pl

Blogi użytkownika

  • Save this on Delicious

No i co ja mam zrobić z tą Kaśką? Nigdy nie potrafiłam się z nią dogadać, a teraz to już wogóle nie wiem, co robić. Często przychodziła do mnie i siedziała całymi godzinami, nawet jak mówiłam, że nie mam za bardzo czasu. Nigdy nie mogła zrozumieć, że mogę akurat nie mieć czasu z nią rozmawiać. Nawet jak uczyłam się do egzaminów. Nie potrafiłam jej powiedzieć prosto w oczy, że mi przeszkadza. W sumie nic mi nie zrobiła, więc jak mogłam być tak wredna wobec niej. No, ale dwa tygodnie temu pożyczyła ode mnie pieniądze i miała oddać następnego dnia. Następnego dnia przyszła jak zwykle i jak zwykle siedziała cały wieczór, ale o pieniądzach nie wspomniała. Dwa dni później spotkałyśmy się na wydziale i znowu nic. Zaczęłam mówić o tym, że nie mam pieniędzy na książkę do angielskiego w nadziei, że zrozumie aluzję i odda pieniądze, a ona nic. Po tygodniu zdobyłam się na odwagę i zapytałam ją wprost, czy może mi oddać pieniądze, bo są mi potrzebne, żeby zapłacić za akademik. Kaśka powiedziała, że odda mi później, bo teraz nie ma i poszła. Jedyna korzyścią płynąca z tej sytuacji jest to, że już do mnie nie przychodzi.

Pytałam znajomych, co mi radzą zrobić. Ktoś tam powiedział, że na moim miejscu wykrzyczałby Kaśce co o niej myśli i to w dodatku specjalnie na korytarzu w akademiku, żeby wszyscy słyszeli. A Michał powiedział, że powinnam się pogodzić z tą sytuacją i nie oczekiwać, że Kaśka odda mi pieniądze, że to będzie szlachetne i wielkoduszne. Wszyscy inni proponowali takie czy inne rozwiązania, mieszczące się gdzieś między tymi dwoma.

Beata bez jednego słowa komentarza wręczyła mi książkę o asertywności. Wzięłam tę książkę i poszłam do siebie.

W pokoju pomyślałam, że książka pomoże mi o tyle, że ją podrę na drobne kawałki i trochę mi ulży. No, ale oczywiście nie zrobiłam tego. Zamiast tego zaczęłam oglądać książkę. Na okładce było napisane:

Masz prawo:

· prosić o to, czego chcesz - nie wymagać tego,

· mieć swoje zdanie i je wyrażać,

· postępować nielogicznie i nie uzasadniać tego,

· podejmować decyzje i przyjmować ich skutki,

· nie wiedzieć, nie znać, nie rozumieć,

· popełniać błędy,

· odnosić sukcesy,

· zmieniać zdanie,

· do swojej prywatności,

· do bycia w samotności i niezależności,

· wybrać czy chcesz się angażować w problemy innych ludzi,

· zmieniać się i korzystać ze swoich praw.

A czy mam prawo domagać się zwrotu pożyczonych pieniędzy? Wiele z tych podpunktów pasuje do mojego problemu z Kaśką.

Rzuciła mi się w oczy tabelka z porównaniem zachowań: agresywnego, biernego i asertywnego. No proszę, okazuje się, że jestem bierna. A to, co proponował Michał, to była już totalna bierność. Nie mówić o problemie, ewentualnie rzucać aluzje. Uciekać od konfrontacji, trudnej rozmowy, rozwiązania. Lepiej stracić pieniądze niż koleżankę, która przecież może się obrazić. A to, co ktoś tam radził zrobić, to czysta agresywność. Zniszczyć, obrazić, ukarać, zmusić do oddania pieniędzy. Jasne, że rozumiem, że żadna z tych postaw nie jest dobra, ale jak być asertywnym i co to w ogóle znaczy? Do tej pory słyszałam, że asertywność to sztuka mówienia "nie".

Jest definicja Asertywność - zachowanie pomagające nam w konkretnym i zdecydowanym komunikowaniu naszych potrzeb, chęci i uczuć innym ludziom - nie naruszając w żaden sposób ich praw.

Chyba dokładnie o to mi chodzi. Nie chcę, żeby Kaśka odbierała mi prawo do odzyskania mojej własności oraz wolności szeroko rozumianej, ale jednocześnie nie chcę też obrażać jej ani skrzywdzić. Boję się też, że gdy powiem jej, co myślę o całej tej sytuacji, to się obrazi. To jak to zrobić, żeby się nie obraziła, ale żeby jednocześnie jasno powiedzieć ,co myślę?

Trochę w tej książce napisali o tym. Spróbuję być asertywna wobec Kaśki. Mogę porozmawiać z nią i powiedzieć szczerze, ale nie brutalnie, że chcę, żeby mi oddała pieniądze. Spróbuję.

<><

jarfie Lis 26 '99

Ten artykuł będzie o myszach. A właściwie to o mojej żonie...

Jeśli chodzi o moją żonę, to mógłbym pisać i zachwycać się: jak tyle dobrego mogło się zmieścić w tak delikatnej istocie?! I mógłbym tak pisać i pisać, i....Ale co do tego mają myszy?! Otóż myszy to są takie stworzenia, które boją się żon. I odwrotnie. Kiedyś nie wiedziałem o tym, ale po krótkim stażu małżeńskim mogę to w pełni udowodnić.

Teoria, którą tu przedstawię nosi nazwę: "Teoria względnej myszy i efekt wibrującej żony".

Dlaczego względnej myszy? Otóż w mojej teorii czas i przestrzeń nie odgrywają żadnej roli. Są całkowicie względne. To może być jasny dzień, polarna noc, jesień, lato, wtorek lub piątek trzynastego. Miejsce tak samo: kuchnia, duży pokój, las, góry. Liczy się tylko jedno - zetknięcie się dwóch "obiektów": żony i myszy (przypomina to w skutkach zetknięcie się cząstki materii i antymaterii).

W tym kulminacyjnym momencie dochodzi do niebywałego uwolnienia energii. A energia jak wiadomo może przybierać różne formy. W tym przypadku przechodzi ona przez kilka poziomów. Na samym początku energia pierwotna zamienia się w ciepło i moja żona świeci się (właściwie to tylko zmienia barwy twarzy z czerwonej na białą , ale odbywa się to tak szybko, że daje efekt świecącej żarówki). Następna faza uwalniania energii, to przejście na poziom energii kinetycznej. Na tym etapie moja żona zaczyna biegać (wg zasady : w kierunku przeciwnym i z prędkością odwrotnie proporcjonalną do odległości od myszy). Równolegle z energią kinetyczną uwolniona zostaje energia akustyczna. Co dziwne dźwięk, który się wtedy rozlega charakteryzuje się bardzo wysoką amplitudą drgań i do złudzenia przypomina sfatygowaną syrenę strażacką. Ostatecznie energia przekształca się w wibracje i jest to faza trwająca najdłużej (stąd w nazwie teorii określenie "wibrującej żony") i objawia się dygotaniem ciała i trzęsącymi się rękoma.

Natomiast obiekt - mysz wydziela energię kinetyczną (ruch niejednostajnie przyspieszony) i jest to jedyna forma energii wydzielana przez ten obiekt.

Teorię "względnej myszy i wibrującej żony" spodziewam się opublikować w Timesie, ale już teraz wiem, że są nią zainteresowani różni naukowcy m.in. z Rosji.

Podobno mają oni pomysł na to jak wykorzystać energię uwolnioną w wyniku spotkania się żony i myszy i zamierzają ją wykorzystać do oświetlania swoich miast. Ponoć trzy myszy i trzyżony skupione w jednym miejscu przekraczają masę krytyczną w efekcie czego wyzwala się energia potrzebna do oświetlenia 100 tys. miasta.

Źeby tylko do tej teorii nie dobrali się wojskowi...

Maciej – mąż Agi

jarfie Lis 26 '99

Każdy ma uczucia i emocje. Mogę powiedzieć, że ja szczególnie je odczuwam. Jestem przecież melancholikiem :)

Czy zdarza Ci się być zestresowanym?
Czy czasami nie chce Ci się żyć?
Czy stawiasz uczucia nad zdrowym rozsądkiem?

[Jeżeli Twoja odpowiedź na trzy powyższe pytania brzmi: NIE, to nie czytaj dalej tego artykułu.]

Już jako dziecko byłem bardzo nieśmiały. Bałem się być w centrum zainteresowania, zamykałem się w sobie i lubiłem być sam. Moje uczucia miały też wpływ na moją relację ze Stwórcą uczuć - Bogiem. Często nie rozumiałem dlaczego On pozwala na to, abym doświadczał tylu trudnych sytuacji i związanych z nimi emocji, stresu, niezadowolenia czy gniewu. Działo się tak dlatego, bo wyobrażałem sobie Boga jako surowego Sędziego, który wymaga ode mnie doskonałości. Bóg był dla mnie ważny. Chciałem Mu się podobać, ale często robiłem rzeczy, które Go na pewno nie cieszyły. Myślałem więc, że moje staranie, aby sprostać Jego wymaganiom pozwolą mi nie tylko być bardziej szczęśliwym, ale doprowadzą mnie do życia wiecznego.

Po skończeniu liceum miało miejsce pewne tragiczne wydarzenie. Mój bliski znajomy przeszedł przez ciężki wypadek samochodzowy i przez miesiąc leżał nieprzytomny w szpitalu (miałem z nim jechać tym samochodem, ale w końcu tego nie zrobiłem). To spowodowało, że zacząłem modlić się i po raz pierwszy bać się śmierci. Jednak wiedziałem, że pomimo mojej religijności nie zasługuję na życie wieczne. Zrozumiałem, że powinienem coś zrobić, ale nie wiedziałem co.
Nie musiałem długo czekać. Krótko po tym rozmawiałem o Bogu z pewnym człowiekiem. Dowiedziałem się, że pomimo tego, że jestem taki zmienny, niedoskonały i grzeszny, Bóg wciąż mnie kocha. Gdy Jezus umierał na krzyżu, zapłacił karę za wszystkie moje grzechy. Było dla mnie wielkim zaskoczeniem, że zbawienie jest za darmo. Jezus powiedział: "Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie". Zdecydowałem się więc zawierzyć Mu i całkowicie za Nim pójść. Oddałem siebie Jezusowi jako Panu i Zbawicielowi.

Choć tamtego dnia nie odczułem niczego szczególnego, dzisiaj mogę powiedzieć, że tamta decyzja była najważniejszym punktem w moim życiu. Od tamtej pory jestem przekonany, że mam już życie wieczne. Słowo Boże obiecuje to każdemu, kto pójdzie za Jezusem. Ponadto, Bóg ciągle zmienia mnie na lepsze. Nie znaczy to, że już się nie stresuję, nie gniewam się czy też jestem zawsze zadowolony. Bynajmniej! Jestem grzeszny i dopóki żyję tu na ziemi takim zostanę. Jednak Bóg daje mi teraz poczucie pokoju we wszystkich dziedzinach mojego życia. Chociaż wciąż jestem tak samo emocjonalny jak kiedyś, teraz wiem jak radzić sobie z niewygodnymi emocjami: oddaję moje problemy Bogu, co sprawia, że to On już się o nie troszczy, nie ja. Jezus nigdy mnie nie zawiódł. Chciałbym, aby każdy mógł tak cieszyć się życiem jak ja. Wierzę, że jest to możliwe tylko z Nim. To On leczy mnie z moich emocji.

Bartek

jeśli chcesz porozmawiać z kimś o przyjaźni z Bogiem, napisz:
trojmiasto@podprad.pl

jarfie Lis 26 '99

Postaw przed sobą pytanie: Co mógłbym robić na co dzień, co ewidentnie poprawiłoby moje życie?

Jakiś czas temu, kiedy natłok zajęć wykańczał mnie fizycznie i psychicznie, tak że zaczęłam gubić cel i sens tego, w co byłam zaangażowana, z pomocą przyszedł terminarz i planowanie. Był to dobry początek porządkowania życia pod kątem dążenia do dobrego wykorzystania czasu. Z czasem też zrozumiałam, że nie chodzi o to, by nadawać priorytety temu, co mam w planie, ale by planować zgodnie z priorytetami. Kolosalnie poprawia to moje życie. Stawiam na planowanie i wykonywanie zgodnie z priorytetami.

Goethe stwierdził: "To, co najważniejsze, nie może być na łasce tego, co mniej ważne." Otóż to! Robienie rzeczy we właściwej kolejności, to nic innego jak skuteczne zarządzanie. E. M. Gray (Wspólny mianownik sukcesu) stwierdził: "Ludzie sukcesu mają nawyk robienia rzeczy, których ci, co osiągają w życiu niewiele, robić nie lubią. To nie znaczy, że oni na pewno lubią je robić, jednak ich chęć i niechęć podporządkowana jest sile ich charakteru."

We właściwych wyborach pomocne jest przyjrzenie się czterem sposobom, w jaki zazwyczaj spędzamy czas.

Dwa czynniki określają działalność: pilne i ważne. Pilne oznacza, że dana rzecz wymaga natychmiastowej uwagi. Ważność ma natomiast związek z rezultatami.

Można wyróżnić cztery sposoby zarządzania czasem:

I - obejmuje sprawy ważne i pilne,

II - ważne i niepilne,

III - nieważne i pilne,

IV - nieważne i niepilne.

Pierwszy sposób wiąże się z napięciem, stresem, naglącymi sprawami, zarządzaniem kryzysami, ciągłym gaszeniem ognia.

Trzeci sposób, to wybiórcze angażowanie się w to lub owo. Rezultatem jest: brak systematycznego planowania, wyznaczania celów, chaotyczne wybory i decyzje, krótkowzroczność, zarządzanie kryzysami, charakter kameleona, płytkie lub zniszczone związki.

Czwarty sposób, to z kolei: pogrążenie się w mało twórczych i rozwijających, prowadzących do nikąd zajęciach dnia codziennego, bezwolne poddawanie się przyjemnostkom, tracenie czasu na nie wiadomo co, oblane egzaminy, zaległości popychane zaległościami, nie radzenie sobie w życiu, mniejsze i większe życiowe przegrane.

Pozostaje sposób drugi, czyli: systematyczność i celowość, skupianie się na związkach międzyludzkich, inwestowanie w wartości nieprzemijające, szukanie nowych możliwości, planowanie, rekreacja. A rezultaty? Kontrola nad swoim życiem, drobne kryzysy, równomierny rozwój osobisty na różnych płaszczyznach, widoczne i pożądane rezultaty.

Istotą efektywnego zarządzania czasem i życiem jest równowaga w ustaleniu priorytetów, zorganizowanie wokół nich życia i zgodne z tym działanie.

Zarządzanie sobą według sposobu WAŹNE i NIEPILNE opiera się na czterech głównych rodzajach aktywności:

- określeniu najważniejszych ról życiowych jakie aktualnie mnie dotyczą, czyli np.: student, syn, chłopak swojej dziewczyny, członek klubu płetwonurków,

- doborze celów, czyli znalezieniu dwóch, trzech spraw, które chciałbym załatwić w każdej z ról w tym tygodniu.

- planowaniu, czyli przyjrzeniu się celom w kontekście dążenia do ich osiągnięcia, a to w praktyce sprowadza się do konkretnego wyznaczania ilości czasu na realizacje danego celu i umiejscowieniu tego w konkretnym dniu tygodnia,

- codziennej adaptacji, czyli łączeniu tego, co najważniejsze z tym, co spontaniczne.

Poświęcenie w każdym dniu kilku minut na przegląd planów zapewnia stały kontakt z decyzjami, które podejmujemy, opierając się na wartościach i pozwala radzić sobie z tym, czego nie przewidzieliśmy. Co możesz robić na co dzień, co ewidentnie poprawi twoje życie?

Rób najpierw to, co najważniejsze!

Marzena

jarfie Lis 25 '99

Rodzina Pokrętków utknęła w martwym punkcie. W zasadzie wszyscy znajomi i krewni, nawet ci najbardziej dalecy, zostali już "obkolędowani". Ciocia Wisia jak tylko widzi jakiegoś Pokrętka, to od razu dostaje spazmów. Po ostatniej wizycie Pokrętków w jej domu cały miesiąc spędziła w szpitalu na Srebrzysku. Może wyszłaby wcześniej, ale ktoś nieopatrznie powiedział przy niej "pokrętło",skojarzyło jej się i musiała dostać kolejną dawkę silnych środków uspokajających.

Lekarze ostrzegają, że jeszcze jedno jej spotkanie z kimś z Pokrętków może się zakończyć dla niej lobotomią.

No, ale ona zawsze była nerwowa. Gdy mały Pokrętek potłukł kiedyś urnę z prochami jej męża i zaczął z nich robić babki, to dostała padaczki. No, ale to, co robiła gdy Pokrętkowie zaczęli przychodzić do niej, żeby pożyczać pieniądze, to już była naprawdę przesada. Na początku pożyczała i nawet nie upominała się o oddanie. Potem zaczęła coraz natarczywiej przypominać im, że winni są jej pieniądze. Dzwoniła do nich, rzucała jakieś dziwne aluzje, w końcu nawet bezczelnie, wprost pytała kiedy oddadzą. Potem zaczęła mówić wszystkim, że Pokrętkowie winni są jej pieniądze, nie chcą jej oddać (co akurat było wierutnym kłamstwem, bo przecież chcieli i chcą nadal, ale nie mają pieniędzy na bzdury) i żeby nikt im nic nie pożyczał. Jak spotkali się na ulicy, to albo z krzykiem uciekała, albo krzyczała i toczyła pianę z ust. A co najgorsze, nie chciała więcej pieniędzy im pożyczać.

Z innymi krewnymi i znajomymi było to samo. Najbliżsi sąsiedzi nawet kupili specjalnie tresowane psy, które nerwowo reagują na zapach kogokolwiek z rodziny Pokrętków. Na sam dźwięk słowa "Pokrętek" rzucają się sobie nawzajem do gardła. W zasadzie takie psy są drogie, więc nawet nie wiadomo, czy się to sąsiadom opłaca. Jakby zamiast kupować nowe psy, dali Pokrętkom choćby połowę kwoty, jaką na nie wydali, to i tak dużo zaoszczędziliby. Nie mówiąc już o tych bardzo drogich nowoczesnych alarmach antywłamaniowych. Tak jakby może Pokrętkowie chcieli się włamać do nich. To, że raz próbowali wejść do nich do mieszkania podczas ich nieobecności, to jeszcze nic nie znaczy. Chcieli tylko sprawdzić czy sąsiedzi rzeczywiście nie mają pieniędzy, tak jak zawsze mówili Pokrętkom, gdy mowa była o pożyczce. A i oczywiście okazało się, że nieżyczliwi sąsiedzi kłamali. Pokrętek nawet pożyczyłby sobie trochę tych dolarów, które przypadkowo znalazł w łazience w podwójnym dnie pudełka po herbacie z naklejoną etykietką „kawa”. Ale jak już miał wychodzić, to zauważył akwarium i przez bite dwie godziny próbował zmienić kanał na jakiś z filmami sensacyjnymi. W końcu sąsiedzi wrócili i wyrzucili Pokrętka ze swojego domu. Mówili, że nawet nie powiadomią policji, bo nie chcą mieć już nigdy więcej nic z nim do czynienia, ale na klatkę, to za nim wybiegli, gdy zorientowali się, że wziął pieniądze.

W banku nie uwierzyli w bajeczkę o rzekomym wujku Pokrętku z Ameryki, który lada dzień przyjedzie do Gdańska i ubogim krewnym da kupę kasy. Nie chcieli na to konto dać im pożyczki. Zresztą nikt, kto zna Pokrętków, choćby powierzchownie, ba!, kto ich widział choćby raz i to w przelocie, nie uwierzy, że ktokolwiek cokolwiek jest w stanie dać im za darmo. Pod zastaw też nie chcieli dać, bo Pokrętkowie w zasadzie nie mają czego zastawić. No bo co? Zastawę stołową skompletowaną jeszcze za komuny w barach mlecznych? Czy komplet pościeli, który dzieci przywiozły z kolonii? A może rower, który mały Pokretek pożyczył od kolegi z podwórka cztery lata temu na przejażdżkę wokół bloku?

A zatem skąd wziąć pieniądze?

Przecież muszą coś jeść. Muszą mieć za co pić.

Nie mówiąc już o tym, że potrzebują pieniędzy na opłacenie rachunków telefonicznych, żeby przyłączono im z powrotem telefon i żeby mogli brać udział w kolejnych konkursach audio-tele. Jakoś w końcu muszą się czegoś dorobić w tym życiu. Już od ponad 25-ciu lat są małżeństwie, a jeszcze nie mają nic własnego. Wszystko pożyczyli albo skombinowali. A w konkursach audio-tele mają już niejakie sukcesy. Jak ostatnio dzwonili, to potem się okazało, że podali prawidłową odpowiedź. Co prawda była to kwestia pomyłki, bo Pokrętkowa, która jako osoba najbardziej błyskotliwa i wykształcona w rodzinie (najkrócej z całej rodziny robiła podstawówkę), dzwoniła, żle usłyszała jaką odpowiedź miała podać i ta odpowiedź, którą podała omyłkowo okazała się prawidłową. A mogli wygrać 300 l wody mineralnej. Jednak nie wylosowali tej nagrody. Do dziś nie wiedzą czy to dlatego, że jak podczas losowania mały Pokrętek zaczął pluć przez lewe ramię, to

pluł ojcu na ręce, któremu przez to, źle się pocierało króliczą łapkę,

czy dlatego, że Pokrętkowa przy zgłoszeniu zapomniała podać swój numer telefonu. W konkursie o roczny zapas pasty do butów byli naprawdę blisko prawidłowej odpowiedzi. Pytanie brzmiało:

"Na ile lat zaplanowany jest plan trzyletni?"

a) jeden

b) dwa

c) trzy

W sumie każdy w rodzinie miał inne zdanie (mały Pokretek twierdził, że to tak, jak na egzaminie z prawa jazdy, dwie odpowiedzi są prawidłowe). W końcu zdecydowali się rzucić kostkę. Wypadło 5. Po kłótni trwającej cały wieczór zdecydowali, że to nic nie znaczy i mogą jeszcze raz rzucić. Wypadło 2 i taką odpowiedź podali. Później w telewizji podali, że prawidłowa odpowiedź brzmiała 3. Czyli pomylili się tylko o 1.

A teraz nie mieli pieniędzy i nie mieli ich skąd pożyczyć. Nie mogli zapłacić za telefon, więc nie mogli dzwonić. Propozycja, żeby poszli do pracy skończyła się dla Pokrętkówny miesiącem spędzonym w szpitalu na oddziale intensywnej terapii, ale dzięki temu Pokrętkowa wpadła na genialny pomysł. Gdy już przestali wybijać Pokrętkównej z głowy (i innych części ciała) głupi pomysł o pracy, okazało się, że potrzebne będzie pogotowie, ale nie mieli skąd zadzwonić, bo przecież u nich telefon jest odłączony. Zatem Pokrętek poszedł do sąsiadów zadzwonić. Najpierw nie chcieli go wpuścić i nie wierzyli, że Pokrętkównej potrzebna jest pomoc, ale gdy reszta rodziny dowlekła ją pod wizjer z miejsca otworzyli drzwi i wpuścili ich do środka. Gdy sąsiedzi byli zajęci ścieraniem krwi Pokretkównej z podłogi oraz pilnowaniem, żeby mały Pokrętek powyciągał z kieszeni wszystko to, co chciał wziąć na pamiątkę, Pokrętkowie zajęli się dzwonieniem. Wykorzystali nieuwagę gospodarzy i zadzwonili na kilkanaście konkursów. Potem na pogotowie. Po powrocie do domu doszli do wniosku, że będą bili po kolei wszystkich członków rodziny, a potem chodzili dzwonić po pogotowie do sąsiadów. I znowu perspektywa szczęścia i dobrobytu zaświtała na horyzoncie.

<><

jarfie Lis 25 '99

Allan Melkumian jest współwłaścicielem firmy Agrotrade S.C. w Warszawie oraz współudziałowcem firmy Tasman Fish w Olsztynie. Pierwsza firma jest spółką handlową artykułów spożywczych, a druga posiada zakład przetwórstwa ryb.

fot. archiwumPpp!: Czy można być biznesmenem uczciwym?

Allan Melkumian: Można i trzeba być uczciwym. Jest wiele czynników, według których ludzie oceniają uczciwość innych. Wydaje mi się, że wybór samego zakresu działalności jest ważny. Jeśli człowiek umie określić dla siebie, które dziedziny biznesu uważa za nieuczciwe i nie zaczyna tam działać, to już wstęp do dobrej drogi. Osobiście działając w handlu wiedziałem, że w grę nie może wchodzić broń, narkotyki, alkohol. Dlaczego jednak ludzie zarabiają na tych rzeczach? Chyba nigdy nie zadawali sobie pytań: czemu one służą? Czy są dobre dla ludzi? A jeśli już wybrałeś uczciwa dziedzinę pola pracy, to rodzą się następne pytania. Czy musze płacić podatki, czy może tylko jakiś procent? Dużo też zależy od ludzi, z którymi pracujesz, od ich przygotowania zawodowego, znajomości przepisów. Bardzo często musisz polegać na ich opinii w sprawach, na których się nie znasz. Zawsze jednak, to ty podejmujesz najistotniejsze decyzje w firmie i to ty decydujesz o tym, czy zapłacić wszystkie podatki i być w porządku przed państwem i współobywatelami.

Ppp!: Czy to się opłaca?

AM: Oczywiście. Na pewno efekty uczciwości w wymiarze zysku materialnego nie są natychmiastowe i ogromne. Ale cierpliwy, wierzący przedsiębiorca doświadcza w swoim życiu wyników uczciwej pracy i w tej sferze.

Ppp!: Co cenisz w życiu najbardziej?

AM: Relację i przyjaźń z Bogiem.

Ppp!: Jeśli stoisz w obliczu presji konieczności podjęcia decyzji nie do końca zgodnej z Twoimi przekonaniami, co wtedy?

AM: Modlę się, żeby Bóg pomógł mi wybrać właściwą decyzję. Często korzystam z rad innych chrześcijan i ich tez proszę o modlitwę w mojej sprawie. Jeśli jednak czasami pochopnie podejmuje niewłaściwą decyzję, to wiem, że sam będę musiał ponieść konsekwencje.

Ppp!: Czy człowiekowi zamożnemu łatwo się dzielić tym, co ma z innymi?

AM: Wydaje mi się że człowiek zamożny na pewno dysponuje większymi środkami do tego, by się dzielić, ale czy będzie się dzielił, to już jego wybór. Dzisiejszy świat podsuwa tyle sposobów tracenia pieniędzy, że nawet bogacze mówią, iż im nie starcza na coś. Tylko, że to coś, to często zbytek, kaprysy, rzeczy luksusowe, które tak naprawdę nie są czasami potrzebne. Każdy ma po prostu inny zakres tego, co jest konieczne do codziennego życia. Dla jednych to będą podstawowe rzeczy, takie jak jedzenie i ubranie, a inny dorzuci do tego helikopter, bo musi być często równocześnie w dwóch miejscach naraz. We wszystkim musi być umiar. Źaden człowiek nie może zjeść za dużo, bo mu zaszkodzi, ani nie może siedzieć jednocześnie na dwóch fotelach, bo mu będzie niewygodnie. Więc czasami lepiej się podzielić nadmiarem jedzenia lub oddać jeden fotel temu, kto go nie ma. Ale mówiąc poważnie, to czy ktoś ma łatwość dzielenia się z innymi nie zależy od stanu posiadania, a od stanu serca.

Ppp!: Co byś chciał mieć, czego nie masz?

AM: Więcej czasu dla rodziny, spokojniejszej pracy bez napieć i stresów. Czasami więcej cierpliwości i miłości do ludzi, którzy nie rozumieją mojego podejścia do życia.

Ppp!: Czego życzyłbyś studentom?

AM: Radzę studentom nie nastawiać się na szybkie dorabianie się pieniędzy. Wielu ludzi bogatych jest nieszczęśliwych, nie mogą znaleźć sensu życia. Trzeba mieć równowagę w życiu, od czasu do czasu warto się zwrócić do Boga z pytaniem, czy wszystkie sfery twojego życia oddałeś Jemu.

jeśli chcesz porozmawiać z kimś o przyjaźni z Bogiem, napisz:
trojmiasto@podprad.pl

jarfie Lis 25 '99

Z dużą radością przeczytałem Wasze ogłoszenie w gazecie. Ucieszyłem się dlatego, że wiem, iż Wasza firma jest duża i dobra, i daje ludziom dużo pieniędzy. Ja jestem studentem, w zasadzie dopiero zaczynam studia,ale chcę zarabiać dużo pieniędzy. Mogę w zamian za to pracować, nawet dużo pracować, bo jak się dużo pracuje, to się ma dużo pieniędzy. W zasadzie wszyscy mi mówią, że będę się musiał dużo uczyć na tych studiach, ale przecież czasem mogę wziąć dzień lub dwa wolne z pracy. Chcę mieć dużo pieniędzy, bo mam mało rzeczy i koledzy się ze mnie śmieją. A tak będę mógł kupić dużo rzeczy (nie od razu, ale na raty). Poza tym liczę, że dacie mi samochód służbowy, tylko żeby nie był zapaćkany Waszą nazwą, bo wtedy będą wszyscy w akademiku mówić, że nie mój. A dziewczyny się będą nalewały, a tego zwłaszcza nie chcę.

Ja ze swej strony, jak już pisałem, będę dużo pracował i będę zawsze wierny Waszej firmie, jeśli tylko dostanę to, co chcę dostać. Poza tym Wasza firma jest duża i międzynarodowa, więc nie chodzi mi tylko o pieniądze, bo przecież ważne jest, żeby powiedzieć kolegom, gdzie pracuję i wtedy oni powiedzą: O! I jak na ferie do domu pojadę, to mama powie wszystkim sąsiadom, gdzie pracuję i sąsiedzi też powiedzą: O!

Umiem trochę, ale o wiele więcej się mogę nauczyć i rozwinąć, bo napisaliście, że dajecie możliwość rozwoju. Ja bardzo lubię się rozwijać, bo wtedy ma się dużo pieniędzy, a jak ma się dużo pieniędzy, to ma się coraz więcej rzeczy, a jak ma się coraz więcej rzeczy to trzeba mieć dom, a jak ma się dom, to przyda się też żona i dzieciaki (ale bez przesady). No i oczywiście jeszcze nie teraz, bo teraz to ja chcę dużo zarabiać, żeby często chodzić na imprezy i do kina, ale jak już będę długo u Was pracował i już bardzo awansuję, a może nawet do tego czasu skończę studia, to wtedy może będę miał tę jakąś żonę.

Z wyrazami uniżenia i pozdrowieniami

PS. Jeżeli chodzi o wizytówkę, to potrzebuję jej bardzo, żeby dawać ludziom, żeby wiedzieli z kim mają do czynienia! A zwłaszcza wykładowcom, bo może jak im zaimponuję, to będą mniej trudne pytania zadawali mi na egzaminach.

jarfie Lis 24 '99

rys. corel galleryPamiętam ten czas, gdy kończyłem studia. Powoli, bezlitośnie i z coraz większym natężeniem zaczęła prześladować mnie myśl: co dalej?! Źycie studenckie co prawda ma swoje przykre strony: po pierwsze trzeba się uczyć, a po drugie często brak stałego, pokaźnego źródła zasilania finansowego, niemniej jednak posiada także niezaprzeczalne plusy: nielimitowany czas pracy (nauki), wszelakiego rodzaju rozrywki i uciechy, „kompanija” dobrych znajomych oraz ... trzymiesięczny, wakacyjny okres laby! (Oczywiście 3-miesięczny tylko dla wybrańców).

 

Przede wszystkim jednak fakt bycia studentem oznacza przynależność do bardzo specyficznej (żeby nie powiedzieć elitarnej) grupy społecznej. Są to już ludzie dorośli, ale jeszcze znajdują się pod parasolem ochronnym, trzymającym ich z dala od różnorakich obowiązków i odpowiedzialności życia dorosłego. Bo, powiedzmy sobie szczerze, kto traktuje poważnie takiego studenta?

Tak więc pod koniec 5-letniego toku wytężonej (sic!) studenckiej harówki do mej głowy zaczęły cisnąć się następujące pytania: jak zmieni się moje życie, jak będzie wyglądało moje środowisko pracy, czy moja praca będzie naprawdę interesująca, ciekawa, czy pieniądze dadzą mi niezależność i co najważniejsze, czy dam sobie radę i czy sprawdzę się w nowych warunkach.

No cóż, nie są to łatwe pytania, tym bardziej, że na odpowiedzi też trzeba czasem trochę poczekać (niestety nie każdy po studiach znajduje automatycznie pracę - czasem trzeba się trochę nachodzić - oj trzeba!). Rozmowy kwalifikacyjne też nie należą do moich najprzyjemniejszych rozrywek..

W końcu jednak nadszedł ten wyczekiwany moment: moja PIERWSZA PRACA, trzymiesięczny okres próbny, nowi ludzie, nowe sytuacje, nowe rzeczy do opanowania, trochę stresu, trochę satysfakcji i oczywiście pierwsze poważne pieniądze, a więc nowe wydatki, plany urlopowe, nowe możliwości itd., itp.

Zachłyśnięcie się "nowym" trwało jakiś czas. Potem w swoim środowisku pracy zacząłem w końcu czuć się pewnie, zawarłem nowe znajomości, stałem się niezależny finansowo, awansowałem. Przede mną pojawiło się następne wyzwanie: małżeństwo. Do głowy zaczęły mi się cisnąć nowe pytania...

I takie jest życie - takich wyzwań jak nowa praca, małżeństwo, rodzina i wiele innych każdy z nas będzie miał kilkanaście (co bardziej żywotni kilkadziesiąt). Będą się zmieniały warunki w których żyję, będę się zmieniał ja.

Ale tu rodzi się pytanie: czy pomimo tych zmieniających się warunków swoje życie będę budował w oparciu o trwały system wartości? Czy będę miał fundamenty, do których zawsze będę się mógł odwołać i na których będę się mógł oprzeć, czy też życie będzie mną rzucać, tarmosić mnie, naginać.

I jeszcze jedno drobne pytanie, gdy już pokonam wiele poprzeczek i wyzwań, które stawia przede mną życie - co dalej?

Maciek K.

Pół żartem, pół serio – kilka uwag na temat techniki uwodzenia

czyli

JAK ZDOBYĆ FACETA?

Co lubią nasi „menszczyźni” (tak ich na wyrost nazwijmy)? Schlebia im, gdy się o nich mówi – dużo i dobrze. Czasem lubią też, aby za nich myśleć i pracować. Uwielbiają głaskanie po głowie, merdanie ręką w ich przetłuszczonych włosach. Popisywać się też lubią – „jaki mam tors, jaki jestem piękny i uroczy, mądry i wspaniały”, etc. Lubią także zabłysnąć w towarzystwie, trochę sobie poplotkować o samochodach. Chcą być słuchani i oczekują salw śmiechu po swoich dowcipach, często tak beznadziejnych.

A czego oczekują od nas? Najbardziej przypada im do gustu skrzyżowanie mamuśki z kucharką, Moniką Belucci, księgową, damą do towarzystwa i słodką idiotką. Oczekują od nas urody, elegancji, nienagannej prezencji, pewności siebie, intelektu, serdeczności, ciepła i poczucia humoru (na ich poziomie). I pamiętajcie – muszą przewodzić! Jak w stadzie. W końcu są samcami, a my mamy ich utwierdzać w tym przekonaniu.

Pierwsze spotkanie – idziesz w jego kierunku i...

Zakładasz: coś lekkiego, w Twoim stylu, nic sztucznego, chyba, że boa z pawich piór. Pachniesz: zniewalająco, w jego stylu, choć jeśli on pachnie „Przemysławką” to ty raczej nie musisz. Suniesz: elegancko, właściwie płyniesz, a jeszcze lepiej – unosisz się nad ziemią. Niesiesz: powiew skromności, dziewictwa i zakłopotania. Mrugasz: oczętami, malujesz: uśmiech na twarzy, trzymasz: się.

Podczas spotkania: Mówisz: mało – niech się kanalia najpierw wygada. Odpowiadasz: wykrętnie – żeby chciał Cię dłużej rozgryzać. Marzysz: żeby wreszcie powiedział, o co mu chodzi i dlaczego o pocałunek? Tylko uwaga! Nie pytasz go: dlaczego nosi na nogach takie kajaki, u którego dentysty wstawił sobie lewą górną dwójkę, kim jest Voltaire itp. Pytasz go natomiast o: skład Prokomu, jak montuje się karbularyzator przetokowy, ile kosztuje Mercedes S 600 AMG, jaka komórka ma najlepszy aparat, w ile do setki przyspiesza Mercedes CL 65 AMG, na czym był ostatnio w kinie itp. Pierwsze spotkanie masz już za sobą, dalej samo się potoczy...

JAK ZDOBYĆ KOBIETĘ?

Co dziewczyna, nazwijmy ją na wyrost „kobita”, lubi a czego nie? Lubi, żeby o niej mówić, do niej mówić i lubi sama mówić o sobie. Lubi zadawanie pytań, ale w granicach normy. Uwielbia być adorowaną i zdobywaną. Wielką radość czerpie ze spotkań z innymi kobitami przy kawie i ciasteczkach, dietetycznych oczywiście. Rozmawiają wtedy o nowościach kosmetycznych, facetach i szybkim gotowaniu. Lubi marzyć, śnić, snuć plany na przyszłość. U samca chętnie widziałaby odrobinę chropowatej męskości i trochę delikatności zarazem. Ideałem jest skrzyżowanie Pudziana z Gatesem, Mansonem, Kwaśniewskim, Lepperem, Korwinem i Szarikiem.

Co podoba się im w nas najbardziej? Kiedy przy nas jej się nie nudzi, sypiemy kawałami (przy blondynce o brunetkach i vice versa). Gdy sypniemy coś mądrego, ona niekoniecznie nas zrozumie, ale za to pochwali i pogłaszcze. Powinniśmy mieć władzę, „piniondze”, przyzwoite walory fizyczne, koniecznie mały tyłek i codziennie mówić jej „Zdzisia, ja cię kocham!”. Atutem są także czyste włosy oraz umiejętności taneczne.

Na pierwszej randce...

Musisz odegrać rolę chłodnego, acz zainteresowanego partnerką dżentelmena. Zakładasz najczystsze i najbardziej eleganckie spodnie, jakie znajdziesz pod prześcieradłem (gdybyś tego nie wiedział: najlepiej prasuje się spodnie pod prześcieradłem), pastujesz buty (tenisówek nie pastuj na czarno), bierzesz kurtkę (gdyby trzeba było okryć kobitkę), wypachniasz szyję (nie pożyczaj perfum od mamy), przypominasz sobie wszystkie eleganckie zwroty, jakie do tej pory poznałeś, czyli „dzień dobry”, „przepraszam”, „proszę”, „dziękuję” itede. Bierzesz: kasę (nie po to, by szastać nią na prawo i lewo, ale na kino na przykład), dobry humor, czapkę niewidkę i suniesz elegancko, wyprostowany, z głową do góry. Nie spóźniasz się, to ona się spóźni. Nie taksujesz jej wzrokiem, nie oceniasz nóg, nie łapiesz za ramię i nie ściskasz graby, jak kumplowi, bo się bidulka rozbeczy.

Jesteś miły, choć chłodny, zainteresowany nią, choć z umiarem (żeby sobie za wiele nie myślała). Słuchasz, na pierwszej randce głównie słuchasz. Pytasz ją dyskretnie, śmiejesz się z jej dowcipów, sam rzucasz jakimś dobrym. Nie gadasz o problemach z dojrzewaniem, silnikach, swoich byłych i jej nieudanej fryzurze. Zaprzeczasz, kiedy mówi, że cię nudzi (choć nudzi niemiłosiernie). Potwierdzasz, gdy pyta o następną randkę. Nie proponujesz małżeństwa, nie godzisz się zbyt łatwo na następne spotkanie, z trudem szukasz wolnego terminu, ale gorąco zapewniasz, że przyjdziesz. Całujesz ją na pożegnanie, uśmiechasz się, kiedy podejdziecie pod jej mieszkanie. Czekasz, aż wejdzie do klatki, machasz łapką (niech się cieszy). Już po wszystkim, odsapnij sobie. Pomyśl o niej w nocy.

rysiu

sfojak@poczta.fm

jarfie Lis 24 '99

rys. corel galleryNie zakochuj się w kasie. Traktuj ją jak powierzoną w zarząd. Odseparuj się od niej emocjonalnie dysponuj kawałkiem świni, ale nie daj jej pierwszego miejsca w życiu (ani drugiego). Jednym słowem: nie daj się zwariować!

Skąd się wzięły pieniądze i dlaczego były potrzebne? Według tego, co mówi się niektórym studentom ekonomii, pieniądze były potrzebne, bo posiadały te cechy, których nie miały inne towary. Załóżmy, że hodujesz świnie. Jesteś w stanie wyprodukować z nich wieprzowinę i skórę. To nie wystarcza do życia. Myślisz...- zamienię świnię na komputer. Niezły pomysł, o ile obie strony dojdą do porozumienia, ile świń ma ten komputer kosztować, a jeśli nie dojdą? Gdyby tak wymienić świnię na coś, co łatwo jest podzielić, czego potrzebują wszyscy i co się nie psuje...

I tak pojawiły się pieniądze, które spełniają te wymagania. W porównaniu z nimi świnia ma tylko wady. Po pierwsze: nie da się zjeść całej świni. Po drugie: nie każdy sprzedawca księgarni przyjmie od ciebie w zamian za książkę świńskie udko. Po trzecie: szczególnie w upały trudno latać ze świnią po mieście, bo towar zaczyna wonieć.

A pieniądze nie śmierdzą (przepraszam za grubiański język). Są łatwo podzielne, przechowywalne, chętnie wymieniane.

Fenicjanie woleli monety, Chińczycy banknoty, ja lubię jedno i drugie.

W kulturze judeochrześcijańskiej, dla Źydów, pieniądze były wyrazem Bożego błogosławieństwa. Oddawali 10% - tzw. dziesięcinę i pierwociny Bogu. To było na tej zasadzie: jeśli ode mnie dostajecie wszystko, to na znak tego, że to doceniacie, oddajcie ludziom, którzy bezpośrednio mi służą dziesiątą część swoich dochodów.

Jezus powiedział: "Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty wejdzie do Królestwa Bożego". Co nie oznaczało, że Królestwo Boże jest tylko dla biednych, ale że bogatym jest trudno uwolnić się od pieniędzy. Pieniądz jako bożek nie podoba się Bogu.

Jak to jest dzisiaj z nami?

Nasi rodzice i starsi koledzy, jak się dobrze wysilą, to będą pamiętać czasy, kiedy mieli pieniądze, a nic nie mogli za nie kupić, bo nic nie było - nadwyżka popytowa. Dzisiaj jest nadwyżka podażowa, co oznacza, że możemy kupić to, czego potrzebujemy i znacznie więcej.

Ankieta jaką przeprowadziliśmy wśród studentów pokazuje, że student potrafi przeżyć za najniższą pensję krajową. Coraz więcej studentów musi pracować, a brak pieniędzy staje się dla wielu permanentnie palącym problemem. Powoli coraz więcej młodych ludzi zaczyna żyć dla niego - więcej, więcej, coraz więcej...

Rzecz w tym, aby mieć zaspokojone potrzeby i nie dać się wciągnąć w niewolę kasy.

Jak utrzymać sytuację, w której kasa służy nam, a nie my jej?

1. Kluczowa jest dojrzałość w ocenie własnych potrzeb. Realna potrzeba jest ok. Pożądliwość to niewola. Jeśli stan twojego umysłu, wewnętrzna harmonia zależne są dziś od tego, co być może będziesz mieć za tydzień (a może wcale, bo któż to wie, co przyniesie przyszłość), to tracisz kontrolę nad sobą.

"Pieniądz jest dobry, ale w przemyśle, w portfelu, w banku, w handlu, w ruchu, a nie w mózgu i sercu" (J. S. Pasierb).

2. Nie zakochuj się w kasie. Traktuj ją jak powierzoną w zarząd. Odseparuj się od niej emocjonalnie - dysponuj kawałkiem świni, ale nie daj jej pierwszego miejsca w życiu (ani drugiego).

3. Dawaj innym, to ci pomoże nie przywiązać się. Nie każdy potrzebujący, to pijak - naciągacz. Wiele podstawowych potrzeb ludzkich woła o zaspokojenie.

4. Planuj nawet maleńki budżet. Przemyślane, celowe dysponowanie pieniędzmi pomaga traktować je wyłącznie jako środek do życia, a nie cel życia. No i używasz forsy z głową.

5. Naucz się robić coś społecznie, to nie powstanie w twojej głowie myślenie, że za wszystko musisz coś mieć. Nie zdziczejesz, zapominając, co to bezinteresowność. Trochę poświęcenia na rzecz innych uczłowiecza.

6. Nie ulegaj presji - płyń pod prąd! Z prądem dryfują suche liście i zdechłe ryby. Nie daj się reklamom - fałszują twoje potrzeby. Nie cierp, nie unieszczęśliwiaj się porównaniami z innymi. Obyś nie pozwolił omotać się zazdrości, zawiści, zjadliwości konkurencji. Powtórzę - płyń od prąd!

No, to co się liczy, skoro nie tylko kasa?

Piotr i Marzena

jeśli chcesz porozmawiać z kimś o przyjaźni z Bogiem, napisz:
trojmiasto@podprad.pl

jarfie Lis 24 '99
Strony: «« « ... 3792 3793 3794 3795 3796 ... » »»
  • Save this on Delicious

Reklama

News

Movers and Packers Pune - http://packmovefast.com/pune.html

Welcome to Relocate Services is a reputable service supplier for movers and packers pune households, office furniture and equipment, factories and machineries, industrial goods andsure.Relocate Servi

packersmovers .in

Avoid pipe dream gauges. Generally, these are organizations that may offer a lower site before the move and after that discharge your pockets with concealed a great many. Be extremely careful about

Zamienić kurnik na apartamentowce…

Ponury i przygnębiający barak pamiętający zamierzchłe czasy PRL, dawna i dzisiejsza siedziba władz jednej z największych gdańskich spółdzielni mieszkaniowych, nie jest najlepszą wizytówką LWSM Morena.

„Promyk Nadziei” zbuduje plac zabaw

Zakończył się konkurs skierowany do organizacji pozarządowych na wybudowanie plac w zabaw dla dzieci na terenie Gdańska. Nowe atrakcje dla najmłodszych powstaną do końca 2010 r. Wśr d dwunastu oferent

Niechciane zaliczki

Zarząd LWSM Morena wprowadził zaliczkową opłatę 10 złotych na poczet rozliczenia tak zwanej wody r żnicowej. Kwota ta podlegać będzie rozliczeniu po zakończeniu okresu rozliczeniowego zużycia wody.

Castel wycina w pień

Przy ul. Magellana na Morenie wycięto w pień dorodne drzewa, a zaraz potem na teren wjechały spychacze zaalarmowali nas mieszkańcy osiedla Morena. Jeśli wycięte zostały jakiekolwiek drzewa, to z c

Zarządowi nie podwyższono wynagrodzenia

17 sierpnia obradowała Rada Nadzorcza LWSM Morena . Obecni byli zainteresowani członkowie sp łdzielni. Zmieniono zasady typowania dom w do rocznego planu dociepleń. Obecnie o pierwszeństwie będzie de

Myjnia oprotestowana

Czy na parkingu przy ul. Kolumba wydzierżawionym od sp łdzielni prywatny przedsiębiorca, Władysław Krugły, będzie m gł zbudować myjnię dla samochod w? Mieszkańcy sąsiadujący z tym parkingiem, sondow

Przed pierwszym dzwonkiem…

Do nowego roku szkolnego pozostało już niewiele czasu, toteż każda godzina w szkole przy Gojawiczyńskiej wykorzystywana jest maksymalnie, aby jak najlepiej przygotować plac wkę do zajęć.Brygada remont

Czy bandytyzm zawładnie Moreną?

Podpalenie piwnicy przy Marusarz wny 6, uszkodzenie windy dwa tygodnie p źniej w tym samym bloku, kradzież element w rusztowania przy Amundsena, przecięcie przewod w paliwowych w samochodzie zaparkowa

Wczytywanie...