pl

News

  • Save this on Delicious
«    1 2 ...3 4 5 ...283 284    »

Sąd Okręgowy w Gdańsku 7 lipca 2010 roku przekazał Sądowi Apelacyjnemu apelację od wyroku z 10 marca br. Wniosła ją „Zatoka” przy ul. Piecewskiej 26 na Morenie, bo nie zgadza się z werdyktem sądu pierwszej instancji. Jeśli apelacja zostanie oddalona, sieć „Zatoka” będzie musiała zakończyć swój pobyt w wynajmowanym od spółdzielni mieszkaniowej Morena pawilonie.

W 2005 roku były zarząd spółdzielni aneksował umowę z Zatoką przed upływem okresu ważności obowiązującej wtedy umowy. Nowy zarząd spółdzielni uznał, że jest ona nie tylko wadliwa prawnie, ale i przysporzyła spółdzielni nawet do 800 tys. zł strat. „Zatoka” wniosła sprawę do sądu przeciwko spółdzielni. I przegrała. Sąd Okręgowy oddalił powództwo.

Czy „Zatoka” zniknie z Moreny? Fot. Tg

- Sąd Okręgowy sporządził pisemne uzasadnienie wyroku i przesłał je wnioskującej stronie, a ta wniosła apelację od tego wyroku – powiedział nam sędzia Rafał Terlecki, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gdańsku. – Akta wraz z apelacją trafiły 7 lipca do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku.

Jak już informowaliśmy, „Zatoka”, jeszcze jako pawilon „Społem” wynajmuje od LWSM Morena pawilon od 1994 roku. Od tamtego czasu umowa była wielokrotnie anektowana. Sklep chcąc zapewnić sobie stabilność w 1996 roku zwrócił się o zmianę umowy na czas określony 10-letni. Tak też się stało. Pecha przyniósł mu kolejny aneks, gwarantujący wynajm na korzystnych warunkach do 31 lipca 2015 roku. Aneks został jednak zawarty pół roku przed upływem ważności umowy.

- Byśmy się tego nie czepiali, gdyby w aneksie tym zostały zagwarantowane interesy finansowe spółdzielni – mówi Eugeniusz Głogowski, wiceprezes zarządu LWSM Morena. – W naszym przeświadczeniu członkowie spółdzielni są na tej umowie stratni. Według nas ominięto prawo, gdyż aneks wadliwie zawarty skutkuje nieważnością a po skończeniu terminu ważności poprzedniego, umowa z „Zatoką” po 1 marca 2006 roku przeszła na czas nieokreślony. Uznaliśmy zatem, że mamy prawo rozwiązać umowę z „Zatoką”.

Gdy zarząd LWSM Morena wypowiedział „Zatoce” umowę najmu, ta uznała, że prawo jest po jej stronie. Wystąpiła do Sądu Okręgowego w Gdańsku o ustalenie istnienia stosunku najmu. LWSM Morena sama zamierzała pójść do sądu z „Zatoką”, ale ta ją wyprzedziła. W odpowiedzi na pozew wskazała na fakty w postaci dokumentów i zawnioskowała o przesłuchanie stron.

Wiceprezes Zatoki zapytany o wyrok i ewentualna apelację, jak i o dalsze plany omówił informacji w tej sprawie. – Jak pan wie sprawa jest w sądzie i dlatego nie jestem upoważniony.

Straty z tytułu zawartego aneksu nr 10 od 2005 do 2009 roku są znaczne. Spółdzielnia wylicza i zastrzega, że to symulacja, ale obliczona w oparciu o stawkami stosowane przez LWSM Morena wobec innych kontrahentów prowadzących wielkopowierzchniowe sklepy spożywczo-przemysłowe.

- Straciliśmy nawet ok. 800 tys. zł. - Nie mogliśmy obciążać Zatoki podwyżkami oprócz inflacyjnej, która nie jest wyrównywaniem tego, co się dzieje na rynku – mówi Aneta Pierzchała-Tolak, kierownik Działu Zasobów Użytkowych LWSM Morena. -Jeśli wyrok się uprawomocni Zatoka zapewne będzie musiała oddać nam obiekt. Zamierzenia są takie, aby w tej części powstał nowy obiekt handlowo-mieszkalny z częścią podziemną i halami garażowymi.

Spółdzielnia utrzymuje, że aneks z 2005 roku jest rażąco dla niej niekorzystny. Stwierdza, że nakłady poniesione przez „Zatokę” nie podniosły standardu obiektu, a jedynie nieznacznie poprawiły jego estetykę, co w żaden sposób nie przysłużyło się spółdzielni a miało jej zdaniem jedynie na celu przyciągnięcie większej liczby klientów i podniesienie sobie zysków.

- Warto zwrócić też na fakt, że „Zatoka” nie potrafi zagospodarować obiektu na własne cele w całości – dodaje Eugeniusz Głogowski. – Podnajmuje 625 metrów kwadratowych z całości powierzchni 1666,2 m. kw., co stanowi aż 37.5 procent, czerpiąc z tego korzyści niewspółmierne do czynszu najmu płaconego na rzecz spółdzielni. Jednocześnie pozbawia ona spółdzielnię Morena potencjalnych przychodów nie tylko z części zajmowanej przez siebie sama, ale również z podnajmowanej powierzchni, z której zyski zamiast do spółdzielni, płyną do „Zatoki”. Ponadto rozparcelowanie powierzchni pomiędzy pięcioma podmiotami („Zatoka” oraz czterech dodatkowych) uniemożliwia prowadzenie jednolitej polityki remontowej w stosunku do całego obiektu. Od 2009 roku zgody na podnajem nie są przez spółdzielnię wydawane, ostatnia miała miejsce w 2007 roku przez poprzednie władze spółdzielni.

- Mogę potwierdzić, że apelacja do nas wpłynęła, ale termin rozprawy nie jest jeszcze znany – powiedział nam sędzia Roman Kowalkowski, rzecznik prasowy Sądu Apelacyjnego w Gdańsku. – Można jedynie domniemywać, sądząc po ilości spraw w tym wydziale, że będzie on wyznaczony nie wcześniej niż po wrześniu br.

(TG)

Aneta Pierzchała-Tolak: „Czekamy na werdykt sądu drugiej instancji”… Fot. Tg

03-08-2010 00:00:00 ·

Władze LWSM Morena odczuły ulgę. Zebranie Przedstawicieli Członków zatwierdziło sprawozdanie Rady Nadzorczej i finansowe za 2009 roku oraz udzieliło absolutorium zarządowi spółdzielni oraz zdecydowało o kilku istotnych dla spółdzielni kwestiach, m.in. zbyciu lub zamianie z miastem Gdańsk działki o pow. 11.962 metrów kw. przy ul. Magellana na Morenie.

 

Zarząd spółdzielni otrzymał absolutorium… Ulga… Fot. t

Przewodniczącym ZPCz został Jerzy Lubiejewski. Trudno zrozumieć motywy działania delegatów, którzy z proponowanego porządku obrad wykreślili punkt dotyczący humanizacji – przedsięwzięcia, którym – jak mogło się wydawać – żyła Morena. Temat humanizacji nie był w zainteresowaniu Zebrania Przedstawicieli Członków LWSM Morena. Skreślili również z porządku obrad - podjecie uchwały o przystąpieniu do Ogólnopolskiej Izby Gospodarki Nieruchomościami oraz do Pomorskiego Stowarzyszenia Zarządców Nieruchomościami Spółdzielni Mieszkaniowych, chcąc go pod koniec obrad przywrócić, gdy okazało się to już bezprawne.

Niektórzy delegaci wskazują na wyjątkowo wysoką na tych obradach frekwencję wśród delegatów będących pracownikami spółdzielni. Ich aktywność ustała z chwilą głosowania nad udzieleniem absolutorium dla prezesa spółdzielni i jego zastępcy. Dostrzeżono, jak po tych głosowaniach opuścili salę obrad.

Delegaci udzielili absolutorium Bogusławowi Hegerowi, który w 2009 roku był wiceprezesem zarządu do 13 stycznia. Za absolutorium głosowało 26 delegatów, 19 było przeciw. Jerzy Barczuk otrzymał absolutorium 35 głosami za przy 12 przeciw. Za udzieleniem absolutorium dla wiceprezesa zarządu Eugeniusza Głogowskiego głosowało 29 delegatów, 18 było przeciw.

Podczas obrad przyjęto sprawozdanie z działalności Rady Nadzorczej za 2009 roku oraz zatwierdzono sprawozdanie finansowe za rok 2009. Obejmuje ono: bilans sporządzony na koniec.2009 roku wykazujący po stronie aktywów i pasywów sumę 225.238.943,89 zł, rachunek zysków i strat za cały rok zamykający się wynikiem finansowym – zyskiem netto w kwocie 1.489.751,27 zł osiągniętym w działalności gospodarczej oraz wykazujący nadwyżkę kosztów nad przychodami gospodarki zasobami mieszkaniowymi w wysokości 1.481.513,47 zł ujętą w poz. „przychody ze sprzedaży”, rachunek przepływów pieniężnych wykazujący zwiększenie stanu środków pieniężnych netto w ciągu roku obrotowego 2009 r. na sumę 159.084,37 zł oraz zestawienie zmian w funduszu własnym wykazujące ich zmniejszenie w 2009 roku o kwotę 59.156.064,45 zł.

Zebranie Przedstawicieli wyraziło zgodę na zbycie za odszkodowaniem według wartości rynkowej lub zamianę działki o powierzchni 1384,4 m2 przy ul Magellana w Gdańsku, po jej wydzieleniu z działki o powierzchni 11.962 m. kw., będącej w użytkowaniu wieczystym LWSM „Morena” w Gdańsku, na rzecz gminy miasta Gdańska. Zdecydowało też o zbyciu w drodze przetargu lokalu mieszkalnego o powierzchni użytkowej 73 m. kw. położonego przy ul. Bulońskiej 12 C w części budynku wielorodzinnego, wraz z udziałem w nieruchomości wspólnej dotyczącej lokalu użytkowego o powierzchni 161 m. kw., po dokonaniu zmiany przeznaczenia lokalu na dwa samodzielne.

Delegaci podjęli również uchwałę o zbyciu w drodze przetargu lub zamianie działki o powierzchni 0,5082 ha przy ul. Bulońskiej, będącej w użytkowaniu wieczystym LWSM „Morena” w Gdańsku.

Delegaci dokonali kilka zmian w statucie spółdzielczym. Między innymi zmienili zapis paragrafu 33 ust 1. Po jego zarejestrowaniu przez sąd, o czasie, miejscu i porządku obrad kolejnego Walnego Zgromadzenia lub jego części zarząd będzie zawiadamiać na piśmie wszystkich członków spółdzielni, Krajową Radę Spółdzielczą oraz Związek Rewizyjny, w którym spółdzielnia jest zrzeszona, co najmniej na 21 dni przed terminem posiedzenia Walnego Zgromadzenia lub jego pierwszej części. Za skuteczne zawiadomienie członków spółdzielni uznawać się będzie umieszczenie powiadomienia w skrzynkach lokatorskich na listy wewnętrzne i zewnętrzne typu EURO, wywieszenie zawiadomień w siedzibie spółdzielni oraz na tablicach ogłoszeń w budynkach mieszkalnych, także na stronie internetowej spółdzielni, chyba, że członek spółdzielni wskazał inny od ujawnionego w rejestrze członków adres do korespondencji.

Zmieniono też niektóre zapisy w regulaminie Rady Nadzorczej LWSM Morena. Zarząd został zobowiązany do opracowania tekstu jednolitego dokumentu, uwzględniającego przyjęte zmiany.

Zebranie zakończyło się prze godz. 2. Do końca pozostało wytrwało tylko 26 delegatów.

(TG)

03-08-2010 00:00:00 ·

Mieszkańcy domu przy ul. Zabłockiego 1 już wiosną tego roku mieli się doczekać remontu dojść do swoich przybudówek. Nawet przy nieznacznych opadach deszczu, aby wejść do bloku, musieli przeprawiać się przez zastoiska wody. Spółdzielnia uznała postulat mieszkańców za słuszny. I obiecała: „ruszymy wiosną, gdy tylko śniegi ustąpią”. I na obietnicy skończyła.

Jest końcówka lipca. Przed domem przy Zabłockiego 1, jak było, tak jest nadal. Nie ma żadnych robotników, nie wykonuje się tu żadnych robót. Zakres robót miał obejmować: demontaż istniejącej nawierzchni asfaltowej, wykonanie nowej podbudowy i ułożenie nawierzchni z kostki brukowej z uwzględnieniem odpowiedniego jej wyprofilowania tak, żeby wody opadowe mogły bez przeszkód wpływać.

Mieszkańcy tego domu wciąż czekają… Fot. Tg

Zarząd LWSM „Morena” nie raz informował nas po publikacji pokazującej przeprawę przez błoto mieszkańców Zabłockiego 1, że zdaje sobie sprawę z aktualnego stanu technicznego infrastruktury drogowej będącej w zasobach spółdzielni. Toteż od roku 2007 w planie remontów ujmowana jest pozycja „Naprawa chodników, schodów terenowych oraz wykonanie dodatkowych miejsc postojowych”. W ramach tej pozycji planu, oprócz wniosków z zebrań grup członkowskich, realizowane są również wnioski z przeprowadzanych przeglądów stanu technicznego infrastruktury drogowej mające na celu zapewnienie odpowiednich warunków bezpieczeństwa, właściwego zimowego utrzymania oraz poprawy estetyki poszczególnych jednostek urbanistycznych. Z uwagi na ograniczone środki finansowe wnioski realizowane są sukcesywnie. W planie na ten rok zaplanowana została kwota 400 tys. zł.

Jarosław Miesikowski

Mieszkańcy Zabłockiego czekają więc na obiecane podniesienie walorów estetycznych. O termin rozpoczęcia remontu już nie pytamy, by nie dać plamy, że i kolejny nie będzie zachowany.

, kierownik Działu Technicznego LWSM Morena informował nas najpierw, że roboty się zaczną wiosną, gdy śniegi stopnieją. A gdy śniegi stopniały, a roboty się nie zaczęły informował: „Planowany termin realizacji remontu przed domem przy Zabłockiego 1 wyznaczono na drugi kwartał tego roku, a zadanie to będzie kosztować około 25 tys. zł. Aktualny stan techniczny dojścia do przybudówek budzi uzasadnione niezadowolenie mieszkańców budynku. Jesteśmy przekonani, że wykonanie tego remontu zaspokoi oczekiwania mieszkańców i podniesie walory estetyczne budynku wraz z jego otoczeniem”.

(tg)

 

arosław Miesikowski: „Wykonanie tego remontu zaspokoi oczekiwania mieszkańców”…

Fot. Tg

03-08-2010 00:00:00 ·

Upały dają się we znaki wszystkim. Nie wszyscy jednak odpowiednio się przed nimi chronią. Ratownicy medyczni udzielili pomocy ponad 30 osobom na Chełmie, które ucierpiały w związku z upałami na Chełmie – dowiedzieliśmy się w Pogotowiu Ratunkowym w Gdańsku. Wytrzymać zwłaszcza w mieszkaniach na najwyższej kondygnacji graniczy z cudem.

- Niestety, nie wszystkie osoby posłuchały naszych apeli, by nie wychodzić z domu w godzinach największego nasłonecznienia. Dlatego konieczna była pomoc medyczna - powiedział nam lekarz dyżurny Pogotowia Ratunkowego. – Ludzie stracili przytomność, najwięcej było omdleń.

 

Każda osłona balkonu się przydaje… Fot. Tg

Zbigniew Kowalski mieszka przy Witosa w mieszkaniu na samej górze. Przegrzany strop wieżowca gorętszy jest od dobrze nagrzanego żelazka. – Tu nie da się wytrzymać = mówi. – A nie dorobiliśmy się żadnej letniej rezydencji. Skazani jesteśmy na życie w tej przegrzanej puszce i czujemy się jak w konserwie. Pot się leje non stop, nie ma odrobiny chłodu. Raz trochę popadało, ale zaraz potem przegrzany dach znów oddawał ciepło. Kocem i prześcieradłami zakrywamy balkon, żeby choć trochę uchronić się od słońca.

- My też nie mamy nic przyjemniej – utyskuje cierpiąca na choroby krążenia Wanda Potocka z domu przy Dragana. – Ludzie padają, jak kawki i naprawdę nie wiem, czy dane mi będzie ten czas przeżyć.

Główny Inspektorat Sanitarny wciąż radzi, że aby uniknąć konsekwencji zdrowotnych, należy pozostawać w cieniu w godz. 10-16. W tym czasie trzeba też ograniczyć spacery, szczególnie z dziećmi. Konieczne jest noszenie nakrycia głowy. Ubrania powinny być luźne, bawełniane, w jasnych kolorach.Zalecane jest picie trzech - czterech litrów wody dziennie i branie regularnych chłodnych kąpieli lub pryszniców. Kardiolodzy zalecają, by osoby, które odczuwają duszności, bóle w klatce piersiowej, kołatanie lub nierówne bicie serca albo mają mroczki przed oczami, zgłaszały się do lekarza lub wzywały pogotowie ratunkowe. Chorzy na przewlekłe choroby muszą pamiętać o regularnym przyjmowaniu leków przepisanych przez lekarza.
Jak zachowywać się w upały?

Dziesięć przykazań

1. Pijmy dużo - chodzi o wodę mineralną. 2 do 3 litrów dziennie,

2. Unikajmy alkoholu,

3. Lekkostrawna dieta - warzywa i owoce. Ciężkie, kapiące tłuszczykiem potrawy z grilla muszą poczekać na inną pogodę,

4. Nośmy przewiewne ubrania i odkryte buty, nie przegrzewajmy organizmu,

5. Między godzinami 11 a 15, gdy słońce piecze najbardziej zostańmy w domu, lub chrońmy się w cieniu,

6. Zamykajmy okna i opuszczajmy rolety, lub zaciągajmy zasłony, żeby gorące powietrze nie wpadało do mieszkań,

7. Nie uprawiajmy intensywnie sportu, lub ciężkiej fizycznej pracy - osłabiamy wtedy nasz organizm,

8. Używajmy kremów chroniących skórę przed poparzeniem słonecznym,

9. Nośmy chustki, kapelusze, czapki z daszkiem,

10. Unikajmy skrajnych temperatur.

Skok do zimnej wody prosto z plaży wywołać może szok termiczny.

(TG)

03-08-2010 00:00:00 ·

To jest to, czego wielu mieszkańcom brakowało. Wakacyjna propozycja miasta Gdańska dla wszystkich spragnionych ruchu „Wyginaj śmiało ciało” okazała się strzałem w dziesiątkę! W ubiegłym roku, przez ponad dwa miesiące gdańszczanie turyści ćwiczyli w urokliwej nadmorskiej scenerii, na świeżym powietrzu pod okiem instruktorów. Toteż w tym roku miasto powróciło ze zdwojoną siłą! Ciała wyginają także na Chełmie. Nieopodal kortów, przy ul. Witosa. W każdy czwartek od godz. 17 do 19. Przyjdź, bo warto!

 

Przy Witosa wyginają ciała w każdy czwartek Fot. Tg

Tym razem ćwiczono już nie tylko w Parku Nadmorskim, ale aż w siedmiu punktach miasta: w Letnicy, Oruni, Chełmie, Pasie Nadmorskim, Dolnym Mieście, Morenie i Śródmieściu. Wszystkich, którzy lubią sport, są aktywni bądź po prostu mają ochotę pod okiem instruktorów ze sportem się zaprzyjaźnić nie trzeba było specjalnie zachęcać do skorzystania z letniej oferty miasta Gdańska, czyli rekreacji ruchowej na wolnym powietrzu - Wyginaj śmiało ciało!
Udział w tych zajęciach jest bezpłatny! Na Chełmie w każdy czwartek od godz. 17 do 19 instruktor poprowadzi chętnych do wyginania ciała. Organizator zapewnia sprzęt do ćwiczeń oraz możliwość bezpiecznego przechowania roweru na czas ćwiczeń.

- Zajęcia ruchowe w ramach projektu - Wyginaj śmiało ciało! Odbywać się będą aż do końca wakacji, do 26 sierpnia – poinformowała nas Anna Dobrowolska z Biura Prasowego Urzędu Miasta Gdańska. - Przygotowaliśmy bogaty pakiet ćwiczeń (pod okiem instruktorów).

15 lipca wraz z naszym obiektywem udaliśmy się na plac ćwiczeń przy ul. Witosa, nieopodal kortów tenisowych. Z uwagi na lejący się mimo później popołudniowej pory żar z nieba, na śmiałe wyginanie ciała zdecydowało się mniej osób, niż tydzień wcześniej.

Lato sprzyja aktywnym formom wypoczynku, warto więc wyjść z przegrzanych słońcem mieszkań i przyjść w poniedziałek, aby poćwiczyć w grupie. A jest naprawdę imponująca oferta. Jest instruktor, jest muzyka z głośników, która pozwoli wszystkim zapomnieć o codziennych znojach i przenieść się w zupełnie inny świat.

Organizatorzy akcji oferują gimnastykę poranną i na pożegnanie dnia: ćwiczenia oddechowe, aerobowe, relaksacyjne, ogólnorozwojowe z elementami jogi i strechingu, z wykorzystaniem różnych przyrządów w celu uatrakcyjnienia zajęć. Jest oczywiście Tai-chi Qigong: chińskie energetyczne ćwiczenia gimnastyczne, jest ścieżka zdrowia i możliwość wspólnego jej pokonywania. Są wreczcie ćwiczenia na przyrządach gimnastycznych ustawionych w terenie i marsz Nordic Walking z wykorzystaniem kijków do nordic walking.

A jeśli komuś nie odpowiadają poniedziałkowe spotkania na Morenie, to do wyboru ma: Morenie w każdy poniedziałek od godz. 17 do 19 na zieleńcu położonym na tyłach bloku przy Zabłockiego 3. We wtorek: Letnica - Park przy ul. A Michny, w środę: Orunia - Park Oruński. W piątek i sobotę spotkania odbywają się w Pasie Nadmorskim - Parku Nadmorskim im. Prezydenta Reagana (wejście B, od ul. Czarny Dwór). W niedziele wyginają ciała w Parku nad Opływem Motławy, Bastion Wyskok, ul. Kurza.

(tg)

03-08-2010 00:00:00 ·

Trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie we współczesnym świecie bez komputera. W Gimnazjum nr 3 im. Jana Pawła II w Gdańsku młodzież w różnorodny sposób wykorzystuje to nowoczesne narzędzie, odnosząc sukcesy w nauce, konkursach, olimpiadach. Szkoła dysponuje trzema pracowniami komputerowymi oraz Internetowym Centrum Informacji Multimedialnej (ICIM) funkcjonującym przy bibliotece szkolnej. Jedna pracownia oraz ICIM zostały sfinansowane przez Europejski Fundusz Społeczny.

 

Z komputerem łatwiej osiągać sukcesy Fot. Leszek Krejczy

- Młodzież chętnie odwiedza pracownie – mówią Zofia Dziekońska i Helena Zamkowska, nauczycielki tej szkoły. - W ICIM odbywają się indywidualne lekcje matematyki, biologii, geografii, podczas których uczniowie korzystają z interaktywnych programów edukacyjnych. Komputer wykorzystywany jest również przez młodzież do doskonalenia umiejętności ortograficznych w ramach Programu „Szkoła Przyjazna Uczniom z Dysleksją”. W czasie wolnym od zajęć uczniowie korzystają z programu „Jak się uczyć”, który kształci szybkie czytania i zapamiętywanie. Przygotowują się do zajęć lekcyjnych, korzystają z e-bibliotek on-line, a także surfują po sieci dla rozrywki.

- Cieszę się, że mogę korzystać z ICIM w dowolnym czasie i mam możliwość wydrukowania bezpłatnie materiałów potrzebnych mi na lekcje - mówi Sandra Sobolewska z klasy III E. - Takie pracownie w szkołach to świetny pomysł, ponieważ nie każdy uczeń ma w domu dostęp do Internetu

- Często mam problem, jak poprawnie użyć danego wyrazu – mówi Zuzanna Jabłonowska z klasy III i. - Najszybszą odpowiedź znajduję w internetowej poradni językowej.

Wykorzystując komputery, nasi uczniowie odnoszą od lat sukcesy w konkursach szkolnych, wojewódzkich i ogólnopolskich. W roku szkolnym 2006/07 uczeń Karol Grodzicki został laureatem Wojewódzkiego Konkursu Informatycznego, Paulina Gudalewska zdobyła I miejsce w Międzyszkolnym Konkursie na Prezentację Multimedialną „Daniel Gabriel Farenheit”, a Piotr Szarmach III miejsce w Wojewódzkim Konkursie na Stronę WWW - „Mickiewicz, Komputer i Ja”.

- W roku 2007/08 mogliśmy pochwalić się czterema finalistami w V Ogólnopolskim Konkursie Wiedzy Informatycznej Uczniów Szkół Gimnazjalnych oraz I i II miejscem w konkursie na animację komputerową „Wielcy Gdańszczanie” – dodają Zofia Dziekońska i Helena Zamkowska.

Od kilku lat szkoła pod honorowym patronatem Prezydenta Miasta Gdańska oraz Prezesa Stowarzyszenia Rodzin Katyńskich organizuje Miejski Konkurs „Katyń – Golgota Wschodu”. W bieżącym roku szkolnym uczniowie zdobyli I, II i III miejsce oraz wyróżnienia w kategorii prezentacja multimedialna.

Interesuję się historią, szczególnie II wojną światową. Udział w konkursie uświadomił mi mechanizm działania reżimów totalitarnych. Starałem się pokazać w pracy prawdę o tragedii polskich żołnierzy. Byłem zszokowany, kiedy zobaczyłem w Internecie zdjęcia z ekshumacji - mówi Marcin Grześkowiak z II H ( laureat I miejsca).

Karolina Rutkowska (II miejsce) dodaje, że w pracy wykorzystała wiedzę, którą przekazali jej dziadkowie oraz informacje znalezione w Internecie. Przyznaje, że babcia była pod wrażeniem, kiedy zobaczyła jej prezentację.

Komputer pozwala uczniom szybko zdobywać wiedzę, a dzięki temu osiągać sukcesy w nauce i w konkursach. Jest chyba najatrakcyjniejszym środkiem dydaktycznym, dzięki któremu nauka jest łatwa i przyjemna.

(t)

03-08-2010 00:00:00 ·

Rozmowa z Jarosławem Niemczykiem, prezesem SM „Pasaż Chełmski”

- Po obumieraniu pasażu rozpoczął się okres jego reanimacji. Rozumiem, że członkowie odwołując dotychczasowy zarząd mieli już dość dotychczasowych rządów w pasażu. Poczuliście teraz ulgę?

- Poczuliśmy ulgę, a równocześnie wzięliśmy na siebie ogromną odpowiedzialność za skuteczność tych zmian i przyszłość naszej spółdzielni. Czeka nas ogromna praca. Mamy nową radę, którą oceniam jako najlepsza z wszystkich tu istniejących w historii pasażu. Jej siła polega na tym, że każdy z jej członków posiada własną osobowość, ma różne priorytety. Toteż razem będą potrafili ukształtować coś dobrego, co nie będzie zwykłym przyklepywaniem kolejnych pozycji. Będą na pewno działali na korzyść naszej spółdzielni.

- I będą ostro się ścierać?

- Pewnie tak, bo osobowość każdego z nich jest inna, ale na tym polega demokracja, że w większości siła.

Jarosław Niemczyk: „Pasaż musi szybko odzyskać swoją „sprawność”.

Fot. TG

 

- Pan Ryszard Łapa jest jedyną osobą, która została ze składu rady pozytywnie zweryfikowana. Jest tak dobry i macie państwo do niego takie zaufanie?

- Pan Łapa jest przede wszystkim człowiekiem dociekliwym i zaangażowanym w działalność tej spółdzielni. My nie boimy się osób dociekliwych, bo działamy na zasadzie pełnej transparentności, poszanowania członków spółdzielni i właścicieli wynajmujących tu lokale. Będziemy słuchać ich uwag i starać się realizować należycie nasze zadania. Wydaje się, że takich ludzi jak pan Łapa nam potrzeba. Myślę, że dlatego został wybrany do nowej rady.

- A nie był postrzegany jako człowiek odwołanego wiceprezesa Gajdemskiego? Przecież to on zgłosił na sali jego kandydaturę do składu nowej rady, na co Gajdemski ochoczo przystał, nie informując delegatów, że prawo mu na to nie zezwala, bo jest pracownikiem spółdzielni…

- Nigdy nie interesowałem się zakulisowymi działaniami kto o kim, co mówi, kto jest z kim itd. Wszystkich ludzi traktuję równo. Jeśli kogokolwiek oceniam, to po efektach działań. Myślę, że walne dlatego pana Łapę wybrało, bo jest po prostu zaangażowanym.

- A co z wyborem do rady Krzysztofa Gajdemskiego? Bo przecież w drugiej turze wygrał…

- Uchwała została uznana za nieważną, ponieważ ten pan jest pracownikiem spółdzielni.

- Co jest teraz absolutnym priorytetem?

- Przejmowanie dokumentacji spółdzielni. Pracujemy nad tym intensywnie. Rozpoczynamy rano, a kończymy nocą, gdy już brakuje nam sił.

- Jak wygląda przekazywanie dokumentacji, skoro pan prezes już po walnym zaniemógł, a wiceprezes wkrótce potem?

- Trochę inaczej, niż było w założeniach. Miało być tak, że neutralnym czynnikiem będzie przedstawiciel kancelarii prawniczej z którą współpracujemy, natomiast ze strony byłego zarządu miał być były wiceprezes. Wybrana Rada Nadzorcza miała być trzecim ogniwem i ja, jako prezes, czwartym. Przystąpiliśmy do działań 5 lipca. Dokonaliśmy wymiany zamków w biurze spółdzielni. Do jednego klucz miał były zarząd a do drugiego przedstawiciel radcy prawnego ze mną i do trzeciego nowa rada. Pan Gajdemski domagał się, aby reprezentował go prawnik opłacony przez spółdzielnię. Nie podjęliśmy decyzji, dopóki nie usłyszeliśmy kwoty. Nie mogliśmy na nią przystać.

- Ile?

- 150 złotych za godzinę, po rozmowie 100 złotych.

- A godzin do przepracowania wiele…

- Dlatego zaprotestowałem, bo byłaby to pierwsza moja decyzja w której mógłbym być posądzony o niegospodarność.

- I były wiceprezes zachorował.

- Postanowiliśmy zmodyfikować komisję i żeby nie było cienia podejrzeń zdecydowaliśmy się to zrobić pod okiem policji i kamery. Wszystko, co robimy na bieżąco jest nagrywane kamerą. Pracuję więc ja, prawnik i rada. Chciałbym podkreślić ogromne zaangażowanie dwóch jej członków: Adama Folkmanna i Ryszarda Łapy. Wykonują tu ogromną pracę, nie patrząc na zegarek i bacząc na zmęczenie.

- Nie można jeszcze mówić o jakichkolwiek liczbach?

- Absolutnie. Nie analizujemy dokumentów, tylko je przyjmujemy. Na to nadejdzie pora. Na tę chwile mamy już zaawansowaną kwestię lustracji naszej spółdzielni. I nie jest tak, że będzie nas kosztować majątek. Padł głos na walnym, by lepiej jej nie zlecać.

- A to kwestia chciejstwa czy też nie?

- To wymóg ustawowy, by ją mieć raz na trzy lata. Będzie kosztowała nas dużo mniej niż 10 tys. zł.

- Kiedy ta spółdzielnia miała ostatnią lustrację?

- Nigdy w ogóle o lustracji tutaj nie słyszałem, aby była.

- Bo chcecie odtąd kroczyć drogą prawną?

- Przede wszystkim. Dlatego lustracja będzie wykonana, każda decyzja będzie poprzedzona opinią prawną, będziemy pracować nad statutem i regulaminami i jak już wyjdziemy na prostą, systematycznie będziemy zajmować się bieżącymi kwestiami.

- A jest tu statut w ogóle?

- Jest, ale posługujemy się starym.

- Wątpliwe, czy został dostosowany do nowej ustawy?

- Będziemy i to sprawdzać.

- Była tu niegospodarność? Wszedł pan na trop afery?

- Głosy takie na walnym były, ale ja nie skupiam się na analizie dokumentów. Biegły rewident dokona fachowej lustracji. Ja jestem daleki od oceniania i oskarżania kogokolwiek, dopóki nie mam niezbitych dowodów. Pogłoski i pokrzykiwania dla mnie są niczym.

- Szybko spółdzielnia wejdzie na prosta, czy potrzeba na to lat?

- Nie jest to sprawa roku, ale też nie 10 lat. Uporamy się szybciej. Pasaż musi szybko odzyskać swoją „sprawność”.

- Wystartuje pan w konkursie?

- Na pewno nie. Będę prezesem do czasu wyboru nowego, z konkursu. Członkowie wnieśli postulat w liście otwartym, aby wyłonić zarząd z zewnątrz. Ja z tym nie polemizuję, szanuję ich pogląd. I dlatego nie złożę oferty. Będę się angażował tak długo, aż będę miał komu przekazać obowiązki.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: tg

 

03-08-2010 00:00:00 ·

Rozmowa z Tadeuszem Falencikowskim, przewodniczącym obrad Walnego Zgromadzenia SM „Pasaż Chełmski”

- To był gniew ludu?

- Zdecydowanie tak. Prowadziłem wiele zebrań, ale tak trudnego jeszcze nie widziałem, a już na pewno nie prowadziłem.

- Dlaczego trudne?

- Sześć godzin obrad z nagromadzonym podkładem ludzkiej złości, negatywnego ładunku. Ten gniew ludu był tu widoczny, jak nigdzie.

 

Tadeusz Falencikowski: „Tak to musiało się skończyć”…

Fot. Tg

- Musiał pan studzić rozgrzane emocje?

- Całą uwagę temu poświęcałem, żeby utrzymać temperaturę na poziomie takim, żeby nie doprowadzić do wrzenia.

- Prezes Rutkowski i pana próbował zdyskredytować mówiąc, że ma pan w swoim pawilonie ogrzewanie podłogowe, jakby odkrył tym Amerykę.

- Powiedziałem, że mam je od 16 lat, czyli od początku, a do tego pozwolenia i całą dokumentację. Rachunki, które do mnie przychodziły, regulowałem. Niczego nie ukrywałem. A skoro miał pan prezes jakieś wątpliwości, to miał tyle czasu, aby sprawę wyjaśnić, dopytać, sprawdzić. Ale wiadomo, jakie cele przyświecały panu Rutkowskiemu na walnym. Pokazać, że wszyscy są do bani, a on jest cacy.

- Zakończył pan zebranie z ulgą. Pomyślał pan sobie wtedy, że osiągnęliście to, czego bardzo chcieliście? Przecież ten społeczny zryw członków miał konkretne cele.

- To prawda. Tak sobie pomyślałem, że teraz przed nami jest szansa na to, żeby wprowadzić jakieś nowe zmiany. I chcemy, taka była wola członków, zmienić konfigurację zarządu. Ma on być wyłoniony w drodze konkursu, nie być uwikłany w członkowstwo spółdzielni, ma być najemny. Ma to być zarząd, który zajmie się rzeczywistym rozwojem spółdzielni. Ma to być wreszcie zarząd, który doprowadzi do rozwikłania szeregu problemów, których nie rozwiązano tu przez 16 lat, a które ciągną się tak długo, bo są związane w rozdziałem między nami a spółdzielnią Chełm, z której się wydzieliliśmy. Chcemy to zmienić i nadal spółdzielni inną dynamikę. Ta spółdzielnia ma zaistnieć na mapie Gdańska, na mapie handlowej Trójmiasta, żebyśmy mogli mieć z tego zadowolenie.

- Czyli pora na reanimację pasażu?

- W tym składzie rady wszyscy są zgodni – idziemy w tym kierunku. Została podjęta decyzja o rozpisaniu konkursu na prezesa zarządu. Zostanie powołana komisja konkursowa z udziałem członków rady i członków spółdzielni. Zmiany te otwierają przyszłość przed spółdzielnia naszą.

- Skąd się wzięło tyle arogancji w tym zarządzie? Prezes funkcję pełnił stosunkowo krótko, wiceprezes od 16 lat. To narastało? Może sami członkowie spółdzielni są winni, że przez lata odpuszczali…

- Przyczyny są mieszane. Na początku na walne przychodziło dużo osób. W miarę upływu czasu – coraz mniej. Tutaj powodem jest zobojętnienie członków jak i też zmiana sposobu zawiadamiania o walnych zgromadzeniach. Ten zarząd dość sprytnie przeprowadził swoją koncepcję o nie zawiadamianiu pisemnie członków. Z drugiej strony, jak ktoś siedzi 16 lat na stołku, to czuje się już taki pewny, że graniczy to z arogancją. Zbyt długie zakotwiczenie się na stanowisku, zapatrzenie się tylko we własną wygodę, funkcjonowanie z miesiąca na miesiąc w oczekiwaniu na pensję…

- Zgubiło ten zarząd?

- Skutecznie.

- Myślę, że wszyscy jesteście godni podziwu, bo mimo zapracowania poderwaliście się, zjednoczyliście i to skutecznie.

- Zadziałał mechanizm gniew ludu. Gniew na organy spółdzielni działające w sposób skrajnie niewłaściwy musiał znaleźć swoje ujście, zmiatając z powierzchni zarząd i radę.

- Co dalej?

- Ogarnięcie wszystkiego, bo problemów jest tu sporo i przekazać spółdzielnie nowej radzie za rok w lepszym, wyprostowanym stanie.

- Dla wielu członków niezrozumiały jest fakt niewykorzystania przez zarząd zdobyczy techniki, jakim jest Internet. Przedszkola mają lepsze strony w sieci, niż „Pasaż Chełmski”… Ta jest żałosna, prymitywna, staje się bezużyteczna.

- Żeby wykorzystywać współczesne instrumenty cywilizacyjne, trzeba intelektualnie dorosnąć i opanować te zagadnienia. Brak tego opanowania po prostu nie pozwala na to, o co pan pyta.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: g

 

03-08-2010 00:00:00 ·

Odwołanie czterech osób z pięcioosobowej Rady Nadzorczej, dokonanie wyborów uzupełniających składu tego organu, rozstanie się z dotychczasowym zarządem spółdzielni to efekty uchwał podjętych 30 czerwca przez Walne Zebranie Spółdzielni Mieszkaniowej „Pasaż Chełmski”.

 

 

Pusty fotel zasłużył na obsadzenie go po myśli członków Pasażu Chełmskiego. Fot.: mif

Niezadowolenie z pracy organu kontrolnego i samego zarządu „Pasażu Chełmskiego” od lat narastało. Członkowie tej spółdzielni wobec systematycznego obumierania pasażu i lekceważenia przez radę i zarząd powierzanych im do załatwienia spraw uznali, że nadszedł już najwyższy czas na rozstanie. Mieli dość nieróbstwa zarządu, okazywanej im pogardy i jak podkreślali na walnym – arogancji tej władzy, która suto przez nich była opłacana, a w zamian były słabe efekty ich działalności. Mówili, że efektami najbardziej zauważalnymi było podwyższanie czynszów, naliczanie ich nawet za nieeksploatowane pomieszczenia piwniczne oraz brak działań windykacyjnych.

Do tego walnego członkowie i użytkownicy lokali przygotowywali się od dawna. Zorganizowali spotkanie, o którym obszernie informowaliśmy w poprzednim wydaniu gazety, napisali list otwarty. Z goryczą piszą o nadziejach związanych z tym zarządem. Czują się zawiedzeni. Rzecz ujmują dosadnie: „Sposób zarządzania naszym obiektem osiągnął przysłowiowe dno!”. Domagają się w nim jego odwołania poprzez nieudzielanie mu absolutorium.

Zebranie, z sobie wiadomych powodów, zainaugurował prezes Tadeusz Rutkowski. Zainaugurował atakiem na zgromadzonych członków, twierdząc, że będą działy się na tym zebraniu rzeczy dziwne i będą robili tu wodę z mózgu. Gdy jednak do tego próbował wypowiadać zarzuty pod adresem konkretnych członków spółdzielni, na sali zapanowało poruszenie. Delegaci przerwali prezesowi personalne „wycieczki”, a prowadzenie przejęła – w niezbyt niestety paradny sposób – przewodnicząca rady.

Przewodniczącym obrad Walnego Zgromadzenia został Tadeusz Falencikowski. Zgłoszono jeszcze dwie inne osoby, jedna nie zgodziła się, a drugą była żona prezesa spółdzielni. Po dokonaniu formalnych kwestii członkowie przystąpili do procedowania. Wywiązała się dyskusja nad przyszłością tej spółdzielni i dotychczasową działalnością obecnego zarządu. Mówcy wskazywali na naganne zachowania zarządu. Głównym stawianym mu zarzutem była arogancja prezesa i wiceprezesa do członków spółdzielni. Mowa była o ich zachowaniach obraźliwych, naruszających ludzką godność.

W ripoście był atak na członków przez wiceprezesa Krzysztofa Gajdemskiego. Odczytał on w sposób wybiórczy, według nieznanego kryterium, listę osób zadłużonych w spółdzielni. Dla większości członków była ona niepełna i zdecydowanie subiektywna. Odnieśli wrażenie, że Gajdemski uprawiał na sali politykierstwo spółdzielcze. Na pytania członków zarząd odpowiadał atakiem personalnym. Interweniować musiał przewodniczący obrad Walnego Zgromadzenia, by studzić emocje i nie dopuścić do obrażania członków.

Groteskowe było sprawozdanie Rady Nadzorczej. Treść znajdowała się na niepełnych dwóch kartkach i zawierała jedynie hasła ze statutowych zadań rady. Nie było w nim mowy o tym, co rzeczywiście rada zrobiła. Przewodnicząca potem próbowała rzekomo to „dopowiedzieć”. Członek spółdzielni Mirosław Falencikowski zwrócił jej uwagę, że to, co miała do powiedzenia, powinna zawrzeć w pisemnym sprawozdaniu, a nie „dopowiadać”.

Członkowie przystąpili do głosowań i one zajmowały najwięcej czasu. Nie przyjęli sprawozdania rady ani zarządu, zatwierdzili natomiast sprawozdanie finansowe. W efekcie niezatwierdzenia sprawozdania zarządu i nieudzielania absolutorium członkom zarządu, było skorzystanie z zapisu ustawowego i wprowadzenie do wcześniej już uchwalonego porządku obrad punktu dotyczącego odwołania członków zarządu. To jedyna możliwość dokonania zmiany w uchwalonym porządku obrad. Miażdżącą przewagą Tadeusz Rutkowski i Krzysztof Gajdemski przestali sprawować zarząd w tej spółdzielni.

Spółdzielcy rozstali się też z obecną radą. Z pięciu jej członków pozostał dalej tylko jeden – Ryszard Łapa. Pozostałych czterech odwołali i wybrali nowych: Adama Folkmanna, Tadeusza Falencikowskiego, Edwarda Milewskiego i Lecha Łakomskiego. Pikanterii dodaje fakt, że Ryszard Łapa zgłosił do rady odwołanego wiceprezesa Krzysztofa Gajdemskiego. Ten zgodził się kandydować, a nawet został wybrany, ale uchwała o jego wyborze okazała się nieskuteczna prawnie, bowiem Gajdemski jako pracownik spółdzielni nie może zasiadać w radzie.
Ataków personalnych dalej nie brakowało, był więc i na przewodniczącego zebrania Tadeusza Falencikowskiego. Prezes Rutkowski wytknął mu, że w swoim pawilonie posiada podłogowe ogrzewanie. T. Falencikowski odparł, ze uzyskał na to wsze lkie pozwolenia i zgody więc przez 16 lat niedoinformowany zarząd mógł się doinformować i w tym zagadnieniu.

Obrady zakończono o północy. Na twarzach członków, mimo zmęczenia, widać było zadowolenie. Ziściło się to, czego chcieli. Zmiany. Bo gniew ludu musiał mieć swój dobry koniec.

- Zachowanie tego zarządu było wrogie w stosunku do naszych członków, więc tak musiało się to zakończyć. Poczułem ulgę kończąc te obrady – powiedział nam Tadeusz Falencikowski.

Dzień później były prezes spółdzielni rozchorował się. Po kilku dniach rozchorował się były wiceprezes spółdzielni. Wcześniej byli okazami zdrowia. Gajdemski nawet chwalił się, że od 12 lat nie chorował.

(Tg, mif)

03-08-2010 00:00:00 ·

Romuald Kalita, członek i zarazem przewodniczący Rady Nadzorczej SM Chełm, nie zdawał chyba sobie sprawy, że społeczeństwo nie znosi arogancji władzy. Odkąd za jego sprawą w dziwnych okolicznościach odwołany został z funkcji prezesa tej spółdzielni Tomasz Niżniowski, a zaraz potem jego zastępca Krzysztof Radtke, opozycyjni radni zaprzysięgli sobie, że zrobią wszystko, aby rychło nastał kres sprawowania na Chełmie jego władzy.

Do głównych grzechów Kality i jego ludzi zaliczają przede wszystkim decyzje narażające spółdzielnię na finansowe straty oraz inne działające na niekorzyść członków. 20 czerwca w nocy Kalita został odwołany z członka Rady Nadzorczej.

 

 

(g)

03-08-2010 00:00:00 ·

Były prezes Marek Ferlin nie przekazał nam żadnych dokumentów – powiedziała nam Elżbieta Piotrowska, p.o. prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej Chełm. – Był zaraz po walnym na zwolnieniu lekarskim. Sami dochodziliśmy do pewnych spraw, komisyjnie. I niestety, musimy stwierdzić, że znaleźliśmy dokumenty dotyczące wieczystego użytkowania, które trafiły tu w grudniu i nie nadano im biegu. Naraziło to spółdzielnie na straty rzędu 750 tys. zł.

 

Chodzi o głośne grudniowe decyzje miasta Gdańska o podwyższeniu stawek za użytkowanie wieczyste gruntów. W marcu w wywiadzie z Markiem Ferlinem poruszaliśmy te kwestię. Oto fragment z marcowej gazety:

Elżbieta Piotrowska: „Dobra ludzka wola może sprzyjać rozwiązywaniu wielu problemów”

Fot. Tg

- Sąsiednia spółdzielnia, Morena, w prezencie noworocznym otrzymała od gminy miasta Gdańsk wypowiedzenia dotychczasowych stawek za użytkowanie wieczyste gruntów, a nowe są o prawie 400 proc. wyższe. Chełm również taki „prezent” otrzymał?

- Również otrzymaliśmy wypowiedzenia stawek za wieczyste użytkowanie gruntów, ale w naszym wypadku dotyczą one tylko terenów inwestycyjnych. Działki na których stoją budynki są własnością spółdzielni. Nie wiąże się więc to z zauważalnym wzrostem opłat dla lokatorów. Podstawą wypowiedzenia stawek była nowa wycena gruntów. Przeanalizowaliśmy te ceny i zdecydowaliśmy o nieodwoływaniu się do wojewody pomorskiego. Nowe stawki, w naszym przypadku i tak pozostają atrakcyjne i nic nie zyskalibyśmy na odwołaniu.

Elżbieta Piotrowska

Tymczasowy zarząd rozważa o przywróceniu powrotem robotników, ale to wymaga wyliczeń i czasu.

- Pewnie wszyscy myślą, że dokonamy ich powrotu z dnia na dzień ale tego nie da się w ten sposób dokonać – dodaje Stanisław Jaruzel. – Będzie analiz, a ona odpowie na szczegóły. Jeśli jest opłacalne, to nic nie zrobimy, jeśli ta zmiana była dla spółdzielni niekorzystna, to konsekwencje dla zarządu mogą być nieprzyjemne. Bo powinno to być poprzedzone efektami ekonomicznymi. Rozumiemy rozżalenie pracowników, ale w pospiechu nic nie zrobimy.

Zarząd zdaje sobie sprawę, że spraw do „odkręcenia” jest więcej. Choćby kwestia struktury organizacyjnej, w której zlikwidowano Dział Społeczno-Kulturalny.

- Ten zarząd podjął radykalne działanie – dodaje Stanisław Jaruzel. – Przywrócony przez sąd na zajmowane stanowisko kierownika tego działu Andrzej Klimkowski został przez nas prawdziwie przywrócony. To znaczy, że zajmuje się uzdrawianiem obumierającej tu kultury. Poprzednie przywrócenie było fikcją, bo nie dopuszczono Klimkowskiego do tej pracy.

Na walnym były zarząd miał poinformować, że nie podpisano żadnej umowy na dzierżawę kortów tenisowych. Nowy zarząd znalazł w spółdzielni umowę z prywatnym podmiotem. Została podpisana 18 czerwca, dosłownie dzień przed walnym.

- Dysponujemy umową podpisaną – zapewnia Jaruzel. – I to jest prawdziwe oblicze byłego zarządu, że co innego ludziom się mówiło, a co innego robiło. Znajdujemy tu wiele umów podpisanych z różnymi wykonawcami, które „wypychano” tuż przed walnym. Jakby liczono się z ewentualnym odwołaniem, więc podpisywano je w pośpiechu.

Elżbieta Piotrowska twierdzi, że do spółdzielni przyszedł przedstawiciel banku w sprawie umowy kredytowej na 3 mln. zł

- Powiedział, że miał odebrać uchwałę rady zezwalającą poprzedniemu zarządowi na zaciągnięcie 3 mln. zł kredytu na tak zwana termomodernizację. To nas zszokowało, bo zgoda taka jest domeną walnego a nie rady. Troska zarządu w temacie docieplenia domów jest słuszna, niemniej nie takim sposobem powinna być realizowana.

Elżbieta Piotrowska rozpoczęła prace w chełmskiej spółdzielni w 1985 roku. Rozpoczęła od działu ekonomicznego, potem w księgowości. Była też główną księgową. Mówi, że odgrodziła się murem od tego, co działo się w spółdzielni. Potrafi rozmawiać z pracownikami. Jest przeświadczona, że dobra ludzka wola może sprzyjać rozwiązywaniu wieli problemów.

Piotrowska i Jaruzel zapowiadają, że nie przystąpią do konkursu. Powrócą, po wyborze nowego zarządu z konkursu, do pracy w radzie.

 

twierdzi, że jest porażona taką wykładniąbyłego prezesa. – Są to tereny wspólne i płacą za nie wszyscy – twierdzi. – Była szansa na obniżenie stawek. Nie złożono jednak o odwołań do wojewody. Z naszych szacunków wynika, że straciliśmy na tym ok. 750 tys. zł. Poza tym były wielkie pochwałki, że w związku z przeniesieniem brygady remontowej do innej firmy zarząd oszczędził 500 tys. zł, bo zwolnił pracowników. A prawda jest taka, że my musimy te 500 tys. zł zapłacić.

03-08-2010 00:00:00 ·

Komisja Zakładowa NSZZ Solidarność w SM Chełm poinformowała, że zakończyła spór zbiorowy z zarządem spółdzielni. Stało się tak po tym, jak Walne Zgromadzenie SM Chełm odwołało poprzedni zarząd, a z nowym w obecności negocjatora podpisała ugodę i spór został zakończony.

W poprzednim wydaniu gazety informowaliśmy, że powrócimy szerzej do sporu zbiorowego w chełmskiej spółdzielni. Sprawy jednak potoczyły się szybciej, niż ukazuje się nasza gazeta. Sporu już nie ma, w tej sytuacji uznaliśmy, że powracanie do niego nie jest celowe.

(t)

03-08-2010 00:00:00 ·

W Spółdzielni Mieszkaniowej Chełm 18 czerwca w auli sportowej Gimnazjum nr 3 na Chełmie odbyło się Walne Zgromadzenie. Rozpoczęło się o godz. 18 a zakończyło następnego dnia o świcie. Odwołano dotychczasowych i powołano nowych członków Rady Nadzorczej, odwołano zarząd spółdzielni. Do pełnienia obowiązków prezesa i jego zastępcy nowa rada powołała Elżbietę Piotrowską oraz Stanisława Jaruzela. Była ocena za poprzedni rok pracy rady i zarządu, była opinia lustratorów dotycząca działalności spółdzielni. Przewodniczącym obrad walnego został Grzegorz Tretyn.

 

Mieszkańcy dokonali na Chełmie prawdziwej rewolucji… Fot. Tg

Niezadowolenie ze sposobu sprawowania władzy w spółdzielni na Chełmie trwa od dawna. Apogeum nastąpiło, gdy większościowa rada pod przewodnictwem Romualda Kality pospiesznie odwołała z funkcji prezesa zarządu Tomasza Niżniowskiego, a potem w swoim zacietrzewieniu jego zastępcę – Krzysztofa Radtke. Opozycyjni radni na walnym rok temu odwołali tą radę, ale sąd uchwałę uchylił, bo nie można w czasie trwania kadencji odwołać organu, a jedynie prawo zezwala na odwołanie poszczególnych jej członków. Wróciła więc ona do łask ale podejmowane przez nią działania nie uzyskały akceptacji swojej społeczności. Toteż na walnym zdecydowali o nie przyjęciu sprawozdania z jej działalności i o odwoływaniu poszczególnych członków, którym nie kończyła się w tym roku kadencja. Stanisław Jaruzel i Wojciech Nazarewicz z poprzedniej rady otrzymali miażdżącą przewagę głosów za pozostawieniem w składzie rady. Wszedł do niej również Leszek Cybula, który po ubiegłorocznym walnym zrezygnował z mandatu członka rady, nie widząc dalszej możliwości współpracy w tej radzie.

Walne udzieliło absolutorium byłemu zarządowi: Tomaszowi Niżniowskiemu, Krzysztofowi Radtke oraz Małgorzacie Tydzie. Absolutorium nie otrzymali: Barbara Zamorska, Wiesława Karaczun oraz powołany rok temu wyłoniony w drodze konkursu prezes Marek Ferlin.

Nowa rada ukonstytuowała się tuż po walnym. Składa się z 20 osób, a jej przewodniczącym został Janusz Grzenkowski. Spośród swojego składu, dla zapewnia prawidłowego toku działalności spółdzielni oddelegowała do pełnienia funkcji prezesa zarządu Elżbietę Piotrowską a na wiceprezesa – Stanisława Jaruzela.

Który to już jego powrót?

- To może się wydawać dziwne i zaskakujące dla mieszkańców, ale układ jest taki, że może w odwrotnej konfiguracji miałem okazję współpracować z panią Piotrowską w 2007 roku – powiedział nam p.o. wiceprezesa zarządu, Stanisław Jaruzel. – Powierzono mi pełnienie obowiązków prezesa spółdzielni, a panią Piotrowską przywrócono tu do pracy. 21 czerwca stawiliśmy się rano do pracy, bo życie musi się toczyć normalnie. Udzielono nam mandatu zaufania, pracujemy. Na czas ten mamy zawieszoną działalność w radzie. Zrobimy wszystko, aby nie zawieść zaufania.

(tg)

03-08-2010 00:00:00 ·

Dwa zarządy i dwie rady ścięto na Chełmie w jeden pień. W chełmskiej spółdzielni nie dano absolutorium Markowi Ferlinowi i Wiesławie Karaczun, w sąsiedniej spółdzielni – „Pasaż Chełmski” pod ostrze walnego poszedł prezes i jego zastępca. Ten drugi tak dobrze pracował, że aż szesnaście lat minęło jak jeden dzień. Bufonada, arogancja, pogarda dla członków, niekompetencja, a za wszystko to jeszcze mu suto płacili członkowie spółdzielni. W końcu coś pękło, wzięli sprawy w swoje ręce i za sprawą społecznego zrywu frekwencja na walnym była, jak nigdy dotąd. Poleciał prezes, poleciał „Wicek” i polecieli członkowie rady.

Ja nie wiem, czy przez 16 lat uda mi się pracować dla Czytelników, Przyznam, że trochę Gajdemskiemu wiceprezesowi Krzysztofowi zazdroszczę. Jak on to robił, ze przetrwał?

W SM „Chełm” delegaci nie zaakceptowali sposobu sprawowania władzy przez Romualda Kalitę i członków rady. Uznali, że nadszedł kres ich wytrzymałości i polecieli z Kalitą i jego poplecznikami. Wybrali nowych, a na ich czele stanął Janusz Grzonkowski, człowiek prawy, zrównoważony, nieuwikłany, gwarant spokoju i dobrej współpracy. Nie podobała się też delegatom oferta Marka Ferlina, prezesa tej spółdzielni.

W dwóch spółdzielniach chełmskich nastały nowe czasy, przed nimi nowe wyzwania i zadania. Miejmy nadzieję, że z korzyścią dla ich członków, dla lokalnej społeczności. W lepszym zrozumieniu tego, co działo się w tych dwóch spółdzielniach przyczyni się lektura tego wydania „Wuzetki”.

TG

03-08-2010 00:00:00 ·

Gry i zabawy sprawnościowe, quizy i konkursy plastyczne, zabawy przy muzyce, malowanie twarzy, czy dmuchana zjeżdżalnia to tylko niektóre atrakcje Festynu z Tygryskiem, który niedawno odbył się na naszym osiedlu i potrwał aż dwa dni.

Festyn zorganizowano na placu przy ul. Sztormowej 7. Była to część większego przedsięwzięcia o nazwie Wakacyjny Klub Tygryska.

- Jak co roku rozpoczęliśmy w ten sposób wakacyjną akcję nauki przez zabawę – tłumaczy Arkadiusz Bruliński, rzecznik GPEC – organizatora festynu. -. Naszą ideą jest edukacja ekologiczna dzieci poprzez zabawę i ruch na świeżym powietrzu.

Dzięki temu, że pogoda dopisała, uczestnicy bawili się znakomicie. Było słonecznie i bardzo ciepło, a plac nieopodal deptaka odwiedziło - zarówno w sobotę, jak i w niedzielę – kilkaset osób. Na miejscu na wszystkich czekała nie tylko świetna zabawa, ale także cenne nagrody. Największą atrakcją dla dzieci byłą ogromna dmuchana zjeżdżalnia, oblegana przez cały czas trwania imprezy. Oczywiście, nie zabrakło także konkursów i zawodów sportowych, a do pomalowania twarzy ustawiała się kolejka. Najmłodsi mogli również zapoznać się z zasadami ekologicznego i racjonalnego korzystania z ciepła oraz wziąć udział w ekologicznych quizach.

- Dodatkowo, z naszej inicjatywy, wszystkie dzieci uczestniczące w festynie zostały zaproszone do wzięcia udziału w charytatywnej akcji podzielenia się zabawkami z innymi dziećmi – dodaje Arkadiusz Bruliński. - Udało się zebrać ok. 200 zabawek: gier, książeczek, kredek, maskotek itp. Wszystkie te rzeczy, we współpracy z fundacją „Dr Clown”, przekażemy dzieciom z trójmiejskich szpitali.

 

(rak)

03-08-2010 00:00:00 ·

Marek Niedźwiecki dał się namówić na wywiad specjalnie dla Prasy Dzielnicowej Trójmiasta.

- Czy ma pan jakieś muzyczne wspomnienia dotyczące Trójmiasta?

- Tak i to wiele! Tak wiele, że nie starczyłoby czasu, by wszystkie wymienić. Po raz pierwszy prowadziłem festiwal w Sopocie w 1985 r. Aż trudno uwierzyć, że to było już 25 lat temu. Wtedy powiedziałem sobie: „Nigdy więcej!”. Ale potem wracałem, by prowadzić kolejne festiwale. A ostatnio byłem w Sopocie na jubileuszu Perfectu. Zresztą, bardzo często przyjeżdżam do Trójmiasta na rozmaite imprezy i wydarzenia artystyczne. Doskonale wspominam koncert Davida Gilmoure’a czy Jean-Michel Jarre’a. Bardzo lubię tu przyjeżdżać.

- A są jakieś miejsca, do których zawsze chętnie pan wraca ze szczególnym sentymentem?

- Zdecydowanie jest to Sopot. Miałem kiedyś kolegę, którego rodzice mieszkali przy Al. Grunwaldzkiej. Pamiętam doskonale swoje pierwsze wakacje, które spędziłem w ich mieszkaniu. To był początek lat 80-tych. I choć nie można powiedzieć, by były to wakacje całkiem samodzielne, to jednak mam z tego czasu przesympatyczne wspomnienia.

- Upodobał pan sobie całe miasto, z jego artystycznym klimatem i atmosferą nadmorskiego kurortu?

- Tak, uwielbiam cały Sopot. To jest naprawdę piękne i niezwykłe miasto. Gdy ma się dosyć zgiełku i chce się odpocząć od tłumu turystów, wystarczy przejść uliczkę, czy dwie dalej od deptaka i odkrywać prawdziwe piękno tajemniczych zaułków. Moim zdaniem pomysł na wakacje w Sopocie to 100 proc. szans na udany wypoczynek.

- A jak pan ocenia dorobek trójmiejskich muzyków i ich wpływ na kształtowanie polskiej powojennej sceny muzycznej?

- Jest on olbrzymi i nie sposób go nie docenić! Tutaj zawsze się coś działo. Powstała nawet piosenka zespołu eM, której słowa brzmią: „Tu wszystko się kończy i zaczyna – Gdańsk, Sopot, Gdynia...”

- Nie sposób pominąć kilku ważnych nazwisk...

- Wystarczy wspomnieć choćby o Franku Walickim... Śmiało można powiedzieć, że to ojciec całej polskiej muzyki rockowej i big-beatu. Zresztą całe trójmiejskie środowisko artystyczne działa prężnie. Miało i wciąż ma wpływ na kształtowanie i funkcjonowanie tej naszej muzycznej sceny.

- Dziękuję za rozmowę.

 

 

03-08-2010 00:00:00 ·

Marek Niedźwiecki, znany dziennikarz muzyczny, odwiedził niedawno Trójmiasto. Okazją był jubileusz 65-lecia istnienia Biblioteki Oliwskiej – pierwszego księgozbioru udostępnionego czytelnikom w wyzwolonym Gdańsku.

Niecodzienny gość ujął publiczność skromnością, przystępnością i autoironią.

 

Marek Niedźwiecki gościł w Trójmieście (fot. rak)

- Proszę państwa, oto... miś! – tak Marek Niedźwiecki powitał zebranych słuchaczy. - W moim małym rodzinnym mieście biblioteka była moim drugim domem. Wprawdzie na początku nie chciałem czytać, ale kiedy już łyknąłem bakcyla, to nie mogłem przestać.

Dlaczego czytanie jest tak istotne?

- Wiele osób młodszych tego nie pamięta, ale kiedyś było inaczej – opowiadał Marek Niedźwiecki. - I jak ktoś zakochał się w książkach, to miał lepsze i piękniejsze życie. Do tej pory wolę czytać książkę niż oglądać film. I zawsze miałem także swoje „książkowe strachy”. Np. nigdy nie przeczytałem „Dżumy”, bo już sam tytuł kojarzył mi się z jakimś nieogarniętym złem i grozą. Po prostu bałem się wziąć tę książkę do ręki.

Bohater spotkania świetnie ocenił także pomysł „uwalniania książek”, czyli akcje bookcrossing.

- Sam też je uwalniam - zapewnił. - Lubię poczytać przy każdej okazji i potem chętnie dzielę się książkami z innymi. Teraz wziąłem ze sobą najnowszą powieść Dana Browna i jak tylko skończę, to też ją „uwolnię”.

(rak)

03-08-2010 00:00:00 ·

Taki jubileusz nie zdarza się często – Bibliotece Oliwskiej właśnie „stuknęło” 65 lat! A to czyni ją najstarszym publicznym księgozbiorem powojennego Gdańska. Oczywiście, jak to na urodzinach, był tort i życzenia, a także okolicznościowe spotkanie z Markiem Niedźwieckim, o którym można przeczytać w tym numerze Gazety Żabianki.

Filia nr 2 Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej – bo taka jest oficjalna nazwa Biblioteki Oliwskiej - obecnie mieści się przy ul. Opata Jacka Rybińskiego. Jednak nie zawsze tak było...

Na spotkaniach autorskich w bibliotece widownia jest zawsze pełna (fot. rak)

Kawałek historii

- To pierwsza publiczna wypożyczalnia książek otwarta w naszym mieście po wojnie – opowiada Barbara Meyer, długoletnia kierowniczka biblioteki. - Organizacja powojennej biblioteki miejskiej rozpoczęła się już w kwietniu 1945 r. Wtedy do Gdańska wrócił doktor Marian Pelczar, badacz historii naszego miasta i sekretarz generalny przedwojennego Towarzystwa Przyjaciół Nauki i Sztuki. W kwietniu otrzymał nominację na dyrektora Biblioteki Miejskiej w Gdańsku i wraz z zespołem rozpoczął gromadzenie księgozbioru oraz tworzenie sieci wypożyczalni publicznych w naszym mieście.

Bibliotekę w Oliwie tworzyła jej pierwsza kierowniczka, Marta Schweiger. Dzięki jej staraniom wypożyczalnia otworzona została już 22 lipca 1945 r. Pierwsza siedziba mieściła się przy ul. Grottgera 12. Niestety, już jesienią 1945 r. przeniesiono ją do znacznie gorszego lokalu przy ul. Orkana 9, bez szyb i ogrzewania! Księgozbiór oliwskiej wypożyczalni stanowiło ponad 2,5 tys. woluminów, pochodzących z Gimnazjum Polskiego w Gdańsku, ocalałych z wojennej pożogi.

Siedmiokrotna przeprowadzka

Losy Biblioteki Oliwskiej były różne. Zanim znalazła swoje dzisiejsze miejsce, przenosiła się aż siedem razy. W obecnym miejscu funkcjonuje od października 2000 r. W zaadaptowanej restauracji mieści się przestronna wypożyczalnia z częścią dla dzieci oraz czytelnia ze stanowiskami komputerowymi i bezpłatnym dostępem do internetu. Księgozbiór filii liczy teraz 25,5 tys. woluminów, na miejscu jest także punkt ksero. Dzięki wprowadzonym udogodnieniom dostęp do książek mają również osoby niepełnosprawne.

- Jednak Biblioteka Oliwska to przede wszystkim ludzie: czytelnicy i jej pracownicy – zaznacza Barbara Meyer. - Obecnie z naszych zbiorów korzysta ok. 3 tys. czytelników z Oliwy i Osowej, a także z Żabianki. Dziennie odwiedza nas ok. 150 osób. Każdy może liczyć na miłą i profesjonalną obsługę oraz pomoc.

Podczas wielu lat istnienia placówki funkcję kierownika filii pełniły: Danuta Dymitriew, Barbara Meyer, Regina Łopińska, Maria Michońska, Barbara Kacprzak. Obecnie kierownikiem jest Iwona Jarentowska.

Ośrodek kultury

Filia w Oliwie to nie tylko miejsce, gdzie wypożycza się książki. Tutejsi bibliotekarze starają się o to, aby był to prawdziwy ośrodek kultury. W bibliotece odbywają się spotkania literackie, na których goszczą ciekawe osobowości ze świata literatury i mediów.

- Wśród nich do tej pory znaleźli się m.in. Stanisława Fleszarowa-Muskat, Beata Tyszkiewicz, Katarzyna Grochola, Andrzej Sapkowski, prof. Jan Miodek, Krzysztof Zanussi, Robert Makłowicz, Maria Czubaszek, Elżbieta Dzikowska – wylicza Barbara Meyer. – A urodzinową niespodzianką było spotkanie, którego gościem był Marek Niedźwiecki.

W budynku działa również Galeria Oliwska, w której swoje prace wystawiają artyści związani z dzielnicą, ale nie tylko oni. Miłośnicy sensacji spotykają się na comiesięcznych spotkaniach Oliwskiego Klubu Kryminału. Biblioteka nie zapomina także o najmłodszych czytelnikach – dla nich przygotowywane są lekcje biblioteczne, warsztaty, a także cieszące się wielką popularnością spotkania autorskie. Filia w Oliwie dba również o to, aby promować i jednoczyć to, co jej najbliższe, czyli dzielnicę i jej mieszkańców. Dlatego odbywają się tutaj spotkania z radnymi oraz prezentacje osiągnięć okolicznych szkół i przedszkoli.

(rak)

 

03-08-2010 00:00:00 ·

Nowe zatoczki parkingowe są już gotowe, stare płyty chodnikowe zostały zdemontowane, a na poboczach leży przygotowana do położenia kostka brukowa. Tak wygląda obecnie ul. Sztormowa, która przechodzi prawdziwą metamorfozę.

Na remont tej – jak również innych osiedlowych ulic – mieszkańcy czekali od dawna. Ul. Sztormowa i tak różniła się pod tym względem od pozostałych ciągów komunikacyjnych tym, że już wcześniej zyskała fragment nowego, oddzielonego słupkami od jezdni, chodnika.

Trwa kompleksowa modernizacja ulicy (fot. rak)

Podział obowiązków

Nie od dziś wiadomo, że zarówno ciągi piesze, jak i uliczki na naszym osiedlu w większości są stare i nierówne. Nietrudno wskazać miejsca, gdzie płyty chodnikowe pękają pod wpływem rozrastających się pod spodem korzeni. Gdzie niegdzie w asfalcie widać spore ubytki.

Dlatego tez od dłuższego czasu mówiło się o kompleksowej rewitalizacji osiedla. Przyspieszenie prac związanych z modernizacją i estetyzacją Żabianki stało się koniecznością. Zwłaszcza, że wystąpiły nowe okoliczności. Nasza spółdzielnia, po rozmowach z gdańskim Zarządem Dróg i Zieleni, doszła do porozumienia. Ponieważ miasto wykonuje kompleksowy remont ul. Gospody, Rybackiej i Subisława, zdecydowano, że wyremontuje te ulice łącznie z wjazdami na teren osiedla. Zaś do Spółdzielni Mieszkaniowej Żabianka będzie należało położenie nowej nawierzchni na uliczkach wewnętrznych.

Priorytetowe ulice

- Zaistniałe okoliczności od nowa ukształtowały naszą listę priorytetów – mówi Dariusz Petrowski, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Żabianka. - Rzeczywistość wymusiła na nas właśnie takie, a nie inne działania

Remont ul. Sztormowej jest częścią tego przedsięwzięcia. Zakres prac jest jednak o wiele większy. Cały odcinek, aż do wjazdu w ul. Rybacką jest poddawany kompleksowej modernizacji. Tuż przy jezdni powstają nowe zatoczki do parkowania, co powinno złagodzić problem wiecznie zastawionych samochodami chodników i zieleńców. Zniknęły także najbardziej nierówne kawałki ciągów pieszych. Zgromadzono także zapas kostki brukowej do budowy nowych chodników.

(rak)

03-08-2010 00:00:00 ·

Brud, odrapane ściany, zniszczone lamperie – taki obskurny widok prezentuje klatka schodowa w bloku przy ul. Pomorskiej 18H. Mieszkańcy nie mogą doczekać się remontu, więc proponują, by spółdzielnia przynajmniej dała im materiały, by sami mogli dokonać modernizacji.

Problem zgłosiła do nas pani Eleonora Rudnik, mieszkanka wspomnianego budynku. Pani Eleonora jest znana nie tylko wśród mieszkańców naszego osiedla. Od lat prowadzi Fundację św. Antoniego oraz Bar Bursztynowy w Sopocie. Co roku bar staje się przystanią dla osób potrzebujących.

Klatka schodowa jest w opłakanym stanie (fot. rak)

- Organizuję dla nich uroczystości wigilijne – opowiada Eleonora Rudnik. - I choć na co dzień dzielę czas między Gdańskiem a Sopotem, to staram się nigdy nie zapominać o Żabiance. Zawsze proszę naszego księdza proboszcza o przyprowadzenie choćby kilku potrzebujących właśnie stąd.

13 lat bez remontu

I to właśnie Żabianki, a konkretnie – klatki w bloku przy ul. Pomorskiej – dotyczy problem.

– Klatka schodowa była malowana równo 13 lat temu - zaznacza Eleonora Rudnik. - Teraz wymaga odnowienia. Rozmawiałam już w tej sprawie z wiceprezesem spółdzielni. Zapraszałam go na wizję lokalną, by na własne oczy zobaczył, w jak opłakanym stanie jest to miejsce. Próbowałam na własną rękę użyć środków chemicznych, wyszorować ściany oraz podłogę. Niestety, nic to nie dało.

Jednak spółdzielnia zapowiedziała, że zajmie się remontem nie wcześniej niż w 2013 r.

- Jeśli tak, to chyba lepiej będzie odejść do jakiejś wspólnoty mieszkaniowej? – zastanawia się pani Eleonora. - Przychodzą czasem do mnie znamienici goście, np. marszałek Jan Kozłowski. Jak tu przyjąć godnie taką osobę, gdy klatka schodowa wita takim wyglądem? Nie wszędzie jest tak samo. U jednej z moich znajomych, w bloku przy ul. Sztormowej klatka jest czysta i są nawet kafelki. My płytek nie potrzebujemy, chodzi nam jedynie o schludny wygląd i o to, by nie było brudno.

Sami chcą działać

- Nie mam żadnego żalu do spółdzielni – mówi Eleonora Rudnik. - Robią naprawdę wiele. Jednak my płacimy regularnie czynsz i też oczekujemy w zamian za to obsługi na określonym poziomie. Jest jeszcze jedno wyjście – spółdzielnia da nam farby, a my z sąsiadami zrzucimy się na wykonawcę i zrobimy remont.

- Udzieliliśmy już mieszkańcom odpowiedzi w tej sprawie – mówi Mieczysław Jabłoński, zastępca prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej Żabianka. - Malowanie klatek nie jest zapisane w planie remontów na 2010 r. I na pewno nie będzie takiego wydatku również w planie przyszłorocznym, ani nawet kolejnym. W tej chwili priorytetem dla nas jest remont uliczek osiedlowych i to on w ciągu najbliższych 2-3 lat będzie pochłaniał najwięcej funduszy.

SM da materiały

Jednak jest nadzieja, że remont zostanie wykonany.

- Jest pewna możliwość, stosowana przez nas od kilku lat – przyznaje wiceprezes. – Otóż, my dajemy potrzebne materiały, a mieszkańcy zapewniają siłę roboczą. Jesteśmy w stanie przekazać farby i inne rzeczy niezbędne do odnowienia klatki schodowej. Trzeba jednak, by mieszkańcy tej klatki wyłonili spośród siebie członka spółdzielni, który będzie nadzorował te prace. Nie chodzi nawet o nadzór budowlany – tym może zająć się spółdzielnia. Chodzi o przedstawiciela lokatorów - kogoś, kto będzie to wszystko koordynował.

(rak)

03-08-2010 00:00:00 ·
«    1 2 ...3 4 5 ...283 284    »
  • Save this on Delicious

Reklama

News

packersmovers .in

Avoid pipe dream gauges. Generally, these are organizations that may offer a lower site before the move and after that discharge your pockets with concealed a great many. Be extremely careful about

Zamienić kurnik na apartamentowce…

Ponury i przygnębiający barak pamiętający zamierzchłe czasy PRL, dawna i dzisiejsza siedziba władz jednej z największych gdańskich spółdzielni mieszkaniowych, nie jest najlepszą wizytówką LWSM Morena.

„Promyk Nadziei” zbuduje plac zabaw

Zakończył się konkurs skierowany do organizacji pozarządowych na wybudowanie plac w zabaw dla dzieci na terenie Gdańska. Nowe atrakcje dla najmłodszych powstaną do końca 2010 r. Wśr d dwunastu oferent

Niechciane zaliczki

Zarząd LWSM Morena wprowadził zaliczkową opłatę 10 złotych na poczet rozliczenia tak zwanej wody r żnicowej. Kwota ta podlegać będzie rozliczeniu po zakończeniu okresu rozliczeniowego zużycia wody.

Castel wycina w pień

Przy ul. Magellana na Morenie wycięto w pień dorodne drzewa, a zaraz potem na teren wjechały spychacze zaalarmowali nas mieszkańcy osiedla Morena. Jeśli wycięte zostały jakiekolwiek drzewa, to z c

Zarządowi nie podwyższono wynagrodzenia

17 sierpnia obradowała Rada Nadzorcza LWSM Morena . Obecni byli zainteresowani członkowie sp łdzielni. Zmieniono zasady typowania dom w do rocznego planu dociepleń. Obecnie o pierwszeństwie będzie de

Myjnia oprotestowana

Czy na parkingu przy ul. Kolumba wydzierżawionym od sp łdzielni prywatny przedsiębiorca, Władysław Krugły, będzie m gł zbudować myjnię dla samochod w? Mieszkańcy sąsiadujący z tym parkingiem, sondow

Przed pierwszym dzwonkiem…

Do nowego roku szkolnego pozostało już niewiele czasu, toteż każda godzina w szkole przy Gojawiczyńskiej wykorzystywana jest maksymalnie, aby jak najlepiej przygotować plac wkę do zajęć.Brygada remont

Czy bandytyzm zawładnie Moreną?

Podpalenie piwnicy przy Marusarz wny 6, uszkodzenie windy dwa tygodnie p źniej w tym samym bloku, kradzież element w rusztowania przy Amundsena, przecięcie przewod w paliwowych w samochodzie zaparkowa

Bez tabletek uspokajających

Pracownicy chełmskiej sp łdzielni twierdzą, że wraz z dokonanymi zmianami we władzach przestały śnić się im po nocach koszmary i do pracy, jak dawniej, chodzą chętnie, bez stresu.Maria Supłatowicz pot

Wczytywanie...