pl

Blogi użytkownika

  • Save this on Delicious

rys. corel galleryCzym jest disco-polo? Czy jest to, jak niektórzy twierdzą: już "zjawisko społeczno-kulturalne ", czy też, jak utrzymują inni: niewinny, lekki i banalny styl muzyczny.

Spróbujmy dociec sedna tego zagadnienia poprzez analizę typowego utworu disco-polo. Słowa do zaprezentowanej tu piosenki "Lola", ułożyła nasza redakcyjna koleżanka w okresie swej fascynacji tymże nurtem muzycznym.

1. Kochanie, kochanie, to

Co się z nami stanie?

Chyba już mnie nie kochasz,

Bo rocznicę masz w nochu .

Pierwsze wersy piosenki wskazują na silny lęk egzystencjalny targający autorem ("co się z nami stanie?"). Jak możemy się przekonać, ma on swoje podłoże we frustracji związanej z niemożnością poznania tajemnicy wszechrzeczy. Niestety, ma to negatywne przełożenie na sferę czysto fizjologiczną i skutkuje groźną chorobą układu oddechowego, umiejscowioną zresztą w "nochu" (prawdopodobnie chodzi tu o polipy).

2. Józek miał dresik z kreszu,

To był człowiek biznesu.

Lecz go w dal odrzuciłam,

Tylko Ciebie lubiłam.

Jak na dłoni widać tu zderzenie dwóch przeciwstawnych światów: świata idei i piękna z jednej strony oraz brutalnej rzeczywistości związanej z transformacją systemową naszego kraju - z drugiej. "Józek", to symbol podświadomej tęsknoty za czymś czystym i idealnym, ale jednocześnie jak najbardziej rzeczywistym ("dresik z kreszu").

3. Jak mnie nie chcesz już kochać,

To nie będę szlochać.

Odejdź, zabierz berety.

Zostaw Szazy kasety!

Tu z kolei możemy zauważyć głęboko stłumione negatywne uczucia ("nie będę szlochać"), związane najprawdopodobniej z jakimiś bolesnymi przeżyciami z dzieciństwa. Może tu chodzić np.: o uraz powstały w wyniku konieczności chodzenia w berecie przez cały rok.

Jak widać więc, na podstawie powyższej analizy teksty piosenek disco--polo są utworami głębokimi i wielowarstwowymi. Myślę, że twórczość ta może w zdecydowanym stopniu przyczynić się do rozwoju intelektualnego i emocjonalnego naszego społeczeństwa, czego serdecznie Wam i sobie życzę.

Miłośnik disco-polo.

jarfie Kwi 25 '99

rys. corel galleryPokrętek nie miał żalu do kolegi, że go wydał. Gdyby to jego Pokrętkowa wzięła w krzyżowy ogień pytań, to wydałby nie tylko najlepszego przyjaciela, ale i matkę, Ojczyznę i w ogóle wszystkie tajemnice świata, nawet te, o których nie ma bladego pojęcia. Zresztą jak można mieć żal do takiego strzępku człowieka jaki z niego pozostał po spotkaniu z Pokrętkową (i jej prawym sierpowym)?

No, ale teraz musi szukać nowej mety, ta już jest spalona. Pierwszy miesiąc po ucieczce z domu spędził w sieci ciepłowniczej niedaleko ulicy Wyspiańskiego. Inni, którzy tam mieszkali, założyli Komitet Obrony Mężów Przed Agresywnymi Niewiastami (w skrócie K.O.M.P.A.N.). Gdy Pokrętek opowiedział im swoją historię, to od razu wybrano go na honorowego prezesa Komitetu. Niestety, z chwilą, gdy widziano Pokrętkową węszącą w pobliżu KOMPAN'a, Pokrętek musiał szukać nowej kryjówki. Wtedy właśnie przyjął go do siebie przyjaciel (był akurat w bardzo dobrym nastroju, bo żona go zostawiła). No, ale tutaj też go odnalazła.

Nadszedł czas znaleźć coś nowego. Szczęście sprzyjało Pokrętkowi. Pewien podróżnik szukał pomocnika do dźwigania bagażu w wyprawie na Biegun Południowy (Green Peace zabroniło zabierać zwierzęta w tak niebezpieczną podróż). Znowu okazało się, że nauczyciele w szkole nie wiedzą co mówią, na południu wcale nie jest cieplej niż w Polsce (wręcz przeciwnie). Podróżnik był bardzo miły dla Pokrętka, w zasadzie to on niósł cały bagaż, a Pokrętek tylko jego. Czasem nawet dawał mu coś do jedzenia. W sumie, w porównaniu do rodzinnego domu, był to wprost raj. W ten sposób dotarli do bieguna południowego i zaczęli wracać do domu (do tej pory Pokrętek nie rozumie po co szli taki kawał). Nasz bohater, z każdym krokiem zbliżającym go do Polski, robił się coraz smutniejszy, wiedział, że nic, co piękne nie trwa wiecznie. Na szczęście podróżnik postanowił wracać do Polski nieco okrężną drogą. W Brazylii kupili dużo roślin i sprzedawali je w krajach, które mijali po drodze. Po dwóch tygodniach belgijska policja aresztowała ich i odesłała do Polski. Pokrętek za niską świadomość karalności popełnianych czynów dostał tylko trzy miesiące aresztu (skąd mógł wiedzieć, że Belgowie mają takiego fioła na punkcie zieleni i że nie wolno tam sprzedawać trawy?).

Pobyt w więzieniu był najszczęśliwszym okresem w życiu Pokrętka. Było nawet wspanialej niż wtedy, gdy Pokrętkowa wyjechała w ich podróż poślubną, bo teraz miał co jeść. Co prawda było tutaj kilku bardzo nieprzyjemnych typów, ale w porównaniu z kochaną żonką, to każdy z nich wydawał się łagodny jak baranek. Dobra passa w życiu Pokrętka zakończyła się na dwa tygodnie przed wyjściem z więzienia. Owego dnia, podczas śniadania, w pasztetowej znalazł gryps następującej treści:

"Muj Pysiaczku-biedaczku. Widziam ciebie w telewizorze. Źałuje ciebie bardzo że jezdeś w tym wieńzieniu. Wybaczam ci wszystko. Wybaczam ci żeś robił te cyrki przy oknie co to przez nie śmiali sie z nas wszystkie somsiadki. I wybaczam ci żeś nie hciał zrobić durzych porządkuw wiosennych ani remontu ani kupić i przynieść ze sklepu nowej meblościanki ani wzionś trzeciego etatu żebyś mnie móg kupiś futro. A nawet wybaczam ci że mnie już nie kochasz. I fcale to nieprawda że nasze małrzeństwo sie nie liczy tylko dlatego że miałeś 41 stopni goronczki jak sie ze mnom rzeniłeś. I wogóle nie ma znaczenia to żem cie spiła przed ślupem tak że cie świadkowie musieli donieść do ołtarza. A pytałam sie Baśki od Pyskaczów co to ma durze wie bo pochowała jusz czterech menżóf i ona powiedziała że jak mnie nie chciałeś pocałować tylko krzyczałeś i wyskoczyłeś przez okno z trzeciego pientra i uciekłeś to znakiem tego rzeczywiście chyba jusz mnie nie kochasz. A mnie to sie zrobiło tak romantycznie bo tak jakoś wiosna idzie i w telewizorze widziałam że sie całowali ale może ty masz racje że to tylko tak do filmu i może rzeczywiście niepoczebnie tak mocno cie walnełam. Ale jak cie widziałam w tym sondzie i miałeś kańdanki i ten sond (a ty widziałeś że on fcale nie był wysoki?) tak walił tym młotkiem to se postanowiłam że ci wszystko wybacze i nawet cie nie bende wiencej biła (ale mniej też nie - nie myśl se). Bende na ciebie czekała pszed bramom wienzienia jak bendziesz miał wychodzić (tylko co bym nie musiał za dugo czekać). Morze nawet obiad zrobie? I może nawet nie bendziesz musiał jeść z Azorem? A powiec jeszcze temu co tym młotkiem tak walił żeby przyszed do nas kiedy bo wyglondał bardzo mile a u nas obraz trzeba powiesić to wbije jakiś gwuść (tylko niech nie przychowty peruce bo sie bendom z nas wszyscy znowu śmieli). Ściskam ciebie mocno. Rzona twoja."

Od tej chwili Pokrętek gorączkowo obmyślał plan ucieczki. Początkowo próbował zmusić władze więzienia do zatrzymania go dłużej. Śpiewał brzydkie piosenki, siorbał i mlaskał na stołówce, na spacerze chodził pod prąd itp. Jednak dyrektor więzienia zapoznał się z grypsem od Pokrętkowej i wiedział, że z jego przytulnego więzienia nie zostanie nawet kamień na kamieniu jeśli Pokrętek nie wyjdzie w porę. Następnie Pokrętek próbował uciec. Wymyślił mnóstwo forteli jednak za każdym razem strażnicy udaremniali jego ucieczki (nawet gdy przebrał się za babę ze wsi, psa czy ufoludka). Zanim nadszedł feralny piątek - dzień opuszczenia więzienia, Pokrętek próbował jeszcze głodówki, odwoływania się do ministra sprawiedliwości, Prezydenta, Rzecznika Praw Obywatelskich i księdza Rydzyka. Nic nie pomogło. Rozpacz popchnęła go do samobójstwa. Niestety nie osiągną zamierzonego efektu, ani wieszając się na papierze toaletowym (zabrali mu sznurowadła), ani próbując połknąć swój język.

Nadszedł w końcu dzień opuszczenia więzienia. Czterech strażników musiało odrywać Pokrętka od pryczy w celi, a jego krzyk słyszano aż we Wrzeszczu. Wyrzucili go następnie za bramę więzienia (prosto w ramiona czekającej już żony) i szybko schronili się w bezpiecznym wnętrzu. Pokrętkowa wyściskała męża i zawlokła go do domu. Źebra za jakiś czas same się zrosną, a wspomnień tych kilku szczęśliwych miesięcy już nikt Pokrętkowi nie odbierze.

A.

jarfie Kwi 25 '99

rys. corel galleryOdcinek 1: ZAUROCZENIE

ONA: Siedem lat temu poznałam chłopaka, którego na początku uważałam za wielkiego zarozumialca. Teraz jest moim mężem.
Poznałam Kamila na dyskotece, wtedy pierwszy raz zaprosił mnie na randkę. Spodobał mi się, ponieważ był przystojnym facetem, ale delikatnie odmówiłam. Nie zamierzałam być łatwym łupem.
Po kilku tygodniach byliśmy już razem.

ON: Zaczęło się to tak. Piękna kaszubska jesień, zatłoczona pizzeria i ona. Siedziała przy stoliku obok, wcale nie zwracając na mnie uwagi. Najpierw dowiedziałem się z "pewnego źródła", że mieszka tam a tam i że ma na imię Kasia. Potem poznałem się z nią "przez przypadek" i zaprosiłem na imprezę. Dostałem kosza... Spasowałem, ale po miesiącu spróbowałem ponownie. Tym razem usłyszałem upragnione "tak".

Odcinek 2: CZAS POZNANIA

ONA: Mieliśmy po 16 lat, nie bardzo wiedzieliśmy, czego oczekiwać od naszego związku. Było nam razem dobrze. Rozmowy, randki, spacery...
Powstała między nami więź uczuciowa, nie była jednak głęboka. Byliśmy bardziej zatroskani o samych siebie niż o tę drugą osobę.
Po dwóch latach zerwaliśmy ze sobą. Jednak już po miesiącu rozłąki postanowiliśmy spróbować ponownie. Dostrzegliśmy błędy w naszych relacjach i chcieliśmy to zmienić. Spoważnieliśmy, stawaliśmy się coraz bliżsi sobie...

ON: Spędziliśmy wspólnie imprezę, potem kolejny dzień, dwa, tydzień, dwa, miesiąc, rok, dwa, ...pięć. Z pewnymi perypetiami trwało tak przez pięć lat.

Odcinek 3: ZMIANA

ONA: Wiele zmieniło się od chwili, kiedy Jezus stał się najważniejszą osobą w życiu Kamila.

ON: Myśleliśmy już o sobie poważniej, z utęsknieniem czekając na bardziej "wspólną" przyszłość. Ale niespodziewanie w moim życiu pojawił się ktoś jeszcze. Ktoś, kto pokochał mnie i kogo ja pokochałem. Tym kimś był Jezus. Usłyszałem, że Bóg kocha mnie bez względu na to, jaki jestem i co robię, że pragnie mojego szczęścia i ma dla mnie wspaniały plan. Zrozumiałem też, że tylko On może dać mi prawdziwe i szczęśliwe życie, które nie skończy się z chwilą "ustania wszystkich czynności życiowych" mojego organizmu. Tak więc, niczym nie ryzykując, szczerze oddałem swoje życie Bogu w modlitwie. I nie pożałowałem tego, bo On naprawdę wszedł do mojego serca i stał się moim najlepszym przyjacielem. Zaczął odpowiadać na moje modlitwy i wlewać we mnie pokój, którego wcześniej bardzo mi brakowało.

Odcinek 4: DO GÓRY NOGAMI

ONA: Jego relacja z Bogiem miała wpływ na nasz związek. Stał się bardziej dojrzały i wiele o Nim mówił. Ja sama nie byłam przygotowana do podjęcia takiej decyzji. Bałam się zaufać Bogu na tyle, żeby oddać mu każdą dziedzinę życia, szczególnie nasz związek.

ON: Mówiłem więc o tym, jak bardzo Jezus ją pokochał, że zdecydował się umrzeć, ponosząc karę za zło, które w życiu wyrządziła. Trzeba zrozumieć, że człowiek sam w sobie jest zbyt słaby na to, aby próbować odkupić swoje winy. Wystarczy więc powierzyć własne odkupienie Bogu, zaufać Mu i poddać się Jego woli. Przekonywałem, że warto. Nie uwierzyła...

Odcinek 5: MIESZKAJMY RAZEM

ONA: Na III roku studiów podjęliśmy decyzję zamieszkania ze sobą. W końcu i tak będziemy razem - myślałam.

ON: Po trzecim roku studiów zdecydowaliśmy, że zamieszkamy razem jeszcze przed ślubem.

Odcinek 6: PRZYGOTOWANIA

Ona: Przygotowywałam się do naszej wspólnej sielanki przez rok, jestem przecież melancholikiem - perfekcjonistą. Upatrzyłam dla nas stancję w Sopocie, poinformowałam o naszych zamiarach rodziców. Stawało się to dla mnie najważniejszą sprawą. Było podporą, kiedy myślałam o przyszłości.

On: Przygotowaliśmy się do tego solidnie: "zaklepaliśmy" sobie mieszkanie, powiadomiliśmy rodziców, zaczęliśmy kupować najpotrzebniejsze rzeczy.

Odcinek 7: ROZTERKI

Ona: Nie dopuszczałam nawet do siebie myśli, że może się to nie spodobać Bogu...
Bóg w tym czasie uświadomił Kamilowi, że mieszkanie razem - zanim się pobierzemy, nie jest zgodne z Jego wolą i z pewnością nie będzie miało dobrego wpływu na nasz związek.

On: I wtedy to się stało. Mój przyjaciel zaczął mi tłumaczyć, że takie postępowanie nie podoba się Bogu. Jego argumenty wydały mi się śmieszne i staroświeckie, biorąc pod uwagę, że mamy schyłek XX wieku. Tłumaczył mi, że wspólne mieszkanie jest przywilejem małżonków. Ja mu na to, że w czasach Chrystusa małżeństwo było po prostu stanem faktycznym, a nie patetyczną ceremonią, i że w oczach Boga na pewno jesteśmy małżeństwem. Problem w tym, że sam w to szczerze nie wierzyłem... Tego wieczoru, kiedy byłem sam, zwróciłem uwagę na pewien werset w Biblii, mówiący o małżeństwie. Werset, który wcześniej czytałem dziesiątki razy, wtedy właśnie nabrał dla mnie osobistego znaczenia. I zrozumiałem, że Bóg nie patrzy na nasz związek, jak na małżeństwo. Co za tym idzie, wiedziałem, że w tej sytuacji zamieszkanie z Kasią byłoby sprzeciwieniem się Jego woli. Musiałem wybierać. To była najtrudniejsza decyzja w moim życiu.

Odcinek 8: TRUDNA DECYZJA

Ona: Dla mnie natomiast była to katastrofa - w jednej chwili, mój mały świat, który tak pielęgnowałam w swojej wyobraźni rozsypał się w drobne kawałki. Dotychczasowe marzenia, plany na przyszłość, to cudowne uczucie, jakie mnie ogarniało na myśl o wspólnym gniazdku - wszystko to nagle wydało mi się tak bardzo odległe i nierealne.
Nie mogłam ochłonąć. Byłam wewnętrznie rozdarta i szukałam z uporem maniaka rozwiązania innego niż to, które zaproponował Kamil.

On: Nazajutrz poszedłem do Kasi. Kiedy znaleźliśmy się sami, powiedziałem jej, że bardzo ją kocham, ale zdecydowałem się być posłuszny Bogu. Na początku Kasia jakby nie zrozumiała, więc wytłumaczyłem, że nie możemy zamieszkać ze sobą przed ślubem. Była w szoku. Na zmianę płakała, przekonywała mnie i wyrzucała mi wszystko, co można było wyrzucić, a nawet więcej. Było mi ciężko, bardzo ciężko, ale nie chciałem zmienić decyzji.

Odcinek 9: PRZEMIANA

Ona: Tymczasem ja, bałam się końca naszego związku. Obawiałam się tego, że w oczach Kamila stanę się mniej atrakcyjna, że oddalimy się od siebie i nie będziemy potrafili się zrozumieć. Przez cały czas nachodziła mnie uporczywa myśl, że w końcu Bóg nas rozdzieli.
Wiedziałam, że sama sobie z tym wszystkim nie poradzę. Jedynym ratunkiem był Bóg, bo tylko On potrafi zapewnić nam spokój ducha.
Po dwóch dniach zdecydowałam się całkowicie zaufać Panu i przyjąć Jego przebaczenie. Od tej pory stałam się innym człowiekiem. Bóg sprawił, że moje życie nabrało barw. Teraz jest ono pełne radości i prawdziwego szczęścia.

On: I właśnie wtedy, kiedy uszy bolały mnie już od oskarżeń rzucanych w moim kierunku, kiedy wiedziałem, jaki to ze mnie bezwzględny drań, kiedy rozpacz i smutek sięgnęły zenitu, Kasia niespodziewanie przytuliła się do mnie i uznała, że pragnie, by w jej życiu działa się wola Boga, by Jezus stał się jej Panem.
Nie wiem, czy byłem bardziej szczęśliwy, czy oszołomiony. Niemalże skakałem z radości. Zupełnie, jakby nowy wiatr dmuchnął w moje żagle.

Odcinek 10: HAPPY END

Ona: Powierzyłam też Bogu dziedzinę, która była dla mnie najważniejsza - moją relację z Kamilem. Zaraz po niej, zaczęłam oddawać inne.
Bóg sprawił, że odkryliśmy nowy wymiar naszej miłości - bardziej duchowy. To On jest jej źródłem.
Bóg przez cały czas zmienia moje życie. Daje niebywały pokój, zabiera troski. Jest przyjacielem, któremu mogę bezwzględnie ufać.
Od czterech miesięcy jestem szczęśliwą mężatką. Obecnie, będąc z Kamilem na nowej drodze życia, nadal pragniemy odkrywać Bożą wolę i za nią podążać.
Wiemy bowiem, że Bóg ma dla nas wspaniały plan, który od teraz stał się planem wspólnego życia dwojga ludzi - życia w małżeństwie.

On: Wspólnie postanowiliśmy, że zamieszkamy ze sobą dopiero po ślubie. Pozwoliliśmy Bogu działać.
Bóg uzdrowił także nasze wzajemne relacje. Nasz związek przeszedł głęboką metamorfozę. Przez ten czas mogliśmy dużo lepiej poznać swoje wnętrza, niż przez poprzednie wspólnie spędzone lata. Zaczęliśmy się głęboko rozumieć. Dojrzeliśmy do naprawdę poważnych decyzji.
Niedawno odbył się nasz ślub, cudowna chwila, której oboje od dawna oczekiwaliśmy. Moja żona jest wspaniałą towarzyszką życia. Wspólnie kończymy studia i planujemy przyszłość. Wspólnie też - w tej przyszłości - zarezerwowaliśmy centralne miejsce dla tego, który nas stworzył i połączył - dla Jezusa.

Ona: Kasia / On: Kamil

jeśli chcesz porozmawiać z kimś o przyjaźni z Bogiem, napisz:
trojmiasto@podprad.pl

jarfie Kwi 25 '99

Seks – dlaczego tak / dlaczego nie?

 

 

Tak to już jest, że wiele rzeczy ma swój czas i swoje miejsce. I właśnie we właściwym czasie rzeczy te ujawniają swoje prawdziwe piękno. Można to porównać do rośliny, która wydaje owoce. Dojrzewają one, ogrzewane promieniami słońca i stopniowo wypełniają się słodkimi sokami. Kiedy przychodzi odpowiedni dzień, owoce można zebrać i cieszyć się ich wspaniałym smakiem, ich słodyczą. Naturalnie owoce można zerwać w każdej chwili. Ktoś może wtedy mówić, że lubi takie kwaśne, niedojrzałe owoce, ale tak naprawdę nigdy już nie dowie się jak niesamowicie mogą być dobre. Dlatego właśnie warto czekać na odpowiednią chwilę, by zerwany owoc był dojrzały, słodki – taki, jakim zaplanował go Bóg.
Agnieszka i Maciek

Nie widzę w tym nic złego. Mieszkamy razem już teraz leci trzeci rok. To nie jest średniowiecze. Poza tym od kilku miesięcy jesteśmy zaręczeni. W taki sposób można poznać dobrze drugą osobę i potem nie ma rozczarowań. Nawet powinno się to polecać może wtedy byłoby mniej rozwodów. Nasi rodzice nie mają nic przeciwko i w pełni akceptują to, że mieszkamy razem.

Aleksandra i Grzegorz

jeśli chcesz porozmawiać z kimś o przyjaźni z Bogiem, napisz:
trojmiasto@podprad.pl

jarfie Kwi 25 '99

Poniżej znajdziesz wybrane cechy, które pomogą ci określić twój temperament. Cechy temperamentu są symptomami szybkości i siły reakcji, aktywności ruchliwości, odporności na stresy, stałości postaw emocjonalnych, wrażliwości zmysłowej i emocjonalnej. Prawdopodobnie w każdym typie temperamentu znajdziesz kilka swoich cech (nikt nie jest czystym typem, każdy jest kombinacją różnych typów osobowości), jednak ten typ, w którym będzie ich najwięcej, jest typem dominującym. Mam nadzieję, że to proste zadanie pomoże ci lepiej zrozumieć i akceptować siebie i innych!

A na koniec jeszcze krótka zachęta do zachwycenia się Bożą pomysłowością i mądrością: Bóg mógł uczynić nas wszystkich sangwinikami. Byłoby wówczas dużo zabawy, ale mało działania. Mógł stworzyć samych melancholików. Bylibyśmy dobrze zorganizowani i schematyczni, ale niezbyt radośni. Mógł nas stworzyć cholerykami. Wszyscy byśmy przewodzili, lecz denerwowalibyśmy się, że nikt nas nie słucha. Mógł stworzyć wszystkich flegmatykami. Mielibyśmy pokój na świecie, ale też niezbyt dużo entuzjazmu do życia.

FLEGMATYK

- spokojny, opanowany, chłodny

- dobry doradca i słuchacz

- nie identyfikuje się z innymi

- wierny uczciwy przyjaciel, zgodny, uprzejmy

- wyraża jedynie przemyślane opinie, lubi być kompetentny

- dobrze sprawdza się w trudnych warunkach życiowych, dobrze znosi niewygody

- konsekwentny, wytrwały, cierpliwy

- przewiduje trudności i potrafi znaleźć z nich wyjście

- niechętnie angażuje się w przedsięwzięcia

- brak mu entuzjazmu

- leniwy, powolny

- chętniej obserwator niż uczestnik życia

- wiele dobrych pomysłów i rozwiązań przedstawia po czasie, choć miał je wcześniej

- trudno przebacza i trudno zapomina

- ma ostry, cięty, czasem dokuczliwy, sarkastyczny humor

- unika odpowiedzialności, nie stawia sobie celów

- zniechęca zapaleńców, niezdecydowany

SANGWINIK

- ekspresywny, entuzjastyczny, energiczny

- otwarty, szczery, gadatliwy

- spontaniczny, żyje chwilą obecną

- łatwo zawiera znajomości i przyjaźnie

- łatwo przebacza, szybko przeprasza, nie chowa uraz

- ma mnóstwo nowych pomysłów, szybko się "zapala", pociąga innych do pracy

- chętnie angażuje się do nowych działań i efektownie zaczyna je realizować

- ciekawy, prostoduszny, dziecięcy, ma dużo osobistego wdzięku

- niespokojny, zmienny, chaotyczny

- głośny, przesadny, mówi prędzej niż myśli, często krzykliwy, odstraszający

- niezdyscyplinowany, łatwo się rozprasza

- egoistyczny, lubi popularność i bycie w centrum uwagi, chętnie mówi o sobie

- podatny na wpływy, łatwo go "nabrać"

- szybko "gaśnie", zniechęca się, trudno mu dokończyć rozpoczęte zadanie

- szybko traci pewność siebie

- zapomina o obowiązkach, nie wywiązuje się z zadań i obietnic

MELANCHOLIK

- ma bogatą, refleksyjną, głęboką naturę

- szczegółowo analizuje zjawiska, sytuacje

- wierny, skłonny do poświęceń, oddany

- uporządkowany, staranny, perfekcjonista lubiący plany, tabele, wykresy

- lubi pozostawać w cieniu, w drugiej linii

- utalentowany, twórczy, dusza artystyczna

- wytrwały, sumienny, skrupulatny, musi skończyć to co zaczął

- troskliwy, współczujący, wrażliwy

- skłonny do ponurych nastrojów

- przesadnie analizuje stan swojej duszy i ciała, co często paraliżuje jego wolę i energię i doprowadza do hipochondrii

- pamięta zło i chętnie myśli o zemście

- trudno mu podejmować decyzje

- podejrzliwy, łatwo go obrazić, dotknąć

- chętnie unika ludzi, nieufny i krytyczny

- trudno go zadowolić, sceptyczny

- chętnie ucieka od rzeczywistości, marzy

CHOLERYK

- urodzony przywódca, dynamiczny

- wewnętrznie zdyscyplinowany

- konsekwentnie dąży do realizacji obranego celu,

- ma potrzebę zmian

- praktyczny, ocenia wszystko miarą przydatności, sensowności

- posiada doskonały zmysł organizacyjny

- szybko chwyta problem i znajduje dla niego często zaskakujące rozwiązanie

- szybki, odważny, zdecydowany w działaniach, niezależny

- ma pewność, że sprosta trudnościom, jest przez nie pobudzany, motywowany

- mało uczuciowy, niewrażliwy, niewspółczujący, nie daje pochwał

- nie liczy się z ludźmi, posługuje się nimi w realizacji swoich planów, manipuluje

- bywa niegrzeczny i nietaktowny

- niechętnie przyznaje się do własnych błędów, niełatwo wybacza innym ich błędy

- dogmatyczny, uparty, apodyktyczny

- oddany pracy, nie umie odpoczywać

- nie lubi szczegółów i gubi się w nich przy organizowaniu przedsięwzięć

- łatwo traci panowanie nad sobą

Ach, jak ten świat potrzebuje sangwiników!

Promień radości wśród trosk.

Powiew niewinności w zepsutych czasach.

Świat dowcipu, gdy jesteśmy przygnębieni.

Iskierka humoru, gdy jest nam ciężko.

Promyk nadziei rozwiewający czarne chmury.

Entuzjazm i energia, żeby ciągle zaczynać od nowa.

Kreatywność i urok dodające barw codzienności.

Prostota dziecka w trudnych sytuacjach.

Ach, jakże świat potrzebuje melancholików!

Głębia, by dostrzegać serce i duszę życia.

Artystyczna natura, by dostrzegać piękno tego świata.

Talent tworzenia dzieł sztuki, tam gdzie dotąd nie było nic.

Umiejętność analizowania i dochodzenia do właściwych rozwiązań.

Dostrzeganie szczegółów, gdy inni zadowalają się bylejakością.

Kończenie tego, co się zaczęło.

Powiedzenie: "Jeśli coś warte jest zrobienia, warte jest zrobienia dobrze".

Pragnienie robienia wszystkiego uczciwie i po kolei.

Ach, jakże ten świat potrzebuje choleryków!

Ścisła kontrola, gdy inni ją rozluźniają.

Ostra decyzja dla niezdecydowanych.

Przywództwo w prowadzeniu nas ku dobru.

Gotowość podjęcia ryzykownej decyzji.

Ufne trzymanie się prawdy wobec kpin i wyśmiewania.

Niezależne stanie z boku.

Mapa drogowa dla naszego życia, gdy zabłądzimy.

O, jakże świat potrzebuje flegmatyków!

Stabilności, żeby trzymać się kursu.

Cierpliwości, żeby nie poddawać się prowokatorom.

Umiejętności słuchania, gdy inni tylko mówią.

Daru mediacji jednoczącego przeciwników.

Pokoju jako celu, prawie za wszelką cenę.

Współczucia, by pocieszać zranionych.

Determinacji, by zachować zimną krew tam, gdzie wszyscy tracą głowę.

Pragnienia, by żyć tak, aby nawet wrogowie nie mieli im nic do zarzucenia.

(na podstawie książki F. Littauer „Słowa zachęty”)

jarfie Sty 26 '99

I rzekł szatan do swych aniołów: „Czyńcie spustoszenie na ziemi. Przyczyniajcie wszędzie niedoli i nieszczęść. Siejcie strach, zgryzotę, gniew i depresję w Jeruzalem, w Judei i w najdalszych częściach ziemi. Jako bowiem ja idę, tak i was posyłam”.

A jeden z tych aniołów, którego imię było Potępienie, osiedlił się w żyznych dolinach wzdłuż rzeki Ohio. Tam zaczął nauczać dziesięciu przykazań:

 

 

1. Nie będziesz nigdy popełniał pomyłek.

2. Będziesz wyprowadzony z równowagi, ilekroć coś się nie powiedzie.

3. Będziesz obwiniał bliźniego twego jak siebie samego.

4. Nie będziesz siebie kochał, ani akceptował, ani wybaczał sobie samemu.

5. Będziesz zawsze oczekiwał, żeby wszystko było inaczej niż jest.

6. Będziesz żądał miłości i aprobaty każdego za wszystko, co czynisz.

7. Będziesz unikał stawiania czoła trudnościom życia, pamiętając, że nie możesz się zmienić, jesteś bowiem zdeterminowany przez swoją przeszłość.

8. Będziesz wciąż myślał o tym, co cię gnębi.

9. Będziesz biernie czekał, żeby szczęście przyszło do ciebie.

10. Twoje szczęście będzie głównie zależało od innych.

A kiedy Potępienie nauczał ludzi z tych dolin, oni mu wierzyli. Przybywali w wielkiej liczbie, słuchali i wierzyli, tak że ziemia ta rzeczywiście wypełniła się strachem, zgryzotą, gniewem i depresja.

jarfie Sty 26 '99

ASIA, V rok psychologii: Przed sesją, to już nie bardzo pamiętam jak jest. Teraz denerwuję się jednym wielkim egzaminem – obroną i egzaminem magisterskim. Objawia się to kłopotami ze snem. Nie mogę wieczorem zasnąć, a rano budzę się bardzo wcześnie. Co z tym robię? Mam bardzo dużo energii, więc staram się z niej korzystać. Jak już się obudzę, to wstaję. Uczę się, później jakaś przerwa na obowiązki domowe. Popołudniu albo wieczorem staram się wyjść na spacer, pochodzić po okolicy, pójść do lasu, oderwać się i pomyśleć o czymś innym. Natomiast jak robię coś w domu, to włączam sobie muzykę, też po to by zagłuszyć myśli. Zazwyczaj działa. Ale ogólnie energię, którą daje stres, staram się wykorzystać i dużo się uczę.

Ania V rok psychologii: Egzaminami się nie denerwuję. Kiedyś w liceum czy na pierwszym, drugim roku, każdy sprawdzian czy kolokwium, to było duże źródło stresu. teraz już nie. Stresem są dla mnie sytuacje, których nie lubię, kiedy muszę zrobić cos na co nie mam ochoty. Pracowałam robiąc ankiety. Każde wyjście do ludzi było dużym przeżyciem. Zrobiłam wiele ankiet i dość długo tak pracowałam. Jednak prawie za każdym razem miałam koszmary, nie mogłam spać, ankiety i ankietowani śnili mi się przez kilka dni. Nic z tym nie robiłam. Nie chodziłam na spacery, nie biegałam i nie ćwiczyłam, nie piłam, ani nic podobnego. Zawsze walczę z sytuacją, nie ze stresem – stres skończy się razem z nią. Zazwyczaj porządkowałam sobie papiery, przygotowywałam potrzebne materiały, układałam listy. Zawsze skupiam się na zadaniu. Jak już nie mogłam nic więcej zrobić, to w klasyczny sposób odwracałam uwagę, zabierałam się za coś co wymagało energii i skupienia, np. piłowałam i malowałam paznokcie.

jarfie Sty 26 '99

Stres przewlekły należy rozładowywać (uwaga! pokusa kopnięcia psa!)

Stres - inaczej stan alarmowy- jest reakcją organizmu pod wpływem nagłych, zaskakujących okoliczności lub sytuacji trwających dłuższy czas, wobec których człowiek nie potrafi być obojętny. Mogą to być sytuacje negatywne lub pozytywne (np. ślub z ukochaną osobą! ).

Do pewnego momentu stres jest czymś pożądanym. Przyczynia się do mobilizacji, pozwala pracować na wysokich obrotach. Taki stres nosi nazwę EUSTRESU i można go bez wątpienia nazwać przyprawą życia. Jest jednak pułap, zwany efektywnością optymalną, którego przekroczenie może być niebezpieczne. Gdy nasilenie stresu jest zbyt duże, przechodzi on w fazę tzw. DYSTRESU, który objawia się załamaniem a nawet chorobą.

Stres nie jest wydarzeniem, ale reakcją na nie. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że to samo zjawisko (np. pojawienie się myszy w pokoju ) na jednych nie zrobi większego wrażenia a innych przyprawi o dreszcze graniczące ze strachem przed śmiercią. Wynika z tego, że w pewnym sensie każdy jest odpowiedzialny za swój stres. Za to, jak podejdzie do danej sytuacji, jak ją zinterpretuje, jak oceni. Sytuacje, które nas spotykają można podzielić na te, których nie możemy zmienić (i wtedy pozostaje je zaakceptować ) i takie, na które możemy mieć wpływ (wtedy należy przystąpić do działania ). Bardzo często stres jest po prostu pochodną lenistwa...

Podobnie jak gniew, stres przewlekły należy rozładowywać. Najlepiej w taki sposób, by otoczenie nie cierpiało na tym ( uwaga! pokusa kopnięcia psa! ). Przypominam: Każdy jest odpowiedzialny za swój stres i za swoją nań reakcję!

Czy życie bez destrukcyjnego stresu jest możliwe? Bez wątpienia łatwiej przychodzi optymistom. Co jednak z tymi, którzy raczej spodziewają się w życiu kłopotów? Czy istnieje jakaś czarna dziura, do której można wrzucić wszystkie obawy, zmęczenie, strach, niepewność, zmartwienia?

Był kiedyś na ziemi Człowiek, który skierował do zestresowanych następujące słowa: ”Przyjdźcie do mnie, a ja zapewnię wam odpoczynek. Chodźcie wszyscy, którzy tak się trudzicie z przygniatającym was ciężarem, a znajdziecie spokój. O nic się nie martwcie, ale w modlitwie mówcie Bogu o wszystkich swoich potrzebach a doznacie Bożego pokoju, który jest ponad wszelkie ludzkie pojęcie. I ukoi on wasze serca i myśli.”

Rzeczywiście, nie mieści się w głowie!!! Ale czy można przejść obojętnie wobec takiej oferty?

Adelajda

Opracowano w oparciu o książkę Henryka Wieji „Tajemnice pełnego zdrowia”

jarfie Sty 26 '99

Kiedyś stałem tam na dole i patrzyłem na niego. Lśnił w blasku słońca ponad kołdrą z chmur, która z dawien dawna stanowiła jedynie początek jego wspaniałości. Nie pamiętam od kiedy zacząłem marzyć aby być tam na górze, uśmiechać się patrząc wstecz na to co poniżej. Chciałem zdobyć ten szczyt. Pragnąłem tego za wszelką cenę.

Trochę bez wiary i trochę z nadzieją zaproponowałem swój udział w przygotowywanej właśnie wyprawie. Jakież było moje zdziwienie gdy dowiedziałem się, że wchodzę. Myślałem, że oszaleje z radości ale tak się nie stało. Zaczęły się przygotowania. Nie byliśmy pierwsi, szlak był przetarty. Pięć etapów, każdy zakończony szaleńczą wspinaczką i krótkim wypoczynkiem, mającym przygotować do jeszcze większego wysiłku. Zaczęło się.

Nie ma co ukrywać, bałem się jak nigdy dotąd. Co będzie jeśli nie wytrzymam tempa, jeśli nie podołam wymaganiom? Pocieszające było to, że nie tylko ja miałem takie odczucia. Choć strach paraliżował nas wciąż szliśmy zgodnie z planem. Właściwie nie było to nic trudnego gdyż szczęśliwie omijaliśmy przeciwności. W chwilach odprężenia zachwycałem się pięknem przyrody. Zewsząd otaczały nas zielonkawe krzewy spokojnie snujące się po niewielkich pagórkach na których od czasu do czasu pojawiało się jakieś zwierzątko zamieszkujące tutejszą okolicę. Naprawdę byłem szczęśliwy.Radość jednak nie trwała wiecznie.

Ku naszemu zdziwieniu nagle wyrosła jak spod ziemi prawie pionowo wzbijająca się w górę skała. Ilu członków wyprawy tyle było pomysłów jak sobie z nią poradzić. Było ciężko. Część odpadła. To był straszny widok. Znowu bardzo się bałem. Byłem gotów zrobić wszystko aby ten pierwszy raz mieć za sobą. Wszedłem. Nie była to tak do końca moja zasługa ale wszedłem. Właściwie to nie grałem do końca fair, ale tak bardzo pragnąłem zdobyć ten szczyt. Wtedy najważniejsze było osiągnięcie założonego celu co małymi kroczkami próbowałem zrealizować.

Potem była następna ściana, kolejne wzgórze jeszcze jedna wspinaczka i koniec etapu pierwszego. Myślałem, że oszaleje ze szczęścia ale tak się nie stało. Dalej wspinałem się i to było najważniejsze. Znowu zaczęliśmy. Początek jak zawsze spokojnie, bez zgrzytów nabieraliśmy obrotów. Wzniesienie pierwsze, drugie, ..., n-te, ..., mordercza wyprawa trwała. Znowu część poległa, a ja sobie tylko znanymi drogami dotrzymywałem reszcie kroku. Sposób sposobowi nie równy ale ciągle byłem członkiem wyprawy. A najbardziej chciałem wejść na szczyt. Koniec drugiego etapu uwieńczony był przednią wspinaczką. Wzgórze wydawało się nie do zdobycia. Spojrzał mi wtedy prosto w oczy mój nieodłączny towarzysz strach. Skupiłem się w sobie i poszerzyłem gamę środków pozwalających dotrzeć do celu. Musiałem tam wejść. Straciłem więcej czasu niż reszta ale dogoniłem ich zaraz po bardzo krótkim wypoczynku. Zaczęło mi się to podobać, choć trzeba przyznać, że faktycznie nastąpił pewien kryzys. Sam nie wiem co, tak jakoś samo z siebie wyszło i nie chciało się schować. Nic to, pomyślałem i spojrzałem za siebie. Uśmiechnąłem się, za mną rozpościerała się tonąca w białym puchu dolina. Tak jak sobie wyobrażałem to było niesamowite uczucie. Ja ponad tym wszystkim, ja tutaj pomiędzy bielą śniegu i gdzieniegdzie mozolnie wydobywającą się spod jego szaty zielenią trawy i mchu, które to ścieliły się na surowej szarości skał. Spojrzałem przed siebie. Był tam i czekał na mnie. Nieporuszony, dumny i wyzywający. Był ponad tym wszystkim jak ja byłem ponad tamtym.

Nawet nie zauważyłem kiedy zaczął się trzeci etap. Szedłem, szedłem, szedłem. Często byłem zmęczony więc pragnąłem jedynie odpocząć. Jak przez mgłę pamiętałem, że mam cel i muszę do niego dążyć. Właściwie to w tym wszystkim powoli zapominałem dlaczego idę z wyprawą. Po prostu wstawałem rano i zdobywałem kolejne wzniesienie. Tak mijał dzień po dniu.

Jak zawsze na koniec trudne wejście. Jakoś tam było. Należał mi się wypoczynek. Jak człowiek ma chwilę wolnego to zaraz rozmyśla, dręczy się stara się zrobić użytek ze swojego umysłu. Praktycznie moje metody kończenia etapów sprawdzały się, ale nie byłem do końca przekonany czy potrafię wspinać się, wchodzić na wzniesienia, czy na prawdę poradziłbym sobie w górach. Nie wiedzieć czemu przypomniałem sobie tą podeptaną trawę na koniec pierwszego, połamane gałęzie na drugim i kopniętego w złości grzyba na trzecim. Nic to, pomyślałem i spojrzałem za siebie. To mnie podniosło na duchu. Byłem ponad. Spojrzałem przed siebie. Był. Nic nie mówił ale był.

Poszedłem dalej. Następny etap niewiele różnił się od poprzednich. Ciężka wspinaczka, dzień pierwszy, drugi, ...Znowu mi się powiodło. Myślałem, że będę szalał z radości ale tak nie było. Jak zawsze w takich sytuacjach spojrzałem za siebie. Poniżej leżała dolina ukryta w kłębach chmur. Przeszedłem już kawał drogi, trudny i zarazem wspaniały był to czas. Spojrzałem przed siebie. Promienie słońca oplatały szczyt, który był zwieńczeniem mojej wymarzonej wędrówki. Kiedyś zdobędę go.

Poświęciłem na to sporo czasu i dokończę to co zacząłem. Ale czy wejście na ten szczyt jest aż tak ważne? Czy wchodząc nie zostawiłem cząstki siebie podczas drogi?

Kiedy już wejdę przede mną nie będzie nic. Spojrzę wtedy w dół i myślę, że zobaczę jak wiele szczytów jest jeszcze do zdobycia. Może wtedy pomyślę nie tylko o tym który ale i o tym jak zdobyć kolejny szczyt.

"Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić?"

(Marka 8,36)

Mirek

jarfie Sty 26 '99

Tytuł już jest: “Nerwy w konserwy, czyli jak rozładowywać napięcie”. Warsztat literacki też przygotowany, na biurku piętrzą się różne podręczniki (np. “ Walka ze stresem”, “Bądź szczęśliwa i rozluźniona” itp.), z magnetofonu dobiegają kojące dźwięki Chopina, z kubka unosi się aromat kawy, obok czystych jeszcze kartek leżą dwa starannie zatemperowane ołówki. Podobno wielu znanych pisarzy używało ołówków. Może dlatego, że ołówek...

...ołówek właśnie się złamał, ale jest jeszcze drugi....

... który ma w graficie coś, co tak drapie kartkę, że dreszcz przebiega po kręgosłupie.

Podobno również wielu pisarzy używało zwykłych (nawet tak zalewających jak ten) długopisów. Nowocześni pisarze używają komputerów. Może to i wygodne urządzenie, ale łatwo się psuje, po jednym rzuceniu o ścianę do niczego się nie nadaje (a kto kazał mu się zawieszać?). Przejdźmy do zasadniczego tematu:

Człowiek jest istotą emocjonalną jednakże nierozsądnym byłoby całkowite opieranie się na tychże. Istnieją pewne argumenty za...

...zaścianą jakich “kopytny” słucha tak głośno “Jesteś szalona”, że można oszaleć. Po raz kolejny pomocna okazała się “Walka za stresem”, po kilku rzutach o ścianę uciążliwy sąsiad poskromił nieco swą miłość do Disco Relaxu. Wróćmy do tematu:

...tym aby wyzbyć się wszystkiego co może tłumić nasze emocje. Co jednak rozumiemy pod...

...pod oknem banda rozwrzeszczanych dzieciaków gra w berka. Stanowczo wyrażony protest wywołał u łotrzyków jedynie falę gromkiego śmiechu przerywanego jedynie w celu zaprezentowania w całej okazałości narządu mowy. Zgraja opuściła plac zabaw dopiero gdy za jednym z nich poleciał kubek z kawą. Potrójny zysk. Kawa dawno wystygła, a Basia dała mi ten kubek przez czystą złośliwość, doskonale wie, że żółty kolor działa na mnie jak płachta na byka. Nie dam się łatwo wyprowadzić z równowagi. Wracam do artykułu:

...pojęciem emocji? Zagadnienie to uważa się za niezwykle skomplikowane...

...skomplikowany to był mój związek z Michałem. Gdyby tylko nie był taki przewrażliwiony... żeby obrazić się, bo potłukłam głupi wazon, a tej blizny we włosach nikt nawet nie zauważy. Dziwny człowiek, chociaż czasem... No i co tak siedzę i ryczę, przecież mam pisać:

...i takie w istocie jest.

Ciekawe kto dzwoni. Nie, nie odbiorę, czuję, że to jakaś zła wiadomość. Ten dzwonek jest tak uporczywy, że przebija się nawet przez mój krzyk. Dopiero rzucenie w aparat magnetofonem przerwało go. Przy okazji ustało to bemblotanie Chopina.

Nie bójmy się jednak trudnych wyzwań. Mając ogromne doświadczenie w walce ze stresem mogę...

Znowu dzwonek, tym razem do drzwi. Sąsiad przyprowadził dwóch miłych panów, którzy chcą mnie zabrać do takiego sanatorium, gdzie będę mogła w spokoju dokończyć mój artykuł.

Anita

jarfie Sty 26 '99
Strony: «« « ... 3810 3811 3812 3813 3814 ... » »»
  • Save this on Delicious

Reklama

News

Movers and Packers Pune - http://packmovefast.com/pune.html

Welcome to Relocate Services is a reputable service supplier for movers and packers pune households, office furniture and equipment, factories and machineries, industrial goods andsure.Relocate Servi

packersmovers .in

Avoid pipe dream gauges. Generally, these are organizations that may offer a lower site before the move and after that discharge your pockets with concealed a great many. Be extremely careful about

Zamienić kurnik na apartamentowce…

Ponury i przygnębiający barak pamiętający zamierzchłe czasy PRL, dawna i dzisiejsza siedziba władz jednej z największych gdańskich spółdzielni mieszkaniowych, nie jest najlepszą wizytówką LWSM Morena.

„Promyk Nadziei” zbuduje plac zabaw

Zakończył się konkurs skierowany do organizacji pozarządowych na wybudowanie plac w zabaw dla dzieci na terenie Gdańska. Nowe atrakcje dla najmłodszych powstaną do końca 2010 r. Wśr d dwunastu oferent

Niechciane zaliczki

Zarząd LWSM Morena wprowadził zaliczkową opłatę 10 złotych na poczet rozliczenia tak zwanej wody r żnicowej. Kwota ta podlegać będzie rozliczeniu po zakończeniu okresu rozliczeniowego zużycia wody.

Castel wycina w pień

Przy ul. Magellana na Morenie wycięto w pień dorodne drzewa, a zaraz potem na teren wjechały spychacze zaalarmowali nas mieszkańcy osiedla Morena. Jeśli wycięte zostały jakiekolwiek drzewa, to z c

Zarządowi nie podwyższono wynagrodzenia

17 sierpnia obradowała Rada Nadzorcza LWSM Morena . Obecni byli zainteresowani członkowie sp łdzielni. Zmieniono zasady typowania dom w do rocznego planu dociepleń. Obecnie o pierwszeństwie będzie de

Myjnia oprotestowana

Czy na parkingu przy ul. Kolumba wydzierżawionym od sp łdzielni prywatny przedsiębiorca, Władysław Krugły, będzie m gł zbudować myjnię dla samochod w? Mieszkańcy sąsiadujący z tym parkingiem, sondow

Przed pierwszym dzwonkiem…

Do nowego roku szkolnego pozostało już niewiele czasu, toteż każda godzina w szkole przy Gojawiczyńskiej wykorzystywana jest maksymalnie, aby jak najlepiej przygotować plac wkę do zajęć.Brygada remont

Czy bandytyzm zawładnie Moreną?

Podpalenie piwnicy przy Marusarz wny 6, uszkodzenie windy dwa tygodnie p źniej w tym samym bloku, kradzież element w rusztowania przy Amundsena, przecięcie przewod w paliwowych w samochodzie zaparkowa

Wczytywanie...