pl

News

  • Save this on Delicious
«    1 2    »

1. Zmartwychwstanie było przepowiedziane przez Jezusa Chrystusa, Syna Bożego.

Co Jezus powiedział swoim uczniom w Ewangelii wg .w. Łukasza 18,31-33?

Co powiedziałby. o Jezusie, gdyby przepowiedział swoje powstanie z martwych, a potem jednak nie zmartwychwstał?

2. Zmartwychwstanie Chrystusa jest jedynym rozsądnym wyjaśnieniem faktu, że trzeciego dnia grób był pusty.

Co zrobili przyjaciele Jezusa, aby upewnić się, że nikt nie zabierze ciała Jezusa (Mk 15,46)?

Co zrobili wrogowie Jezusa, aby upewnić się, że nikt nie zabierze ciała Jezusa (Mt 27,62-66)?

Jednak w niedzielny poranek grób był pusty!
Uwaga: Gdyby Jezus nie został naprawdę zabity, a jedynie zraniony i osłabiony przez ukrzyżowanie, to kamień i straż złożona z rzymskich żołnierzy przeszkodziłyby mu w ucieczce z grobu. Gdyby to przyjaciele Jezusa próbowali wykraść Jego ciało, kamien i straż również by im przeszkodziły. Wrogowie Jezusa nigdy nie wykradliby ciała z grobu, bo jego brak jedynie umacniałby wiarę uczniów w zmartwychwstanie. Tylko Jego zmartwychwstanie wyjaśnia fakt pustego grobu!


3. Zmartwychwstanie jest jedynym rozsądnym wyjaśnieniem faktu ukazywania się Jezusa Chrystusa Jego uczniom.

Wymień wszystkie pojedyncze osoby i grupy osób, które widziały zmartwychwstałego Chrystusa według 1 Listu do Koryntian 15,4-8:

Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, to co moglibyśmy pomyśleć sobie o tych wszystkich świadkach (1 Kor 15,15)?

Co jeszcze byłoby prawdą, gdyby Chrystus nie powstał z martwych (1 Kor 15,17)?

Co zrobił Jezus, aby udowodnić uczniom, że nie mają halucynacji, gdy się im ukazał (Łk 24,36-43)?


4. Dramatyczna zmiana w życiu Jego naśladowców.

Przeczytaj uważnie poniższe fragmenty i opisz różnicę, jaka zaszła w następujących osobach:
Piotr (Łk 22,54-62; Dz 4,1-22)

Tomasz (J 20,24-28; Dz 1,12-14)

Paweł (Dz 7,54-8,3; Dz 16,16-40)


5. Zmartwychwstanie jest jedynym rozsądnym wyjaśnieniem powstania chrześcijanskiego kościoła.

W kilka tygodni po zmartwychwstaniu Jezusa Piotr nauczał w czasie Pięćdziesiątnicy i tak narodził się chrześcijański kościół.
Co było tematem jego kazania (Dz 2,14-36)?

Gdyby ciało Jezusa nadal znajdowało się w grobie, to jak według ciebie słuchacze Piotra mogliby zareagować na jego kazanie?

Jak jednak zareagowali (Dz 2,37-38.41-42)?

Skutki zmartwychwstania
1. Co zmartwychwstanie mówi nam o:
- Jezusie Chrystusie (Rz 1,4)?
- Mocy Bożej, z jaką może On teraz działać w naszym życiu (Ef 1,19-20)?
- Tym, co ostatecznie stanie się z naszymi ciałami (Flp 3,21)?

2. Gdyby Jezus nie powstał z martwych, jaki wpływ miałoby to na twoje życie (1 Kor 15,12-26)?

3. Dlaczego logiczna staje się wiara we wszystkie cuda, których Jezus dokonał, jeśli wierzymy w Jego  zmartwychwstanie?

Widzialny powrót Chrystusa
1. Opisz sposób, w jaki Jezus powróci na ziemię (Mt 24,30; Dz 1,11).
2. Porównaj to z pierwszym przyjściem Jezusa na ziemię.
3. Co stanie się z chrześcijaninem, gdy Chrystus przyjdzie po niego (1 Kor 15,51-52; Flp 3,20-21)?
4. W jakim stanie będzie ziemia, gdy Chrystus powróci (Mt 24,6-8)?
5. Co stanie się z niechrześcijanami, gdy On powróci (2 Tes 1,7-9)?
6. Jaka jest nasza obecna nadzieja (1 J 3,2-3)?


ZASTOSOWANIE

List do Hebrajczyków 13,8 mówi, że Jezus dzisiaj jest ten sam i może przemienić twoje życie.
1. Gdyby Jezus nie zmartwychwstał, jak różniłoby się twoje życie od tego, jak ono wygląda teraz?
2. Jak myślisz, jak Jego "zmartwychwstałe życie" może być widoczne w Tobie na co dzień?
3. Jak mogłoby zmienić się twoje życie, gdybyś pozwolił Jezusowi je przemieniać?

22-05-2006 17:10:00 ·

(...) Obok tajemniczej "Mony Lisy" nie kwestionowanym arcydziełem mimo wielu późniejszych przemalowań i uzupełnień nawarstwionych przez wieki, jest na pewno fresk z "Ostatnią Wieczerzą", oraz drugi z "Bitwą pod Anghiari", jednak wobec zniszczeń najłatwiej tu o naszą ignorancję (ten drugi poza parokrotnie kopiowanym fragmentem, niestety już nie istnieje).
Z jednej strony lepiej, jeśli przybywa dzisiaj opracowań, w których zadowala postęp w jakości zamieszczanych reprodukcji. Znacznie gorzej, o ile w naszych kontaktach z dziełami mistrzów stanowią wyłączność  lub rodzajwygodnej alternatywy, powielając skutki intelektualnych potknięć obecnych czasem przy reprodukcji.
 Bywa, że tylko śmieszą naiwnością w interpretacji, jak w wydanym niedawno wielotomowym dziele o malarstwie europejskim, którego autor nadto ufając świadectwu swoich zmysłów najwyraźniej traci poprawność swojego komentarza, opisując w rozdziale poświęconym malarstwu Leonarda da Vinci "Ostatnią Wieczerzę".
 Znajduje w niej niczyją, dodatkową (nie należącą do żadnej z trzynastu postaci na fresku) dwudziestą siódmą wg niego, dłoń uzbrojoną w nóż. Wyraźny niedosyt sensacyjności, każe mu pisać nieco dalej o tajemnicy i tajemniczości dzieł Leonarda - w miejscach, gdzie takich tajemnic brak, a tajemniczość (niewątpliwie obecna) tu bywa raczej pobożnym życzeniem wśród gęsto przytaczanych sloganów zabijających myślenie. W przypadku słabo weryfikowalnej dziedziny, jaką jest sztuka trudno nie uznawać, że tylko sądy subiektywne istnieją w niej naprawdę i tylko one w zasadzie się liczą. Czasem jednak fakty o istotnym znaczeniu interpretacyjnym, w obawie przed utratą harmonijnej kompozycji, są pomijane lub  traktowane jako nie istniejące, a mogłyby stanowić oparcie dla mniej przypadkowego i w miarę obiektywnego spojrzenia na pracę mistrzów, zwłaszcza na najważniejsze dzieła.

Tajemnicze przesłanie mistrza Leonarda, o ile istnieje, to z pewnością nie ma nic wspólnego z "dwudziestą siódmą ręką" w "Ostatniej Wieczerzy". Wątpliwości najczęściej mijają, gdy skonfrontować taki pomysł interpretacji z istniejącymi, jeszcze szesnastowiecznymi replikami (ilustracje u góry). Tam owa ręka z nożem wyraźnie, należy do św. Piotra, który oparł ją grzbietem nadgarstka o własne biodro. To całkiem naturalne w pracach Leonarda i częste ułożenie dłoni (tu wyjątkowo ze "sztućcem") umożliwia przegub w nadgarstku, pozostaje kwestia mniej lub bardziej istotnych nawyków i zachowań przy stole. W Bibliotece Królewskiej zamku w Windsorze przechowywane są wstępne studia do postaci "Ostatniej Wieczerzy", a wśród nich  także studium tamtej ręki z zaznaczonym kierunkiem ułożenia dłoni. Wyjątkowo duży stopień zniszczenia malowidła w refektarzu, może powodować nieporozumienia i stwarzać pokusę łatwych rozwiązań, stąd jak sądzę, swoista wstrzemięźliwość merytoryczna wielu komentarzy. O wiele mniej ucierpiały studialne szkice do postaci apostołów, a komentarz (przy takim tempie zniszczeń w refektarzu), im wcześniejszy tym bardziej cenny dla nowych prób interpretacji.
Legenda związana z powstaniem "Ostatniej Wieczerzy", jaką złośliwie przytaczają niektórzy, mówi o człowieku pozującym do postaci Judasza, iż przyznał się Mistrzowi, że dziesięć lat wcześniej pozował do postaci Chrystusa w tym fresku. Owa legenda wydaje się być bliższą prawdy (przynajmniej co do okresu trwania prac), niż ogólnie przyjęte datowanie dzieła. Fakt, że po roku 1498 Leonardo tworzy następne wspaniałe dzieła, oraz sporo podróżuje: Genua, Wenecja, Mantua, Urbino, Bolonia i wiele innych miast, łącznie z paroma dłuższymi nawet pobytami we Florencji i Rzymie, nie musi koniecznie oznaczać całkowitego zamknięcia robót w refektarzu. Fresk zapewne w swojej zasadniczej części był gotów, skoro król Francji zapragnął, (nawet razem ze ścianą) wywieźć go z kraju. Wraz z zajęciem Mediolanu przez Francuzów, książę (zleceniodawca fresku) utracił księstwo, a resztę życia spędził w niewoli. W niedokończonej pracy nadal jednak brakowało istotnego fragmentu - bardzo oryginalnie rozwiązywanej partii centralnej (Judasz w bezpośrednim sąsiedztwie Chrystusa), przy której wedle słów Vasarego, Leonardo spędził najwięcej czasu. Najprawdopodobniej to nowatorskie rozwiązanie powodowało długi ciąg zmian w gotowych ujęciach reszty apostołów z niezwykłym, ale jakże typowym u Włochów, językiem gestu ich dłoni.. Wiadomo również, że wtedy uczeń Leonarda Marco d'Oggiono, przyjęty do pomocy jak kilku innych, jeszcze przed rozpoczęciem prac przy "Ostatniej Wieczerzy", kontynuuje tworzenie kopii, w której fragmentach wielu badaczy dopatruje się udziału samego Mistrza. Patrząc na stosunkowo szybko postępujące zniszczenie fresku (już w 1517 roku wymagał poważniejszych zabiegów w uczytelnianiu całości), mógł Leonardo podjąć decyzję o sporządzeniu kopii, jeszcze w trakcie prac przy oryginale. Datowana na rok 1510, wykonana w pomniejszeniu posłużyła jako wzór dla większej, na ścianie refektarza innego klasztoru - w Castelazzo. Jest to pierwsza z trzech najdokładniejszych i najistotniejszych dla nas kopii, według których Bossi zamierzał sporządzić własny projekt w skali 1:1. W niej, uznał za ciekawe partie dotyczące głów i rąk apostołów, a szczególnie twarz Chrystusa, przy której jak sądził Goethe, mistrz Leonardo pomagając uczniowi wykazał większą śmiałość kreśląc rysy Zbawiciela. Na oryginalnym fresku, jak wiemy: "(...) głowom apostołów nadał (...) wielki majestat i piękno, lecz głowę Chrystusa zostawił nie skończoną, nie widząc możliwości nadania jej niebiańskiej boskości, jaką uważał, że jest konieczna dla głowy Chrystusa".- G.Vasari. Druga kopia - fresk na ścianie w Ponte Capriasca, datowana z kolei na rok 1565, jest dziełem Pietro Lovino. Ważna, ponieważ jej autor zamieścił imiona apostołów przy postaciach, oraz trzecia kopia z roku 1612 autorstwa Andrea Bianchi, zwanego Vespino, która powstała na zamówienie kardynała Federico Borromeo (1564 -1631), arcybiskupa Mediolanu, założyciela Biblioteki Ambrozjańskiej, w której ta jedyna (sprzed przemalowań) w skali 1:1 kopia do dzisiaj się znajduje. Niestety Bossi w wieku 38 lat umiera, zostawiając rozpoczęte dzieło i bogaty materiał porównawczy, jaki wcześniej gromadził. W wydanej jeszcze w roku 1810 swojej pracy, zawie - rającej wspomniane materiały o "Ostatniej Wieczerzy", umieścił także rycinę sporządzoną, co wyraźnie zaznaczył, według osiemnastowiecznej kopii Rafaello Albertollego (oryginał był wtedy niedostępny). Nie mniej jednak ów szczegół aż do 1960 roku nie zapobiegł błędnemu traktowaniu kopii, jako oryginalnego dzieła Mistrza nawet wtedy, gdy tamto właściwe było do obejrzenia w Turynie. Dzisiaj miewamy sytuacje odwrotne - reprodukcje oryginału turyńskiego (niekiedy retuszowane celem uczytelnienia, bywają  opatrzone komentarzem dopuszczającym możliwość, iż jest to dziewiętnastowieczna kopia.

Poważniejszym, bo nieodwracalnym niestety przemianom ulegał w osiemnastym stuleciu fresk w refektarzu. Goethe wskazuje zwłaszcza na dwóch, powiedzmy łagodniej - pechowych malarzy. Najpierw Bellotti w 1726r. potem niejaki Mazza, który w 1770 roku nie zawahał się nawet przed zdrapywaniem (!) oryginalnej warstwy malarskiej. (Nic dziwnego, że Goethe porównał działania obu "artystów" do roboty Herostratesa w Efezie. Ciekawe, jak w takim razie odniósłby się do zniszczeń sto lat później, gdy przez Europę przewaliły się dwie potworne wojny światowe, z jakże istotnym w nich udziałem jego ziomków? Refektarz leżał w gruzach i tylko jakimś cudem ściana z freskiem podczas nalotów ocalała - nie pomogłyby żadne poczynione wtedy zabezpieczenia).

Skoro zakładamy, że tajemnicę świętego misterium Leonardo zawarł w osobie Chrystusa (Vasari), dodam - jedynie w osobie Chrystusa, pozostawiając ją niedokończoną, to zachowanie apostołów w "Ostatniej Wieczerzy", może być czytelne niczym sekwencja ideogramów - imponujący efekt wieloletnich studiów, jakie poświęcał ludzkiej fizjonomii, ludzkim zachowaniom, a w tym wypadku nawet  gestom dłoni i nie wykluczone, że ów precyzyjny język gestów wiedzie do konkretnej  Ewangelii. Konkretnej, albowiem u każdego z ewangelistów różnie przytaczane są słowa Chrystusa w trakcie Ostatniej Wieczerzy i różnie opisywana reakcja Judasza. Jednak tylko u św. Marka Chrystus w Wieczerniku nie podejmuje rozmowy z  Judaszem, poprzestając na geście. Skłaniałbym się ku tezie, że tylko ten z pośród czterech (uznanych przez Kościół za natchnione) ewangelicznych przekazów był źródłem inspiracji Leonarda. Ewangelia św. Marka jako jedyna, utrzymana w prostej formie relacja obserwatora, w miejscu wyszukanych interpretacji nauk Chrystusa u pozostałych autorów, oferuje informacje o czynach Chrystusa, a więc opisy zdarzeń z Jego obecnością, podpowiadając najprościej sekwencję ujęć z fresku w dominikańskim klasztorze i jeśli już, to raczej ona winna być cytowaną w komentarzach do niego w miejsce np. Mateuszowej.

Spójrzmy jeszcze raz na "Ostatnią Wieczerzę". Chrystus właśnie wypowiedział pierwsze zdanie: "Zaprawdę powiadam wam: jeden z was Mnie zdradzi, ten który je ze Mną" (Marek ew.{14,18}). Tylko tę część wypowiedzi Nauczyciela słyszeli wszyscy. Powstał gwar oburzenia, wzajemnych podejrzeń, słowem poruszenie wśród wszystkich tam zebranych. Teraz Chrystus wypowiada drugie zdanie: "jeden z dwunastu, ten który ze Mną rękę zanurza w misie. (...)"(Marek ew.{14,20}) Właśnie ten moment przedstawił Leonardo. Druga część wypowiedzi Chrystusa przytłumiona trwającymi rozmowami, jest słyszana jedynie przez tych, do których się zwrócił. A więc wszyscy po Jego lewej ręce oraz Jan jako najbliższy po prawej, są świadomi tego, co się wydarzy. Natomiast reszta apostołów, począwszy od Piotra z Judaszem, słyszała tylko zapowiedź zdrady (stąd to przerażenie i kurczowe ściskanie sakiewki u Judasza). Teraz, gdy zwrócimy naszą uwagę na dłonie apostołów, ujrzymy dramat tamtej sceny w sposób, jaki podsuwa nam Leonardo. W centrum, obok niezwykle spokojnej i pełnej dostojeństwa postaci Chrystusa, zajmują miejsca dwaj bracia, Jan i Jakub Starszy, przez Chrystusa nazwani - "Boanerges" tzn. synowie gromu, jak odnotował (tylko) Marek Ewangelista. W takim razie ten gest szeroko rozpostartych ramion Jakuba Starszego nabiera jeszcze większej  (bo zdwojonej) siły ekspresji w tej scenie - powstrzymujący i uspokajający najbliżej siedzących. To on zwraca uwagę pozostałych: "Uciszcie się! Uspokójcie, spójrzcie  na rękę Judasza!". W czasie, gdy Filip trwa jeszcze w zapewnieniu o swej wierności  i niewinności, Tomasz wskazując palcem ku górze, zdaje się grozić karą Niebios,  lub bezpośrednio grozi zdrajcy (jak pamiętamy Judasz nie słyszy pełnej wypowiedzi Chrystusa).
 Obok Mateusz, wyraźnie słysząc i widząc całe zdarzenie, zwraca się wraz z Tadeuszem do  najstarszego z nich, Szymona: "Czy ty widzisz, co się stało? Czy widzisz, co on zrobił?  Jak to jest możliwe?" Na co Szymon, bardzo spokojnie, w geście tłumaczącym  odpowiada: "Czyż nie w tej chwili wypełniło się to, co jest napisane w Piśmie?" (Przyjmując, że u Leonarda również Szymon, tak jak Chrystus, nawiązuje do proroctwa Starego Testamentu - Księga Jeremiasza (31,31), cytowanego przez Marka - Ew. Mk(14,24), a później (o ile w ogóle) przez kolejnych autorów ewangelii - ten prorok, w przeciwieństwie do Izajasza jest niemal nieobecny w ewangeliach). Gdy tutaj dramatyzm chwili osiąga swą kulminację i sprawa staje się jasną, druga strona stołu nadal trwa w niepewności. Spokój najmłodszego wśród apostołów, Jana jest tylko pozorny. Oparł splecione dłonie na stole, nie mogąc wyjaśnić Piotrowi, jaki gest wskaże zdrajcę, bo właśnie widzi Judasza i w napięciu obserwuje jego rękę. Ten zaś, niczego nie świadomy sięga do naczynia, by zanurzyć dłoń w tym samym momencie, co Chrystus. Za plecami Piotra, opuszczając ręce na stół, Andrzej domyśla się już, że Nauczyciel z pewnością wie, kto Go zdradzi, czym jeszcze bardziej wzmaga niecierpliwość siedzących najdalej. Bartłomiej i Jakub Młodszy aż wstają i pochylają się nad stołem, by ponaglić Piotra w przekazaniu oczekiwanej wiadomości - ten, właśnie przed momentem przerwał posiłek (wspomniana wcześniej ręka z nożem wsparta o biodro), by zagadnąć Jana o szczegóły wypowiedzi Chrystusa.

Te zaledwie prawdopodobne dzisiaj, moje wyjaśnienia odnośnie treści malowidła, nie  pozostają jak sądzę w sprzeczności z notatkami Leonarda (źródła dotychczasowych  interpretacji, m. in. Goethego i późniejszych), które artysta sporządzał przy wczesnych próbach ujęcia Ostatniej Wieczerzy.
 Poprzedzający dzieło szereg luźnych szkiców zawierał wtedy zupełnie inne ustawienia postaci apostołów przy stole. W swoich przygotowaniach do prac w refektarzu Santa Maria delle Grazzie, Leonardo ostatecznie zrezygnował z tradycyjnego ujęcia, jakie znał w wykonaniu (1480) Domenico Ghirlandaia (swego kolegi z czasów pobierania nauk w pracowni A. Verrocchia) i wcześniejszych - T.Gaddia czy A.Castagna także z Florencji - Chrystus ustanawiający Przenajświętszy Sakrament.
 Nadspodziewanie przydatne (w sensie wymowności gestu i zaskakującej aranżacji dzieła) okazały się natomiast zajęcia, jakie zlecano artyście już w Mediolanie, przy urządzaniu przedstawień teatralnych, turniejów i festynów dworskich. Z okazji ślubów książęcych odbywały się spektakle, do których scenografię projektował Leonardo, zostawiając swoje uwagi odnośnie kostiumów i zachowań samych aktorów. Tak było przy realizacji "Il Paradiso" Bernarda Bellincioniego w 1490 roku i tak było również w przypadku "Danae" Baldazara Taccone w mediolańskim pałacu zięcia Lodovico, Gianfrancesca di Sanseverino. Pomijając fakt, że niechętnie patrzył jak książę trwoni czas i pieniądze na zabawy, dla Leonarda z pewnością były to udane przedsięwzięcia, skoro asystował przy powstawaniu tych samych (wiemy o "Il Paradiso"), już we Francji, po przybyciu na dwór Franciszka I.

Komentarz Lillian Schwartz: "(...) Górna linia ozdobnych tkanin na fresku i ozdobny fryz namalowany na bocznych ścianach refektarza znajdują się w tej samej linii dopiero wtedy, gdy ogląda się je z wysokości 4.6 m nad poziomem  posadzki. Mogłoby się wydawać, że Leonardo projektował fresk jako wizualne przedłużenie refektarza. Iluzja ta najwyraźniej nie spełnia jednak swego zadania.  Skonstruowałam w pamięci komputera trójwymiarową salę, taką jak ta na fresku;  mogłam teraz oglądać ją z różnych pozycji. Zamiast rzeczywistej, liniowej perspektywy Leonardo posłużył się perspektywą zmodyfikowaną znaną ze scenografii teatralnych. (podkr. J. O.) Projektował malowidło tak jak scenę: wysunął postaci Chrystusa i apostołów do przodu, lekko pochylił stół i podłogę, ścianom bocznym nadał nierówne długości, a różnych rozmiarów tkaniny ścienne "porozwieszał" w różnych odstępach.(...) Wchodząc do sali każdy, kto spojrzał na obraz, miał wrażenie, że jest świadkiem trwającej tu wieczerzy(...)" (Scientific American 1995).

Jacek Odrzywolski, Kraków 2002
Na podstawie http://republika.pl/leonardo2002
Chcesz wiedzieć więcej? Polecam tam zajrzeć

K.M.

22-05-2006 17:02:00 ·

ur. 15 kwietnia 1452 w Toskanii we Włoszech
zm. 2 maja 1519 w Cloux we Francji, został pochowany w Amboise

 
wszechstronnie uzdolniony Włoch, był między innymi malarzem, rzeźbiarzem, architektem, konstruktorem maszyn, filozofem. Uważany wręcz za modelowy przykład tzw. człowieka renesansu.

Religijność
Jak prawie wszyscy twórcy renesansowi był człowiekiem głęboko religijnym, lecz niezbyt przejmował się doktryną katolicką. W manuskrypcie H Leonardo napisał: "Dobre uczynki wznoszą się i sięgają Nieba, ponieważ cnota znajduje uznanie w oczach Boga. Złe uczynki natomiast przeciwnie, ponieważ są sprzeczne z wolą Boga - strącane są w otchłanie piekła. ...O ty, który podziwiasz naszą cielesną powłokę - nie bądź smutny, że wraz z innymi dosięgnie ciebie śmierć, lecz raduj się, że nasz Stwórca obdarzył nas tak wyjątkowym przyrządem jak intelekt."

Źyciorys
Źycie Leonarda da Vinci opisał Giorgio Vasari w swoim dziele o historii sztuki Źywotach najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów. W dziele tym napisał: "To, czego dokonuje, każdą dziedziną się zajmując, jest darem Boga, a nie ludzkich umiejętności." Zdaniem tym porównał on prace Leonarda do boskich. Co tylko on stworzył było tak wspaniałe, że trudno powiedzieć czy to nie jest zrobione "z ręki Boga". Leonardo da Vinci był nieślubnym synem florenckiego prawnika Ser Piero da Vinci i wiejskiej dziewczyny Cateriny. W 1452 rodzina da Vinci ożeniła Ser Piero z szesnastoletnią Albierą di Giovani Amadori, zaś Caterina poślubiła wieśniaka z wioski Vinci, Piera di Vacca di Accattabriga. W 1457 Ser Piero, który nie miał dzieci z Albierą, odebrał Leonarda Caterinie i przeniósł go do rodzinnego domu. Od wczesnych lat dziecięcych ujawnił się jego talent artystyczny, dlatego został oddany na naukę do malarza, rzeźbiarza i złotnika Andrea del Verrocchio.

W wieku 20 lat Leonardo stworzył swoje pierwsze obrazy: Chrzest Chrystusa (1473-1475) namalował go razem ze swoim nauczycielem, Verrocchio, Zwiastowanie, Pokłon Trzech Króli, Św. Hieronim (dwa ostatnie nie ukończone). Potem uzyskał status niezależnego artysty-malarza. Leonardo stał się znany i książęta włoscy zaczęli zabiegać o to by dla nich malował. W okresie rozkwitu olejnego malarstwa realistycznego stał się jego najwybitniejszym przedstawicielem. Najwcześniej datowana praca Leonarda pochodzi z 5 sierpnia 1473 roku i przedstawia Widok na rzekę Arno z Montalbano na Valdarno, a najwybitniejszą z tego okresu była zamówiona, choć ostatecznie nie ukończona Pokłon Trzech Króli' ' (1481).

Poza tym z tego okresu pochodzi duża ilość rysunków technicznych przedstawiających najróżniejsze mechanizmy, najczęściej wojenne. Swoimi projektami technicznymi, które (jak się okazało) można realizować, znacznie wyprzedził swą epokę. Niektóre z zaprojektowanych przez niego maszyn działają, a na wymyślonym (i narysowanym) przezeń spadochronie wykonano udany (i bezpiecznie zakończony) skok z balonu.

Kolejny okres - tzw. mediolański rozpoczął się wraz z pracą na dworze Sforzów, dla Ludovico Sforzy. Początkowo da Vinci koncentrował się na posągu konnym z brązu, kopułach pałacu. Powstał wtedy znany portret Cecylii Gallerani Damy z łasiczką, obraz Madonna w grocie oraz inaugurujące epokę rozwiniętego renesansu malowidło ścienne Ostatnia Wieczerza w refektarzu klasztoru przy kościele Santa Maria della Grazie (1495-1498).

Po upadku Sforzy Leonardo da Vinci udał się do Mantui, potem był przez pewien czas w Wenecji, by w kwietniu 1500 roku na dłużej przybyć do Florencji. Tam zaczął pracować dla Cesarego Borgii, księcia Romanii jako jego architekt i inżynier wojskowy. Z tego okresu pochodzi obraz Mona Lisa (1503). W roku 1506 przeniósł się do Mediolanu, gdzie poznał Francesco Melziego, który był jego kompanem do końca życia, a także spadkobiercą.

W latach 1513-1516 mieszkał w Rzymie, gdzie w tym czasie działali tacy artyści, jak Michał Anioł czy Rafael Santi. Od roku 1516 zaczął pracować dla króla Francji Franciszka I. Zamieszkał w posiadłości Clos Luc

22-05-2006 15:46:00 ·

Maria Magdalena była żoną Jezusa. Taki wniosek przedstawia D.Brown w książce "Kod Leonarda da Vinci".

Aby to udowodnić zakłada, że:
1) w Ewangelii Filipa (oraz innych ewangeliach gnostyckich) przewija się temat małżeństwa Jezusa z Marią Magdaleną
2) zwyczaj "zabraniał mężczyźnie pochodzenia żydowskiego bezżenności"
3) Leonardo da Vinci zaakcentował obecność Marii Magdaleny obok Jezusa na obrazie Ostatnia Wieczerza.


W Ewangeliach należących do kanonu Pisma Świętego oczywiście nic nie znajdujemy na temat małżeństwa Jezusa z Maria Magdaleną. Jednak okazuje się, ze nawet Ewangelie gnostyckie nic nie mówią na ten temat. Kluczowy fragment jakiego użył autor to:
A towarzyszką Zbawiciela jest Maria Magdalena. A Chrystus miłował ją bardziej niż innych uczniów i często całował ja w usta. Pozostali byli tym zgorszeni i okazywali niezadowolenie, mówili doń: "Dlaczego miłujesz ją bardziej niż nas" (KLdV, s. 314)

J.McDowell odpowiada następująco:
1. Gdyby Jezus był mężem Marii Magdaleny, to dlaczego miałoby to kogokolwiek gorszyć? (logiczna sprzeczność)
2. W "Kodzie Leonardo da Vinci" czytamy, że ewangelia Filipa była w języku aramejskim, tymczasem okazuje się, że wcale nie powstała w tym języku, tylko w koptyjskim (późna forma egipskiego) i była przekładem wcześniejszego języka greckiego.

Aby sprawdzić punkt trzeci, zapraszamy do części "Kto jest na obrazie? ". Natomiast jeśli interesuje Cię punkt drugi koniecznie zdobądź książkę J.McDowella " W poszukiwaniu odpowiedzi Kod Leonarda Da Vinci"


 

22-05-2006 15:27:00 ·
fot. archiwumCele i działania
Opus Dei jest to hierarchiczna instytucja Kościoła katolickiego, której celem jest realizacja jego ewangelizacyjnej misji oraz rozpowszechnianie świadomości powszechnego powołania do świętości i uświęcającej wartości codziennej pracy, tj. dobrego wypełniania obowiązków zawodowych i rodzinnych.
Św. Josemar
22-05-2006 15:27:00 ·

Sprawa ewangelii Judasza została poruszona przez wiele europejskich gazet. Dlaczego historia Judasza wzbudza takie zainteresowanie we współczesnym świecie? Podstawowe przesłanie tej ewangelii można sprowadzić do stwierdzenia, że Judasz był instrumentem w rękach Boga.

Jeżeli tak, to oczywistym wnioskiem jaki się narzuca jest, że Judasz nie jest kimś, kogo należałoby potępić. Powszechność zainteresowania ewangelią Judasza wynika z niemożności zaakceptowania potępienia. Coraz trudniej w dzisiejszych czasach znosimy mentalnie sytuację, że są czyny, które domagają się potępienia.

Można pójść dalej. Czemu ma służyć taka konstatacja, że uciekamy od jednoznacznych decyzji, że jest potępienie. To jest ucieczka od wolności. Bo tak naprawdę istnienie piekła jest potwierdzeniem tego, że wolność ludzka jest prawdziwa. Źe to nie jest pozór. Jeżeli istnieje piekło, to jest to dowód, że wolność jest naprawdę. Sama możliwość znalezienia się tam, oznacza, że człowiek jest naprawdę wolny. Jeżeli więc przyjmuje się taką opcję, politycznie poprawną, że wszyscy wygrali i wszystkim należy się nagroda, to właściwie bardzo łatwo już od tego przejść do takiej wizji, że w gruncie rzeczy człowiek wolny nie jest, że jest tylko kłębowiskiem sił, których istnienia sobie nawet nie uświadamia. A co dopiero wymagać, żeby nad nimi panował. W związku z tym egzekwowanie od niego  odpowiedzialności moralnej czy jakiejś innej, jest bezmyślnym okrucieństwem.  Takie praktyczne wnioski z tej pedagogiki Judaszowej można wyciągnąć. Przekłada się je później na język zachowań codziennych, na język prawny.


Na pierwszych stronach gazet oraz w mediach elektronicznych mozna znaleźć sensacyjne nagłówki typu: "Nowe oblicze Judasza", "Odkryto Ewangelię Judasza!", "Judasz nie zdradził Jezusa". Wszystkie są związane z doniesieniami o bliskiej publikacji tekstu tak zwanej "Ewangelii Judasza". Wiele osób z pewnością zadaje sobie pytanie, czym jest ta "ewangelia". Czyżby odkryto faktycznie coś, co pozwoli rzucić nowe światło na postać Jezusa z Nazaretu i okolicznosci jego śmierci?

"Ewangelia Judasza" po raz pierwszy w czasach nowożytnych pojawiła się w 1983 na czarnym rynku w bliżej nieznanych okolicznościach w Genewie. Ponieważ sprzedawca żądał za nią olbrzymiej ceny 3 milionów dolarów transakcja nie doszła do skutku. Od tego momentu, co jakiś czas, manuskrypt był oferowany bibliotekom i prywatnym kolekcjonerom. Handlarze od dawna próbowali sprzedać go naukowcom, ci jednak czasami powątpiewali w jego autentyczność. W końcu na kupno zdecydowała się szwajcarska fundacja Maecenas for Ancient Art prowadząca badania archeologiczne.

Potwierdzenie autentyczności dokumentu bazowało między innymi na metodach: węgla radioaktywnego C14 (wiek określono na ok. 1.700 lat), analizy lingwistycznej, analizy grafologicznej i chemicznej analizy atramentu. Wiek odnalezionego tekstu w języku koptyjskim (czyli języku egipskich chrześcijan)określono na ok. 300 r. n.e. Amerykańskie National Geographic podjęło się tłumaczenia. Apokryf tłumaczony był w Bazylei równocześnie na niemiecki, angielski i francuski. Zakończenie prac zaplanowano na Wielkanoc roku 2006, co niewątpliwie miało być dobrym chwytem marketingowym. Natychmiast pojawiły się głosy o "największym odkryciu archeologicznym ostatnich 200 lat", a tygodnik "Times" twierdził (jak się okazało była to tzw. kaczka dziennikarska"), że ks. Walter Brandmueller, przewodniczący Papieskiego Komitetu Nauk Historycznych, zapowiedział gruntowne przebadanie sprawy Judasza w świetle nowych informacji na jego temat.

Kilka gazet obwieściło natychmiast kolejną sensację, jakoby papież Benedykt XVI zamierzał rehabilitować Judasza (choć Kościół nigdy oficjalnie go nie potępił, bo o ile ogłasza się, że ktoś jest świętym, o tyle nigdy nie ogłoszono nikogo potępionym). I tak oto rozdmuchiwana jest ta medialna sensacja, okraszana bałamutnymi i nieprawdziwymi informacjami zgodnie w wszystkimi wymogami dobrego marketingu. Mario-Jean Roberty, dyrektor fundacji "Maecenas for Ancient Art", nie ukrywa, że chce zarobić na rękopisie podobnie jak Dan Brown na "Kodzie Leonarda da Vinci".
Pierwsze historyczne wzmianki o "Ewangelii Judasza" pochodzą od biskupa Ireneusza z Lyonu, który (ok. 180 r.) omawiał wczesnochrześcijańskie herezje w dziele "Adversus Haereses". Zachowały się tylko trzy fragmenty z tego apokryfu w cytatach Ojców Kościoła, toteż niewiele można było o nim powiedzieć do tej pory. Przez późniejsze wieki tekst uważano za zaginiony do czasu odkrycia w drugiej połowie XX wieku kilkudziesięciostronicowego koptyjskiego kodeksu.
Tekst apokryficznej "Ewangelii Judasza" napisali ludzie będący w opozycji do wczesnochrześcijańskiego Kościoła. Jak podaje Ireneusz, Ewangelia Judasza" była świętą księgą gnostyckiej sekty kainitów, działającej w II wieku n.e. Według apologetów chrześcijańskich (Ireneusz "Adversus haereses" 31, 1-2; Hipolit "Refutatio VIII 20; Pseudo-Tertulian "Adversus omnes haereses"; PSP 229, 223; Epifaniusz "Panarion" 38, 2, 4) kainici byli gnostykami najbardziej negatywnie nastawionymi wobec idei Boga w ST. Kainici przedstawiali negatywne postaci biblijne (Kaina, Ezawa, Sodomitów, Judasza) jako dobre, słusznie spiskujące przeciw starotestamentowemu Bogu, który był zły (bo stworzył zły świat materialny), zazdrosny i podstępny wobec ludzi. Uważali się oni za duchowych potomków Kaina, który był wyznawcą prawdziwego i najwyższego Boga, w odróżnieniu od boga Abla, czyli po prostu Demiurga, złego Rex Mundi, znanego też jako Jahwe. Dlatego Abel musiał zginąć i dlatego też cały świat materialny powinien zostać unicestwiony. Niektóre źródła łączą kainitów z inną gnostycką sektą - z ofitami. Co się zaś tyczy samego Judasza - czcili go ponoć jako proroka, który poprzez oświecenie Wyższej Siły zrozumiał, że śmierć Chrystusa na krzyżu okaże się pożyteczna dla ludzkości. Kainici uważali więc Judasza za współzbawiciela. "Ewangelia Judasza" właśnie w tym duchu przedstawia wersję relacji Judasza z Jezusem, odmienną od tej znanej z Nowego Testamentu. Judasz przedstawiony został w niej jako bohater, który realizował plan, bez którego Chrystus nie mógłby odkupić ludzkości. Przyczyniając się do śmierci Chrystusa, Judasz przyczynił się do uwolnienia jego prawdziwej, boskiej natury.
Jezus mówi np. do Judasza: "Przewyższysz ich wszystkich. Ale, Judaszu, musisz poświęcić ciało, które mnie okrywa". W apokryfie Chrystus kilkakrotnie podkreśla również nadzwyczajny status apostoła: "Wystąp przed wszystkich, a opowiem ci o tajemnicach królestwa. Możliwe jest, żebyś je osiągnął, chociaż wiele wycierpisz". Cierpienia te miały byś wynikiem niezrozumienia ze strony apostołów, którzy nie znając zakulisowych rozmów Jezusa z Judaszem, uznali go za podłego zdrajcę. Ostatecznie jednak Judasz będzie postawiony ponad nimi: "Będziesz przeklęty przez pokolenia, ale przyjdziesz, żeby nad nimi panować"- obiecuje mu Jezus.
Na ogół literatura patrystyczna zachowywała pełną dyskrecji postawę wobec dramatu zdrady Judasza, o którym sam, Zbawiciel powiedział, że lepiej by mu było, żeby się nie narodził, i dopiero w okresie średniowiecza powstały straszliwe legendy o Judaszu. W czasach współczesnych literatura zainteresowała się postacią Judasza, próbując go rehabilitować. Najbardziej skrajnym przykładem mogą być powieści W. Panasa "Według Judasza" i "Judasza dziennik intymny". W tych utworach Judasz, zamożny i wykształcony kupiec z Aleksandrii, nie zdradził Jezusa i nie zginął śmiercią samobójczą, lecz pod koniec życia, przeciwstawiając się "zmyślonym relacjom", opisał własną wersję wydarzeń związanych ze śmiercią Jezusa i losem jego pierwszych wyznawców. Judasz ukazany jest tu jako wykonawca powierzonej mu przez Jezusa misji tworzenia gmin wśród ludzi wykształconych, gdyż Jezus przewidział, że po jego śmierci niezbyt wykształceni apostołowie na czele z Piotrem, zniekształcą prawdę, której prawdziwym depozytariuszem uczynił Judasza. Przypomina to nieco tezy z apokryficznej "Ewangelii Judasza".

Roman Zając

Opublikowano ze strony Kosciol.pl

Polecana literatura:
1. Starowieyski Marek, ks. (red.). APOKRYFY NOWEGO TESTAMENTU. EWANGELIE APOKRYFICZNE, tom I/część I. (Wydawnictwo WAM )s. 124.
2. Ray S. Anderson. Gospel according to Judas : is there a limit to God's forgiveness? Colorado Springs : NavPress, 1994. -Howard Fletcher. Saint Judas Iscariot. New York : Vantage Press, 1961.
3. Klassen, William. Judas : betrayer or friend of Jesus? Minneapolis : Fortress Press, 1996.
4. Morel, Robert. L'E

22-05-2006 15:27:00 ·

rys. Leonardo Da Vinci, "Kobieta"Pochodziła z Magdali.

Jedna z niewiast uwolnionych przez Jezusa z więzów szatańskich (Mk 16,9; Łk 8,1-2).

Odtąd towarzyszyła Mu podczas Jego ziemskiej działalności; była przy Nim w czasie ukrzyżowania i przy złożeniu Go do grobu (Mt 27,55-56.61; Mk 15,40-41.47; Łk 8,1-3; 23,55-56; J 19,25).

W Niedzielę Zmartwychwstania jako jedna z pierwszych zauważyła, że grób Jezusa jest pusty (J 20,1).

Jej też jako pierwszej ukazał się zmartwychwstały Chrystus (Mt 28,1-10; Mk 16,9; J 20,11-18).

Losy Marii Magdaleny po Zmartwychwstaniu nie są znane.
Według niektórych pisarzy chrześcijańskiego Wschodu, udała się z Apostołem Janem do Efezu, gdzie zmarła.

(za: Gość Niedzielny Nr 13/2002)

 

20-05-2006 11:14:00 ·

Apokryf (gr. apókryphos - ukryty, tajemny) - określenie używane w starożytności niechrześcijańskiej w stosunku do tekstu religijnego lub filozoficznego w hellenistycznych religiach misteryjnych oraz systemach filozoficznych o charakterze hermetycznym. Apokryfy były szeroko rozpowszechnione aż do schyłku starożytności na terenie cesarstwa rzymskiego, szczególnie w jego wschodniej części w postaci nurtu religijnego zwanego gnostycyzmem. Jednakże w tym ostatnim przypadku zagadnienie związane z apokryfami łączy się już z chrześcijaństwem, co wynika z charakteru samego gnostycyzmu. W tym kontekście termin 'apokryf' w kręgach filozoficzno-religijnych oznaczał, że do poszczególnych ksiąg mają dostęp tylko osoby wtajemniczone, posiadające określoną wiedzę (gnosis), niedostępną dla profanów.

Termin apokryf funkcjonuje również poza kontekstem religijno-filozoficznym w znaczeniu bardziej ogólnym, które przypisuje pewnym utworom fałszywe pochodzenie, czyli nie od autora, za którego jakieś dzieło uchodzi (np. "Księga apokryfów" Karela

20-05-2006 11:14:00 ·

Dokumenty, które dokumentują powstanie Zakonu Syjonu okazały się oszustwem. Pierre Plantard (który podobno znalazł dokumenty na ten temat Zakonu Syjonu) został zdemaskowany jako oszust między innymi w filmie dokumnetalnym BBC. Reporter "The New York Times'a" zdemaskował Plantarda jako antysemitę z przestępczą działalnością.
(Na podst. "W poszukiwaniu odpowiedzi..." Josha McDowella)




Żródła historyczne nie zawierają niczego, co wskazywałoby na istnienie Zakonu Syjonu w średniowieczu.
Żródłem sensacji o Zakonie Syjonu był nieżyjący już Pierre Plantard, Francuz, który miał na koncie niejedno udowodnione mu oszustwo, za co trafił nawet za kratki na 6 miesięcy w 1953 roku. Po wyjściu z więzienia założył w 1954 roku klub zwany Zakonem Syjonu o charakterze socjalnym, którego celem była walka o tanie mieszkania. Po roku Zakon Syjonu upadł.

W kilka lat później Plantard powołał do życia następny Zakon Syjonu. Tym razem ogłosił się wielkim mistrzem, który pochodzi z francuskiej rodziny królewskiej. W 1975 roku przybrał nawet przydomek de Saint-Clair, nawiązując do szkockiej rodziny masońskiej, która zbudowała słynną kaplicę Rosslyn przy Edynburgu.

Pierre Plantard zaczerpnął wiele idei od niejakiego Juliusza Evoli (1898-1974), włoskiego faszysty, podziwianego przez wielu nazistowskich przywódców, włącznie z Heinrichem Himmlerem. Poglądy Evoli stanowiły mieszankę polityki, mitologii celtyckiej, legend o Świętym Graalu oraz antyżydowskiej propagandy w rodzaju Protokołów Mędrców Syjonu.

W 1979 roku Plantard wystąpił w programie BBC jako ekspert od templariuszy, co zwróciło na niego uwagę Leigha i Baigenta. Twierdził, że Zakon Syjonu jest rozległą organizacją liczącą tysiące ludzi, a jego członkowie posiadają sekret, który powaliłby chrześcijaństwo na łopatki, gdyby postanowili go ujawnić. Leigh i Baigent bezkrytycznie zaakceptowali te roszczenia, opierając na nich fabułę książek Święty Graal, Święta Krew (1982) oraz Mesjańskie dziedzictwo (1986). Do nich dołączył Dan Brown, który ośmieszył się stwierdzeniem, że w rodzinie Plantarda płynie krew Chrystusa i Marii Magdaleny.
W 1993 roku Pierre Plantard musiał stanąć przed sądem, gdzie zmuszony przysięgą przyznał się, że zmyślił całą tę historię. Sąd nakazał przeszukać jego dom, w którym znaleziono sfałszowane dokumenty, z których miało wynikać, że jest on... królem Francji. Sędzia sądząc, że ma do czynienia z niegroźnym maniakiem, napomniał Plantarda i zwolnił go.

Dan Brown wspomniał, że w Bibliotece Narodowej w Paryżu znaleziono dokumenty, które wywodzą linię genealogiczną Plantarda od samego Jezusa i Marii Magdaleny poprzez królów francuskich, a także wymieniają listę wielkich mistrzów Zakonu Syjonu - wśród nich Leonarda da Vinci, Izaaka Newtona i Wiktora Hugo. Już jednak pobieżna analiza tej listy kompromituje jej wiarygodność, gdyż na przykład Rene d'Anjou, który według niej został w 1418 roku wielkim mistrzem Zakonu Syjonu, był wtedy dziewięcioletnim dzieckiem!

Dan Brown przemilczał w swej książce znany od dawna fakt, że Plantard sfabrykował te dokumenty i poukrywał w różnych bibliotekach, w tym w paryskiej. W latach siedemdziesiątych jeden z jego współpracowników przyznał się, że pomagał mu w tym. Całą aferę wyeksponowała szczegółowo telewizja BBC oraz prasa francuska w 1996 roku. Mimo to Kod Leonarda da Vinci raz po raz powołuje się na zdyskredytowane roszczenia Plantarda. Dlaczego? Autor sam udzielił odpowiedzi podkreślając kilkakrotnie w swej książce, że "wszyscy kochamy konspiracje". Nie mówiąc o tym, że konspiracyjne wątki dobrze sprzedają książki...

Brown napisał, że Zakon Syjonu powstał w 1099 roku, a jego założycielem był Godfryd z Bouillon, "późniejszy król Jerozolimy". Popełnił w tym zdaniu dwa błędy. Po pierwsze Godfryd z Bouillon nigdy nie był królem Jerozolimy. Dopiero po jego śmierci Baldwin z Lotaryngii, objął władzę w Królestwie Jerozolimskim i koronował się na pierwszego króla jerozolimskiego. Po drugie żaden Zakon Syjonu nie powstał w owych czasach.

W średniowieczu istniał zbudowany w 1099 roku kościół pod wezwaniem Marii w Syjonie, ale nic nie wskazuje na powiązania z templariuszami, jakie miał mieć Zakon Syjonu, według Browna. Sułtan Damaszku zburzył ten kościół w 1219 roku, a wtedy jego kanonicy przenieśli się do Sycylii, gdzie w XVII wieku przyłączyli się do zakonu jezuitów. W Jerozolimie byli rycerze powiązani z klasztorem Madonny Syjońskiej, ale byli oni poświęceni Dziewicy Marii, a nie Marii Magdalenie.
Żródła historyczne nie zawierają niczego, co wskazywałoby na istnienie Zakonu Syjonu w średniowieczu. Brown oparł się w tym względzie na informacjach z książki Święty Graal, Święta Krew, ale jej autorzy, Richard Leigh i Michael Baigent, dali się nabrać na oszustwa Pierra Plantarda, który założył Zakon Syjonu w XX wieku i dodał mu post factum długą historię przy pomocy sfałszowanych dokumentów...

Na podstawie książki "Kod Leonarda da Vinci: fakt czy fikcja", dr Alfreda J. Palla, udostępnionych na serwisie Kosciol.pl

20-05-2006 11:14:00 ·



Po pierwsze należy pamiętać, że obraz "Ostatnia Wieczerza" Leonadro da Vinci nie jest zdjęciem z prawdziwego wydarzenia (Leonardo Da Vinci żył prawie tysiąc pięćset lat po Jezusie).

Po drugie warto sobie zadać pytanie: Jeśli na obrazie jest Maria Magdalena, to gdzie w tym momencie znajduje się Jan?

Po trzecie warto też wziąć pod uwagę, że Święty Graal to legenda, a nie udokumentowany fakt historyczny.

Malarze florenccy zazwyczaj przedstawiali Jana jako młodzieńca bez brody, siedzącego po prawej stronie Jezusa. Jan był najmłodszym uczniem Jezusa.

"Każdy historyk sztuki powiedziałby, że postać siedząca po prawej stronie Jezusa była zawsze uważana za Św. Jana Apostoła. Warto przypomnieć inne portrety postaci biblijnych, które Leonardo przedstawia jako zniewieściałych mężczyzn. Jeśli Da Vici uważał, że Jan wyglądał jak dziewczyna, to jedna sprawa. Jednak dziewczęco wyglądająca postać na obrazie nie jest dowodem na to, że Jezus i Maria Magdalena byli małżeństwem" (Przedruk z czasopisma "Slate")

Oprócz tego, możesz spojrzeć do analiz "Ostatniej Wieczerzy":
(tylko w jęz. angielskim)

http://www.newadvent.org/cathen/14341a.htm
http://www.textweek.com/art/last_supper.htm
http://www.press.uchicago.edu/Misc/Chicago/504271.html
http://ccat.sas.upenn.edu/~lbianco/project/home.html
http://en.wikipedia.org/wiki/The_Last_Supper_(Leonardo)
http://www.lisashea.com/hobbies/art/lastsupper.html
http://www.lisashea.com/hobbies/art/lastsupper.html


K.M.


20-05-2006 11:14:00 ·
«    1 2    »
  • Save this on Delicious

Reklama

News

packersmovers .in

Avoid pipe dream gauges. Generally, these are organizations that may offer a lower site before the move and after that discharge your pockets with concealed a great many. Be extremely careful about

Zamienić kurnik na apartamentowce…

Ponury i przygnębiający barak pamiętający zamierzchłe czasy PRL, dawna i dzisiejsza siedziba władz jednej z największych gdańskich spółdzielni mieszkaniowych, nie jest najlepszą wizytówką LWSM Morena.

„Promyk Nadziei” zbuduje plac zabaw

Zakończył się konkurs skierowany do organizacji pozarządowych na wybudowanie plac w zabaw dla dzieci na terenie Gdańska. Nowe atrakcje dla najmłodszych powstaną do końca 2010 r. Wśr d dwunastu oferent

Niechciane zaliczki

Zarząd LWSM Morena wprowadził zaliczkową opłatę 10 złotych na poczet rozliczenia tak zwanej wody r żnicowej. Kwota ta podlegać będzie rozliczeniu po zakończeniu okresu rozliczeniowego zużycia wody.

Castel wycina w pień

Przy ul. Magellana na Morenie wycięto w pień dorodne drzewa, a zaraz potem na teren wjechały spychacze zaalarmowali nas mieszkańcy osiedla Morena. Jeśli wycięte zostały jakiekolwiek drzewa, to z c

Zarządowi nie podwyższono wynagrodzenia

17 sierpnia obradowała Rada Nadzorcza LWSM Morena . Obecni byli zainteresowani członkowie sp łdzielni. Zmieniono zasady typowania dom w do rocznego planu dociepleń. Obecnie o pierwszeństwie będzie de

Myjnia oprotestowana

Czy na parkingu przy ul. Kolumba wydzierżawionym od sp łdzielni prywatny przedsiębiorca, Władysław Krugły, będzie m gł zbudować myjnię dla samochod w? Mieszkańcy sąsiadujący z tym parkingiem, sondow

Przed pierwszym dzwonkiem…

Do nowego roku szkolnego pozostało już niewiele czasu, toteż każda godzina w szkole przy Gojawiczyńskiej wykorzystywana jest maksymalnie, aby jak najlepiej przygotować plac wkę do zajęć.Brygada remont

Czy bandytyzm zawładnie Moreną?

Podpalenie piwnicy przy Marusarz wny 6, uszkodzenie windy dwa tygodnie p źniej w tym samym bloku, kradzież element w rusztowania przy Amundsena, przecięcie przewod w paliwowych w samochodzie zaparkowa

Bez tabletek uspokajających

Pracownicy chełmskiej sp łdzielni twierdzą, że wraz z dokonanymi zmianami we władzach przestały śnić się im po nocach koszmary i do pracy, jak dawniej, chodzą chętnie, bez stresu.Maria Supłatowicz pot

Wczytywanie...