pl

News

  • Save this on Delicious
Brutalnie powracająca szara rzeczywistość bardzo przytłacza. Dla większości z nas ostatnie stadionowe wydarzenia stały się swoistym polskim zimnym prysznicem.

Dni pozytywnych emocji, wielkich uniesień, pięknych słów już zupełnie za nami. Ten piękny czas trwał chyba zbyt krótko. Z drugiej strony przecież, świat dziś żyje na podwyższonych obrotach, a XXI wiek to czas dynamizmu. Powinniśmy chyba być przyzwyczajeni do różnych tego typu zwrotów. Co ciekawe - ciągle jedną z niewielu instytucji, dla których hasło przewodnie brzmi "ewolucja", a nie "rewolucja" jest kościół - twierdza w pewnym stopniu zamknięta na światowe zjawiska.

Co pozytywnego wynika z ostatnich dni?
Otóż potwierdza się slogan, o którym wiemy chyba wszyscy. Polacy potrafią się zjednoczyć, potrafią przezwyciężyć podziały. Jest to nasza wspaniała narodowa cecha. Przecież zawsze potrafiliśmy sobie pomagać, potrafiliśmy walczyć wspólnie w imię ideałów.

Co smutniejsze - z biegiem lat potrzeba nam do tego coraz silniejszych bodźców. Kiedyś zagrożenie naszych granic było wystarczającym sygnałem do solidarnego boju. Dziś postać Jana Pawła II. Co w przyszłości sprawi, że wzniesiemy się ponad szarą rzeczywistość?

Czy pojawi się odpowiednio silny bodziec? Pewnie tak, ale do tego czasu warto chyba uzbroić się w twardy, społeczny pancerz ochronny. Chrońmy się przez przytłaczającą szarą rzeczywistością, w której stale czekają na nas niebezpieczne pułapki, także, a może przede wszystkim ze strony naszych rodaków.

Kiedy przyjdzie czas, być może po raz kolejny zdejmiemy ochronną zbroję i wspólnie ruszymy do boju w imię jakichś ideałów? Źeby tylko tę zbroję udało się na czas zdjąć...

Michał Kowalewski  

13-04-2005 12:28:00 · Jest Aktywny: Tak · Jest zatwierdzny: Tak ·
To wszystko nie prawda - tak twierdzi Lech Wałęsa. Spróbujmy zweryfikować jego stanowisko.

To nie prawda, że Wałęsa zanim stał się działaczem opozycyjnym został zwerbowany przez ówczesną służbę bezpieczeństwa. Nie mogło tak się stać, ponieważ powszechnie znane są sposoby, jakimi posługiwały się wspomniane służby. Najprostszym sposobem pozyskiwania współpracowników był szantaż.

Oczywiście nie jest prawdą to, co mówią jego ówcześni współpracownicy. Wałęsa - elektryk, był zwykłym, drobnym, stogowskim pijaczkiem, który z wiadomych przyczyn nie zawsze regularnie pojawiał się na swoim stanowisku pracy i nie zawsze był w stanie dobrze naprawiać wózki akumulatorowe - czym się zajmował.

To nie prawda także, że Lech utrzymać musiał wielodzietną rodzinę i gdyby przypadkiem został wyrzucony z pracy z przyczyn dyscyplinarnych, to rodzina pozostałaby bez środków do życia.

Z pewnością nie rozmawiał z Wałęsą smutny pan w ciemnym płaszczu i nie powiedział: "kolego mamy na ciebie kwity, wiemy, że zbyt często i zbyt dużo popijasz. Mam propozycję nie do odrzucenia. Jesteś od dziś naszym człowiekiem - będziesz donosił na kolegów i robił to, co my będziemy chcieli. Jeśli się nie zgodzisz, to proponuję już teraz podzielić osiedlowe śmietniki rewiry. Tam będzie twój nowy zakład pracy. Ciekawe co na to powiedzą twoje dzieci... lodówkę masz przecież już pustą prawda?"

Dlaczego tak wielu byłych kolegów Wałęsy niezależnie od siebie twierdzi, że został on donosicielem aparatu bezpieczeństwa? Biorąc pod uwagę retorykę Wałęsowską, domyślamy się, że musi to być spisek "psycholi" i życiowych nieudaczników.

To nie prawda, że nie było legendarnego skoku przez stoczniowy płot. Są przecież odpowiedni świadkowie potwierdzający tę historyjkę. To, że badania naukowe wykazały, iż skoku być nie mogło, nie ma żadnego znaczenie. W odpowiedzi na tę niedorzeczna tezę iż skok się nie odbył, retoryka Wałęsowa wskazałaby tu prawdopodobnie manipulację badaniami.

Ówcześni wysocy oficerowie służb specjalnych, nawet ci nie związania z Gdańskim i tamtejszymi działaniami twierdzili, że skok przez płot został wymyślony przez władzę dla potrzeb opinii publicznej. Jak Wałęsa dostał się na teren Stoczni Gdańskiej? Został przetransportowany motorówką - twierdzą z całą pewnością wspomniani oficerowie.

Gdyby chociaż Wałęsie pamięć się nie zepsuła, to może mógłby pokazać miejsce legendarnego skoku. Niestety proszony o pokazanie miejsca, za każdym razem wskazywał inne. A może było kilka skoków?

To nie prawda, że wszystkich, którzy próbują przedstawić prawdę historyczną w całości, trzeba zniszczyć. Przecież dowodem na to, że to nie prawda, jest np. Anna Walentynowicz działaczka opozycyjna z kręgu Wałęsy, która została swego czasu odsunięta od możliwości działania i skutecznie na wiele lat uciszona. Wszystko to stało się za czasów prezydentury Lecha. To nie prawda, że Walentynowicz była i jest uczciwa.

To nie prawda także, że prezydent Wałęsa w czasie sprawowania najważniejszej funkcji w kraju, miał wszelkie możliwe narzędzia do tego, aby usunąć z archiwów służb specjalnych dokumenty świadczące na jego niekorzyść.

Oczywiste jest, że odpowiednie dokumenty znajdują się w rękach ludzi, którzy je w stosownym czasie wykorzystają. Nikt ich nie zniszczył. Zostały jedynie umieszczone w "bezpiecznych miejscach". Oby tylko pan Wałęsa dożył chwili ich upublicznienia. Obyśmy my tego doczekali. A dla takiej chwili warto żyć!

Michał Kowalewski 

21-03-2005 09:04:00 · Jest Aktywny: Tak · Jest zatwierdzny: Tak ·
Polityczna agitacja z wydaniu gazetowym - to właśnie to, co podawane jest nam niedyskretnie w osiedlowej gazetce Słowo znad Morza.

Dlaczego zamiast przydatnych informacji i opisów wydarzeń, które nas dotyczą, czytamy o tym, jak to sprawnie działa "nasz" radny, w jak dużo inicjatyw się angażuje, jak bardzo pomaga fundacji działającej na Stogach?

To pytanie warto sobie zadać zwłaszcza, że tak naprawdę w moim przekonaniu pan Mękal nie jest dobrym radnym, w niedostatecznym stopniu realizuje obowiązki wynikające z posiadania mandatu Radnego Miasta Gdańska.

Czy Radny Mękal swoją nieudolność musi nadrabiać przychylnymi sobie artykułami w osiedlowej gazetce? Wydaje się, że to jedyny sposób na zyskanie sobie przychylności mieszkańców Stogów.

Jest jednak jeden problem. Mieszkańcy osiedla nie są idiotami. Z pewnością nie dadzą się oszukać i nie uwierzą w to, że na naszym osiedlu już wkrótce będzie pięknie, że plaża stanie się nagle najpiękniejszym miejscem w Trójmieście, że będzie tu panował porządek i wzajemny szacunek.

W osiedlowym piśmie zbyt jawna propaganda z pewnością zadziała wprost odwrotnie do oczekiwań jego wydawcy.

Pora zadać sobie kluczowe pytanie. Czy chcemy mieć agitacyjną gazetkę osiedlową, która skupia się tylko na jednej postaci - postaci radnego? Otóż takiej gazetki mieć nie chcemy.

Na taką pozycję, mimo iż jest bezpłatna szkoda tracić czas.

Jestem jednak pewien, że "nasza" gazetka wydawana będzie tym częściej im bliżej będą kolejne wybory do Rady Miasta. Oczywiście sprawdzimy to.

Niestety panie radny Mękal, mieszkańcy będą pana rozliczać za to co faktycznie zrobił pan dla ich osiedla, a nie za to, co pan napisał w swoim Słowie.

Michał Kowalewski 

13-10-2004 09:52:00 · Jest Aktywny: Tak · Jest zatwierdzny: Tak ·
To prawdopodobnie początek końca kariery księdza Henryka Jankowskiego. Według Gazety Wyborczej, abp gdański Tadeusz Gocłowski rozpoczął procedurę odwołania Jankowskiego z funkcji proboszcza parafii św. Brygidy.

Według Gazety powodem odwołania jest demoralizacja młodzieży i utrata dobrego imienia.

Odwołanie to reakcja metropolity na zachowanie prałata, który odmówił dobrowolnego przejścia na emeryturę.

Teraz, zgodnie z prawem kanonicznym, metropolita zwoła specjalne kolegium. Jeśli kolegium podzieli opinię abp. Gocłowskiego, prałat będzie musiał odejść.

Ks. Jankowski - jako emeryt - zostanie najprawdopodobniej kapelanem gdańskich sióstr brygidek.

Michał Kowalewski 

23-09-2004 14:30:00 · Jest Aktywny: Tak · Jest zatwierdzny: Tak ·
Czy Jankowski molestował swoich podopiecznych, czy tego nie robił? Tę głośna sprawę już od jakiegoś czasu bada Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. Do tej pory jednak, księdzu nie zostały przedstawione żadne zarzuty.

Jeśli duchowny jest niewinny, to sprawa zostanie wkrótce zakończona. Dlaczego zatem zwolennicy prałata tak żywiołowo, a często nawet z naruszeniem prawa bronią go, atakując dziennikarzy wykonujących jedynie swoją pracę?

Po wczorajszej mszy z udziałem Jankowskiego, kilka osób rzuciło się na kamerzystę telewizji Polsat. Mężczyzna przewrócił się, a rozwścieczony tłum zaczął go szarpać.

- Źydzi, szmaty! - wrzeszczą ludzie do dziennikarzy.

Po kilkunastu minutach przyjechała policja. Funkcjonariusze nie podjęli interwencji. W sobotę natomiast, pod kancelarią parafii także jeden z fotoreporterów o mało nie został pobity przez kierowcę prałata Jankowskiego i to w obecności księdza. Gdy próbował zrobić zdjęcie prałata w luksusowej lancii, jego kierowca groził dziennikarzowi: - Zaraz dostaniesz w ryj. Jesteś zwykłą wszą! Prałat, ubrany w elegancki jasny garnitur, spokojnie przyglądał się tej scenie.

Skąd ta nienawiść ze strony ludzi rzekomo bliskich kościołowi? Gdzie miejsce na szacunek dla bliźniego?

Może ksiądz jest winny? Może molestował? Po tym, co się stało w ostatnią niedzielę właśnie takie odpowiedzi nasuwają się same. Jest winny i próbuje narobić szumu, żeby odwrócić od siebie uwagę.

- Zarzuty wobec prałata to żydowskie działanie - powiedział wczoraj z ambony jeden z kombatantów.

Drogi staruszku! Czy masz coś przeciwko Źydom? Dlaczego te działania są żydowskie? Jeśli pojawiły się zarzuty, to trzeba je jedynie odeprzeć.

- Potrafiliśmy zablokować drogi i mównicę sejmową. Zamkniemy też usta dziennikarzom, którzy ciebie opluwają, drogi prałacie - obiecuje w imieniu Samoobrony Danuta Hojarska.

Pani Hojarska za taką wypowiedź już dawno nie powinna być posłem. Przecież ona jawnie namawia społeczeństwo do działalności przestępczej. A to, że zablokowaliście mównicę, to świadczy tylko jak najgorzej o was - o Samoobronie.

Wśród zwolenników prałata Jankowskiego są jego parafianie, biznesmeni, a także politycy - zwłaszcza ci z LPR i z Samoobrony. Ksiądz co jakiś czas organizuje wystawne obiady oraz spotkania, na których pojawia się m.in. Adnrzej Lepper.

Czy tego typu kontakty sprzyjają wizerunkowi Henryka Jankowskiego? Zdecydowanie nie.

Pamiętajcie! Jeśli chcecie uderzać w dziennikarzy, w media, to zawsze z jeszcze większą siłą obróci się to przeciwko wam. To taki nierówny ping-pong. Przypominam, że z czwartą władzą nikt jeszcze nie wygrał.

Michał Kowalewski  

16-08-2004 14:34:00 · Jest Aktywny: Tak · Jest zatwierdzny: Tak ·
Wkrótce nie będziemy mogli wystawić na śmietnik np. starej kuchenki czy niepotrzebnej pralki. Punkty skupu złomu także będą musiały zmienić dotychczasowe procedury skupowania metali. Za kilka dni w życie wchodzi nowa ustawa, która jednoznacznie określa jak należy pozbywać się przedmiotów metalowych.

Każde tego typu przedmioty będą katalogowane już przy sprzedaży. Starą pralkę będzie można oddać jedynie z powrotem do sprzedawcy lub do specjalnych, licencjonowanych punktów skupu, który będą musiał prowadzić szczegółową ewidencję skupionego złomu. Właściciel takiego punktu będzie zobowiązany m.in. do spisywania danych osobowych sprzedających złom. Do tej pory obowiązek taki istniał, ale dotyczył jedynie tych, którzy sprzedawali złom metali nieżelaznych np. miedzi czy aluminium.

Ministerstwo środowiska, które wprowadza przepis chce przede wszystkim ujednolicić nasze prawo z prawem unijnym. - Policzyliśmy, że do 2006 roku na jednego obywatele przypadnie około 4 kg metalowego sprzętu - mówi Wojciech Kurdziel, doradca Ministra Środowiska. - Teraz śmierć przedmiotów metalowych będzie od początku wkalkulowana. Zastanawiamy się także nad sankcjami jaki można by wprowadzić za łamanie przepisów.

Z jednej strony nowe przepisy ograniczą kradzieże metali, z drugiej zaś zapobiegną zanieczyszczeniom środowiska - nie będzie już można wyrzucić lodówki byle gdzie. Czy bardzo utrudnią życie właścicielom punktów skupu złomu? - Myślę, że nie - mówi prowadzący skup złomu na Stogach. - Być może zmniejszy się trochę ilość kradzieży złomu, ale tego nie możne być pewnym. Polak jest bardzo sprytny i na pewno jakoś ominie przepisy.

Majkel 

22-07-2004 14:36:00 · Jest Aktywny: Tak · Jest zatwierdzny: Tak ·
Sytuacja finansowa Gdańska jest coraz gorsza. Obecnie według władz miasta zadłużenie wynosi około 490 milionów złotych. To o 23 miliony więcej niż w roku ubiegłym.

Jedni twierdzą, że powodem zadłużenia są różnice kursowe przy rozliczaniu kredytów zaciągniętych w obcej walucie, drudzy, że przyczyną długów jest szkodliwa dla miasta polityka finansowa prezydenta, Pawła Adamowicza.

Nieoficjalnie mówi się, że zadłużenie miasta jest większe niż twierdzą władze Gdańska i wynosi 515 milionów złotych.

Prognozy wskazują, że zadłużenie jeszcze wzrośnie gdyż ponad 40 procent kredytów wziętych przez miasto, to kredyty w obcej walucie, a więc narażone na ryzyko kursowe.

Pewne jest to, że wraz ze wzrostem zadłużenia, w Gdańsku maleją nakłady na inwestycje.

Wkrótce władze miasta zajmą oficjalne stanowisko w sprawie zadłużenia.

Majkel  

19-06-2004 14:40:00 · Jest Aktywny: Tak · Jest zatwierdzny: Tak ·
W najbliższą niedzielę, 13 czerwca, pierwsze w kraju wybory do Parlamentu Europejskiego.

Przed nami 132 kandydatów, czyli wszyscy zarejestrowani w woj. pomorskim. Z Polski do Brukseli pojedzie w sumie 54 deputowanych, którzy sprawować będą urząd przez 5 lat.

W niedzielę lokale wyborcze otwarte będą w godzinach od 8:00 do 22:00. Głosujemy w tych samych miejscach, w których głosowaliśmy ostatnio czyli podczas wyborów do samorządu.

Głosowanie nie będzie różnić się wiele od dotychczasowych. Każdy z głosujących, po okazaniu dowodu tożsamości, otrzyma w obwodowej komisji wyborczej kartę do głosowania formatu A2. Na karcie znajdą się 132 nazwiska kandydatów na eurodeputowanych. Będą pogrupowane według popierających je komitetów wyborczych (w woj. pomorskim takich komitetów jest 14).

Dla niepełnosprawnych, którzy chcieliby zagłosować, a mają problem z dotarciem do lokalu, uruchomiony został bezpłatny transport. Aby z niego skorzystać i bezpiecznie dotrzeć do punktów wyborczych, trzeba zadzwonić w dzień głosowania. W Gdańsku pod numer telefonu 323 63 11, w Gdynii pod numerem telefonu 623 50 78, w Sopocie zaś pod numer 521 36 01.

Jedną z największych niewiadomych przed wyborami do Europarlamentu jest frekwencja. Trwa długi weekend i wielu z nas odpoczywa za miastem, nie biorąc pod uwagę możliwości głosowania. - Mnie polityka już przestała interesować - mówi pani Kamila Porębska z Gdańska. - Wolę sobie wyjechać na wieś na te kilka dni, niż iść na wybory, które i tak nic nie zmienią. Podobnych opinii jest w Pomorskiem więcej. Tu uprawnionych do udziału w głosowaniu jest 2 miliony 200 tysięcy osób, przewiduje się jednak, że frekwencja nie przekroczy 40 %.

Wyniki wyborów, w skali kraju, brane będą pod uwagę tylko w wypadku ugrupowań, które przekroczą 5-procentowy próg wyborczy. Od skali poparcia w całym kraju zależeć będzie następnie podział mandatów wśród poszczególnych komitetów. Dopiero teraz liczyć się będą głosy oddane na poszczególnych kandydatów. Im ich więcej, tym większe szanse na sukces. Teoretycznie, z woj. pomorskiego do Parlamentu Europejskiego może trafić nawet czterech deputowanych.

Majkel 

11-06-2004 13:07:00 · Jest Aktywny: Tak · Jest zatwierdzny: Tak ·
Władza znowu pomyślała. Jest to bardzo optymistyczne. Efektem wspomnianego myślenia jest projekt takiej regulacji prawnej, która zobowiąże kupujących telefony komórkowe pracujące w systemie bezabonamentowym do legitymowania się dowodem osobistym.

Uzasadnienie takiej konieczności to też efekt myślenia. Z pewnością po zrealizowaniu tego pomysłu już żadne przestępstwo w Polsce nie zostanie dokonane z wykorzystaniem takiego telefonu.
To, że "przy okazji" utrudni się życie milionom uczciwych ludzi, nie ma znaczenia.

Powszechnie wiadomo, że telefony komórkowe są najłatwiejsze do podsłuchiwania. Wiadomo też, że najłatwiej można udokumentować zarówno czas przeprowadzenia określonej rozmowy, jak i jej treść i miejsce, z którego była prowadzona. Dotyczy to tylko rozmów prowadzonych przez przeciętnych ludzi. (Nie korzystających z bardziej złożonych wariantów, związanych np. z przekierowywaniem rozmów czy ich automatycznym szyfrowaniem).

Jak się okazuje, coś takiego, jak anonimowość prowadzonej rozmowy, (np. w przy zgłaszaniu do policji faktu przestępstwa) to już za duża swoboda dla naszego, w końcu "przypadkowego" społeczeństwa. Nie można dopuścić, by nasze, najmniej na świecie skorumpowane "władze" nie wiedziały, kto do nich dzwoni i informuje, że np. Kowalski będzie jutro przemycał przez wschodnią granicę drogi samochód. A nuż okaże się, że to jakiś dziennikarz. I afera starachowicka gotowa.

W tej sytuacji, mając na względzie oczywiście wyłącznie dobro naszych obywateli, proponuję dodatkowe działania, które znacznie wzmocnią pewność, że telefon nie będzie służył do celów przestępczych:

1. Powołać państwową inspekcję telefoniczną (PIT - nie mylić z zeznaniem podatkowym).

2. Każdy telefon wyposażyć w znaczek identyfikacyjny (rodzaj tablicy rejestracyjnej), potwierdzający fakt, że jego użytkownik zgłosił władzom, że ma możliwości kontaktowania się we współczesnym świecie. Produkcją znaczków zajmie się oczywiście jedna, no, ewentualnie dwie firmy, wyłonione w ramach "przetargu"). Znaczek nie będzie drogi. Myślę, że ok. 230,- zł za szt. wystarczy.

3. Każdy obywatel zobowiązany będzie zgłosić stosownym władzom fakt zagubienia (utracenia) telefonu (opłata zgłoszeniowa: 35,- zł + VAT). Również fakt wejścia w posiadanie cudzego telefonu (znalezienie, zagarnięcie mienia) również należy zgłosić stosownym władzom. (Opłata: 15,- zł + VAT).

4. Przed zakupem tzw. "zestawu startowego" należy złożyć władzom odpowiednie podanie. Jego pozytywne załatwienie będzie zależało od opinii miejscowego komendanta MO (przepraszam, policji). Opłata: 25,- zł + VAT, ale w znaczkach skarbowych.

5. Państwowych inspektorów "wszelkiej maści" (sanitarnych, pracy, drogowych, policję, kolejarzy, strażaków) upoważnić do kontroli legalności posiadanego ewentualnie telefonu. W przypadku korzystania z telefonu "nielegalnego", mandat 450,- zł + VAT. W przypadku recydywy - konfiskata majątku.

6. Zakazać przenoszenia telefonów komórkowych poza obręb działania stacji bazowej, co pozwoli na łatwiejsze ich lokalizowanie.

Opisane działania nie spowodują wielkiego uszczerbku w budżecie Rzeczpospolitej. Będzie wreszcie bezpiecznie.

X.Lop

28-05-2004 13:09:00 · Jest Aktywny: Tak · Jest zatwierdzny: Tak ·
Coraz częściej uważa się za człowieka, którego można tylko słuchać. Nie toleruje sprzeciwu. Najprawdopodobniej tak jak jego poprzednicy, tak i on wyląduje na śmietniku historii, ż którego już nigdy nie powróci.

Chodzi o jednego z naszych liderów, przedstawiciela "elyt" politycznych. Akcje jego i ugrupowania, które stworzył, przynajmniej w sondażach opinii publicznej, idą ostro w górę.
W istniejącej sytuacji, gdy pogłębia się proces ubożenia społeczeństwa, jest to zrozumiałe. Andrzej L., bo o nim to mowa, zawsze głosił hasła, których oczekiwała "gawiedź". I ona go popiera i będzie popierała. Ale czy jest to człowiek, jakiego potrzeba Polsce dla przełamania złej passy?

Z jednej strony brak realnego programu wyprowadzającego kraj z bardzo głębokiego kryzysu.
Kryzysu braku zaufania, a wręcz zjawiska niewiary w istnienie państwa jako takiego. Dla przeciętnego człowieka państwo już nie istnieje. Nie spełnia ono swoich podstawowych obowiązków względem swoich mieszkańców. (Całkiem świadomie unikam tu określenia "obywateli").

Z drugiej strony rzecz, którą większość politycznych adwersarzy Andrzeja L. przemilcza, a którą ja podkreślam i którą w pewnym sensie podziwiam. Jest nią niezwykła, rzekłbym, bez obrazy kogokolwiek, jakaś chłopska skuteczność. Moja pamięć dinozaura pozwala przypomnieć Wam, że człowiek ten zaczynał przed niewielu laty od blokad dróg i pewnych, nazwijmy to "nieszablonowych" działań prowadzonych w kufajce i filcakach. Dziś garną się do niego wszyscy, którzy uważają, że wszystko jest na sprzedaż, nawet własne poglądy. I tylko cena, jaką za nie chcą osiągnąć, zmienia się. Myślę jednak, że obecna sytuacja stanowi kres intelektualnych możliwości bohatera tego artykułu. Współczesna historia Polski zna już człowieka, który, mogąc być ludowym trybunem, sumieniem narodu, niekwestionowanym autorytetem, zawierzył swym doradcom, przeszedł do polityki i odszedł, przynajmniej w świadomości znacznej części Polaków, na śmietnik historii. Być może niektórych te twarde zdania obruszą, a przytoczone porównanie uznają za wręcz obraźliwe. Ale takie jest moje zdanie na ten temat i tak widzą to przynajmniej niektórzy moi znajomi. Stąd założenie, że w tym przypadku wyrażam opinie pewnej grupy, a nie tylko swoje.

Postawa, jaką coraz częściej okazuje Andrzej L. pozwala stwierdzić, że powoli zaczyna on uważać się za człowieka, któremu należy się więcej, którego można tylko słuchać, który może stawiać się ponad swoich wyborców, ponad otaczające go społeczeństwo. Swój udział w kreowaniu takiego wizerunku lidera mają jego współpracownicy. To już chyba nasza narodowa cecha, że mając przywódcę, popieramy wszelkie, powtarzam, wszelkie jego działania. W tym także te, które w oczywisty sposób nie służą dobrze ani jemu, ani jego ugrupowaniu. Nie chcemy narażać się wypowiadaniem odmiennych opinii i poglądów. Zresztą bardzo często przywódcy ci nie chcą współpracować z ludźmi wyrażającymi poglądy inne niż ich własne. Myślę, że jest to jedna z przyczyn tego, że olbrzymie poparcie, jakie mają oni w różnych okresach swej działalności, ulatuje wraz z czasem. Tak było z władzami z nadania Solidarności, tak było z Marianem Krzaklewskim, tak jest z Leszkiem M. Myślę, że tak samo będzie z Andrzejem L.

X.Lop 

12-04-2004 13:11:00 · Jest Aktywny: Tak · Jest zatwierdzny: Tak ·
  • Save this on Delicious

Reklama

News

packersmovers .in

Avoid pipe dream gauges. Generally, these are organizations that may offer a lower site before the move and after that discharge your pockets with concealed a great many. Be extremely careful about

Zamienić kurnik na apartamentowce…

Ponury i przygnębiający barak pamiętający zamierzchłe czasy PRL, dawna i dzisiejsza siedziba władz jednej z największych gdańskich spółdzielni mieszkaniowych, nie jest najlepszą wizytówką LWSM Morena.

„Promyk Nadziei” zbuduje plac zabaw

Zakończył się konkurs skierowany do organizacji pozarządowych na wybudowanie plac w zabaw dla dzieci na terenie Gdańska. Nowe atrakcje dla najmłodszych powstaną do końca 2010 r. Wśr d dwunastu oferent

Niechciane zaliczki

Zarząd LWSM Morena wprowadził zaliczkową opłatę 10 złotych na poczet rozliczenia tak zwanej wody r żnicowej. Kwota ta podlegać będzie rozliczeniu po zakończeniu okresu rozliczeniowego zużycia wody.

Castel wycina w pień

Przy ul. Magellana na Morenie wycięto w pień dorodne drzewa, a zaraz potem na teren wjechały spychacze zaalarmowali nas mieszkańcy osiedla Morena. Jeśli wycięte zostały jakiekolwiek drzewa, to z c

Zarządowi nie podwyższono wynagrodzenia

17 sierpnia obradowała Rada Nadzorcza LWSM Morena . Obecni byli zainteresowani członkowie sp łdzielni. Zmieniono zasady typowania dom w do rocznego planu dociepleń. Obecnie o pierwszeństwie będzie de

Myjnia oprotestowana

Czy na parkingu przy ul. Kolumba wydzierżawionym od sp łdzielni prywatny przedsiębiorca, Władysław Krugły, będzie m gł zbudować myjnię dla samochod w? Mieszkańcy sąsiadujący z tym parkingiem, sondow

Przed pierwszym dzwonkiem…

Do nowego roku szkolnego pozostało już niewiele czasu, toteż każda godzina w szkole przy Gojawiczyńskiej wykorzystywana jest maksymalnie, aby jak najlepiej przygotować plac wkę do zajęć.Brygada remont

Czy bandytyzm zawładnie Moreną?

Podpalenie piwnicy przy Marusarz wny 6, uszkodzenie windy dwa tygodnie p źniej w tym samym bloku, kradzież element w rusztowania przy Amundsena, przecięcie przewod w paliwowych w samochodzie zaparkowa

Bez tabletek uspokajających

Pracownicy chełmskiej sp łdzielni twierdzą, że wraz z dokonanymi zmianami we władzach przestały śnić się im po nocach koszmary i do pracy, jak dawniej, chodzą chętnie, bez stresu.Maria Supłatowicz pot

Wczytywanie...