pl

News

  • Save this on Delicious

Zupełnie nie wiem, co mam zrobić! Jestem chory na... nierozumienie kobiet! Myli się ten, kto bagatelizuje moją dolegliwość. W żadnym wypadku nie jest ona mniej uciążliwa niż grypa czy jakieś inne schorzenie. Męczę się bardzo i zupełnie nie wiem, jakie lekarstwo może mi pomóc.
Zakupy
Nie dalej jak kilka dni temu, moje domowe kobiety, tj. mama i siostra, pojechały do dużego sklepu. Miały jeden cel: wybrać odpowiedni rodzaj podłogi do nowego mieszkania, które zakupiła moja siostra. Co tam się działo! Dziewczyny przebierały, przeglądały, porównywały ceny, kolory, wzory, formy... Traf chciał, że był z nimi mój tata, który również cierpi na tę samą dolegliwość (a może ja ją po prostu odziedziczyłem?!). Wierzcie mi, mimo najszczerszych chęci, nie wytrzymał nerwowo tych zakupów; skończyło się na kawie, którą kierownik sklepu wielkodusznie poczęstował mojego ojca. Nie muszę chyba dodawać, że podłoga nie została kupiona i raczej nic nie wskazuje na to, by mogło się to udać w najbliższym czasie. Doprawdy, nie rozumiem kobiet! Pomóżcie! Jak można spędzić dwie godziny w sklepie, w którym jest tak wiele różnych płytek i paneli, po czym wyjść z pustymi rękami, za to z ogromnym galimatiasem w głowie?! Chyba każdy z nas, mężczyzn, przeżywał w swoim życiu podobne koszmary... Przypominacie sobie, drodzy panowie, ostatnie zakupy z waszymi kobietami? Prawda, że niemiłe wspomnienia? Jak można być tak niezdecydowanym, tak kapryśnym przy wybieraniu ciuchów czy butów? Ciuch, to ciuch, prawda? Kobiecie jednak tego nie wytłumaczysz...
Film
Pamiętacie zapewne wielki kinowy hit, "Titanica" z Leonardo di Caprio i Kate Winslet? Pomińmy fakt, że film zarobił miliony dolarów, że jest i na zawsze pozostanie symbolem hollywoodzkiego kiczu. Ja chcę zwrócić uwagę na obrazek, który zapewne zapamiętaliście z tego całego "titanicowego" szału - chlipiące, smarkające w chusteczki dziewczyny w różnym wieku; szczególnie podczas sceny rozstania Jacka i Rose. Chyba nie było seansu, na którym kobiety by nie płakały. Bądź tu mądry i zachowaj zimną krew, mężczyzno! Dobrze, zostawię "Titanica", bo jeszcze ktoś się obrazi... "Przeminęło z wiatrem". Zbiorowy płacz po każdej projekcji. Jak można tak przeżywać filmy? Faceci są inni, oni są twardzi i opanowani; pozostają tacy nawet w najbardziej wzruszających momentach różnych filmów. Problem w tym, że dziewczynie nie wytłumaczysz, że to tylko fikcja. Kobiety zawsze wiedzą swoje. I cóż począć?!
Kto mi pomoże?
Chyba powinienem iść do lekarza. Zdecydowanie damskiego, męski nie wchodzi w rachubę. Wydaje mi się czasami, że wszyscy mężczyźni cierpią na to samo schorzenie, co ja. Czyżbym się mylił? Jeśli tak, zwracam honor wszystkim cieszącym się dobrym zdrowiem panom. Jeśli nie, proszę uprzejmie o skierowanie mnie do jakiejś... specjalistki. Może tego mi właśnie trzeba, kto wie? Może wtedy zrozumiem kobiety!?
Piotr Niedzielski

15-12-2004 14:40:00 · Jest Aktywny: Tak · Jest zatwierdzny: Tak ·

Krzysiek: Z kobietami jest jak z łowieniem ryb. Najpierw tropisz, potem obserwujesz, zarzucasz wędkę. Kiedy ją złapiesz musisz uważać, żeby ci nie uciekła. Kluczem do jej serca jest odgadnięcie tego co ona czuje, myśli. Jednak moim zdaniem dziewczyn nigdy się nie zrozumie, można jedynie próbować. Płeć piękna porozumiewa się bez słów, wykorzystuje swoją tajną broń - intuicję.

Sławek: To nie prawda! Ja uważam, że dziewczyny można zrozumieć, jeżeli nie całkowicie to częściowo. Wychowałem się z trzema kobietami, żeby przeżyć musiałem nauczyć się sposobu komunikowania z nimi. Wystarczy ich słuchać, przyglądać się zachowaniu i zapamiętywać jak postępują w danych okolicznościach. (Ich tajemniczość po pewnym czasie może być zrozumiana przez wnikliwego obserwatora.) Trzeba również pamiętać, że kobiety mają bardzo zmienne humory i należy być dla nich wyrozumiałym. Kiedy się wściekają, a ty nie wiesz o co chodzi, to nie krzycz, ale staraj się je obłaskawić - oto moja rada.
Łukasz: Toż to istna mordęga z taką babą. Dlatego ja się nie wiąże, bo cały czas  trzeba się ciągle zastanawiać o co jej chodzi... rozszyfrowywać ten dziwaczny "kod"... a potem jak przychodzi do kłótni to się nam obrywa, że nic nie rozumiemy, choć się staramy. One uważają, że zawsze muszą mieć rację.

Mikołaj: Słuchać, słuchać i jeszcze raz słuchać! Trzeba myśleć o swojej kobiecie, wyzbyć się egoizmu, narcyzmu, być gotowym do poświęceń. Jeżeli nie wiesz o co chodzi to trzeba po prostu spytać. Nie być ślepym na jej sygnały. Inaczej szybko z tobą skończy.

Przemek: Ja zawsze staram się wyczuć nastrój mojej dziewczyny. Spróbować zrozumieć jej postępowanie, sposób myślenia. Niestety, kiedy dochodzi do sprzeczki trudno mi opanować gniew i dlatego zawsze to ja przepraszam, choć nie zawsze wina leży po mojej stronie.

Grzesiek: To prawie niemożliwe! Źeby rozszyfrować kobiety trzeba mieć bogatą wyobraźnię i wiele zapału. Pewnie i tak się polegnie przy pierwszej próbie. Mężczyźni, w tym przypadku, są jak straceńcy, nie mają już nadziei na wybawienie. Dziewczyn nie można zrozumieć, ale bez nich nie sposób żyć.

Kaja

15-12-2004 14:24:00 · Jest Aktywny: Tak · Jest zatwierdzny: Tak ·

“- co to jest to, co robimy? – zapytał glos (...)
- Nigdy nie byłeś na przyjęciu? A przy okazji uważaj na szkło (...) Robi się to dla zabawy.
- Kim jest zabawa?
- Nie, zabawa to nie jest ktoś. Zabawę się ma. Najlepiej dobrą.
- My mamy dobrą zabawę?
- Myślałem, ze ja mam- mruknął nie pewnie
- A co to jest zabawa?”

Hmm... dobre pytanie, pytanie, nad którym pewnie niewiele osób się zastanawiało. Odpowiedz wydaje się tak oczywista, a jeśli dłużej pomyślimy problem przybiera wręcz rangi filozoficznej. Gdy wypowiadamy słowo zabawa każdy ma na myśli cos innego. Dla jednych to wielka dyskoteka z tłumem podskakujących ludzi, podczas gdy dla innych taki widok to nic innego jak słuchanie głośnej muzyki w dusznym zatłoczonym pomieszczeniu i kąpiel w pocie (niekoniecznie swoim). W naszym bliższym i dalszym otoczeni można zaobserwować, ze dla niektórych indywiduum, niszczenie czegoś (zazwyczaj czegoś drogiego czy trudnego do naprawy) lub uszkodzenie ciała komuś (niekoniecznie większemu) także to dobra zabawa, ale o pewnych patologiach może innym razem. Wiec każdy ma inną, dla niego właściwą dobra zabawę.

Niezwykłym wydawać może się fakt, ze pojecie „zabawy” przechodzi ewolucje wraz ze wzrostem danego osobnika. Małe dziecko proszące ojca: „pobaw się ze mną” wcale nie zaprasza go do pubu, jak niektórym mogłoby się wydawać, chodzi mu raczej o wspólne granie w piłkę czy układanie klocków. Potem nadchodzi taki moment, gdy zdanie: ”nie przeszkadzaj idź się pobaw!” jest najgorsza obelga. Jak dobrze sobie przypominam to ten dziwny wiek 10-14 lat J Aż wkońcu młody człowiek staje się studentem i dobra zabawa jest potrzebna mu do życia jak rybie woda. Zabawa, niezależnie czy na prywatce u znajomych, przy piwku w pubie, czy ..., staje się respiratorem, niewymagającym żadnego zasilania (choć nieraz, dla co bardziej wymagających, przydatne jest wsparcie finansowe). Jakby nie patrzeć to myśl o imprezie „po” pomaga przetrwać niejedno koło i egzamin. Zwykły, przysłowiowo, a nawet bardzo realnie biedny student odkrywa z czasem pewna niezwykłą tajemnice, ze do zabawy nie potrzeba w sumie żadnych zabawek. Bowiem zabawa nie objawia się taka czy inna czynnością tu raczej chodzi o stan ducha. Stan, w trakcie którego umysł przestaje się zajmować codziennymi problemami a skupia się na uczuciu przyjemnościJ Dlatego tez najczęściej do zabawy nie potrzebujemy super lokalu, wykwintnych dań i drinków a raczej kilku dobrych znajomych, poczucia bezpieczeństwa i spokoju. Pewnie dlatego tez ludzie, którzy nie potrafią odnaleźć w sobie uczucia wewnętrznej beztroski, do zabawy potrzebują sztucznych środków imitujących ten stan, ale to kolejna długa historia (o której może przy innej okazji). Niezależnie, kto i jak się bawi zawsze na jego twarzy widnieje uśmiech. A śmiech to zdrowie, wiec nie pozostaje mi nic innego tylko życzyć milej zabawyJ (na przykład przy czytaniu Parchettta).

„ - a jak się taka zabawa manifestuje?

- no .. widzisz, albo masz dobra zabawę, albo jej nie masz. Nie musisz nikogo pytać, po prostu wiesz. Jasne? (..)

- to jest zabawa... My mamy zabawę. On ma zabawę. Ależ zabawa!”

Ola Walczak

18-10-2004 10:02:00 · Jest Aktywny: Tak · Jest zatwierdzny: Tak ·

Podczas świetnej zabawy słowa te same cisną się na usta. Jakże chciałoby się, by były obecne nie tylko wtedy, ale w każdej chwili naszego życia. Także wtedy, gdy budzik zrywa na nogi o szóstej rano. Gdy trzeba zmierzyć się z mrozem, który często odbiera czucie w kończynach. Gdy zatłoczony niemiłosiernie tramwaj przyjeżdża piętnaście minut później. Gdy kolejny dzień minął nie wiadomo kiedy i jak... Gdy znów powiedziało się za mało, bądź za dużo. Gdy wyszło nie tak, jak miało wyjść...

Czego nam trzeba by dobrze się bawić? Mnie przychodzi teraz na myśl czas. Niewątpliwie jest on elementem istotnym. Jesteśmy dziś tak zabiegani, iż zapominamy o sobie, o naszych potrzebach związanych z innymi ludźmi. O tym, że w tym dziwnym wyścigu powinniśmy czasem zatrzymać się i spojrzeć najpierw na siebie – jaki chciałem być, a jakim się staję – a potem na tych dookoła – co mogę im dać, czego ode mnie oczekują, czy pamiętam o nich. Czas... Jak żyć by starczało go na wszystko? Czy to w ogóle jest możliwe? Nie każcie mi, proszę, odpowiadać na to pytanie!

Bywa jednak i tak, że mając dużo czasu wcale nie bawimy się idealnie. Nie można zatem uznać go za jedyny wyznacznik dobrej zabawy. Może zabrzmi to stereotypowo, jednak myślę, iż to jak się bawimy, zależy przede wszystkim od naszego nastawienia. Od naszych oczekiwań względem tego czasu. To my decydujemy w jakim gronie go spędzamy, czy w pełni kontrolujemy zabawę, czy potrafimy się z niej wycofać, gdy dzieje się coś niewłaściwego. To my decydujemy czy „wspomóc” nasz organizm alkoholem, narkotykami, czy choćby „niewinną marihuaną”. Najzabawniejsze jest to, że ludzie, którzy po to sięgają, zapewniają jednocześnie, iż nie to jest dla nich najważniejsze, iż mogą i bez tego świetnie się bawić. Jednak na pytanie: „A kiedy ostatnio bawiłeś się całkiem trzeźwo i w pełni świadomie?”, z ogromnym trudem udaje im się wykrzesać jakieś babcine urodziny sprzed roku... Nie spotkałam jeszcze osoby, która przyznałaby, co jest sprawą powszechnie wiadomą, że owe „wspomagacze” dodają jej wdzięku, otwierają usta, przełamują lęki, bariery. Czynią ją kimś innym niż jest. Kimś lepszym? Bardziej interesującym?

Pomijając takie patologiczne zachowania, myślę, że aby się naprawdę dobrze bawić wystarczy mieć obok siebie zaledwie kilka cudownych osób, które zasłużą na miano przyjaciół. Ludzi, którym ufa się bezgranicznie. Którzy będą zarówno w chwilach dobrych, jak i złych. Przed którymi nie będziemy musieli grać kogoś innego, będziemy natomiast mogli otworzyć się całkowicie, nie martwiąc się o konsekwencje. Przyjaciele mogą mieć niezwykły wpływ na nasze życie. Dzięki nim możemy odkryć swoje prawdziwe oblicze i starać się być coraz to lepszymi.

23-09-2004 08:36:00 · Jest Aktywny: Tak · Jest zatwierdzny: Tak ·

Znalezienie pracy jest bardzo trudne. Na przyszłych pracowników czeka coraz szczelniejsze sito rekrutacyjne. Z drugiej strony, pracodawcy muszą coraz skuteczniej wybierać spośród setek, a czasem i tysięcy kandydatów. Jak mogą im w tym pomóc zawody w lepieniu babek z piasku?

Rekrutacyjny Wielki Brat?

Wbrew pozorom, mogą one być bardzo użyteczne. Centrum zintegrowanej oceny (ang. assessment centre – „AC”) jest metodą rekrutacji stosowaną w Polsce od stosunkowo niedawna. Kandydaci do pracy muszą podczas niej wykonywać zadania, podczas których są oceniani przez psychologów, osoby z działu zasobów ludzkich, czy też ludzi, z którymi mają pracować w przyszłości. Cały etap zajmuje przeważnie od 8 godzin aż do 2 dni. Każdy uczestnik AC jest oceniany przez kilka osób. Ocena końcowa jest zbiorczym wynikiem ocen każdego z obserwatorów.

Od starożytnego Rzymu do dnia dzisiejszego

Ta metoda rekrutacji wywodzi się najprawdopodobniej ze... starożytnego Rzymu. Cesarz Hadrian rekrutował wyższych oficerów swojej armii, stosując różnego rodzaju symulacje. W czasie II wojny światowej wybierano w podobny sposób oficerów do armii brytyjskiej i niemieckiej. W latach pięćdziesiątych firma AT&T zaadoptowała ten sposób do zastosowań korporacyjnych.

Budujemy wieże, rozwiązujemy testy

Zadań, które mogą nas spotkać podczas AC, jest bardzo wiele. W czasie zadań grupowych kandydaci muszą wspólnie rozwiązać pewien problem. Może on sprowokować konflikt pomiędzy grupami lub skłonić je do współpracy. Podczas tego rodzaju zadań oceniane są takie cechy jak komunikatywność, umiejętność negocjowania, aktywność w dążeniu do uzyskania rozwiązania.

Inne zadanie polega na posegregowaniu korespondencji, znajdującej się na biurku. Wśród listów mogą być np. faktury, wiadomości od klientów, zaproszenia na spotkania. Uczestnik musi zdecydować, które z tych pism są ważne, a które z nich może zignorować.

W trakcie studium przypadku (ang. case study) potencjalni pracownicy zostaną poproszeni o rozwiązanie problemu związanego z ich zawodem, np. zaproponowanie nowej struktury działu sprzedaży. Ocenie podlega w tym przypadku, zarówno umiejętność przedstawienia wyników pracy, jak również treść merytoryczna rozwiązania.

Jak to wygląda w praktyce?

Justyna Cejrowska, doradca zawodowy Biura Karier Studenckich na Politechnice Gdańskiej, współorganizatorka próbnych sesji AC dla studentów Politechniki Gdańskiej, podzieliła się z nami swoimi spostrzeżeniami. Większość uczestników próbnych sesji AC uległa presji czasu. W kilku przypadkach chęć rywalizacji przeważyła nad chęcią współpracy. Studenci kierunków uniwersyteckich lepiej radzili sobie z zadaniami nastawionymi na komunikację z innymi, podczas gdy studenci politechniki górowali w zadaniach wymagających logicznego myślenia i kojarzenia faktów. Niektóre grupy całkowicie odmawiały współpracy z innymi, zaś członkowie jednego z zespołów pokłócili się między sobą, nie kończąc zadania.

Czy można się przygotować do Assessment Centre?

Niestety, w większości przypadków nie można się przygotować do AC, przynajmniej nie z dnia na dzień. Sesje oceny trwają bardzo długo, dzięki czemu pod koniec zmęczeni uczestnicy nie są już w stanie udawać kogoś innego. Oczywiście, warto ćwiczyć umiejętności prezentacyjne, zdolność do działania w grupie, ale one przydadzą się nie tylko podczas AC.

Czy ja muszę przez to przechodzić?

Większość z nas nigdy nie weźmie udziału w centrum oceny zintegrowanej. Ta forma rekrutacji jest bardzo droga i z tego względu jest stosowana głównie podczas rekrutacji na stanowiska kierownicze. Częściej firmy stosują tylko niektóre elementy AC, np. zadania grupowe. Warto zapytać o to, co może nas czekać, zanim wyślemy swoją aplikacje do danej firmy. A gdy już dostaniemy zaproszenie na AC, to pozostanie nam cieszyć się, że zaszliśmy tak daleko w procesie rekrutacji i... przygotować się do lepienia babek z piasku J.

 

 

Marcin Zakidalski

marcingd@wp.pl

 

 

 

15-09-2004 07:57:00 · Jest Aktywny: Tak · Jest zatwierdzny: Tak ·

A priori(!), wbrew temu co się mówi racją jest, że o jakości życia nie stanowi to co w nim mamy ale to, jacy w nim jesteśmy.

Sentencja o jakości czy nazywając to inaczej mądrość, brzmi ładnie. Pachnie nawet w tym zdaniu mocno refleksyjnym utopizmem. Utopizmem bowiem daleko tej myśli do stania się faktycznym stylem bycia większości ludzi. Nie jest przecież rzeczą łatwą skupiać się na wartości własnego wnętrza, gdy brakuje na ulubiony dżem wiśniowy i kwiatek dla kobiety. Racją jednak – w obliczu całej problematyki związanej z pieniędzmi – jest również aksjomat: gdyby o jakości życia stanowiło wnętrze, a nie materializm w który wszyscy w mniejszym lub większym stopniu zdążyliśmy już popaść, życie malowało by się innym kolorem niż dotychczas (a nawet jeśli byłby to ten sam kolor to z całą pewnością był by to odcień znacznie jaśniejszy). Myśl dotykająca jakości życia nie jest pewnikiem, przecież jej nie praktykujemy (kto przedkłada wartość wnętrza na to co ma, lub to będzie miał? – nieliczni!). Jest bardziej alternatywą… Wyjściem daleko bardziej wskazanym niż flirt z tym czego może nigdy się nie posiadać, pieniędzy. Należy się starać o posiadanie czegoś więcej niż standard, tego chciałby każdy! Nie jest rzeczą złą planować i chcieć posiadać. Posiadanie nie jest jednak rzeczą, którą należy przedkładać nad człowieczeństwo i wartość wnętrza wyrażaną w byciu dobrym człowiekiem. Posiadanie nie jest pryncypium dobrego bytu, nie jest warunkiem sukcesu! – jest bardziej cienką granicą, która przy nadmiernym staraniu się o więcej odkształca się w złe emocje i absurdalne zatracenie. Paradoksalnie wyżej pisane słowo wszystkim nam jest tezą oczywistą i mało odkrywczą. Nikt przecież nie chce zatracenia, złych emocji, patologicznego wpływu materializmu na wnętrze. Mimo to większość z nas się na to zgadza, temu się poddaje. Czy zatem jest rzeczą najistotniejszą posiadanie i świadomość pozyskiwania?

Rzecz siedemnastoletnia tchnie banałem i prostotą. Ale o tym właśnie zapominamy! – o podstawach i prostocie, która w istnieniu jest chyba najważniejsza. Nie o sentymentalizm chodzi. Bardziej o delektowanie się tym co jest i tym, co w każdej chwili może ulecieć, zniknąć, najzwyczajniej w świecie przeminąć. Czym było by bogactwo i dobrobyt w obliczu stracenia nie poznanego w tym artykule pryncypium? Niczym, bo tylko miłość zawierająca się we wnętrzu każdego z nas jest absolutem. Dopiero ten absolut rozpoczyna posiadanie i bogactwo, wszystko po za nim jest relatywne i śmiertelne. Posiadanie zatem zacznijmy od pryncypium (od absolutu), reszta przy uznaniu podstaw za priorytet przyjdzie znacznie łatwiej niż teraz gdy barwa jest zbyt ciemna.

Jakub

10-09-2004 08:54:00 · Jest Aktywny: Tak · Jest zatwierdzny: Tak ·

Kiedy ktoś na ulicy wyciąga do nas rękę i prosi o pieniądze, rodzi się dylemat: dać i być może zostać oszukanym, czy nie dać i być może nie pomóc naprawdę potrzebującemu?

Hojnie reagujemy na wielkie akcje zbiórki pieniędzy. Mniejsze lub większe datki na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy i PCK są świadomie wybranym „obowiązkiem obywatelskim”. Jurek Owsiak powodzenie swojej akcji zawdzięcza rozgłosowi medialnemu. Każdy wie, na co zostały przeznaczone jego pieniądze. To pociąga za sobą poczucie dumy z noszenia serduszka, a jest ich mnóstwo, na czapkach, plecakach, na przystankach w sklepach. Czerwone nalepki są po prostu modne.

Ale prośba o pomoc człowieka z ulicy nie budzi już takiej reakcji – rodzi się w nas strach przed oszukaniem. Nie mamy zamiaru dawać pieniędzy na wódkę. Niewolnicy nałogów potrafią klęczeć pod Kościołem przy kilku stopniach Celsjusza podczas deszczu, by tylko osiągnąć swój cel. Okłamywanie ludzi, którzy dopiero, co wysłuchali kazania o miłości do bliźniego, okazuje się niezłym zarobkiem. Przez cynizm pseudo poszkodowanych cierpią naprawdę biedni ludzie.

Mniej podejrzeń budzą osoby proszące o coś do jedzenia. Wtedy nasza hojność jest większa i częstsza. O ile zbieranie „na chleb” jest źle oceniane, bo istnieje podejrzenie, że jest nieszczere, o tyle prawda aż do bólu i napis: „zbieramy na piwo” okazuje się rozwiązaniem przynoszącym efekt. Ta strategia spotyka się przeważnie z pozytywnym odbiorem ludzi młodych, którzy chętnie wrzucają kilka złotych. Mniej podejrzani wydają się też ludzie, którzy grają na instrumentach muzycznych na ulicy czy w środkach transportu. Oni częściej otrzymują kilka monet, choć powody różnią się od siebie. Czasem płacimy im dlatego, że melodia wpadła nam w ucho, a czasem dlatego, aby przestali rzępolić...

Jeśli już pomagamy jakiejś osobie, to zazwyczaj dlatego, że możemy się z nią utożsamić, wzbudziła ona nasze zaufanie, odczuliśmy litość lub akurat mieliśmy wyjątkowo dobry humor. Ale bywa też, że zostajemy napadnięci przez roznosiciela obrazków z postaciami świętych czy sprzedających krzyżówki. Niektórzy wprost wymuszają pieniądze, zachodzą drogę, są nieustępliwi.

Mimo ogólnej dezaprobaty i coraz częstszego braku współczucia, proszący o pomoc wciąż są. Pomaganie wszystkim jest niemożliwe, to jednak warto spojrzeć na każdego człowieka przez pryzmat prawdomówności. Czasem lepiej dać kawałek chleba zamiast pieniędzy niż mieć wyrzuty sumienia.

Katarzyna Szcześniak

07-09-2004 09:15:00 · Jest Aktywny: Tak · Jest zatwierdzny: Tak ·
Gdy byliśmy już po maturze i pomyślnie zdanych egzaminach na wymarzone studia, coraz częściej nasze myśli skupiały się na tym: jak wygląda życie studenta?

Myślało się o imprezach do białego rana, wspólnych wypadach do kina, czasami o nauce , ale tylko nieliczni z nas myśleli o…kasie.

Przekraczając próg uczelni, rozpoczęliśmy nowe, niezależne, pełne obaw i nadziei życie studenckie. Studenci „dzienni” w większości przypadków dostają pieniądze na swe utrzymanie i opłacenie akademika, bądź stancji od rodziców. Dostają pewną sumę, która „powinna” starczyć im na cały miesiąc, lecz nie wszystkim się to udaje. Znam przypadek studenta, który w każdą niedzielę dostawał forsę na „życie”. Kasa ta miała mu starczać na tydzień, lecz kolega bardzo lubił imprezy i w przeciągu dwóch, góra trzech dni roztrwonił wszystkie pieniądze. Wtedy pada pytanie: jak przeżyć do piątku i przede wszystkim, za co, skąd wziąć kasę na jedzenie, czy bilet powrotny do domu? Z pomocą przychodziły mu współlokatorki, z którymi wynajmował mieszkanie i krótko mówiąc przez 2,3 dni był na ich utrzymaniu. Doskonale wiemy, iż wszystko ma swoje granice, tak było także w tym przypadku. Dziewczyny powiedziały, co o tym sądzą i „obrażony” kolega się wyprowadził.

Z powyższego przykładu wynika, iż bieda, która dopada studenta bardzo często jest efektem jego nieumiejętności gospodarowania pieniędzmi. Jednak nie wszyscy nas są tak rozrzutni i takich osób, również nie brakuje.

Ja osobiście potrafię zaoszczędzić każdego miesiąca trochę kasy, z tego, co dają mi rodzice, a nie odmawiam sobie takich przyjemności jak kino, czy basen. Natomiast unikam imprez mocno „zakrapianych” alkoholem, może, dlatego mi się to udaje…

Student, któremu nie wystarczają pieniądze, które otrzymuje bez problemu może podjąć pracę. Nie trzeba daleko szukać, gdyż na uczelni potrzebują studentów do pracy np. w Ksero Centrum. Także poza uczelnią jest wiele miejsc, w których pracodawcy bardzo chętnie zatrudniają studentów, nie tylko na weekendy, lecz również w dni powszednie po zajęciach (oczywiście).

Znany mi jest jeszcze jeden przypadek „pomysłowej” studentki z Krakowa, która na swe utrzymanie zarabiała poprzez udział w różnego rodzaju programach rozrywkowych, lecz zasiadała tylko na widowni, za co dostawała pieniądze.

Jak widać studenci mają bardzo wiele rozmaitych pomysłów, na to jak zarobić trochę grosza.

W momencie, gdy z jakichkolwiek powodów dotknie nas tytułowa bieda, nie należy załamywać rąk tylko wziąć się w garść i trochę „po główkować”. Faktem jest, iż z niczego można zrobić coś, ale wymaga to zaangażowania i pomysłowości.

Źycie studenckie nie polega na tym, by bawić się w najlepszych i najdroższych dyskotekach, czy pić browar w luksusowych pubach, lecz na tym, by przebywać w towarzystwie osób, z którymi czujemy się dobrze i bez względu na miejsce zawsze świetnie się bawimy. Bardzo często lepsze imprezy są w akademiku, gdzie za wstęp nie płacimy, aniżeli w super modnej dyskotece.

Prawda jest taka, że student może nie mieć kasy na chleb, mleko, bilet powrotny do domu, ale na browar i paczkę fajek zawsze znajdzie kasę…

Warto się nad tym zastanowić, gdyż piwo i papierosy nie napełnią nam pustego żołądka i nie zastąpią „pysznego” jedzonka.

Karolina Brzeska

06-09-2004 10:14:00 · Jest Aktywny: Tak · Jest zatwierdzny: Tak ·

Niebawem po ślubie, tuż po wprowadzeniu się do wynajmowanej chałupki, okazało się, że czas romantycznych wieczorków, pysznych kolacyjek w przytulnej kuchni i sielskiego życia we dwoje definitywnie się skończył.

Słyszałam wcześniej takie zdania, że „po ślubie jest zupełnie inaczej, twarda rzeczywistość wkracza bezpardonowo” itp. Nie wierzyłam. Teraz chyba wiem o czym mowa...

Okazało się mianowicie, ze mam fobię!

Nie na męża, oczywiście. Na węża też nie, ale na takie małe, obrzydliwe z pazurkami, łysym ogonem i szarym (niektórzy mówią: pięknym, szarym” – nie rozumiem ich wcale) futerkiem.

Tak, to właśnie MYSZ! Ratunku! Jak widzę tylko ten wyraz, zaczyna mnie dziwnie telepać w środku. Od chwili kiedy ją zobaczyłam, moje życie legło w gruzach. Ze szczęśliwej, świeżo upieczonej mężatki, przeobraziłam się w znerwicowaną i wypaloną. Można powiedzieć: „Cóż taka mała myszka wobec wielkiego człowieka?” Niby tak, ale jak skoczy na mnie?! Wbije się pazurami i będzie wymachiwać tym swoim łysowatymogonem! A do tego jak będzie głodna, to na pewno odgryzie mi ucho! I co wtedy?! Wyobrażacie sobie?! I jak tu być spokojna i miłą dla męża, jeśli każdy szmerek z kuchni jest natychmiast wychwytywany przez moje uszy (jeszcze na szczęście całe)?

A propos kuchni – wchodziłam tam tylko wtedy, gdy niezbędnie musiałam i robiłam to według ścisłego planu strategicznego. Mianowicie: chcąc uprzedzić niechcianą lokatorkę kuchni, że właśnie nadchodzi właściciel lokalu i że należałoby się ewakuować, waliłam ręką trzy minuty w drzwi (tak długo na wypadek gdyby spała). Pomagało ale do czasu. Otóż któregoś wieczoru myłam sobie spokojnie (no, powiedzmy, że spokojnie) naczynia, a ta bezczelna i niewychowana wylazła nieproszona obok zlewu i centralnie szła na mnie. Naprawdę! Na szczęście refleks miałam w znacznie lepszym stanie niż nerwy – udało mi się zbiec i jakoś uszłam z życiem (tylko gardło mnie trochę potem bolało).Następnego dnia zainstalowaliśmy łapki (wiem, że to okrutne, ale czy ja jej – a właściwie im – kazałam akurat do nas przyłazić?!).

Myszy już nie ma, ale nerwica nadal trwa. Ostatnio o ból brzucha i kołatanie serducha przyprawił mnie cień mojej własnej ręki! Nieźle, co?

Tak, tak czytałam gdzieś, ze „nerwicy gorzej się pozbyć niż myszy z domu”. Ale ta przynajmniej nie ma pazurów ani tego łysolca.

O fuj! Nie mogę już więcej pisać o tym, bo nasilają mi się odruchy drgawkowo – wymiotne i pogłębiają zmarszczki na twarzy od grymasu obrzydzenia i strachu. Może niektórzy powiedzą: „Wystarczy sprawić sobie kota (tyle ich przecież biednych pałęta się po piwnicach) i kłopot z głowy”. O! To tylko wydaje się takie proste! Kotów też się boję, ale to już zupełnie inna historia.

Znerwicowana Aga

02-09-2004 09:01:00 · Jest Aktywny: Tak · Jest zatwierdzny: Tak ·

Nauka

Tom: Spójrzmy prawdzie w oczy, na pewno masz jakieś metody uczenia się wypracowane w szkole średniej? Zapomnij o nich! Słyszałeś kiedyś o korepetycjach? Zapomnij o nich! Czasem nie nadążałeś, gdy nauczyciel dyktował? Zapomnij o tym! (tu nikt nie będzie Ci dyktował)! Zatem co jest najważniejsze? Dobry długopis, żebyś dał radę zanotować choćby połowę absolutnie najważniejszych rzeczy. Musisz wiedzieć jak się uczyć, aby ustrzec się „kampanii wrześniowych"...

Pati: Czy ty nie przesadzasz?

“Nie ma bardziej niezawodnej techniki niż powtarzanie materiału, aż do momentu, kiedy go się opanuje. Warto uczyć się na zasadzie skojarzeń, w spokoju i ciszy. To nic odkrywczego, ale taki jest mój sposób na naukę.”

Ola - IV rok Geografia, UŁ


“Dwa dni nauki spędzone w domu są adekwatne do tygodnia spędzonego w akademiku. Tutaj ciągle ktoś przychodzi, albo telefony się urywają. Środowisko akademickie bardzo rozprasza. W domu można trzy razy szybciej czegoś się nauczyć. Warto kilka tygodni przed egzaminem zapoznać się trochę z tematami, by później spokojnie się uczyć. Nie stosujemy żadnych wspomagaczy, może jedynie jakąś mocniejszą kawę. Nigdy nie uczymy się kilka tygodni przed, poza studiami zajmujemy się jeszcze innymi rzeczami, także nie ma miejsca na systematyczną pracę - wyjaśniają dziewczyny.”

Ania, Kasia i Agnieszka - III rok, Stosunki międzynarodowe, Finanse i Bankowość, UŁ


„Standardowe sposoby uczenia się: 2 dni przed egzaminem- kawka, papieroski i siedzenie po nocach...”

Robert - PG


“Trzeba poświęcić odpowiednią ilość czasu, by zdobyć wymaganą wiedzę. Bardzo lubię uczyć się nocą chociaż wiem, że to nie jest wskazane. Mam wtedy w akademiku ciszę i spokój, które pomagają mi się lepiej uczyć.”

Michał - V rok, Farmacja, Uniwersytet Medyczny


„Uczę się wieczorami, na kawie...”

Mateusz - PG


“Jeżeli jest czas, to po prostu siadam i staram się zrozumieć. Nie znam jakichś technik, które trenowałyby moją pamięć i koncentrację. Najczęściej uczę się u siebie w pokoju, słucham cicho nastawionej muzyki, jednak nie może mi ona przeszkadzać. Często rozpisuję wszystko, rozkładam na czynniki, żeby mieć to przed oczami, to bardzo ułatwia sprawę. Za dopalacze mogą jedynie mi posłużyć witaminy i mocna kawa.”

Piotr - II rok, Elektronika Telekomunikacji, PŁ


„Nie uczyć się więcej niż 3 dni przed kolokwium, bo jak się człowiek uczy więcej, to i tak zapomni.”

Tadeusz - PG

“Dotychczas przepisywałem notatki, mogłem wtedy dużo zapamiętać, teraz jednak doszedłem do wniosku, że to strata czasu, jeśli mam opracować dużo materiału. Lepiej jest podkreślać kolorowymi markerami, pisakami i uczyć się w ten sposób. Systematyczna praca to jedyny sposób, by osiągnąć dobre wyniki w nauce.”

Tomek - III rok, Budownictwo, PŁ


„Myślę, że należy najpierw zapoznać się z materiałem, a potem rozplanować tak, żeby wcześniej opanować trudniejsze rzeczy.”

Adam - PG

“Dobrze jest po wykładach i ćwiczeniach przejrzeć jeszcze raz ich treść, jednak studentom często brakuje na to czasu. Na niektóre przedmioty można przygotowywać się razem z osobami z grupy.”

Wojtek - II rok, Telekomunikacja, PŁ


„Ja się nie uczę, po prostu jestem genialny”

Grzesiek - PG


“Generalnie trzeba przed egzaminami mało spać i dużo się uczyć. Przepisując notatki, można również sporo się nauczyć.”

Irena - I rok, Wydział inżynierii i marketingu tekstyliów, PŁ


„Przyszły inżynier nie powinien uczyć się wszystkiego na pamięć, bo nigdy nie zostanie dobrym inżynierem. Należy kłaść nacisk na zrozumienie. Nie można nic pominąć i następnie dobrze coś zrozumieć. Każdy wzór, rysunek, schemat czy wykres jest ważny, wszystko jest powiązane i stanowi całość. Przed rozpoczęciem nauki warto się zrelaksować, ja radzę posłuchać dobrej muzyki.”

Krzysiek Fila, IV rok Informatyki, AGH


„Moją niezawodną techniką uczenia się jest wielokrotne i systematyczne powtarzanie materiału, dzięki czemu mogę go skutecznie utrwalić. Łatwiej też zapamiętuję sobie ważne treści, jeśli są podkreślone lub zaznaczone na kolorowo.”

Kasia, III rok Pedagogiki Społeczno – Opiekuńczej, AP w Krakowie


„Jeśli muszę opanować długi tekst, podkreślam w nim najważniejsze rzeczy i dokładnie uczę się tego. Dobrą metodą, szczególnie przy „wkuwaniu” słówek z języka obcego jest uczenie się na zasadzie skojarzeń.”

Aneta, II rok Matematyki, AP w Krakowie


"To jak się uczę, zależy czego i do czego. Z hiszpańskiego tłumaczę słówka w książce, wypisuję je i wkuwam, staram się je zrozumieć. Mam wielokrotną preferencję sensoryczną (forma w jakiej najlepiej przyswaja się wiedzę - red.) i robię skrótowe notatki, podkreślam najważniejsze fragmenty, rysuję wykresy. Jak skończę, to już umiem dzięki temu, co zapisałem, a potem, jak zapomnę, to do tego zerkam."

Paweł Rutkowski - III rok, inwestycje kapitałowe i strategie finansowe przedsiębiorstwa, AE Poznań



„Moim zdaniem niezawodne techniki nauki nie istnieją. Świetnie byłoby uczyć się systematycznie, ale to A) nie gwarantuje sukcesu, B) jest bardzo trudne. Dlatego zwykle uczę się 2-3 dni przed kolokwium lub ok. tygodnia przed egzaminem. Rzeczy bardzo ważne i takie, których nie mogę zapamiętać, wypisuję na kartkach (dużych i na kolorowo) i rozklejam w domu. Poza tym ucząc się, używam zakreślaczy. No i zwykle uczę się wieczorem lub w nocy, wtedy nic mnie nie rozprasza.”

Aneta - II rok, filologia polska


„Dla mnie najważniejsze jest pozytywne nastawienie do nauki – nie należy zakładać z góry, że nic nie umiem i niczego się nie nauczę, albo też, że mam tyle nauki na raz, że z pewnością nie dam rady nauczyć się wszystkiego. A do tego potrzebuję ciszy, spokoju, no i powinnam być wypoczęta!”

Magda - wkrótce studentka

26-08-2004 07:25:00 · Jest Aktywny: Tak · Jest zatwierdzny: Tak ·
  • Save this on Delicious

Reklama

News

packersmovers .in

Avoid pipe dream gauges. Generally, these are organizations that may offer a lower site before the move and after that discharge your pockets with concealed a great many. Be extremely careful about

Zamienić kurnik na apartamentowce…

Ponury i przygnębiający barak pamiętający zamierzchłe czasy PRL, dawna i dzisiejsza siedziba władz jednej z największych gdańskich spółdzielni mieszkaniowych, nie jest najlepszą wizytówką LWSM Morena.

„Promyk Nadziei” zbuduje plac zabaw

Zakończył się konkurs skierowany do organizacji pozarządowych na wybudowanie plac w zabaw dla dzieci na terenie Gdańska. Nowe atrakcje dla najmłodszych powstaną do końca 2010 r. Wśr d dwunastu oferent

Niechciane zaliczki

Zarząd LWSM Morena wprowadził zaliczkową opłatę 10 złotych na poczet rozliczenia tak zwanej wody r żnicowej. Kwota ta podlegać będzie rozliczeniu po zakończeniu okresu rozliczeniowego zużycia wody.

Castel wycina w pień

Przy ul. Magellana na Morenie wycięto w pień dorodne drzewa, a zaraz potem na teren wjechały spychacze zaalarmowali nas mieszkańcy osiedla Morena. Jeśli wycięte zostały jakiekolwiek drzewa, to z c

Zarządowi nie podwyższono wynagrodzenia

17 sierpnia obradowała Rada Nadzorcza LWSM Morena . Obecni byli zainteresowani członkowie sp łdzielni. Zmieniono zasady typowania dom w do rocznego planu dociepleń. Obecnie o pierwszeństwie będzie de

Myjnia oprotestowana

Czy na parkingu przy ul. Kolumba wydzierżawionym od sp łdzielni prywatny przedsiębiorca, Władysław Krugły, będzie m gł zbudować myjnię dla samochod w? Mieszkańcy sąsiadujący z tym parkingiem, sondow

Przed pierwszym dzwonkiem…

Do nowego roku szkolnego pozostało już niewiele czasu, toteż każda godzina w szkole przy Gojawiczyńskiej wykorzystywana jest maksymalnie, aby jak najlepiej przygotować plac wkę do zajęć.Brygada remont

Czy bandytyzm zawładnie Moreną?

Podpalenie piwnicy przy Marusarz wny 6, uszkodzenie windy dwa tygodnie p źniej w tym samym bloku, kradzież element w rusztowania przy Amundsena, przecięcie przewod w paliwowych w samochodzie zaparkowa

Bez tabletek uspokajających

Pracownicy chełmskiej sp łdzielni twierdzą, że wraz z dokonanymi zmianami we władzach przestały śnić się im po nocach koszmary i do pracy, jak dawniej, chodzą chętnie, bez stresu.Maria Supłatowicz pot

Wczytywanie...