzedzić tzw. decyzja lokalizacyjna - mówi wiceprezydent. - Zgodnie ze wskazaniami służb wojewody, urząd miasta wezwał zatem inwestora do dostarczenia owej decyzji, co aż do dnia dzisiejszego nie nastąpiło. Stąd sprawa pozostała bez dalszego biegu.

Czy to oznacza, że sprawa jest definitywnie zamknięta?

- Tak nie można z całą pewnością stwierdzić - mówi Michał Guć. - pracownicy wydziału urbanistyki twierdzą, że nie mają wniosku o decyzję lokalizacyjną. Wygląda na to, że inwestor na razie zrezygnował z kontynuowania tej sprawy.

(drako)

 

kmsony Lut 4 '08

Jeśli jesteś mieszkańcem Karwin, twój dom znajduje się tuż obok jednej z najbardziej ruchliwych w mieście ul. Chwaszczyńskiej, a dodatkowo uważasz, że z tego powodu wokół twojego domu jest zbyt głośno, jeszcze w tym miesiącu będziesz miał możliwość, aby zweryfikować swoje przypuszczenia. Gdyńscy urzędnicy miejscy mają już bowiem niemal gotową tzw. mapę hałasu, czyli dokument, który dokładnie zobrazuje natężenie nieprzyjemnych dla ludzkiego ucha dźwięków w obszarach zurbanizowanych. 

Mapa rzeczywiście jest już prawie gotowa – mówi Ewa Łowkiel, wiceprezydent Gdyni. – Wkrótce będziemy ją prezentować. 

Aby przejrzeć mapę, która dostępna będzie także w elektronicznej wersji, wystarczy posiadać komputer i dostęp do internetu. Wirtualny dokument prezentowany będzie bowiem m.in. na miejskiej witrynie www.gdynia.pl. Samo jego wykonanie było bardzo skomplikowane i trwało ponad rok. Niezbędna była m.in. mrówcza praca geodetów, którzy mierzyli wszystkie budynki w mieście, dzięki czemu można było sprawdzić, w jaki sposób hałas rozchodzi się w obszarach zabudowanych. Ale na pewno się opłacało, bo za ustaleniami, które wynikną z dokumentu, iść mają konkretne decyzje.

- Mapa wskaże miejsca, gdzie przekraczane są dopuszczalne normy hałasu - mówi Bartosz Frankowski, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa Urzędu Miasta Gdyni. – Wszędzie tam trzeba będzie jego natężenie ograniczyć, stosując wszystkie dostępne środki, m.in. budując ekrany, ograniczając ruch, a nawet przebudowując domy. To nasz ustawowy obowiązek, aby stworzyć taki program ograniczenia hałasu.

Jeśli się więc okaże, że zbyt głośno jest np. przy ul. Chwaszczyńskiej, mieszkańcy pobliskich domów będą mogli naciskać na urzędników, aby ci im przedstawili, jaki mają pomysł na zlikwidowanie takiej mało komfortowej sytuacji.

Na Karwinach generalnie nie jest głośno, bo wewnątrz dzielnicy, na osiedlowych uliczkach, nie zauważamy intensywnego ruchu samochodowego – mówi Janina Narożny z ul. Staffa. – Jednak przy ul. Chwaszczyńskiej sytuacja wygląda rzeczywiście inaczej. Jeżdżą nią zarówno pojazdy komunikacji miejskiej, jak i ciężarówki oraz mnóstwo samochodów. Co prawda bloki z osiedla są od tej ruchliwej ulicy nieco oddalone, w bezpośrednim jej pobliżu znajduje się jednak mnóstwo domów. Sama jestem ciekawa, czy miasto przypadkiem nie będzie musiało ograniczyć hałasu w tym rejonie, dlatego z niecierpliwością czekam na opublikowanie tej mapy.

Tymczasem o tym, że norm hałasu na obszarach zabudowanych wcale nie jest tak trudno przekroczyć, przekonali się ostatnio mieszkańcy sąsiadującej z Karwinami Dąbrowy. Z obliczeń Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad wyniknęło bowiem, że dopuszczalne normy przekroczone są o 5 decybeli w rejonie ul. Oliwkowej przy obwodnicy. 

– Mam nadzieję, że sytuacja przy ul. Chwaszczyńskiej nie powtórzy się, bo natężenie ruchu na niej jest podobne – zaznacza Janina Narożny.

Mapa hałasu obok wskazania miejsc, gdzie jego normy są przekroczone, spełniać ma jednak także inne, ważne zadania. Gdy już będzie gotowa, ułatwi planowanie nowych inwestycji. Tym bardziej, że jej dane będą stale aktualizowane. Urzędnicy więc, planując choćby budowę nowej drogi, będą mogli od razu sprawdzić, czy nie ma zagrożenia, że na skutek takiej inwestycji przekroczone zostaną normy hałasu w znajdujących się najbliżej projektowanego traktu zabudowaniach. Mapa pomoże też mieszkańcom w zakupie nieruchomości. Każdy będzie mógł bowiem jeszcze przed transakcją sprawdzić, czy w rejonie miasta, w którym planuje nabyć swoje własne „M”, nie jest zbyt głośno. 

(s) 

 

kmsony Lut 4 '08

Prezes po rzekomo zaniżonej o 50 tys. zł cenie kupuje mieszkanie w kierowanej przez siebie spółdzielni mieszkaniowej, a przetarg na lokal próbuje ukryć przed przedstawicielami rady nadzorczej i członkami spółdzielni. Wcześniej zarząd,  choć ma taki obowiązek, nie zwołuje Zebrania Przedstawicieli Członków. W grę wchodzi też zastraszanie lokatorów, którzy popierali wniosek o zorganizowanie ZPCz. Takie właśnie zwyczaje zdaniem członków RN panują w Spółdzielni Mieszkaniowej „Karwiny”. 

- Wszystko po to, aby nie doszło do skutku wybranie nowych członków rady nadzorczej w miejsce pięciu wcześniej odwołanych, abyśmy nie mogli funkcjonować, patrzeć im na ręce i przeszkadzać w kolejnych przekrętach - mówią  o zarządzie wzburzeni członkowie RN. 

Obie bulwersujące sprawy, a także inne, dotyczące spółdzielni, bada już prokuratura, a na Karwinach wrze. Niewykluczone, że prokuratorzy wystąpią wkrótce o wydanie im dokumentacji przetargowej spółdzielni. 

- To był niebywały przekręt - mówi o transakcji nabycia przez prezesa Dariusza Chrzanowskiego pod koniec ubiegłego roku 63-metrowego mieszkania przy ul. Staffa na Karwinach Wojciech Drobnik, członek Rady Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej „Karwiny”. - Rozpisano przetarg, w którym zaoferowano lokal po niskiej, wywoławczej cenie. Nikt jednak o tym przetargu nie wiedział, poza zarządem i jego prezesem Dariuszem Ch., który sam się do niego zgłosił. Nie wyznaczono też obserwatora z ramienia rady nadzorczej, choć statut spółdzielni wyraźnie to nakazuje. W takiej sytuacji rozstrzygnięcie było oczywiste. 

To właśnie przedstawiciele rady nadzorczej, gdy tylko zorientowali się z nieoficjalnych źródeł, co się dzieje wokół mieszkania w bloku spółdzielni, zawiadomili prokuraturę. Ta wszczęła już postępowanie.

- Prezes spółdzielni rzeczywiście nabył mieszkanie, według zawiadamiających o tym fakcie cena lokalu była o ok. 50 tys. zł niższa od jego rynkowej wartości - mówi Marzanna Majstrowicz, prokurator rejonowy w Gdyni. - Tę drugą okoliczność będziemy jednak weryfikować, bo nie mamy jeszcze dokumentów przetargowych. Zawiadamiający o przestępstwie składając zeznania nie dostarczył tych materiałów, spodziewamy się, że przyniesie je wezwany do prokuratury na przesłuchanie członek Rady Nadzorczej spółdzielni. Postępowanie jest prowadzone obecnie w kierunku złamania prawa spółdzielczego, a dokładniej przedstawienia członkom spółdzielni nieścisłych informacji przetargowych. Kwalifikacja czynu jednak może się zmienić, lub rozszerzyć.

Mariusz Pająk

- Oznacza to więc, że prezes decydował sam we własnej sprawie - mówi Pająk. - To się po prostu w głowie nie mieści. 

Kolejnym wątkiem, badanym przez prokuraturę, jest nie zwołanie na 20 listopada Zebrania Przedstawicieli Członków spółdzielni, którzy mieli uzupełnić skład zdekompletowanej wcześniej RN.  

- O ZPCz. wnioskowało 38 lokatorów, zarząd od początku jednak podważał ich decyzję - mówi Mariusz Pająk. - Ostatecznie zebrania nie zwołał, jednocześnie do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o sfałszowaniu podpisu pod wnioskiem jednego z sygnatariuszy. Prokuratorzy sprawę jednak umorzyli. Potem wyszło na jaw, że zarząd straszył 70-letnią kobietę, aby opowiadała, że jej podpis jest fałszywy. 

Także i tę sprawę bada już prokuratura. 

- Sprawdzamy okoliczności rzekomego nakłaniania członków spółdzielni do wycofania się z żądania zwołania ZPCz. - mówi Marzanna Majstrowicz. - Zleciliśmy już czynności policji.    

Tymczasem prezes Dariusz Chrzanowski wszystkie doniesienia przeciw zarządowi kwituje krótko.

- To pomówienia  - mówi. - Nie będę się zresztą w tej sprawie wypowiadał do prasy. Jestem w każdej chwili do dyspozycji prokuratury i jeśli tylko będzie trzeba, złożę wszelkie, niezbędne wyjaśnienia.  

, kolejny członek RN, dodaje, że uchwałę zezwalającą na przetarg na lokal przy ul. Staffa głosował trzyosobowy zarząd, w tym Dariusz Chrzanowski.    

(s) 

 

kmsony Lut 4 '08

Koniec z marzeniami o rychłym włączeniu terenu Karwin do miejskiej sieci monitoringu. Mieszkańcy dzielnicy nie będą też mieli możliwości, aby w najbliższych latach korzystać z superszybkiego internetu, pozwalającego przesyłać w kilka sekund z komputera na komputer pokaźne pliki, nawet filmy. Wszystko dlatego, że władze Gdyni ostatecznie nie zdecydowały się przystąpić do dofinansowanego z Unii Europejskiej projektu stworzenia w mieście światłowodowej sieci szkieletowej, o którym pisaliśmy w jednym z poprzednich numerów „Źycia Karwin”.

Problemem okazała się zbyt niska zdaniem gdyńskich samorządowców dotacja, jaką zadeklarował się przekazać Gdyni marszałek województwa pomorskiego. Urząd Marszałkowski chciał dać na projekt w ramach Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego 2,6 mln zł, Gdynia spodziewała się dostać 6,2 mln zł. Samorządowcy uznali więc, że gra nie jest warta świeczki.

- Projekt, jako bardzo nowatorski, był wysoko oceniany przez unijnych ekspertów, oczekiwaliśmy na jego realizację dotacji na poziomie 6,2 mln zł - tłumaczy Michał Guć,wiceprezydent Gdyni. - Niestety, Zarząd Województwa zadeklarował jedynie 2,6 mln zł wsparcia w ramach Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego. Uznaliśmy, że to za mało, by rozpoczynać realizację. Nie oznacza to jednak, że sieci światłowodowej w Gdyni nie będzie. I tak musi powstać, choćby na potrzeby Systemu Inteligentnego Zarządzania Ruchem Drogowym TRISTAR. Projektujemy tę sieć w taki sposób, by ten sam światłowód mógł służyć także innym celom.

Gdyńscy samorządowcy dodają, że ich plan budowy sieci światłowodowej umieszczony był na ostatnim miejscu listy podobnych pomysłów, zakwalifikowanych do dofinansowania, uzyskał więc tylko tyle pieniędzy, ile zostało po uwzględnieniu wszystkich projektów, widniejących przed nim. 

A przed nami w kolejce do dofinansowania dziwnym trafem znalazły się projekty niezbyt nowatorskie, jak choćby zakup komputerów dla gdańskich jednostek samorządu terytorialnego – mówią nieoficjalnie urzędnicy z Gdyni.

Brak budowy sieci światłowodowej to jednak poważna strata, bo na takim rozwiązaniu technologicznym bardzo skorzystałyby choćby szkoły. Możliwe byłoby organizowanie w nich videokonferencji, zrewolucjonizowane zostałyby także lekcje informatyki. W dzielnicy byłoby ponadto bezpieczniej, bo do światłowodu w prosty i mało kosztowny sposób można podłączać kamery monitoringu.

Tylko pierwszy etap budowy szkieletowej sieci światłowodowej w Gdyni kosztować miał 8 mln zł. Łącznie koszt światłowodu oceniano na około 40 mln zł, a zakończenie jego budowy planowano na 2013 r. 

Szkoda, że się nie udało – mówi 16-letni Adam Mirowicz, mieszkaniec Karwin. – Teraz coraz więcej młodych osób interesuje się informatyką, komputerami, przesyłaniem plików. Światłowód byłby dla nich wielkim ułatwieniem. Przyjdzie nam jednak poczekać na rozbudowę sieci TRISTAR.

(sz)

 

kmsony Lut 4 '08

Nie odpisują na pisma, ignorują nas, niezbyt chętnie współpracują – tak do niedawna wypowiadali się o pracownikach gdyńskiego Urzędu Miasta radni gdyńskich dzielnic. Uwagi takie kierowane były także ze strony Rady Dzielnicy Karwiny. Podczas spotkania w magistracie wiele gorzkich słów na temat pracy urzędników wypowiedział przewodniczący rady Stanisław Kunicki.

Ale teraz ma być lepiej. W Urzędzie Miasta Gdyni powstał bowiem referat ds. współpracy z radami dzielnic. Naciskali na to mocno radni miasta z komisji samorządności lokalnej i bezpieczeństwa, do których lawinowo napływały skargi na urzędników.

Rzeczywiście, żale dotyczące choćby tematu nie odpisywania przez urzędników na pisma radnych dzielnicowych zdarzały się dość regularnie – przyznaje Stanisław Borski, przewodniczący komisji samorządności lokalnej i bezpieczeństwa Rady Miasta Gdyni. – Najczęściej jednak takie postępowanie pracowników magistratu nie wynikało z ich złośliwości, czy też urzędniczej niechęci do rad dzielnic, lecz po prostu z braku czasu. Dlatego właśnie jako ważną sprawę uznaliśmy, aby doprowadzić do powstania w magistracie referatu ds. współpracy z radami dzielnic. To powinno w znacznym stopniu usprawnić współdziałanie i przepływ informacji pomiędzy urzędem miasta, a radami. Nie muszę chyba mówić, że jest to bardzo ważne, szczególnie w sytuacji, gdy rozpisujemy nowe programy dla dzielnicowych radnych, opiewające na pokaźne kwoty, powyżej 300 tys. zł

Urzędnicy miejscy deklarują też, że systematycznie organizowali będą instruktaże dla rad dzielnic, choćby pod kątem tego, jak pisać programy umożliwiające uzyskanie dofinansowania na pomysły radnych. W siedzibach rad dzielnic takie zapowiedzi przyjmowane są bardzo pozytywnie.

Każdy pomysł, który umożliwia nam lepszą współpracę z urzędnikami, jest cenny – uważa Michał Łowkiel, wiceprzewodniczący Rady Dzielnicy Karwiny. 

(s)

 

kmsony Lut 4 '08

W budynku campusu było już pusto i spokojnie za oknem padał deszcz ze śniegiem, ale w pokoju, w którym odbywało się spotkanie Stowarzyszenia Studentów Niepełnosprawnych „Ad Astra” panowała przyjemna atmosfera a w tle słychać było muzykę. Nieśmiało zapukałam do drzwi i od samego początku spotkałam się z serdecznym przyjęciem.

Pokój nie był za duży tak naprawdę przypominał małe biuro- sprzęty komputerowe i biurka. Jedyną rzeczą, która czyniła go nietypowym były liczne plakaty promujące niepełnosprawność jako coś normalnego a nie kalectwo czy przekleństwo.
Tuż przed rozpoczęciem spotkania Hubert (vice-prezes) wypisuje i zawiesza na drzwiach maksymę dzisiejszego zebrania:
Najpierw jestem człowiekiem, matką, żoną, naukowcem, przyjacielem i tak dalej. To moim zdaniem jest najistotniejsze, aby nie definiować siebie jako człowieka niepełnosprawnego na pierwszym miejscu - Ewa Nowicka-Rusek laureatka konkursu - „Człowiek bez barier 2007” - profesor antropologii społecznej:wykłada, bada, podróżuje, nie widzi.

Atmosfera
Od przeczytania tych słów wszystko się zaczyna. W spotkaniu zarządu brało udział siedem osób (niepełen skład). Przy kawie i ciastkach tematy osobiste swobodnie przenikały do omawianych projektów. Pomiędzy planowaniem andrzejek, sylwestra i kooperacji ze stowarzyszeniami z innych krajów, co jakiś czas ktoś wtrącał własną historię czy anegdotę. Pomiędzy licznymi żartami słychać było słowa zachęty i wsparcia. Wszystko to jasno odzwierciedlało jak bardzo się lubią i jak dużym zaufaniem darzą siebie nawzajem. Niesamowite było też to, że wszyscy potrafili być ze sobą tak swobodni, bezpośredni i naturalni a zarazem tak bardzo profesjonalni w realizacji i planowaniu zamierzeń. Każdy był gotowy, entuzjastyczny i chętny do wykonania nowych zadań. Krok po kroku przechodzono do omawiania różnych pomysłów kładąc ogromny naciski na to by we wszystkich wydarzeniach brali udział zarówno studenci niepełnosprawni, jaki i pełnosprawni (uwzględniano to by nie czuli się niczym skrępowani).

Przy herbacie o stowarzyszeniu
O osobistą rozmowę poprosiłam Martę (3rok kognitywistyka), Beatę (3rok filologii romańskiej) i Renatę (1rok filologii polskiej). Usiadłyśmy w kółku każda z dziewczyn była uśmiechnięta, nieskrępowana, naturalna i popijała herbatę.
Po chwili żartów na temat tego, że najbardziej zestresowaną osobą w tym gronie jestem ja sama zapytałam je o to, jakie są cele i założenie stowarzyszenia.
Marta - „Ad astra” ma na celu aktywizację osób niepełnosprawnych na studiach. Osób, które zazwyczaj odczuwają lęk przed takim krokiem obawiając się trudności lub nie tolerancji ze strony normalnych studentów. Ponadto jest pomocna w zaakceptowaniu własnej tożsamości poprzez możliwość rozmowy lub warsztaty. Dodatkowo pomagamy studentom niepełnosprawnym w składaniu czy pisaniu petycji np. o wybudowanie windy. Każdy z nich może przyjść po poradę albo po prostu porozmawiać. W stowarzyszeniu są specjalne dyżury. Staramy się także o wymiany zagraniczne w celu zyskania nowych doświadczeń.
Członkowie stowarzyszenia informują również niepełnosprawnych licealistów o tym, że bez problemu mogą podjąć studia a także o możliwości uzyskania stypendium, dofinansowania czy wzięcia udziału w projekcie unijnym.
- Jest także sporo integracji – dodaje Renata - Wspólne wigilie, andrzejki, sylwester, obozy adaptacyjne,wyjazdy rehabilitacyjne wszystko otwarte na nas i naszych pełnosprawnych przyjaciół.
Ważne jest też to by studenci w trakcie studiów nie zapominali o tym, że są niepełnosprawni po to by proces rehabilitacji był realnie procesem. Dzięki stowarzyszeniu mają oni możliwość korzystania z basenu czy sali rehabilitacyjnej - uzupełnia Marta.

Identyfikacja
Po kolejnym łyku herbaty zapytałam je o ich opinie na temat, dlaczego ludzie pomimo własnej niepełnosprawności boją się być identyfikowani z grupą niepełnosprawnych.
- Ludzie nie wiedzą o korzyściach płynących z należenia do takiej grupy, albo nie chcą identyfikować się ze swoją niepełnosprawnością. Obawiają się etykietki, bo jeśli nie są niepełnosprawni ruchowo tzn. widocznie, wtedy nie chcą być kojarzeni z innym niepełnosprawnymi, bo takimi się po prostu nie czują. Niepełnosprawni mogą się także bać ogólnie tego, co dzieje się w stowarzyszeniu jak i własnych reakcji np. tego by swoim zachowaniem nie urazić innych - po chwili zastanowienia odpowiada Marta
- Ale my mimo wszystko się w tym nie poddajemy! Mamy taką myśl, plan by rozkręcić to jak najdalej - z entuzjazmem przerywa jej Renata
Po chwili milczenia do rozmowy włącza się Beata - To może dziwne, ale nie miałam oporów mówić o tym, że jestem chrześcijanką wśród ludzi niepełnosprawnych, ale wśród ludzi z roku, znajomych nie umiałam mówić o tym, że jestem niepełnosprawna. W „Ad astrze” znalazłam się dzięki temu, że chciałam skorzystać z rehabilitacji a podczas jej trwania poznałam niesamowitych ludzi. To właśnie przyjaźnie są czymś, co mnie trzyma w stowarzyszeniu. Będąc z tymi ludźmi nie myślę o tym, że jestem niepełnosprawna, co nie zmienia faktu, że jest to dla nas rzecz wspólna, która nas łączy i jednoczy i to też sprawia, że dobrze się ze sobą czujemy. Gdy weszłam już w relację z tymi ludźmi zaczęłam bez skrępowania mówić o tym, że jestem członkiem takiego właśnie stowarzyszenia.
- A ja - radośnie wtrąca Marta-do końca nie potrafię powiedzieć jak to się stało, że jestem w „Ad astrze”. Po pewnym czasie dostałam propozycję bycia w zarządzie i pomyślałam, że z racji tego, że jestem bardziej sprawna mogę pomóc tym, którzy są mniej sprawni. Niektóre osoby są trochę wyobcowane, brak im kontaktu z drugim człowiekiem i po to jest właśnie to stowarzyszenie by każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

Samoakceptacja
Cała nasza rozmowa staje się coraz bardziej swobodna i przyjacielska, dlatego odważyłam się spytać je o cos naprawdę osobistego - o to, w jaki sposób budowały własną tożsamość, poczucie samoakceptacji i jak duży wpływ miała na to ich niepełnosprawność. Wtedy nastał moment ciszy. Zaczęła Marta – Nigdy nie myślałam o swojej niepełnosprawności w kategorii kompleksu, a wręcz przeciwnie postrzegałam ją raczej jako błogosławieństwo. Myślę, że wpływ na to miał fakt, iż w trakcie wypadku byłam chrześcijanką. Z roku na rok (minęło już 11 lat) utwierdzam się w przekonaniu, że nie mogłabym funkcjonować bez tej niepełnosprawności. Dzięki temu cierpieniu potrafię cieszyć się życiem, czerpać z niego, dystansować się do siebie i świata. Może wpływ na to miała moja rodzina, która zawsze mnie akceptowała, wspierała i utwierdzała w tym, iż jestem taka sama jak oni. Pomocne było także to, że po udarze szybko wróciłam do sił fizycznych, psychicznych i intelektualnych.
Tuż po tej wypowiedzi spokojnym i opanowanym głosem zaczyna mówić Renata – Proces akceptacji i dowartościowania samego siebie jest bardzo długi i ciężki i ciągle we mnie trwa. Od dzieciństwa czułam się gorsza, już w przedszkolu słyszałam: jesteś inna, my się z Tobą nie bawimy. Wtedy zaczęłam zastanawiać się, dlaczego ludzie nie widzą tego, co w środku tylko to, co na zewnątrz. Do dzisiaj mam takie wątpliwości. Z nowymi ludźmi, nie czuję się pewnie bojąc się tego, że będą na mnie dziwnie patrzeć. Mam nadzieję, że w stowarzyszeniu będę mogła zaakceptować siebie wśród ludzi niepełnosprawnych i to będzie dobry początek do tego by móc się czuć w pełni akceptowaną w społeczeństwie. Pomimo licznych zapewnień o sympatii wobec mnie wciąż patrzę na siebie przez pryzmat tego, co słyszałam w dzieciństwie, ale wciąż uczę się podchodzić do siebie inaczej i mam nadzieję, że kiedyś mi się to uda.
Kolejnym moment ciszy, podczas którego dziewczyny pokrzepiająco i ze zrozumieniem uśmiechają się do Renaty.
Moja niepełnosprawność - nieśmiało zaczyna Beata - mnie ukształtowała, prawdopodobnie gdybym była zdrowa to dziś byłabym zupełnie kimś innym. Od dzieciństwa spędzałam czas w sanatoriach i szpitalach z dziećmi z podobnymi problemami zdrowotnymi. W ich towarzystwie czułam się normalna, bo niczym się od siebie nie różniliśmy, to dało mi dobre podłoże do zaakceptowania siebie. W liceum, gdy te kontakty się pourywały zaczął się kryzys mojej samoakceptacji – nikomu nie mówiłam i unikałam tematu o własnej niepełnosprawności. Zrezygnowałam nawet z pływania, które bardzo lubię, dlatego, że na basenie moja niepełnosprawność była widoczna. Dopiero na studiach w „Ad astrze” znowu znalazłam swoją grupę odniesienia, ludzi, którzy mnie rozumieją. Powoli się przyzwyczajam i wracam do tej dobrej samoakceptacji. Dzięki stowarzyszeniu odnowiłam swoją pasję - znowu pływam.

Radość
Siedzą przede mną trzy zdolne, ambitne, atrakcyjne, a przede wszystkim szczęśliwe młode kobiety. Oprócz niepełnosprawności łączy je także niesamowita radość życia, radość pomimo - to jest naprawdę fascynujące. Nie mogąc się powstrzymać pytam o to, czym dla nich jest radość życia.
Renata odpowiada niemalże bez zastanowienia z uśmiechem na ustach - To umiejętność cieszenia się każdym dniem niezależnie od tego czy jest się pełnosprawnym czy nie. Tak, to cieszenie się każdym kolejnym dniem.
Tuż po niej wypowiada się Beata - Bycie sobą. Świadomość, że nie muszę nikogo udawać i mogę być tylko sobą, że jestem akceptowana przez najbliższe mi osoby i nie musze niczego ukrywać.
Najdłużej na odpowiedzią zastanawia się Marta - To trudne pytanie… Dostrzeganie we wszystkim piękna zarówno w tym, co mnie dotyka, otacza i w wydarzeniach, które mnie dotyczą. Radość życia jest wtedy, gdy świadomie otaczam się i dostrzegam to piękno.

Małgosia Mysakowska

jarfie Gru 13 '07

Lubię w sobie umiejętność realizowania swojej pasji – są nią rajdy samochodowe. Jeżdżę fiatem 126p. Regularnie startuję w wyścigach maluchów, w wolnych chwilach ulepszam swój samochód w garażu. Często pomagają mi w tym znajomi.
Marcin, II rok zarządzania i marketingu, PG

 

 

 

Podoba mi się moja pewność siebie. Łatwo się nie poddaję. Wytyczam sobie określone cele i konsekwentnie je realizuję. Poza tym... lubię też swoje stopy.
Magda, II rok pedagogiki i I rok psychologii, UG

 

 

 

Najbardziej lubię w sobie moją bujną fryzurę, proste zęby, dwa metry wzrostu i sylwetkę atlety. Nie lubię tego, że czasem się poddaję.
Mateusz, I rok oceanotechniki i okrętownictwa, PG

 

 

 

Moją elokwencję, inteligencję i błyskotliwość. Lubię to, że każda moja wypowiedź jest gruntownie przemyślana, a także to, że jestem pewny siebie i nigdy nie odpuszczam.
Bartek, III rok, prawo, UG

 

 

 

Lubię to, co lubię. Interesuję się muzyką i sztuką. Lubię rozweselać ludzi w niebanalny sposób – na przykład puszczając na ulicy bańki mydlane. Lubię w sobie wszystko, co lubi we mnie Kamil.
Asia, I rok architektury, PG

 

 

 

Dzikość, pasję i to, że nie umiem żyć bez adrenaliny. Ale i tak najlepiej świadczy o mnie to, że moją dziewczyną jest Asia.
Kamil, I rok zarządzania i marketingu, PG

 

 

 

Właściwie to lubię w sobie wszystko a szczególnie skromność. I jeszcze to, że dobrze wychodzę na zdjęciach.
Artur, III rok prawa, UG

 

 

 

 

Lubię siebie za to, że jeśli postawię sobie jakiś cel, to dążę do niego bardzo wytrwale. Od dawna pasjonują mnie tramwaje, w tym roku skończyłem kurs prowadzenia pojazdu i pracuję jako motorniczy.
Jacek, II rok budownictwa lądowego, PG

 

 

 

W sobie najbardziej lubię to, że potrafię się odnaleźć w każdej sytuacji, jestem zabawna i wszyscy mnie lubią. Mam dobrą pamięć i jestem całkiem inteligentna. Tego, że mnie wszyscy lubią, nie piszcie.
Magdalena, II rok fizyki technicznej, PG

 

 

 

Generalnie lubię siebie... Chociaż niestety jestem bardzo leniwy i tego w sobie zdecydowanie nie lubię.
Janek, II rok historii, UG

 

 

 

Cóż, to temat-rzeka... Lubię w sobie dystans do siebie. Dzięki niemu potrafię każdą moją wadę przekuć w atut, bo sam potrafię się z siebie śmiać. Pracuję dorywczo w charakterze kasjera w Makro, więc lubię w sobie też to, że mam dużo pieniędzy, oczywiście dopóki nie zejdę z kasy. Dobrze mi z moimi pasjami i związaną z nimi spontanicznością. To ona pozwala mi wydawać jednego dnia całą wypłatę na płyty albo gnać na koncerty do Pragi lub Londynu.
Marcin, II rok dziennikarstwa i I rok politologii, UG

 

 

Olga i Dominik

jarfie Gru 13 '07
Strony: «« « ... 3300 3301 3302 3303 3304 ... » »»
  • Save this on Delicious

Reklama

News

packersmovers .in

Avoid pipe dream gauges. Generally, these are organizations that may offer a lower site before the move and after that discharge your pockets with concealed a great many. Be extremely careful about

Zamienić kurnik na apartamentowce…

Ponury i przygnębiający barak pamiętający zamierzchłe czasy PRL, dawna i dzisiejsza siedziba władz jednej z największych gdańskich spółdzielni mieszkaniowych, nie jest najlepszą wizytówką LWSM Morena.

„Promyk Nadziei” zbuduje plac zabaw

Zakończył się konkurs skierowany do organizacji pozarządowych na wybudowanie plac w zabaw dla dzieci na terenie Gdańska. Nowe atrakcje dla najmłodszych powstaną do końca 2010 r. Wśr d dwunastu oferent

Niechciane zaliczki

Zarząd LWSM Morena wprowadził zaliczkową opłatę 10 złotych na poczet rozliczenia tak zwanej wody r żnicowej. Kwota ta podlegać będzie rozliczeniu po zakończeniu okresu rozliczeniowego zużycia wody.

Castel wycina w pień

Przy ul. Magellana na Morenie wycięto w pień dorodne drzewa, a zaraz potem na teren wjechały spychacze zaalarmowali nas mieszkańcy osiedla Morena. Jeśli wycięte zostały jakiekolwiek drzewa, to z c

Zarządowi nie podwyższono wynagrodzenia

17 sierpnia obradowała Rada Nadzorcza LWSM Morena . Obecni byli zainteresowani członkowie sp łdzielni. Zmieniono zasady typowania dom w do rocznego planu dociepleń. Obecnie o pierwszeństwie będzie de

Myjnia oprotestowana

Czy na parkingu przy ul. Kolumba wydzierżawionym od sp łdzielni prywatny przedsiębiorca, Władysław Krugły, będzie m gł zbudować myjnię dla samochod w? Mieszkańcy sąsiadujący z tym parkingiem, sondow

Przed pierwszym dzwonkiem…

Do nowego roku szkolnego pozostało już niewiele czasu, toteż każda godzina w szkole przy Gojawiczyńskiej wykorzystywana jest maksymalnie, aby jak najlepiej przygotować plac wkę do zajęć.Brygada remont

Czy bandytyzm zawładnie Moreną?

Podpalenie piwnicy przy Marusarz wny 6, uszkodzenie windy dwa tygodnie p źniej w tym samym bloku, kradzież element w rusztowania przy Amundsena, przecięcie przewod w paliwowych w samochodzie zaparkowa

Bez tabletek uspokajających

Pracownicy chełmskiej sp łdzielni twierdzą, że wraz z dokonanymi zmianami we władzach przestały śnić się im po nocach koszmary i do pracy, jak dawniej, chodzą chętnie, bez stresu.Maria Supłatowicz pot

Wczytywanie...