pl

Blogi użytkownika

  • Save this on Delicious

Wyciągają rękę po pieniądze spółdzielców

Powszechny sprzeciw spółdzielców budzi jeden z najnowszych pomysłów Prawa i Sprawiedliwości, w myśl którego wkrótce spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe miałyby oddawać do budżetu państwa w formie podatku prawie jedną piątą wypracowanych zysków ze swojej działalności. Według parlamentarzystów PiS w sytuacji zwiększonych wydatków budżetowych i roszczeniowej postawy współkoalicjantów partii, którzy żądają zwiększenia wydatków m.in. na edukację i rolnictwo, jest to jeden z licznych sposobów na podreperowanie finansów publicznych. Przedstawiciele spółdzielni mieszkaniowych, także tej z Karwin, pomysł kwitują jednak krótko: to zamach na nasze pieniądze.

Protesty i sprzeciwy nie są w stanie zmienić faktu, że parlament z inicjatywy PiS pracuje właśnie nad projektem ustawy, w myśl której dochody spółdzielni obłożone byłyby 19-procentowym podatkiem. Odbyło się już jego pierwsze czytanie w sejmie, teraz nad stosownymi zapisami debatują komisje sejmowe. Dla spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych takie zapisy byłyby oczywiście niekorzystne, bo obecnie, jako organizacje non-profit mają one ten przywilej, iż wszelkie wypracowane zyski, głównie z wynajmu powierzchni handlowej w należących do nich budynkach - sklepach, biurach, klubach fitness, itp. - mogą przeznaczać na fundusz remontowy. To właśnie z tych pieniędzy naprawiane są potem cieknące dachy, odpadające rynny, czy piorunochrony. Dzięki temu łatwiej jest spółdzielniom utrzymać w odpowiednim stanie technicznym należące do nich bloki i kamienice. Jeśli część z tych pieniędzy miałaby zostać oddana do budżetu państwa, może się okazać, że w tych spółdzielniach i wspólnotach mieszkaniowych, które borykają się z problemami finansowymi, na część niezbędnych prac może zabraknąć pieniędzy.

- Dla nas wprowadzenie podatku od uzyskiwanych dochodów byłoby dużym ciosem - mówi Teofil Grydyk, członek rady nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej „Karwiny”. - W sytuacji, gdy zobowiązania lokatorów z tytułu nieopłaconych czynszów, wody, ogrzewania itp. sięgają już 2 mln zł, przychody związane z wynajmem powierzchni pod sklepy stanowią spory zastrzyk finansowy i przeznaczane na fundusz remontowy powodują, że w porównaniu z innymi spółdzielniami jesteśmy w stanie utrzymać relatywnie niskie czynsze.

Wynajmując powierzchnię pod cele handlowe zarabiamy po kilkadziesiąt złotych

miesięcznie za jej metr kwadratowy. Jeśli jednak kwota ta będzie opodatkowana, może to oznaczać, że trzeba będzie podnieść czynsz lokatorom.

Nie trzeba chyba dodawać, że tego akurat nie chcielibyśmy robić. Część naszych członków nie należy bowiem do osób szczególnie zamożnych, utrzymują się ze skromnych emerytur. Dla takich ludzi każda podwyżka oznacza spory problem.

- Pomysł opodatkowania spółdzielni mieszkaniowych jest zły - wątpliwości nie ma także Ireneusz Bekisz, prezes Młodzieżowej Spółdzielni Mieszkaniowej, która administruje położonymi po sąsiedzku z Karwinami blokami na Dąbrowie. - Ustawowe zapisy, proponowane przez PiS i tak odbiją się na obywatelach. To oni w konsekwencji odczują przewidywane podwyżki stawek wynajmu lokali handlowych. Liczę jednak, że projekt ustawy w takim kształcie nie zostanie zaaprobowany, bo nawet wewnątrz rządzącej koalicji istnieją rozbieżności co do tych zapisów.

Wystarczy wykonać kilka telefonów do parlamentarzystów PiS, aby przekonać się, że Bekisz rzeczywiście ma rację.

- Jeśli państwo miałoby wyciągnąć rękę po pieniądze, które obecnie spółdzielnie zgodnie ze swoją rolą przeznaczają na remonty budynków, prywatnie jestem przeciwny temu pomysłowi - mówi Zbigniew Kozak, poseł PiS z Gdyni.

- W sprawie spółdzielni mieszkaniowych w sejmie leży pięć różnych projektów, nie tylko Prawa i Sprawiedliwości, ale także rządu, czy też Platformy Obywatelskiej - uspokaja tymczasem Andrzej Liss, kolejny pomorski poseł PiS. - Wszystkie są w początkowej fazie i nie są jeszcze znane dokładne zapisy ustawy o ewentualnym opodatkowaniu, bądź nieopodatkowaniu spółdzielni mieszkaniowych. Poczekajmy więc z ocenami do momentu, aż wypracowane zostanie wspólne stanowisko i do kwestii tej odniesie się pani wicepremier Gilowska, która akurat w tej sprawie będzie miała najwięcej do powiedzenia.

Na pomyśle opodatkowania dochodów spółdzielni mieszkaniowych suchej nitki nie pozostawiają natomiast mieszkańcy Karwin.

- Politycy po raz kolejny udowadniają, że głoszona przez nich teza o tanim państwie to czysta fikcja - denerwuje się Marek Abankowicz z ul. Tatarczanej. - Sami, choć pobierają wysokie wynagrodzenia, latają w prywatnych celach śmigłowcami, samolotami, ucztują na wystawnych bankietach. Skandal goni skandal. A teraz jeszcze śmią wyciągać ręce po pieniądze zwykłych obywateli. To kpina.

Podobnego zdania jest Małgorzata Duralewska z ul. Makuszyńskiego.

- Nasze bloki mają niszczeć tylko dlatego, żeby politycy mogli spełniać wszystkie swoje zachcianki? - mówi. - Niech najpierw obniżą sobie pensję oraz odchudzą kosztowną i przerośniętą ponad wszelką miarę administrację państwową, a dopiero potem niech myślą o tym, aby nakładać kolejne podatki na zwykłych obywateli. Znając jednak życie projekt opodatkowania spółdzielni mieszkaniowych i tak zostanie przez parlament przeforsowany. Ci ludzie nie liczą się bowiem z głosami społeczeństwa, czują się panami i władcami Polski. Zapomnieli już chyba, kto ich wybrał i o kogo interesy powinni zabiegać. Jedyne pocieszenie w tym wszystkim to fakt, że w końcu przyjdzie czas ich weryfikacji.

(s)


Aron Gru 18 '06

Zatrzymaj chwilę

Gimnazjum Nr 19 w Gdańsku było organizatorem międzyszkolnego konkursu fotograficznego „Morskie wspomnienia”. Konkurs był skierowany do uczniów szkół podstawowych, gimnazjów i szkół średnich, należących do Gdańskiego Programu Edukacji Morskiej.

Głównym pomysłodawcą i organizatorem była nauczycielka geografii pani Barbara Bielenkiewicz, wspomagał ją przygotowujący wystawę nadesłanych prac, członek jury, nauczyciel plastyki Rafał Hinz.

Do udziału w konkursie zgłosiło się 14 szkół. Każda z nich przesłała po 5 najlepszych zdjęć wyłonionych w szkolnych etapach konkursów.

Tematyka zdjęć oscylowała wokół akcentów morskich. Zdjęcia ukazywały morze, jego faunę i florę, spacery brzegiem morskim, żeglowanie, morskie krajobrazy.

Wybrano najciekawsze prace fotograficzne i nagrodzono ich autorów.

Dla zwycięzców ufundowano nagrody rzeczowe za trzy pierwsze miejsca oraz dyplomy za prace wyróżnione.

Nadesłano wiele pięknych, dojrzałych artystycznie prac. Zachwycały ciekawym ujęciem tematu i techniką. Niosły przesłanie ważne dla naszej szkoły – ocal piękno chwili, zatrzymaj się, wrażliwy na otaczającą naturę, dostrzegaj jej piękno, chroń ją dla siebie i przyszłych pokoleń. Powstały zamknięte, zaklęte w migawce wspomnienia, ulotne wrażenia morskiego piękna.

Uwrażliwienie na problemy środowiska naturalnego, ukierunkowanie na życie aktywne i twórcze było istotą tego konkursu. Dla Barbary Bielenkiewicz niezmiernie ważne było zainteresowanie młodego człowieka tematyką morską, wzbudzenie w nim pasji. Dla Rafał Hinza merytoryczna forma każdej pracy, zgodna z programem i wartością.

Bogactwo ujęć tematu zadziwiło jury. W jego składzie znalazł się również przedstawiciel Urzędu Miasta Andrzej Radomski z Referatu Sportu. Uroczysty finał konkursu odbył się 30 listopada 2006 roku o godzinie 15.00 w naszym gimnazjum. Uczestniczył w nim zastępca dyrektora Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Jerzy Jasiński.

Nagrody przydzielono w dwóch kategoriach:
SZKOŁY ŚREDNIE
I MIEJSCE: Stanisław Łuszcz (VIII LO)
II MIEJCE: Ewa Roszak (XIX LO)

SZKOŁY PODSTAWOWE I GIMNAZJA
I MIEJSCE: Dominik Stefaniak (Gdańskie Gimnazjum „Lingwista”)
II MIEJCE: Paweł Skrzynecki (Gimnazjum Nr16)
III MIEJCE: Paulina Frankowska (Gimnazjum Nr19)


Przyznano również 12 wyróżnień.

Konkurs cieszył się dużym zainteresowaniem, a prace prezentowały bardzo wysoki poziom artystyczny. Wszystkim uczestnikom dziękujemy za udział, a laureatom gratulujemy!

Dyrekcja i Nauczyciele

Gimnazjum Nr 19 w Gdańsku.






Aron Gru 16 '06

fot. Ula KamińskaCichutkim "dzyń, dzyń" w progu drzwi wita wchodzących najstarszy gdański antykwariat. Wokół unosi się zapach starodruków, nieliczne promienie słońca odbijają się od wypolerowanych naczyń, medali, monet. Jedynie laptop, przy którym siedzi właściciel salonu, przypomina, że czas nie zatrzymał się tu w miejscu.

Ze Zbigniewem Bogdanowiczem z Salonu Numizmatycznego przy ul. Szerokiej 119/120, rozmawia Urszula Kamińska.


Antykwariat to nie supermarket. Jacy ludzie tu zaglądają? Czego szukają?

Antykwariaty w zasadzie żyją ze stałych klientów, którzy znają się na przedmiotach tu oferowanych. Czasami się zdarza, że ktoś potrzebuje czegoś na prezent, do dekoracji, więc wpadnie przypadkowo. Ludzie nie mają czasu, aby zwiedzać takie miejsca. Jedynie w sezonie turystycznym lub jak jest słaba pogoda i gdzieś trzeba się schować, robi się tu nieco gęściej. W antykwariacie potrzebny jest czas. Tu trzeba się zatrzymać i zastanowić. Kiedy w sklepie jest więcej niż pięć osób, robi się tłok, co praktycznie nie pozwala handlować.

Jaka jest historia pomysłu na tego typu działalność?

Wszystko zaczęło się od hobby - kolekcjonowałem numizmaty. Później postanowiłem spróbować pogodzić pasję z pracą. Dziś sam monet już nie zbieram, ale czytam dużo literatury na ten temat, bo w tej branży trzeba być na bieżąco, by nie wypaść z obiegu.

Co najchętniej Pan skupuje?

To jest działalność, w której nigdy nie wiadomo, co ktoś przyniesie. Ludzie często sprzedają pamiątki rodzinne, co najtrudniej mi zrozumieć. Potrzebują pieniędzy na wyjazd za granicę, muszą mieć za co żyć, zanim zaczną tam pracę. Są jednak rody, które posiadają cenne rzeczy, a na tyle dobrze sytuowane, że nie muszą niczego sprzedawać, a jednak to robią…

Jaki ciekawy okaz ma Pan obecnie w sklepie?

Dwa krzyżyki - biżuteria patriotyczna po powstaniu styczniowym. Kiedyś panie wieszały je sobie na czarnej szarfie i nosiły na piersiach. Był to symbol. Ktoś to odziedziczył w spadku i około miesiąca temu zdecydował się na sprzedaż.

jarfie Gru 15 '06

fot. M. WeneckaKtóż z nas w ciągu ostatniej sesji nie padł ofiarą "syndromu ostatniego dnia"? Kto nigdy nie żałował nocnego wyjścia, w czasie, gdy powinien wyjść... naprzeciw nauce.
Problem ten dotyczy większości studentów, a zakończenie studiów wcale nie gwarantuje zmiany tej sytuacji. Dlatego im wcześniej uświadomimy sobie, że to nie ilość zajęć jest problemem, ale tryb życia, tym szybciej mamy szansę znalezienia antidotum na chorobę braku czasu.

W poszukiwaniu straconego czasu z Michałem Kargulem, doktorantem historii i studentem socjologii, członkiem Zrzeszenia Kaszubsko - Pomorskiego i Klubu Studenckiego Pomorania, rozmawiała Malwina Kreft.
Michał Kargul pisze także do miesięcznika "Pomerania" oraz przygotowuje audycje w radiu Fabryka.


Czy to prawda, że doba Leonarda da Vinci również miała 24 godziny?

Nie ośmieliłbym się kwestionować praw fizyki... niemniej, jeśli chodzi o organizację czasu, kwestią zasadniczą jest to, jak go wykorzystamy. Wspominając osobę tak "płodną" jak Leonardo da Vinci, należy zauważyć, że realia w jakich żyjemy, nieco się różnią od ówczesnych. Miał zapewniony byt i opierunek, a spośród braci studenckiej tylko nieliczni mieszkają z mamą... Gdybyśmy całą swoją energię mogli wkładać w pracę naukową, dorobek twórczy co ambitniejszych studentów wyglądałby inaczej. Dlatego w kwestii nie marnowania czasu sprawą najistotniejszą są trafne decyzje, z czego zrezygnować, a czemu poświęcać swoją energię.

Gdybyś stanął przed wyborem robić żeby mieć, czy robić żeby być...

Gdy mówimy o "być" w sensie inwestycja w siebie, mówię: bez wątpienia tak. Najlepszą inwestycją w siebie jest aktywność w różnego rodzaju działalnościach społeczno naukowych. Wiele karier opiera się na tym, że w odpowiednim czasie, ktoś zainwestował w swoje nazwisko, oczywiście pracą. Natomiast walka o mieć, jako pogoń za pieniędzmi, wydaje się w dzisiejszych czasach czymś oczywistym. Każdy chce żyć jak najwygodniej i  w tym celu wakacje spędza w Anglii, jak tylko pozwolą mu zajęcia szuka pracy. Warto zastanowić się, czy czas studiów to nie jedyna szansa, aby zainwestować w siebie.

Doba starcza Ci aby wypełnić wszystkie obowiązki?

To jest kwestia odpowiedniego wyboru, sporządzenia hierarchii rzeczy ważnych. W tej chwili najważniejszy jest doktorat. Nie powiem też, że 24 godziny to za mało. To kwestia odpowiedzialności, zdarzało się wielokrotnie, że musiałem rezygnować z różnych rzeczy, bo okoliczności sprawiły, że nie były na pierwszym miejscu mojej hierarchii.

Sądzisz, że priorytety powinny sterować życiem człowieka?

Owszem, ale często tak nie jest. Dlatego, że życie bywa nieprzewidywalne lub czasami nie są odpowiednio ukształtowane. Wyznaczając sobie cel powinniśmy najpierw ustalić, czy jest on osiągalny i czy na pewno to jest, to, czego naprawdę chcemy.

Co powiesz ludziom, którzy uwielbiają mówić: "Nie mam czasu"?

Źe mają problem, że to jest ich sprawa, a nie świata. Współczuję im, bo nie potrafią się porozumieć z samym sobą, a to z kolei zamienia ich życie w wielką pogoń.

jarfie Gru 15 '06

Na pytanie - Jak myślisz, co to jest priorytet? - odpowiadają uczniowie klasy IV b z Zespołu Szkół Podstawowych i Publicznego Gimnazjum w Przodkowie.

Szyfr do sejfu.
Dawid

Wydział FBI!
Damian

Kino!
Krystian

Nazwa komputera,
drukarki, kamery.
Anita

Priorytet to
dostawać pieniądze.
Albo jakaś
strona internetowa.
Arek

Plik komputerowy.
Michał


To szybkie przesłanie
na poczcie.
Nazwa komendy policji!
Mateusz

Jakiś szyfr.
Nazwa drukarni gazet.
Sebastian

Jakiś projekt.
Patrycja

Czyjaś rola w telewizji.
Firma ubrań.
Tomek

Nazwa samochodu.
Ewa

Hasło do komputera,
karta telefoniczna.
Aneta

Nazwa jakiegoś sklepu.
Maciek


Nazwa baru.
Paulina


Pytała i fotografowała: Agnieszka Dybowska

jarfie Gru 15 '06

Sezon, sezon i... po sezonie

Pomimo włamań do mieszkań, kilku przypadków pobić i rozbojów, a także niecodziennej plagi kradzieży poduszek powietrznych
z żabiankowych aut zakończony wakacyjny sezon na naszym osiedlu nie należał do najbardziej niebezpiecznych. Mało tego – względem zeszłego roku odnotowano nawet pewną poprawę.

Powrót z wakacji wcale nie bywa przyjemnym momentem zwłaszcza, gdy urlopowicze zastają swoje mieszkanie doszczętnie splądrowane. W tym okresie wzrasta także złodziejskie „zapotrzebowanie” na elementy wyposażenia samochodów – tradycyjnie popytem cieszą się radia, odtwarzacze CD oraz... poduszki powietrzne (o czym pisaliśmy w poprzednim numerze Gazety Źabianki).

Niestety, w sezonie dochodzą także inne uciążliwości – te związane ze wzmożonym „nocnym życiem”. Wokół lokali gastronomicznych słychać dzikie wrzaski, a tłumy imprezowiczów przetaczających się deptakiem do kolejki SKM potrafią zniszczyć wszystko, co wyda im się przeszkodą na drodze. Jest i drugi aspekt – nocne spacery stają się wówczas bardziej niebezpieczne ze względu na wzmożone ryzyko napadu i utraty „komórki” oraz portfela. Zwłaszcza, gdy ofiara wraca do domu również po „kilku głębszych”...

Mimo to funkcjonariusze policji odnotowali pewną poprawę w porównaniu do liczby tego rodzaju zdarzeń w ubiegłym roku.

- Wiem, że przestępczość w bieżącym roku znacznie spadła w stosunku do analogicznego okresu z roku 2005 – mówi asp. Daniel Nowak z komisariatu policji w Gdańsku Przymorzu. - Szczególnie w zakresie rozbojów, kradzieży samochodów, kradzieży z włamaniem do mieszkań i kradzieży z włamaniem do placówek handlowych. W sezonie letnim problemem, ale wszystko wskazuje, że przejściowym i zakończonym, była wspomniana duża liczba kradzieży poduszek powietrznych z Opli Astra.

Ponadto do komisariatu napłynęło sporo zgłoszeń kradzieży samochodów w obrębie pasa nadmorskiego w Jelitkowie.

- Tę plagę skutecznie ograniczono poprzez wprowadzenie dodatkowych, stałych patroli skuterowych i pieszych, patrolujących wyłącznie ten mały teren – dodaje asp. Nowak.

Natomiast dość istotne i zdecydowanie zbyt częste były zdarzenia związane właśnie z „nocnym życiem” w pobliżu i wewnątrz lokali rozrywkowych. I to nie tylko na Źabiance, ale również w obrębie całego pasa nadmorskiego, czyli od granic z Sopotem aż do granicy z Nowym Portem. Dochodziło do bójek, pobić, kradzieży. Oczywiście, najczęściej przynajmniej jedna ze stron była nietrzeźwa.

Okazuje się, że na tym tle (choć niektórzy mieszkańcy z pewnością są innego zdania) nasze osiedle wcale nie było bandyckim Eldorado.

- W porównaniu do tych rejonów Źabianka była względnie spokojnym miejscem – przyznaje asp. Daniel Nowak. - Również Przymorze i Zaspa stanowiły rejony znacznie bardziej zagrożone niż Źabianka. Wystarczy przytoczyć przykład, że na przestrzeni prawie każdego miesiąca więcej przestępstw odnotowuje się na jednej tylko z ulic Przymorza – Kołobrzeskiej - niż na całej Źabiance.

(drako)


Aron Gru 15 '06

Wywiad z prof. Richardem Carhartem
doktoryzował się w dziedzinie teorii cząstek elementarnych,
a później zajmował się fizyką środowiskową na Uniwersytecie Illinois w Chicago.


Wiara i nauka to dwie różne dziedziny, które trudno jest połączyć na co dzień, a Pan to robi. W jaki sposób?
Chrześcijaninem jestem od 14 roku życia, a profesorem fizyki od 35 lat. Czasami trudno jest mi zrozumieć tego typu pytanie, bo żyjąc na styku obu tych płaszczyzn od wielu lat, nie widzę żadnej sprzeczności. Nauka jest bardzo wartościową ludzką działalnością, ale ma swoje ograniczenia. A Biblia to Słowo Boże, które w moim przekonaniu jest jedynym wiarygodnym drogowskazem na życie. Uważam, że obie te dziedziny życia - nauka i religia - są wartościowe i pasują do siebie.

A jednak wielu ludzi dzieli życie na zawodowe i religijne.
Czyli żyją tak jakby Boga nie było, a jednocześnie wyznają, że Bóg istnieje? Myślę, że nie można Boga oddzielać od świata, bo jemu na tym świecie zależy. Okazał to niejeden raz, poczynając od faktu, że go stworzył. Bóg stwarza też nasze życie i działa cuda w naszej codzienności. Dlatego każdy dzień jest cudem.

Czy z powodu swojej wiary miał Pan problemy w życiu zawodowym?
Nie mogę sobie przypomnieć żadnego momentu, kiedy wiara spowodowałaby problemy w mojej karierze. Gdybym był biologiem udzieliłbym pewnie innej odpowiedzi. Najważniejsi biolodzy, którzy dają pieniądze na badania i wydają czasopisma naukowe, nie tolerują nikogo, kto ma poglądy zbliżone do Teorii Stworzenia, zgodnej z Księgą Rodzaju. Znam młodego absolwenta, który nie mógł znaleźć pracy, mimo doktoratu z biologii i biofizyki, bo chciał zdobyć pieniądze na projekt w jakiś sposób związany z tematyką "Inteligentnego Projektu" (Intelligent Design). To moim zdaniem jest jak rząd totalitarny, a nie nauka.

A czy nauka może wspierać biblijny obraz stworzenia?
  W połowie mojego życia jako fizyka, zmienił się obraz holistycznego wszechświata. Pojawiło się pojęcie Wielkiego Wybuchu. Przestrzeń, czas i materia wszystkie zaczęły istnieć w tej samej chwili. Ci z nas, którzy wierzą, że Bóg stworzył w jednym momencie czas i przestrzeń, są zachęceni przez takie stanowisko naukowe. Czy to ma jakiś sens? Wielki Wybuch jest zgodny z przekazem biblijnym. List do Hebrajczyków stwierdza wyraźnie, że rzeczy, które widzimy, nie zostały zrobione z rzeczy widzialnych. (Hbr 11,3). Czyli rzeczy, które istnieją, nie zostały stworzone z innych istniejących rzeczy, co zgadza się z teorią Wielkiego Wybuchu.

Jako wykładowca spotykał się Pan na co dzień z młodymi, poszukującymi ludźmi. Czy udzielał im Pan jakichś wskazówek, gdy pytali, jak w życiu mądrze wybierać?
Próbowałem, ale młodzi ludzie bywają bardzo uparci i zdecydowani robić to, co sami wymyślą. Trudno jest im zmienić własną decyzję, bez jakiegoś źródła mocy w sercu. Myślę, że tylko Bóg może dać im tę moc, tę siłę. Jest tyle kłamstwa na świecie, które słyszą młodzi ludzie... Kiedy kupujesz jakiś sprzęt w sklepie, dają Ci instrukcję obsługi, zazwyczaj w pięciu językach, abyś wiedział jak korzystać z zakupionego sprzętu, jak go złożyć. Z życiem jest podobnie. Potrzebujemy instrukcji, ponieważ jesteśmy stworzeni, aby być szczęśliwymi i spełnionymi. Naszą instrukcją obsługi będzie zawsze mądrość zawarta w Biblii. Podam wam przykład. W moim kraju mówi się młodym ludziom, że powinni mieć doświadczenia seksualne przed ślubem, ponieważ to pomoże im znaleźć lepszego partnera, który będzie do nich pasował. Badania socjologiczne wskazują jednak, że ludzie, którzy idą za tymi wskazówkami są mniej szczęśliwi w swoich małżeństwach. I bardziej prawdopodobne, że wezmą rozwód. Dlaczego? Czekanie aż do ślubu czyni małżeństwa szczęśliwszymi, daje większą satysfakcję z pożycia. A przecież właśnie o tym mówi nam Biblia. To bardzo trudne w dzisiejszych czasach. Niewielu młodych ludzi ma odwagę czekać…

Wybór zależy od wartości, którymi człowiek kieruje się w życiu. Co dla Pana jest w życiu najistotniejsze?
Dla mnie najważniejszą wartością jest kochać Boga z całego serca, całej duszy, ze wszystkich sił swoich i kroczyć z nim w każdej chwili życia. To jest pierwsze przykazanie, o którym mówi Biblia. Najważniejsze zasady i cele naszego życia są nam dane, a nie wymyślone. Jest jednak pewien problem - grzech. Bóg jest sprawiedliwy, ale także miłosierny. Może wydawać się to na pozór sprzeczne, ale ponieważ Chrystus otrzymał karę, na którą ja zasłużyłem, Bóg może dalej obdarzać mnie miłością, bo stało się zadość sprawiedliwości. Źeby kroczyć z Bogiem muszę iść przez Chrystusa.
Kolejną ważną zasadą jest odkrywanie mojego życia przez Słowo Boże. Modlę się: "Boże, pokaż, co Ty chcesz, żebym robił ze swoim życiem. Twoja mądrość jest o wiele większa niż moja, wobec czego Ty wiesz dużo lepiej, jak mogę używać mojego życia, więc pokaż mi najlepszą drogę". Odpowiedź, którą otrzymuję od Boga jest tak wielka i głęboka, że boję się, czy jestem w stanie temu podołać. Wydaje mi się, że to jest właściwa droga. Podobnie jest w małżeństwie. Od 40 lat moja żona i ja jesteśmy razem. I często kłócimy się. Ale przecież opieramy się na Słowie Bożym. Wiara pokonuje trudności i to jest właśnie to, co sobie przysięgaliśmy - kochać się pomimo wszelkich trudności.

Co powiedziałby Pan młodym ludziom, kiedy dochodzą do wniosku, że droga, którą Bóg dla nich przygotował jest zbyt trudna?
Powiedziałbym: "Tak, to jest zbyt trudne dla Ciebie!" Właśnie dlatego Bóg dał nam swojego Ducha, abyśmy mieli moc. Ale czasem potrzebujemy też pomocy innych ludzi, innych chrześcijan. Powiedziałbym, że to jest zbyt trudne bez pomocy Boga. Wracamy tu do początku naszej rozmowy, kiedy mówiliśmy, że ludzie oddzielają życie i wiarę. Potrzebujemy, żeby Bóg działał w naszym życiu poprzez cuda. Źycie chrześcijanina składa się z jednego nieustającego ciągu cudów. Bóg używa dwóch rodzajów działań: zwykłych środków i cudów. Któregoś razu Bóg rozmnożył chleb - stworzył jedzenie z niczego. Jedzenie zostało rozmnożone poprzez cud. Ale Jezus rozdawał także pieniądze ubogim. Co ubodzy robią z pieniędzmi? Kupują jedzenie. Pieniądze są zwykłymi środkami. Nie zawsze działanie Boga jest dla nas naturalne i zrozumiałe, ale to przecież On aranżuje rzeczywistość.
Jeśli nie znasz woli Bożej, dotyczącej Twojego życia, to po prostu Go zapytaj. Na pewno odpowie!

Rozmawiali: Maria Przybylska, Mateusz Przybylski i Elwira Senger

jarfie Gru 15 '06

Inspektor wyjaśni

Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska rozpoczął kontrolę na terenach dawnego Polifarbu, gdzie zdaniem części okolicznych mieszkańców składowane mogą być niebezpieczne chemikalia, pozostałości po działającej tam niegdyś firmie Gras Oil. Zbiorniki z podejrzanymi substancjami znajdują się w odległości zaledwie kilkudziesięciu metrów od zapasowego ujęcia wody dla Gdyni, a także w bezpośrednim sąsiedztwie Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Nic więc dziwnego, że sprawa niepokoi ludzi mieszkających w pobliskich dzielnicach - Wielkim Kacku, Dąbrowie i na Karwinach. Radni opozycji zażądali już od władz miasta wydania im ekspertyzy oddziaływania na środowisko zbiorników i urządzeń, znajdujących się na terenie dawnego Polifarbu.

- To bardzo ważna kwestia, bo trzeba wykluczyć jakiekolwiek ryzyko katastrofy ekologicznej - mówi Jolanta Kalinowska, radna SDPl.

- Zdarzało się już w przeszłości, że z terenów dawnego Polifarbu wyczuwana była w okolicach naszych domów silna woń gazu - dodaje Aleksander Źelewski, mieszkaniec Dąbrowy. - Wystarczyło, że trochę silniej zawiał wiatr. Temat ten powraca, jak bumerang, a ciągle nie ma żadnych, jednoznacznych deklaracji i zapewnień, że nic nie zagraża naszemu zdrowiu. Dobrze więc, że podjęto w tej sprawie pilne działania.

WIOŚ firmą Gras Oil na prośbę gdyńskich urzędników zainteresował się już w 2004 roku. Stało się tak po skargach mieszkańców i radnych dzielnicy Dąbrowa, którym przeszkadzała działalność firmy. Raz po raz na Dąbrowę i do Wielkiego Kacka wzywana była straż pożarna, aby w związku z ostrą wonią chemikaliów, unoszącą się w powietrzu, sprawdzać, czy w okolicy nie doszło przypadkiem do poważnej awarii gazu i czy nie istnieje zagrożenie wybuchem. Mieszkańcy żyli w strachu, Urząd Miasta Gdyni powołał więc specjalny zespół kontrolujący ds. działalności Gras Oil. Okazało się wtedy, że przetaczając farby na zajmowanych przez siebie terenach właściciele firmy łamią prawo. Przedstawiciele Gras Oil zaraz po zakupieniu gruntu powinni bowiem zwrócić się do urzędu miejskiego o wydanie pozwolenia na rozpoczęcie podobnej działalności. Nie uczynili jednak tego, tłumacząc potem, że w pobliżu i tak funkcjonuje fabryka farb. Jak się jednak okazało, działalność Gras Oil kłóciła się z zapisami obowiązującego wówczas dla tego terenu, miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, firmie nakazano więc opuszczenie gruntu. WIOŚ miał też zbadać skład i rodzaj pozostawionych przez przedsiębiorstwo chemikaliów. Ale okazało się, że z tym jest niestety większy problem. 

- Inspektorzy tłumaczyli, że nie mogą zabezpieczyć próbek substancji z terenu dawnego Polifarbu, gdyż potrzebna jest na to zgoda komornika - mówi Ewa Łowkiel, wiceprezydent Gdyni. - Argumentowali to faktem, że firma Gras Oil postawiona została w stan upadłości.

WIOŚ tłumaczył tymczasem, że musi działać w ramach obowiązującego prawa i nie może na teren Gras Oil się włamać i skontrolować znajdujących się tam zbiorników. 

- Działalność Gras Oil, objęta jest postępowaniem prokuratorskim, a firmą zarządza nim syndyk - tłumaczyła Iwona Boruchalska, kierownik wydziału inspekcji w WIOŚ. - Zwróciliśmy się więc pisemnie do komornika z pytaniem o możliwość przeprowadzenia kontroli substancji znajdujących się w zbiornikach. Choć było to dwa lata temu, do dziś nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Dla mnie takie postępowanie komornika jest po prostu niezrozumiałe. 

Ostatecznie jednak pracownicy WIOŚ znaleźli sposób na rozpoczęcie kontroli i ustalili już, że cuchnące siarką chemikalia, składowane na terenie dawnego Polifarbu, nie powinny zagrażać ujęciu wody. Ich dokładny skład poddany zostanie analizie, a szczegółowe wyniki kontroli przedstawimy w najbliższym wydaniu „Źycia Karwin”

Według Zdzisława Kobylińskiego, naczelnika Wydziału Zarządzania Kryzysowego i Ochrony Ludności Urzędu Miasta Gdyni obecnie nie ma też zagrożenia, aby chemikalia mogły mieć negatywny wpływ nie tylko na ujęcie wody, ale i na zdrowie ludzi.  

- Z tego co wiem, substancje składowane na terenie dawnego Polifarbu nie są niebezpieczne dla człowieka, a ostatnio nie trafiły do nas żadne skargi od mieszkańców, którzy narzekaliby na uciążliwości, spowodowane zamieszkiwaniem w pobliżu miejsca przechowywania chemikaliów  - mówi Kobyliński. -  Inna sprawa, że zbiorniki, w których znajdują się te substancje, powinny być eksploatowane zgodnie z ich przeznaczeniem i należałoby respektować zapisy zezwoleń na obrót podobnymi cieczami. Kompetencje, aby to sprawdzić, nie leżą jednak w gestii Urzędu Miasta Gdyni.

Ryzyko, że w przyszłości na terenie dawnego Polifarbu ktokolwiek będzie prowadził działalność gospodarczą, szkodliwą dla mieszkańców, zminimalizować chcą natomiast władze Gdyni. Dlatego właśnie miejscy planiści przyszykowali już projekt planu zagospodarowania przestrzennego dla tego fragmentu miasta.

- Co prawda zezwala on na prowadzenie działalności przemysłowej w tej okolicy, jednak nie może ona być w jakikolwiek sposób uciążliwa dla otoczenia - mówi Marek Stępa, wiceprezydent Gdyni. - Zapisy planu spowodują ponadto, że na terenach dawnego Polifarbu będzie opłacało się lokalizować nowe inwestycje. Ponieważ grunty te są na tyle atrakcyjne, że według mojej wiedzy chętnych na ich nabycie nie brakuje, jestem przekonany, że po zaaprobowaniu przez Radę Miasta Gdyni dokumentu wyburzone zostaną pozostałości po starej hali fabrycznej, a w miejscu tym wybudowane zostaną nowe, estetyczne obiekty.

(s) 


Aron Gru 15 '06
 Ciuchcią po deptaku

Prawdziwa ciuchcia pojawi się niebawem na żabiankowym deptaku, by zabrać najmłodsze dzieci w podróż do... krainy książek. „Sprawczynią” tego niecodziennego wydarzenia jest Barbara Meyer, radna Gdańska oraz długoletnia kierowniczka bibliotek na Źabiance i w Oliwie. Radna co roku przygotowuje spotkania pod hasłem „Cała Polska czyta dzieciom”. Maluchy lubią te wydarzenia. Wówczas bowiem jest wynajmowana kolejka – lokomotywa z kilkoma wagonikami - która jeździ po gdańskich uliczkach, a Barbara Meyer w tym czasie siedzi w środku razem z dziećmi i przez megafon czyta różne książeczki. Ostatnio, czyli w zeszłym roku, tylko w ciągu zaledwie dwóch godzin przyszło aż 200 dzieciaków.

Taka impreza odbędzie się także w tym roku, ale tym razem - na Źabiance.

- Zapraszam wszystkie dzieci w niedzielę 17 września – mówi Barbara Meyer. – Początek jest o godz. 11.00, zbiórka – na żabiankowym deptaku. Impreza potrwa około dwóch godzin. Zapraszam serdecznie!

Ponadto niebawem w Bibliotece Oliwskiej szykują się kolejne spotkania z osobistościami ze świata kultury i sztuki, znane pod nazwą „Biesiad literackich”. Barbara Meyer jest już od dawna kojarzona z cyklicznie organizowanymi przez siebie spotkaniami, na które licznie przybywają ludzie nie tylko z Oliwy, czy Źabianki, ale nawet z bardziej odległych dzielnic. Nic dziwnego, możliwość zobaczenia i posłuchania „na żywo” ulubionych autorów i to jeszcze bez opłaty za wstęp, to nie lada gratka. Po zakończeniu zawsze jest możliwość dyskusji, a nawet zdobycia autografu.

- Gościliśmy już różne osoby – mówi Barbara Meyer. – Bywali u nas aktorzy, pisarze, ludzie ze świata kabaretu i telewizji. Niebawem, 1 października, wystąpi u nas Andrzej Zaorski. Spotkanie rozpocznie się o godz. 16.00. Serdecznie zapraszam!

To nie koniec atrakcji. Radna zapowiada, że w Bibliotece Oliwskiej niedługo zagości biskup Tadeusz Pieronek oraz Wojciech Cejrowski.

- Dbam o to, by zapraszać różnych gości, o zróżnicowanych poglądach – dodaje Barbara Meyer. – Tak, by każdy z mieszkańców znalazł coś dla siebie. Wstęp na wszystkie spotkania jest oczywiście wolny.

Dokładniejsze informacje co do daty poszczególnych spotkań będzie można uzyskać w Bibliotece Oliwskiej, pod numerem telefonu 552-03-83.

(drako)



Aron Gru 14 '06

Ustalili plan wydatków

Tego jeszcze w historii Rady Dzielnicy Karwiny nie było.
W ciągu najbliższego roku radni chcieliby zrealizować inwestycje na rekordową kwotę, sięgającą niemal 400 tys. zł. Choć rada dysponuje dużo skromniejszym budżetem, nieznacznie przekraczającym 70 tys. zł,
rajcy liczą na wsparcie z budżetu miasta. Będą też negocjować ze Spółdzielnią Mieszkaniową „Karwiny”, aby ona także wsparła ich plany inwestycyjne.

- Szczególnie zależy nam na wykonaniu zatoczki przystankowej dla autobusów przy ul. Tuwima - mówi Janusz Długoński, przewodniczący karwińskiej rady dzielnicy. - Z tą inwestycją nie można już czekać. Za pętlą na polance, w miejscu, gdzie kiedyś mieszkańcy urządzili boisko, buduje się obecnie osiedle mieszkaniowe. Gdy wprowadzą się tam lokatorzy, ze względu na brak zatoczki przystankowej ulica na pewno zakorkuje się. Już teraz, gdy na pętli stoją dwa autobusy na raz, nie można tamtędy przejechać.RD Karwiny jeszcze w tym roku chciałaby opracować dokumentację technicznądla tej inwestycji. Jej koszt oceniany jest na około 20 tys. zł.

- Niestety, jak wykazał konkurs ofert, nie dysponujemy taką kwotą, będziemy więc monitować radnych miejskich, aby z budżetu Gdyni przekazali nam brakujące 7-8 tysięcy - mówi Janusz Długoński. - Mam nadzieję, że podejdą do tego problemu ze zrozumieniem.Samo wykonanie zatoczki to koszt 150 tys. zł. W zadaniu tym radzie dzielnicy także będzie musiało pomóc miasto. Ale to jeszcze nie koniec. Radni chcą także, aby już w przyszłym roku rozpocząć dwie kolejne inwestycje - wybudowania dojazdu do boisk przy Zespole Szkół nr 13, tak, aby można było na nich organizować festyny i integracyjne imprezy sportowe dla mieszkańców, a także remontu chodnika przy pobliskim przedszkolu samorządowym. Obecnie jest on w tak fatalnym stanie, że podczas niesprzyjających warunków pogodowych, padającego śniegu, deszczu, kłopot z dotarciem do swoich domów mają starsi mieszkańcy dzielnicy i matki z wózkiem. Obie inwestycje to koszt co najmniej 220 tys. zł.

- Na poprawę stanu dróg na Karwinach mieszkańcy nie będą musieli czekać do przyszłego roku – mówi Michał Guć – wiceprezydent Gdyni. Tydzień temu Prezydent ogłosił dwa przetargi dotyczące: nowej nawierzchni na ul. Brzechwy, stanowiącej główny dojazd na „trójkę” oraz na remont nawierzchni pętli autobusowej przy ul. Tuwima. Mam nadzieję, że radni, uchwalając budżet na rok 2007, uwzględnią kolejne inwestycje ważne z punktu widzenia mieszkańców – dodaje wiceprezydent.

(s)


Aron Gru 14 '06
Strony: «« « ... 3448 3449 3450 3451 3452 ... » »»
  • Save this on Delicious

Reklama

News

Movers and Packers Pune - http://packmovefast.com/pune.html

Welcome to Relocate Services is a reputable service supplier for movers and packers pune households, office furniture and equipment, factories and machineries, industrial goods andsure.Relocate Servi

packersmovers .in

Avoid pipe dream gauges. Generally, these are organizations that may offer a lower site before the move and after that discharge your pockets with concealed a great many. Be extremely careful about

Zamienić kurnik na apartamentowce…

Ponury i przygnębiający barak pamiętający zamierzchłe czasy PRL, dawna i dzisiejsza siedziba władz jednej z największych gdańskich spółdzielni mieszkaniowych, nie jest najlepszą wizytówką LWSM Morena.

„Promyk Nadziei” zbuduje plac zabaw

Zakończył się konkurs skierowany do organizacji pozarządowych na wybudowanie plac w zabaw dla dzieci na terenie Gdańska. Nowe atrakcje dla najmłodszych powstaną do końca 2010 r. Wśr d dwunastu oferent

Niechciane zaliczki

Zarząd LWSM Morena wprowadził zaliczkową opłatę 10 złotych na poczet rozliczenia tak zwanej wody r żnicowej. Kwota ta podlegać będzie rozliczeniu po zakończeniu okresu rozliczeniowego zużycia wody.

Castel wycina w pień

Przy ul. Magellana na Morenie wycięto w pień dorodne drzewa, a zaraz potem na teren wjechały spychacze zaalarmowali nas mieszkańcy osiedla Morena. Jeśli wycięte zostały jakiekolwiek drzewa, to z c

Zarządowi nie podwyższono wynagrodzenia

17 sierpnia obradowała Rada Nadzorcza LWSM Morena . Obecni byli zainteresowani członkowie sp łdzielni. Zmieniono zasady typowania dom w do rocznego planu dociepleń. Obecnie o pierwszeństwie będzie de

Myjnia oprotestowana

Czy na parkingu przy ul. Kolumba wydzierżawionym od sp łdzielni prywatny przedsiębiorca, Władysław Krugły, będzie m gł zbudować myjnię dla samochod w? Mieszkańcy sąsiadujący z tym parkingiem, sondow

Przed pierwszym dzwonkiem…

Do nowego roku szkolnego pozostało już niewiele czasu, toteż każda godzina w szkole przy Gojawiczyńskiej wykorzystywana jest maksymalnie, aby jak najlepiej przygotować plac wkę do zajęć.Brygada remont

Czy bandytyzm zawładnie Moreną?

Podpalenie piwnicy przy Marusarz wny 6, uszkodzenie windy dwa tygodnie p źniej w tym samym bloku, kradzież element w rusztowania przy Amundsena, przecięcie przewod w paliwowych w samochodzie zaparkowa

Wczytywanie...