pl

Blogi użytkownika

  • Save this on Delicious

Wiosną starsi mieszkańcy Orłowa będą mieli swój klub seniora. Po miesiącach poszukiwań udało się w końcu znaleźć lokal - po aptece, na rogu ul. Orłowskiej i Alei Zwycięstwa.

W budynku przy ul. Orłowskiej 66, obok restauracji, od lat była apteka. Przestała funkcjonować. Farmaceuci właśnie opuścili lokal na parterze o powierzchni ponad 100 mkw. - we wrześniu przekazano miastu klucze.

- Zdecydowaliśmy, że przeznaczymy ten lokal na klub seniora - mówi Bogusław Stasiak, wiceprezydent Gdyni ds. zarządzania mieniem. - Lokal jest w niezłym stanie technicznym - wiadomo, apteka wymagała pewnej skrupulatności i czystości wręcz aptekarskiej. Tak więc nie jest zapuszczony, natomiast wymaga przebudowy i adaptacji do potrzeb seniorów. Odbyło się u mnie spotkanie z przedstawicielami wspólnoty mieszkaniowej i osobami, które mieszkają w tym budynku, a które wykazywały duże zainteresowanie tym, co się będzie działo z tym lokalem - z zadowoleniem przyjęto fakt, że powstanie tam taki klub.

W Orłowie bardzo brakuje Klubu Seniora, o czym świadczą po pierwsze - sygnały docierające od dłuższego czasu do władz miasta od mieszkańców, a po drugie - dane liczbowe. W tej dzielnicy mieszkają 1554 osoby, które obchodziły już swoje 60 urodziny. Stanowią 21 procent mieszkańców Orłowa. Może się wydawać, że nie jest to dużo w porównaniu z Chylonią i Śródmieściem, ale Orłowo jest mniejszą dzielnicą i ma zróżnicowaną strukturę. W okolicach kompleksu Hossy mieszka dużo ludzi młodych. Natomiast w nadmorskiej części Orłowa jest bardzo dużo seniorów. Miejskie kluby seniora działające przez cały tydzień są już w Chylonii, gdzie jest 7239 osób mających więcej niż 60 lat (26 proc. mieszkańców) oraz w Śródmieściu (5224 osoby - 34 proc.). Struktura demograficzna Gdyni wskazuje, że średnio co piąty mieszkaniec jest seniorem. Następuje zmiana pokoleniowa. To oznacza, że tak jak kiedyś brakowało przedszkoli, tak teraz brakuje klubów seniora.

- To będzie już trzeci miejski klub seniora czyli placówka prowadzona bezpośrednio przez Centrum Aktywności Seniora – miejską jednostkę budżetową. Mamy obecnie w Gdyni około 20 klubów prowadzonych przez organizacje pozarządowe czy spółdzielnie, które wspierany dotacjami z budżetu. Tyle, że te funkcjonujące np. przy parafii zwykle działają dzień czy dwa w tygodniu. Dlatego od zeszłego roku zaczęliśmy również tworzyć kluby działające przez cały tydzień, które prowadzi i w całości finansuje gdyński samorząd - wyjaśnia Michał Guć, wiceprezydent Gdyni ds. rozwoju i pomocy społecznej.

Organizujące działalność klubów Centrum Aktywności Seniora (CAS) powołano do życia ok. 1,5 roku temu. To jednostka, która - jak nazwa wskazuje - ma zajmować się wszystkimi możliwymi aspektami aktywizacji i spędzania wolnego czasu przez osoby starsze. Oprócz pomocy klubom seniora działającym w Gdyni, CAS koordynuje działalność Gdyńskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku oraz organizuje wiele innych działań, na które zapotrzebowanie zgłosili starsi mieszkańcy Gdyni.

- W Orłowie, do tej pory oprócz pewnych działań robionych przy parafii, praktycznie nie było oferty dla seniorów - mówi prezydent Guć. - W dzielnicach, gdzie jest dużo starszych ludzi staramy się tworzyć kluby, które mają bogatszy program, które działają cały tydzień. Taki właśnie będzie klub w Orłowie, a więc automatycznie będzie mógł zaoferować szerszą ofertę. Jest lokalizacja, ruszamy z remontem. Już w tej chwili Prezydent zabezpieczył w projekcie budżetu na przyszły rok środki na jego funkcjonowanie - bo będzie musiał być tam ktoś, kto klubem pokieruje.

- W tej chwili Wydział Budynków Urzędu Miasta Gdyni otrzymał polecenie przygotowania prac - dokumentacji adaptacyjnej - dodaje Bogusław Stasiak. - Zgoda we współpracy ze wspólnotą mieszkaniową wskazuje na to, że nie będzie żadnych przeszkód biurokratycznych, które w takich sprawach są najgorsze. Myślę, że po przygotowaniu dokumentacji, na przełomie roku będziemy w stanie rozpocząć prace adaptacyjne.

- Zakładam, że na wiosnę zaprosimy już seniorów na zajęcia w nowo otwartym Klubie Seniora Orłowo - deklaruje Michał Guć.

Co można robić w takim klubie? Dużo zależy od samych seniorów - co będą chcieli zorganizować, przy czym pomóc, co ich zainteresuje. Działające już kluby w Chylonii i Śródmieściu to przede wszystkim miejsce spotkań dla osób starszych. Jest kawiarenka internetowa i czytelnia czasopism. Są pogadanki na interesujące tematy wybierane przez seniorów - np. o historii sztuki, stworzono chór, można spotkać się z ciekawym człowiekiem, np. literatem lub zaprezentować własną twórczość czy hobby. Można też potańczyć na wieczorku, zagrać w szachy, gimnastykować się i... co kto sobie jeszcze życzy.

JAGA

Aron Sty 17 '07

Pasowanie na ucznia

Wierność narodowym tradycjom, pamięć nauki patrona szkoły, oddanie swojemu miastu ślubowali uczniowie 13 klas pierwszych gimnazjum nr na Chełmie.

„Mądrości szukaj dookoła siebie i w sobie” te słowa przyświecały tegorocznej uroczystości pasowania na ucznia w chełmskim gimnazjum. Młodzież z 13 klas pierwszych obiecała tę mądrość zdobywać przez trzy lata nauki w szkole. Przejmując symboliczny klucz do wiedzy uczniowie ślubowali dbać o dobre imię swojej szkoły, być dobrym kolegą i Polakiem wiernym Ojczyźnie. Obiecali podejmować rozsądne, uzasadnione decyzje, wykorzystywać zdobytą w szkolnych murach wiedzę do osiągania postawionych sobie celów, poznawać siebie. Świadkami ślubowania byli rodzice pierwszoklasistów, dziadkowie i rodzeństwo zgromadzone na szkolnych trybunach, nauczyciele, gdańscy radni, księża z pobliskich parafii. Pedagodzy i zaproszeni na uroczystość goście życzyli gimnazjalistom owocnych lat w szkole i spełnienia oczekiwań. Podkreślali wagę nauki w życiu młodego człowieka, jako najlepszej inwestycji na przyszłość.

- Jesteście teraz częścią społeczności szkolnej, gimnazjalistami, którzy powinni być wierni wartościom „Bóg, Honor, Ojczyzna” – mówił do młodzieży Marcin Hintz, dyrektor Gimnazjum nr 3 im. Jana Pawła II na Chełmie.

Młodzież przyklękając na jedno kolano ślubowała nie zawieść tych, którzy pokładają w nich nadzieję.

(mag)






 

Aron Sty 17 '07

 

Statut zgodny z prawem

Najważniejszy dokument LWSM „Morena”, uchwalony przez Zebranie Przedstawicieli 22 kwietnia br. jest zgodny z prawem. Sąd Okręgowy w Gdańsku oddalił pozew o uchylenie uchwały w sprawie zatwierdzenia zmian do statutu, jako podjętej z rażącym naruszeniem prawa. Sąd uznał, że 35 delegatów obecnych na sali w chwili głosowania mogło podjąć taką uchwałę.

Statut, o czym pisaliśmy, uchwalono praktycznie nad ranem. Na sali obrad znajdowało się wtedy 35 delegatów stanowiących nieco ponad jedną czwartą ogółu uprawnionych do głosowania. Liczba wszystkich delegatów na Zebranie Przedstawicieli LWSM Morena wynosi 129 osób. Już wtedy powstały kontrowersje, czy taki dokument jest ważny? Czy do jego uchwalenia nie jest wymagane poparcie co najmniej trzech czwartych wszystkich uprawnionych do głosowania delegatów? Według radcy prawnego spółdzielni znaczenie ma jedynie liczba obecnych na sali delegatów w momencie otwarcia zebrania. To oznaczałoby, że na Morenie statut mogą uchwalić np. dwie lub trzy osoby, które dotrwają do końca obrad. Tym razem o najważniejszym dokumencie zdecydowało 35 osób.

Dwóch członków spółdzielni zakwestionowało tę uchwałę. Domagali się uchylenia uchwały. Sąd Okręgowy w Gdańsku nie podzielił ich poglądu, oddalił powództwo i obciążył kosztami postępowania.

Statut, po uzupełnieniu braków formalnych, został też wpisany do rejestru przez Sąd Rejestrowy w Gdańsku. Od tego czasu dokument zaczął obowiązywać w LWSM Morena.

(g)

 

 

Aron Sty 17 '07

 

Jedna trzecia nie płaci czynszów

Monity na klatkach schodowych o zadłużonych mieszkańcach przynoszą skutek, ale nie taki, jakiego oczekiwałby zarząd spółdzielni – twierdzi Henryk Gajcy, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej „Młyniec” na Zaspie. Blisko jedna trzecia mieszkańców Zaspy nie reguluje czynszu. Zadłużenie wzrosło
o ok. 14 procent w porównaniu ze stanem z końca czerwca br.

- Lokatorzy mogą zobaczyć na naszych informacjach, jaka jest skala zadłużenia w poszczególnych klatkach schodowych – mówi prezes H. Gajcy. – Po drugie nie chodzi o pokazywanie, ale zapraszamy dłużników na rozmowy. I one pomagają najbardziej. Tam gdzie jest inaczej, stają przed Komisją Rady Nadzorczej, jeśli i to nie skutkuje – tłumaczą się przed całą Radą Nadzorczą. Duża część wtedy reguluje, woli zapłacić i nie widzieć się z nikim, nie mieć kłopotów.

Zadłużenie, zdaniem prezesa, wzrasta, nie maleje niestety. Zadłużenie na „Młyńcu” wynosi 1.368.667, 24 zł. Średnio zadłużonych jest 38,5 proc. lokali mieszkalnych. Najbardziej zadłużeni są mieszkańcy bloku przy ul. Skarżyskiego 7. Spośród 40 lokali mieszkalnych czynszu nie płacą właściciele 24 mieszkań. Jednak suma ich zadłużenia nie jest wysoka, bo wynosi ponad 9 tys. zł. Na jedno mieszkanie (to zadłużone) przypada niespełna 400 zł długu. O wiele więcej, bo aż ponad 2 tys. zł przypada na jedno zadłużone mieszkanie w bloku przy ul. Nagórskiego 11. Tutaj zadłużenie wynosi blisko 30 tys.zł.

Spore zadłużenia występują też wśród mieszkańców przy ul. Pilotów 10, gdzie nie płacą właściciele 90 mieszkań. Zadłużenie przekroczyło już 120 tys. zł.

Aktualnie w kilkunastu przypadkach spółdzielnia korzysta z usług sądowego komornika. To te sprawy, gdzie wcześniej został wyczerpany tryb polubowny.

(g)

 

Aron Sty 17 '07

Osiedle do liftingu

Trzydzieści lat temu nasze osiedle rozwijało się dynamicznie i było przykładem nowoczesności. Jeden po drugim pojawiały się nowe bloki, budynki użyteczności publicznej, pięknie urządzone kąciki zabaw oraz zieleń. Teraz Źabiance lat przybyło i nie da się ukryć, że są miejsca, w których widać to aż nadto dobitnie.

Mieszkańcy, nawet jeśli są zadowoleni z życia na naszym osiedlu, bez wahania potrafią wskazać mankamenty.

- W okolicy wiele się zmieniło przez ostatnie lata – mówi Jan Strugalski. - Trwa ocieplanie kolejnych bloków, najpierw odnowili jeden kościół, teraz remontują drugi. W sumie jest dość ładnie i estetycznie, ale są też „plamy”, czyli takie miejsca, które tak naprawdę przynoszą wstyd – to są okolice dworca, targowisko miejskie. No i ten nasz żabiankowy deptak... To nie jest dobra wizytówka. Miasto mogłoby coś z tym zrobić.

Już nam nie zazdroszczą...

Na liczne braki wskazują też internauci na forum MojeOsiedle.pl.

- Na innych osiedlach zakończono trzecie koszenie trawy – pisze jeden z nich. - Źabianka tego lata wizytówką na pewno nie była. Przed nami zima. Czy ponownie przyjdzie nam się borykać z nieodśnieżonymi, zalodzonymi chodnikami? Czy czynsze z tych oszczędności zmalały? Nie. Bezdomni nadal koczują po klatkach, a sprzątaczki zmieniają się co kilka dni. Tylko z tym sprzątaniem nie za bardzo. Pytam, jak długo jeszcze mam znosić tę niegospodarność?

- I ja zadaję takie samo pytanie – wtóruje inny lokator. - Widać, że władze spółdzielni zupełnie nie są zainteresowane wizerunkiem naszego osiedla. I pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno wszyscy nam zazdrościli tak pięknego, zadbanego miejsca.

Oczywiście, nie wszystkie głosy są pełne goryczy.

Sami sobie winni?

- Owszem, może i nasze osiedle ma problemy z utrzymaniem zieleni, ale nie tragizujmy tak – wypowiada się jedna z internautek. - Pewnie, że przydałyby się nowe drzewka, szczególnie w lasku i na obrzeżach oraz odnowione kwietniki itp. Jednak nie zapominajmy, że sami sobie częściowo jesteśmy winni. Trzeba było nie puszczać naszych pupilów w miejsca, gdzie były posadzone nowe roślinki. Mówię tu o drzewkach zasadzonych przy lasku po wycince. Były ładnie ogrodzone i gdzie one są? Zniszczone przez (...) psy. Właściciele piesków powinni teraz na swój koszt posadzić tam roślinki! Druga sprawa to kupy psie. Nikt nie kwestionuje, że piesek musi się wypróżnić, jednak te kupy wypalają trawę, wyglądają obrzydliwie, no i są siedliskiem bakterii oraz pasożytów. I co? Miały być mandaty za niesprzątanie - nikt tego nie egzekwuje. Po trzecie, gdyby tak każdy mieszkaniec nie rzucał z balkonu petów, nie śmiecił puszkami po piwie itp., na pewno byłoby czyściej. Stan osiedla świadczy też o kulturze jego mieszkańców. Płacenie czynszu nie zwalnia nas z kultury osobistej. Czy w domu też tak się zachowujemy? Reasumując: mogłoby być lepiej, ale po części sami jesteśmy za ten stan odpowiedzialni.

Osiedle do poprawki

A co na to zarząd żabiankowej spółdzielni?

- Nie wiem, jak jest na innych osiedlach, ale u nas po 34 latach można zapomnieć o tym, że osiedle jest zagospodarowane w sposób profesjonalny – potwierdza Dariusz Petrowski, prezes SM Źabianka. - Układ zieleni jest zdegenerowany, trawniki nadają się tylko do wymiany, natomiast krzewy, pomimo pielęgnacji, dotknęła daleko posunięta degradacja. To są zaniedbania, które nawarstwiły się przez lata. Tutaj musi nastąpić cały proces rekultywacji zieleni.

Spółdzielnie mieszkaniowe, we współpracy z władzami miasta, mogą występować o fundusze unijne. Szansy upatruje tutaj także SM Źabianka.

Szansa w UE?

– To tam należy sięgać po środki na rekultywację – uważa prezes Petrowski. – Nie można bowiem tego ciężaru spychać na lokatorów. Obciążenia czynszowe są już wystarczająco wysokie, więc podwyżki czynszu to droga donikąd.

Zarząd i rada nadzorcza pracują nad tym, by Źabiankę uwzględnić w kompleksowym programie rewitalizacji.

- Jest on rozpisany na lata 2007-2013 – dodaje Dariusz Petrowski. – I nie ma powodu, by Źabianka znalazła się na szarym końcu, „wlokąc się” w tyle za pozostałymi osiedlami. Trzeba tylko, by mieszkańcy wykazali się cierpliwością, a my – odpowiednią siłą przebicia, żeby to osiągnąć.

(drako)

 

Aron Sty 17 '07

Parking albo domy

Na złe zagospodarowanie terenu przy ul. Lipowej skarży się mieszkanka jednego z bloków na Fikakowie. Jej zdaniem powinien tu powstać parking. Natomiast spółdzielnia wyjaśnia, że to miejsce jest przewidziane pod zupełnie inne funkcje.

Czytelniczka wskazuje na teren w pobliżu ul. Lipowej 4-8-12.

- Teren w tej okolicy jest źle zagospodarowany – uważa mieszkanka. – Przydałby się tu parking, tymczasem plac jest zupełnie niewykończony i brakuje odpowiedniej infrastruktury. To niedopuszczalne w środku takiego nowoczesnego osiedla, jak Wielki Kack. Nie można się doprosić, żeby coś było z tym zrobione!

Zdaniem Mariusza Pająka, radnego dzielnicy i członka Spółdzielni Mieszkaniowej „Karwiny”, zarzuty są bezpodstawne.

- Pretensje czytelniczki są zupełnie nieuzasadnione – uważa Mariusz Pająk. - Teren naprzeciwko budynku przy ul. Lipowej 8 jest prywatny i należy do członków Spółdzielni Mieszkaniowej ,,Karwiny”. W planie zagospodarowania przestrzennego teren przeznaczony jest pod budownictwo mieszkaniowe wielorodzinne. Miejsca parkingowe powinny być zabezpieczone na terenie przynależnym do budynków. Jeśli zaś chodzi o ulicę Lipową, w tym rejonie spółdzielnia nie zgłasza żadnych pretensji, wręcz przeciwnie - pragnie uregulować stan prawny terenów i wielokrotnie zgłaszała w Urzędzie Miejskim w Gdyni propozycje rozwiązania układu drogowego.

(drako)

 

Aron Sty 16 '07

 

W końcu kursuje do Sopotu

To, co zapowiadaliśmy już na łamach jednego z poprzednich numerów „Źycia Karwin”, stało się faktem. Od początku tego miesiąca przedłużona została do Sopotu przejeżdżająca przez naszą dzielnicę trolejbusowa linia 31. Ale to nie koniec komunikacyjnych zmian. Kolejną nowością jest zmieniona numeracja autobusów nocnych. W konsekwencji pasażerowie, jeżdżący po zmroku z Karwin w stronę centrum miasta, a także udający się w drogę powrotną, wsiadają obecnie już nie do autobusu linii 410, lecz N10. Co warte podkreślenia, to mały, lecz jeden z pierwszych kroków ku stworzeniu w całym Trójmieście jednolitego systemu komunikacji. Oznaczenia zaczynające się na „N” posiadają bowiem także autobusy nocne w Gdańsku i Sopocie.

Przedłużenie trasy trolejbusowej linii 31 z Kaczych Buków przez Karwiny aż do pętli przy ul. Reja  możliwe było przede wszystkim dzięki temu, że jej funkcjonowanie zgodziły się dofinansować władze sopockiego Aquaparku. Liczą one na to, że dzięki nowemu, dogodnemu połączeniu komunikacyjnemu, które pozwala mieszkańcom Dąbrowy, Karwin, Wielkiego i Małego Kacka bez przesiadki dotrzeć do Sopotu Kamiennego Potoku, znacząco zwiększy się liczba klientów, odwiedzających park wodny.

- Dofinansowanie linii trolejbusowej na tak dużą skalę to bezprecedensowe rozwiązanie w skali całego naszego systemu komunikacyjnego - cieszy się Marcin Gromadzki, rzecznik Zarządu Komunikacji Miejskiej w Gdyni.

(s)

Aron Sty 16 '07

 

Z Longinem Mażewskim, prezesem zarządu LWSM Morena rozmawia Tadeusz Gruchalla

- Która z funkcji bardziej panu odpowiadała biorąc pod uwagę pana wiedzę i predyspozycje? Gdy był pan wiceprezydentem miasta Gdańska, czy też, gdy się pan udzielał w GKS Wybrzeże, czy też gdy był pan dziennikarzem, czy może teraz, kiedy zarządza pan największą spółdzielnią gdańską?

- Każdą moją działalność dobrze wspominam…

- A w której czuł się pan najlepiej? Chyba nie jest łatwo kierować tak dużą spółdzielnią?

- Nie jest łatwo nie z uwag i na wielkość spółdzielni, lecz nieuporządkowanie, jakie w niej zastałem. Nie jest łatwo także dlatego, że z jednej strony odczuwalny jest tu taki duch bojowy, a z drugiej strony zauważalna bierność dużej części członków spółdzielni. Na grupy członkowskie często przychodzi zaledwie kilka osób.

- To fakt, widać gołym okiem…

- Dokładnie tak. To jest bardzo duża spółdzielnia, z bardzo wieloma problemami i źle, gdy o nich trzeba rozmawiać z bardzo niewieloma członkami spółdzielni. Ja wolałbym rozmawiać ze zdecydowaną większością, zresztą w każdej instytucji, w każdej pracy trzeba starać się robić to, co jest dobre dla reprezentatywnej grupy. A jaka praca była dla mnie najbardziej interesująca zawodowo? Jestem finansistą.

- Potrafi pan liczyć pieniądze.

- Jakby od zawsze. W związku z tym i zawodowo, i osobiście, najbardziej odpowiadała mi praca wiceprezydenta.

- Skoro potrafi pan dobrze liczyć pieniądze, to czy w spółdzielni, którą pan teraz kieruje, doliczył się pan braków? Obraz tej spółdzielni przedstawiany w mediach za czasu prezesury Zbigniewa Dąbrowskiego był fałszywy czy odpowiadał rzeczywistości?

- Nie miałem żadnej styczności z panem Dąbrowskim, może to i dobrze. Nie żałuję w każdym razie.

- Ale z dokumentami ma pan.

- Dokładnie tak i na tym bazuję. Bardzo dobrze się złożyło że dysponujemy protokołem polustracyjnym. Na podstawie tego wyrobiłem sobie dosyć szczegółowy obraz pracy zarządu pana Dąbrowskiego. Acz, z tego, co mi mówiono, okres jego prezesury oznaczał w spółdzielni wzloty i upadki. Pierwszy okres jego pracy był tu bardzo dobrze oceniany. Potem było już gorzej. Być może był za długo prezesem w jednej spółdzielni…

- A jak jest z finansami tej spółdzielni?

- Sprawozdanie finansowe zostało zweryfikowane przez biegłego rewidenta i przyjęte przez Zebranie Przedstawicieli bez uwag. Wynika z niego, że spółdzielnia odnotowała w roku 2005 zysk netto w wysokości 970 tys. złotych.

- I tak jest w rzeczywistości?

- Wynik finansowy odpowiada sytuacji finansowej. Nie widzę tu żadnej rozbieżności pomiędzy odnotowanym wynikiem a realną sytuacją finansową spółdzielni. Realizujemy wszystkie swoje płatności, nie ma żadnych zobowiązań, nie zaciągamy żadnych kredytów.

- Skoro już jesteśmy przy pieniądzach proszę powiedzieć, czy to prawda, że Rada Nadzorcza w pośrodku roku bilansowego sprezentowała panu prezent w postaci zmiany planu finansowego?

- To fakt. Na początku sierpnia został przyjęty plan finansowy. Do tego czasu funkcjonowaliśmy w oparciu o prowizorium budżetowe, zgodnie ze statutem.

- Co pan zrobi teraz?

- W tej chwili nie mamy jeszcze całej treści uchwały. Gdy ją otrzymamy, będziemy wiedzieć, co tak naprawdę zostało przyjęte przez Radę Nadzorczą.

- Z jaką trudnością będzie się
to wiązać?

- To właśnie będzie wiadomo, gdy będziemy mieć wiedzę, jakie pozycje uległy zmianie. Pewne jest to, że plan został zmieniony. Czekamy na uchwałę. Uważam, że nie może być wielkich różnic w stosunku do prowizorium, bo to byłoby trudne do realizacji, gdyż szereg wydatków został już poniesiony.

- Jak się pan czuł, jako prezes, któremu skończyła się kadencja i do ostatniego dnia jej trwania nie było żadnej decyzji Rady Nadzorczej odnośnie losów tego zarządu. Jakieś refleksje musiały przychodzić…

- To była dość nietypowa sytuacja dla mnie i dla moich kolegów z zarządu.

- Bo nie było wiadomo, czy się już pakować i odchodzić, czy czekać, czy też przekazywać komuś obowiązki…

- Mieliśmy podpisane umowy terminowe o prace, wygasające z dniem 30 czerwca tegoż roku. Pierwszego lipca trzeba by się było zastanowić, co mamy robić, gdyby na przykład głosowanie nad absolutorium przedłużyło się w czasie. Mogło być np. Zebranie Przedstawicieli przerwane, różnie mogło być.

- Rada Nadzorcza wytłumaczyła panom ten swój brak reakcji do ostatniej chwili?

- Nie, może by było dobrze, gdyby tak się stało, ale nie mieliśmy żadnej informacji.

- Ale przyzna pan, że byłoby to w dobrym tonie…

- Na pewno.

- Jak się panu pracuje z tą Radą? Miał pan okazję współpracować z poprzednią Radą, więc ma pan jakieś własne spostrzeżenia…

- Panie redaktorze, umówmy się, że nie będę dokonywał takiej oceny.

- Bo to organ kontrolny…

- I mój pracodawca. Jak okaże się, a wszystko jest możliwe w dzisiejszych czasach, że nie będę mógł współpracować, to złożę dymisję. Proszę oczywiście tego nie rozumieć tak, że nie mogę z tą Radą współpracować, jak dotąd takiej sytuacji nie ma.

- Toteż musiało być panu niezręcznie, gdy na Zebraniu Przedstawicieli musiał pan tłumaczyć się, dlaczego w proponowanym przez zarząd porządku obrad tego gremium został wprowadzony punkt dotyczący odwołania członków Rady Nadzorczej…

- Owszem, to nie była przyjemna sytuacja, ale są także w spółdzielczości sytuacje przyjemne w sprawowaniu funkcji i są mniej przyjemne. Takie jak ta sytuacje niedobrze rokują w zakresie spokoju wewnątrzspółdzielczego, który jest bardzo potrzebny i merytorycznej pracy, która jest tu jeszcze bardziej potrzebna. Jeżeli są problemy pomiędzy częścią Delegatów, bo to przecież oni złożyli wniosek o odwołanie członków Rady, a Radą Nadzorczą, to jest niekomfortowa sytuacja dla wszystkich. Dlatego i mnie było niezbyt przyjemnie wytłumaczyć Delegatom przyczynę takiego stanu rzeczy, ale musiałem, bo byliśmy prawem związani, aby ten punkt wprowadzić.

- Jak ocenia pan pracę swoich
zastępców?

- Powiem tak: zarząd tworzy zespół i uważam, że taki zespół jest. Głębiej nie będziemy wchodzić w ten temat, bo chyba nie o to chodzi, aby mówić, czego moim zastępcom nie udało się zrobić, albo co im się udało.

- A gdyby miał pan możliwość doboru sobie zastępców, to wymieniłby pan ich na innych?

- W tej chwili to trudno o tym mówić, bo wiem, że to nie jest możliwe. A rzeczywiście nie miałem wpływu na ich dobór.

- Bo to Rada także ich wybiera.

- Dokładnie tak. Jest tutaj taka a nie inna sytuacja i muszę się z nią pogodzić, czy mi to się podoba, czy nie.

- Ale dogadujecie się panowie?

- Staram się rozmawiać z moimi kolegami na płaszczyźnie merytorycznej. Angażuję ich do przedsięwzięć, które wspólnym sumptem przynoszą wymierne efekty. Podchodzę do tego pozytywnie.

- Cieszył się pan podczas Zebrania Przedstawicieli, gdy pana zastępcy także otrzymali absolutorium i to dość wysokie?

- Na pewno była to dobra wiadomość, bo brak absolutorium oznacza destabilizację pracy zarządu i także całej spółdzielni.

- To zaskakujące tym bardziej, że Rada – jeśli dobrze pamiętam – wnioskowała do ZP o nieudzielanie absolutorium…

- Nie całemu. Z tego, co wiem, Rada opowiedziała się za nie udzieleniem absolutorium jednemu z moich zastępców.

- Chodziło o wiceprezesa Bogusława Hegera, który wbrew oczekiwaniom rady uzyskał najwyższe absolutorium.

- Dokładnie tak, uzyskał najlepszy wynik z nas wszystkich.

- Z czasem, jak się okazało, dziewięciu członków rady wystąpiło z wnioskiem do Rady o odwołanie go z zajmowanej funkcji członka zarządu. To zła czy dobra wiadomość dla pana prezesa?

- Z całą pewnością nie sprzyja to merytorycznej pracy w ramach zarządu, aczkolwiek też trzeba się z tym pogodzić. Rada ma bowiem takie kompetencje i w tym przypadku z nich korzysta.

- To prawda, że pani Daniela Szynszecka, szefowa Komisji Rewizyjnej Rady Nadzorczej wystąpiła do zarządu o udostępnienie dokumentów z czasu swojej pracy, gdy była w spółdzielni główną księgową i doprowadziła do znacznej straty finansowej?

- To Rada Nadzorcza przegłosowała taki wniosek, aby udostępnić pani przewodniczącej Komisji Rewizyjnej dokumenty związane z tą sprawą.

- Bo już nie pamięta dobrze tamtego czasu?

- Ja tego nie komentuję. Wniosek przegłosowany przez Radę jest dla nas wiążący.

- Panie prezesie, gramy w otwarte karty. To prawda, że sfałszowano dokumenty w Radzie Nadzorczej? Znana jest panu ta sprawa?

- To nie jest kolejna dobra informacja, bo to też nie sprzyja spokojnej pracy dla dobra spółdzielców i spółdzielni. Podejrzenia owszem, takie są.

- I ma się rozejść po kościach, czy coś zarząd zamierza z tym zrobić?

- Po kościach nic się rozejść nie ma prawa. Przygotowaliśmy wystąpienie do prokuratury z pytaniem, czy w tej konkretnej sprawie istnieją znamiona przestępstwa. Nie stawiamy personalnie nikomu żadnych zarzutów, tylko pytamy.

- Bo inaczej narazilibyście się jako zarząd na odpowiedzialność?

- Panie redaktorze, jest tak, że pracując na pewnych stanowiskach, każda decyzja bądź jej brak, jest krytykowana. Aktualnie uzgadniamy jeszcze ostatnie elementy pisma. Uważam, że tak trzeba zrobić.

- Dla spokoju?

- Przede wszystkim w celu jednoznacznego wyjaśnienia.

- Bo jak rozumiem podejrzenia są uzasadnione?

- To już stwierdzą fachowcy. Raz jeszcze powtarzam: na pewno trzeba to wyjaśnić, bo sytuacja jest bardzo niejasna i nasuwa takie podejrzenia.

- Co uważa pan za absolutny plus za swojej prezesury?

- Udana jest restrukturyzacja kosztów i przychodów, co się uzewnętrzniło w zeszłym roku osiągniętym wynikiem. Dotąd nie było w spółdzielni lepszego wyniku finansowego. Udało się docieplić dziesięć budynków, mimo że dotąd tyle samo zrobiono przez ileś lat. Zaniedbanie w tym zakresie na Morenie jest ogromne. Udało się wreszcie uchwalić nowy Statut Spółdzielni, przypominam ,że dotychczasowy Statut został uchwalony w roku 1995 i aktualnie w wielu miejscach jest niezgodny z prawem. Poza tym udało nam się doprowadzić do ujęcia Moreny w Programie Rewitalizacji Miasta Gdańska.

- Niełatwo było przekonać radnych, to ewidentny sukces.

- Pan redaktor był na sesji, sam pan wie, z jakim sprzeciwem i początkową niechęcią radnych ta inicjatywa się wiązała. A to otwiera nam drogę do ubiegania się o środki unijne. Bez tego nie mieliśmy żadnych szans. Zwróciliśmy się do mieszkańców o udział w konsultacjach społecznych w sprawie projektu Programu decydującego o zasadach dzieleniach środków unijnych w województwie i zebraliśmy około 1600 takich wniosków. Chcemy zwiększyć konkurencję ubiegania się o te środki. Na dobry projekt spółdzielni powinny się pieniądze znaleźć. W konsultowanym projekcie spółdzielnie są wyłączone z możliwości ubiegania się o dotacje unijne.

- A co jest minusem w pana działalności?

- Na szczęście nie ponieśliśmy spektakularnych porażek. W kilku sprawach odczuwamy jednak spory niedosyt. Głównym jest za mała poprawa jakości funkcjonowania administracji spółdzielni. Dokonywaliśmy zmian kadrowych. Na kluczowe stanowisko szefa pionu technicznego szukamy po raz kolejny pracownika.

- A może to nie kwestia zmiany pracownika, lecz instrumentów.

- Także, z całą pewnością, ale od szefa najwięcej zależy w organizacji pracy podległego sobie działu. Wprowadzimy okresowe oceny jakości pracy poszczególnych pracowników i komórek.

- Poprzednio ta spółdzielnia w ogóle była za zamkniętymi drzwiami.

- Nie mówię więc, że nic się nie zmieniło, ale to wciąż za mało.

- I dać ludziom kompetencje.

- Owszem, scedujemy je na dół. A wracając dalej do minusów, chcielibyśmy bardziej przyspieszyć proces uwłaszczeń, choć proszę mi wierzyć, zastaliśmy znaczne opóźnienia w tych sprawach , a procedury są nieubłagane i nie do ominięcia.

- Dziękuję za rozmowę.

Aron Sty 16 '07

Ruszmy się z foteli

12 listopada - wybory samorządowe. Jeśli nie pójdziemy głosować albo skuszą nas najładniejsze plakaty wyborcze - bez zastanawiania się, czy to dobry kandydat, to... „Źycie Orłowa” będzie miało o czym pisać. Z dziennikarskiego punktu widzenia powinnam się cieszyć, bo będzie dużo tzw. tematów interwencyjnych, gazeta będzie ciekawa. Wszyscy będą mogli polskim obyczajem ponarzekać na władzę, która nie rozumie mieszkańców. Tylko czy o to tak naprawdę chodzi? Wolałabym mieć jak najmniej takich tematów. Wolałabym, aby Orłowianom i Gdynianom działo się jak najlepiej.

Mamy szansę wybrać takiego prezydenta miasta i takich radnych, z których pracy będziemy zadowoleni. Takich, którzy nie zapomną, że w Gdyni, że w Orłowie, mieszkają zwykli ludzie, o których potrzebach trzeba pamiętać, i których problemy trzeba rozwiązywać. Takich, którzy mając władzę nie zapomną, że kiedyś też byli zwykłymi obywatelami miasta i marzyli, żeby zmienić to, co im doskwiera.

Znakomita większość Polaków ostatnio z obrzydzeniem wstrząsa się na hasła „wybory” i „polityka”. I często mają rację, bo nasi reprezentanci zbyt często mają krótką pamięć i zapominają kim byli, jak żyli i o czym marzyli. Tyle, że sami sobie jesteśmy winni. Demokrację wymyślono po to, żeby większość mogła poprzez urnę wyborczą wybrać swoich przedstawicieli. Jeśli zostaniemy w domu - władzę wybiorą ci, których poglądy mogą nam nie odpowiadać. Czy wtedy znów będziemy narzekać? Czy będziemy pamiętać, że nie chciało nam się wyjść z domu, bo podobno nic nie zmienimy?

Jadwiga Bogdanowicz

12 listopada będziemy wybierać prezydenta miasta. Aby głos był ważny, na różowej kartce stawiamy tylko jeden znak „x” przy wybranym kandydacie. Głosując na radnych miasta (kartka biała) znów stawiamy tylko jeden znak „x” przy jednym, jedynym kandydacie wybranym spośród nazwisk i list. Tak samo postępujemy wybierając radnych do Sejmiku Województwa Pomorskiego (kartka niebieska). Lokale wyborcze będą otwarte w godz. 6 - 22. Koniecznie trzeba zabrać ze sobą dowód osobisty lub inny dokument ze zdjęciem.

Aron Sty 16 '07

Reaktywacja

Na inaugurację nowego sezonu Alternatywnej Szkoły Teatralnej Klubu Źak zaprasza… Źak. Zajęcia praktyczne odbywają się w okresie od października 2006 do lutego 2007 zakończą się prezentacją spektaklową na scenie teatralnej Klubu Źak.

Kontynuując tradycję otwierania sceny teatralnej dla młodych entuzjastów sztuki tańca i teatru Źak rozpoczyna cykl staży z twórcami trójmiejskiej sceny tanecznej i teatralnej oraz wybitnymi gośćmi z całego kraju. Alternatywna Szkoła Teatralna, to szkoła dla niepokornych, którzy szukają intensywnego zetknięcia z teatrem i poznania go od podszewki. Zajęcia odbywają się w systemie kilkumiesięcznych staży z cotygodniowymi sesjami zajęciowymi.
Wykładowcami Alternatywnej Szkoły Teatralnej są twórcy należący do obszaru teatru alternatywnego - czyli realizującego własną drogę twórczą, poszukującego nowych form ekspresji i nie poddającego się powszechnym trendom. Działają na pograniczu tańca i teatru i reprezentują różnorodne kierunki i estetyki.

W AST uczymy alternatywnie – poprzez praktyczne odkrywanie rzemiosła tańca i teatru uzupełnione wykładami z historii teatru, prezentacjami video, dyskusjami z artystami. Każdy staż to okazja kształtowania siebie i swoich umiejętności pod opieką inspirujących wykładowców, to możliwość zdobycia nowych doświadczeń w technikach tańca i improwizacji tanecznej, pogłębienia świadomości ciała i obecności scenicznej.
Podczas regularnej intensywnej pracy warsztatowej adepci Szkoły będą mieli okazję nie tylko pogłębić swoje umiejętności praktyczne w dziedzinie teatru i tańca, ale także zaprezentować na scenie teatralnej Klubu Źak to, co stworzyli podczas stażu. Zajęcia praktyczne trwają od października 2006 do lutego 2007 zakończą się prezentacją spektaklową na scenie teatralnej Klubu Źak.

(g)

Aron Sty 16 '07
Strony: «« « ... 3448 3449 3450 3451 3452 ... » »»
  • Save this on Delicious

Reklama

News

Movers and Packers Pune - http://packmovefast.com/pune.html

Welcome to Relocate Services is a reputable service supplier for movers and packers pune households, office furniture and equipment, factories and machineries, industrial goods andsure.Relocate Servi

packersmovers .in

Avoid pipe dream gauges. Generally, these are organizations that may offer a lower site before the move and after that discharge your pockets with concealed a great many. Be extremely careful about

Zamienić kurnik na apartamentowce…

Ponury i przygnębiający barak pamiętający zamierzchłe czasy PRL, dawna i dzisiejsza siedziba władz jednej z największych gdańskich spółdzielni mieszkaniowych, nie jest najlepszą wizytówką LWSM Morena.

„Promyk Nadziei” zbuduje plac zabaw

Zakończył się konkurs skierowany do organizacji pozarządowych na wybudowanie plac w zabaw dla dzieci na terenie Gdańska. Nowe atrakcje dla najmłodszych powstaną do końca 2010 r. Wśr d dwunastu oferent

Niechciane zaliczki

Zarząd LWSM Morena wprowadził zaliczkową opłatę 10 złotych na poczet rozliczenia tak zwanej wody r żnicowej. Kwota ta podlegać będzie rozliczeniu po zakończeniu okresu rozliczeniowego zużycia wody.

Castel wycina w pień

Przy ul. Magellana na Morenie wycięto w pień dorodne drzewa, a zaraz potem na teren wjechały spychacze zaalarmowali nas mieszkańcy osiedla Morena. Jeśli wycięte zostały jakiekolwiek drzewa, to z c

Zarządowi nie podwyższono wynagrodzenia

17 sierpnia obradowała Rada Nadzorcza LWSM Morena . Obecni byli zainteresowani członkowie sp łdzielni. Zmieniono zasady typowania dom w do rocznego planu dociepleń. Obecnie o pierwszeństwie będzie de

Myjnia oprotestowana

Czy na parkingu przy ul. Kolumba wydzierżawionym od sp łdzielni prywatny przedsiębiorca, Władysław Krugły, będzie m gł zbudować myjnię dla samochod w? Mieszkańcy sąsiadujący z tym parkingiem, sondow

Przed pierwszym dzwonkiem…

Do nowego roku szkolnego pozostało już niewiele czasu, toteż każda godzina w szkole przy Gojawiczyńskiej wykorzystywana jest maksymalnie, aby jak najlepiej przygotować plac wkę do zajęć.Brygada remont

Czy bandytyzm zawładnie Moreną?

Podpalenie piwnicy przy Marusarz wny 6, uszkodzenie windy dwa tygodnie p źniej w tym samym bloku, kradzież element w rusztowania przy Amundsena, przecięcie przewod w paliwowych w samochodzie zaparkowa

Wczytywanie...