pl

News

  • Save this on Delicious
«    1 2 ...4 5 6 ...283 284    »

Marek Niedźwiecki dał się namówić na wywiad specjalnie dla Prasy Dzielnicowej Trójmiasta.

- Czy ma pan jakieś muzyczne wspomnienia dotyczące Trójmiasta?

- Tak i to wiele! Tak wiele, że nie starczyłoby czasu, by wszystkie wymienić. Po raz pierwszy prowadziłem festiwal w Sopocie w 1985 r. Aż trudno uwierzyć, że to było już 25 lat temu. Wtedy powiedziałem sobie: „Nigdy więcej!”. Ale potem wracałem, by prowadzić kolejne festiwale. A ostatnio byłem w Sopocie na jubileuszu Perfectu. Zresztą, bardzo często przyjeżdżam do Trójmiasta na rozmaite imprezy i wydarzenia artystyczne. Doskonale wspominam koncert Davida Gilmoure’a czy Jean-Michel Jarre’a. Bardzo lubię tu przyjeżdżać.

- A są jakieś miejsca, do których zawsze chętnie pan wraca ze szczególnym sentymentem?

- Zdecydowanie jest to Sopot. Miałem kiedyś kolegę, którego rodzice mieszkali przy Al. Grunwaldzkiej. Pamiętam doskonale swoje pierwsze wakacje, które spędziłem w ich mieszkaniu. To był początek lat 80-tych. I choć nie można powiedzieć, by były to wakacje całkiem samodzielne, to jednak mam z tego czasu przesympatyczne wspomnienia.

- Upodobał pan sobie całe miasto, z jego artystycznym klimatem i atmosferą nadmorskiego kurortu?

- Tak, uwielbiam cały Sopot. To jest naprawdę piękne i niezwykłe miasto. Gdy ma się dosyć zgiełku i chce się odpocząć od tłumu turystów, wystarczy przejść uliczkę, czy dwie dalej od deptaka i odkrywać prawdziwe piękno tajemniczych zaułków. Moim zdaniem pomysł na wakacje w Sopocie to 100 proc. szans na udany wypoczynek.

- A jak pan ocenia dorobek trójmiejskich muzyków i ich wpływ na kształtowanie polskiej powojennej sceny muzycznej?

- Jest on olbrzymi i nie sposób go nie docenić! Tutaj zawsze się coś działo. Powstała nawet piosenka zespołu eM, której słowa brzmią: „Tu wszystko się kończy i zaczyna – Gdańsk, Sopot, Gdynia...”

- Nie sposób pominąć kilku ważnych nazwisk...

- Wystarczy wspomnieć choćby o Franku Walickim... Śmiało można powiedzieć, że to ojciec całej polskiej muzyki rockowej i big-beatu. Zresztą całe trójmiejskie środowisko artystyczne działa prężnie. Miało i wciąż ma wpływ na kształtowanie i funkcjonowanie tej naszej muzycznej sceny.

- Dziękuję za rozmowę.

 

 

03-08-2010 00:00:00 ·

Odłączenie Zespołu Szkół nr 13 oraz Przedszkola nr 6 od wspólnej sieci ciepłowniczej to efekt długich starań mieszkańców, którzy sprzeciwiali się ponoszeniu dodatkowych kosztów.

Sprawa zaczęła się w ubiegłym roku, kiedy to do rady dzielnicy trafiło pismo z prośbą o interwencję.

- Wysokie opłaty, jaki przyszło nam ponosić za energię do podgrzania wody i CO spowodowały zainteresowanie problemem dystrybucji ciepła na osiedlu Karwiny III – pisali lokatorzy, których zaniepokoiła spora ilość „zewnętrznych” obiektów, podłączonych do wspólnego węzła.

Odłączenie przedszkola oraz ZS nr 13 mieszkańcy postulowali od dawna (fot. rak)

Mieszkańcy naliczyli aż 42 takie podmioty. Największe z nich to budynek ZS nr 13 i pobliskiego przedszkola. Lokatorzy wnieśli zatem prośbę o przeprowadzenie przez radę dzielnicy konsultacji społecznych w sprawie kosztów centralnego ogrzewania. Okazało się, że problem był znany już wcześniej.

- W styczniu ubiegłego roku odbyło się spotkanie, zorganizowane przez wiceprezydenta Bogusława Stasiaka, z udziałem przedstawicieli zarządu OPEC Gdynia oraz członków zarządu Rady Dzielnicy Karwiny – mówi Stanisław Kunicki, przewodniczący naszej RD. - Celem było omówienie tematów poruszonych przez mieszkańców w piśmie. W trakcie spotkania, z inicjatywy wiceprezydenta oraz przy zaangażowaniu przedstawicieli OPEC, wypracowano koncepcję zmierzającą do rozwiązania problemu.

Udało się opracować plan odłączenia obu placówek od wspólnej sieci i przekazać go do realizacji w tym roku.

(rak)

03-08-2010 00:00:00 ·

Po modernizacji głównej arterii komunikacyjnej warto ponownie zawalczyć o usprawnienie komunikacji miejskiej w tej części dzielnicy – sygnalizują mieszkańcy, którzy na co dzień korzystają z autobusów i popularnych „trajtków”.

Niedawno oddano do użytku lewoskręt z ul. Chwaszczyńskiej w Górniczą.

- Za to należy się wielkie uznanie dla władz miasta i dzielnicy – uważa nasz Czytelnik. – Sytuacja komunikacyjna na Fikakowie jest zła i nie widać szans na poprawę. A w ten sposób stworzono warunki do zmiany trasy autobusu 153, jedynego środka komunikacji publicznej na tym osiedlu.

Proponowane warianty trasy (arch. Czytelnika)

Przypomnijmy, że autobus linii 153 został uruchomiony przede wszystkim na potrzeby dowożenia dzieci z osiedla „Na Wzgórzu” do Szkoły Podstawowej nr 20 przy ul. Starodworcowej. I właśnie ze względu na szkolny charakter, autobus nie kursuje w soboty, niedziele i dni świąteczne.

Podróż z przesiadkami

- Fakt, że nie zawiesza się tej linii na okres wakacji wynika z tego, że obok swojej „szkolnej” funkcji, autobus służy także do przewozu innych pasażerów – dodaje Czytelnik. - Dla tej, coraz liczniejszej grupy osób, dojazd do i z Fikakowa jest jednak na tyle utrudniony, że przesiadając się z innych autobusów na linię 153 (i odwrotnie), muszą to czynić na przystankach „Nałkowskiej” lub „Źródło Marii”. Nie można tego dokonać na przystankach „Korczaka” ani „Myśliwska”. A te przystanki leżą przecież w centrum handlowo-komunikacyjnym Karwin i Fikakowa.

Dlatego też nasz Czytelnik proponuje zmianę trasy autobusu 153. Chodzi o to, by miała ona przebieg: ul. Starodworcowa-Nałkowskiej-ŹródłoMarii-Korczaka-Górnicza/Villa-Gryfa Pomorskiego-Szefki/I-Szefki/II-Gryfa Pomorskiego/BOMI-Górnicza/Villa-Myśliwska-Źródło Marii- Starodworcowa/SP 20.

- Jak widać, autobus musiałby jechać przez ul. Zwinisławy, jednak bez przystanku – wyjaśnia mieszkaniec. - Przy ul. Górniczej natomiast należałoby zlokalizować przystanek, najlepiej w miejscu małej zatoki samochodowej, w rejonie skrzyżowania z ul. Zwinisławy (Górnicza/Villa) oraz naprzeciwko niego.

Dużo korzyści

- Korzyści z takiego przebiegu trasy, przy jednoczesnym funkcjonowaniu linii w weekendy, mieliby zarówno uczniowie SP nr 20, młodzież gimnazjalna z Fikakowa uczęszczajaca do szkoły na Karwinach, mieszkańcy bloków wojskowych przy ul. Górniczej oraz wszyscy ci, którzy mają do załatwienia sprawy we wspomnianym centrum (apteka, bank, poczta, liczne sklepy, gimnazjum, przystanki przesiadkowe) – wylicza Czytelnik. - Ponieważ czas przejazdu autobusu na nowej trasie, w stosunku do aktualnego, uległby wydłużeniu o ok. 4 minuty, zmieniłaby się częstotliwość jego kursowania.

Zdaniem mieszkańca, zmiana trasy nie pociągnęłaby za sobą poważnej zmiany kosztów utrzymania linii, nie licząc wydłużenia kursowania autobusu w weekendy. Natomiast niewątpliwie wzrosła by frekwencja podróżnych, a więc też wpływy z biletów.

- Poddaję tę propozycję do rozważenia – sygnalizuje Czytelnik. – Jednak z prośbą, aby nie przywoływać wcześniejszych argumentów decydentów na „nie”, że nawierzchnia i parametry zmienionej trasy są nieodpowiednie. Proponuję zawczasu przejechać się gdyńskim autobusem 102 lub gdańskim 210 oraz porównać warunki jazdy tam i tu.

Kilka wariantów

Na koniec Czytelnik przedstawia jeszcze jeden wariant połączenia Karwin z Fikakowem.

- Trasa przebiegu autobusu byłaby następująca: SP nr 20-Nałkowskiej-Źródło Marii-Korczaka-Górnicza/Villa-Gryfa Pomorskiego/Fikakowo-Szefki/I-Szefki/II-Gryfa Pomorskiego/BOMI- Gryfa Pomorskiego/LIDL-Karwiny/kościół-Tuwima /pętla – wylicza mieszkaniec. - Powrót: Tuwima/pętla-Karwiny/Korczaka-Chwaszczyńska/Korczaka-Górnicza/Villa-Gryfa Pomorskiego/Fikakowo- Szefki/II-Szefki/ I-Gryfa Pomorskiego/BOMI-Górnicza/Villa-Myśliwska-Źródło Marii-SP 20.

- Mieszkańcy sygnalizują, że przydałoby się, by linia 153 była nie tylko linią szkolną, ale przede wszystkim linią umożliwiającą bezproblemowe dotarcie do centrum – potwierdza Stanisław Borski radny miasta. - Obecnie pasażerowie ze starszej części dzielnicy muszą dojechać na ul. Chwaszczyńską, tam przejść na drugą stronę ulicy i dopiero wtedy przesiąść się w dół w kierunku centrum. Nie ma zatem żadnego dogodnego połączenia. Jeżeli miasto faktycznie zachęca do rezygnacji z jazdy samochodem na rzecz komunikacji miejskiej, to musi stworzyć do tego dogodne warunki, by całe przedsięwzięcie nie było fikcją. To przecież dotyczy prawie 7 tys. ludzi i trzeba ich jakoś zachęcić do przesiadania się z aut na autobusy i trolejbusy.

Prosimy o opinie

Ponieważ temat komunikacji miejskiej w naszej dzielnicy jest gorący, prosimy naszych Czytelników o wyrażanie opinii w tej sprawie. Jak Państwo sądzą – czy zmiany są potrzebne? Jaki wariant jest korzystniejszy? Czy autobus powinien kursować w weekendy? Z góry dziękujemy za głosy w tej kwestii.

(rak)

03-08-2010 00:00:00 ·

Olbrzymie drzewa, rosnące do tej pory przy ul. Gospody poszły pod topór. Mieszkańcy są zdziwieni i zbulwersowani nieoczekiwaną wycinką drzew.

Z redakcją Gazety Żabianki skontaktowała się oburzona mieszkanka osiedla.

- Wszystkie topole, które do tej pory rosły w pobliżu mojego budynku, zostały wycięte – alarmuje Czytelniczka. – Ja i moi sąsiedzi zupełnie się tego nie spodziewaliśmy. Po prostu pewnego dnia otwieram okno i widzę powalone pnie drzew, pocięte na kawałki.

Mieszkańcy są zbulwersowani wycinką drzew (fot. W. Gronowski).

Widok rzeczywiście był niecodzienny. Po drzewach zostały jedynie pniaki, a kawałki pni i konary przez kilka dni zalegały na trawnikach. Okazuje się, że wycinkę przeprowadzono pomimo protestów ze strony naszej spółdzielni mieszkaniowej.

- Topole zostały wycięte na zlecenie gminy miasta Gdańska – tłumaczy Mieczysław Jabłoński, zastępca prezesa SM Żabianka. – Urzędnicy argumentują, że stało się tak w związku z tym, iż miasto przebudowuje układ drogowy na skrzyżowaniu ul. Gospody, Łokietka i Drogi Zielonej. Podkreślam, że to wszystko dzieje się wbrew woli spółdzielni i jej członków. Mało tego - nawet wbrew naszym zdecydowanym sprzeciwom.

Spółdzielnia wielokrotnie protestowała w gdańskim magistracie przeciwko zmianom proponowanym przez urzędników miejskich.

- Uważamy, że trwająca obecnie przebudowa i jej kolejne etapy będą sprzyjały degradacji lokalnego środowiska naturalnego – uzasadnia Mieczysław Jabłoński. – Wszystko to będzie się odbywało ze szkodą dla mieszkańców dzielnicy. Nie wyobrażamy sobie pochodów uczestników masowych imprez w hali widowiskowo-sportowej, które będą się przetaczały przez nasze osiedle na szlakach komunikacyjnych w kierunku przystanków Szybkiej Kolei Miejskiej i tramwajów.

(rak)

03-08-2010 00:00:00 ·

Działająca fontanna przy deptaku to marzenie wielu mieszkańców osiedla, którzy chętnie widzieliby tutaj miejsce dla wypoczynku i ochłody.

Okolice fontanny to ulubione miejsce relaksu dla wielu, zarówno starszych, jak i młodszych, mieszkańców osiedla. Niestety, lato w pełni, a wodotrysk jak nie działał, tak nie działa...

Inni mogą, a my - nie

Pozbawioną wody fontannę mieszkańcy mijają obojętnie (fot. rak)

 

Z redakcją skontaktowała się nasza Czytelniczka.

- Jak to możliwe, że fontanny funkcjonują w tylu innych miastach, tylko nie na naszym osiedlu? – zastanawia się Barbara Wojas, mieszkanka osiedla. - Tak bardzo byłoby miło usiąść sobie na ławeczce, posłuchać śpiewu ptaków i zażyć ochłody przy wodotrysku. Niestety, fontanna od dłuższego czasu jest bez wody. I choć to ozdoba naszej promenady, to jednak wciąż pozostaje nieczynna. Słyszałam, że były jakieś problemy z sanepidem, albo że poturbowało się tu któreś dziecko. Ale w takim przypadku to przecież wina opiekunów, a nie fontanny! Taki obiekt bardzo by się tu przydał. Dlaczego inne dzielnice mogą mieć swoje fontanny, a my nie?

Rzeczywiście, miejsce wokół dawnego wodotrysku opustoszało. W największe upały na ławeczkach trudno znaleźć amatorów wypoczynku. Nic dziwnego, siedzenie przy suchej fontannie to żadna atrakcja.

Budować od nowa?

Okazuje się, że sprawa uruchomienia fontanny ciągnie się już od wielu lat. Jakiś czas temu na miejscu odbyła się kontrola, o której poinformowano telefonicznie Spółdzielnię Mieszkaniową Żabianka.

- Przedstawiciele sanepidu dzwonili, bowiem chcieli ustalić, kto jest właścicielem tego terenu – tłumaczy Dariusz Petrowski, prezes naszej spółdzielni. – Jednak to nie my nim jesteśmy i z tego powodu nie od nas zależy ostateczna decyzja o uruchomieniu fontanny. Wydaje mi się, że na to, by ta fontanna jeszcze zadziałała, raczej nie ma szans. Należy pamiętać, że jest to obiekt przestarzały i żeby funkcjonował należycie, trzeba by go prawdopodobnie zbudować od nowa. Inne miejskie fontanny przechodziły remonty i modernizacje. Mają zamknięty obieg wody i są wyposażone w filtry.

W gdańskim sanepidzie sprawa fontanny stała się głośna pięć lat temu, kiedy to cała Polska żyła kolejnymi przypadkami ptasiej grypy.

W fontannie dalej sucho

Mieszkańcy naszego osiedla, zaniepokojeni ilością bytujących wokół dawnego wodotrysku gołębi, poprosili urzędników o zainteresowanie się tą sprawą. Obawiali się zwłaszcza tego, że gdyby ptasie odchody dostały się do wody, mogłoby to być niebezpieczne dla zdrowia ludzi przebywających w pobliżu. Ponieważ telefony od mieszkańców się urywały, zdecydowano o zamknięciu dopływu wody.

- Co też niebawem nastąpiło – potwierdziła Renata Jazłowińska z gdańskiego sanepidu. - Okazało się, że zagrożenia ptasią grypą nie było.

Jednak to wcale nie znaczy, że fontannę uruchomiono ponownie. Próbowaliśmy ustalić, czy – jeśli nie ma żadnych przeciwwskazań – to może jest szansa na ponowne napełnienie obiektu wodą. Niestety, nikt w gdańskim sanepidzie nie był w stanie udzielić nam odpowiedzi na to pytanie.

(rak)

03-08-2010 00:00:00 ·

Brud, odrapane ściany, zniszczone lamperie – taki obskurny widok prezentuje klatka schodowa w bloku przy ul. Pomorskiej 18H. Mieszkańcy nie mogą doczekać się remontu, więc proponują, by spółdzielnia przynajmniej dała im materiały, by sami mogli dokonać modernizacji.

Problem zgłosiła do nas pani Eleonora Rudnik, mieszkanka wspomnianego budynku. Pani Eleonora jest znana nie tylko wśród mieszkańców naszego osiedla. Od lat prowadzi Fundację św. Antoniego oraz Bar Bursztynowy w Sopocie. Co roku bar staje się przystanią dla osób potrzebujących.

Klatka schodowa jest w opłakanym stanie (fot. rak)

- Organizuję dla nich uroczystości wigilijne – opowiada Eleonora Rudnik. - I choć na co dzień dzielę czas między Gdańskiem a Sopotem, to staram się nigdy nie zapominać o Żabiance. Zawsze proszę naszego księdza proboszcza o przyprowadzenie choćby kilku potrzebujących właśnie stąd.

13 lat bez remontu

I to właśnie Żabianki, a konkretnie – klatki w bloku przy ul. Pomorskiej – dotyczy problem.

– Klatka schodowa była malowana równo 13 lat temu - zaznacza Eleonora Rudnik. - Teraz wymaga odnowienia. Rozmawiałam już w tej sprawie z wiceprezesem spółdzielni. Zapraszałam go na wizję lokalną, by na własne oczy zobaczył, w jak opłakanym stanie jest to miejsce. Próbowałam na własną rękę użyć środków chemicznych, wyszorować ściany oraz podłogę. Niestety, nic to nie dało.

Jednak spółdzielnia zapowiedziała, że zajmie się remontem nie wcześniej niż w 2013 r.

- Jeśli tak, to chyba lepiej będzie odejść do jakiejś wspólnoty mieszkaniowej? – zastanawia się pani Eleonora. - Przychodzą czasem do mnie znamienici goście, np. marszałek Jan Kozłowski. Jak tu przyjąć godnie taką osobę, gdy klatka schodowa wita takim wyglądem? Nie wszędzie jest tak samo. U jednej z moich znajomych, w bloku przy ul. Sztormowej klatka jest czysta i są nawet kafelki. My płytek nie potrzebujemy, chodzi nam jedynie o schludny wygląd i o to, by nie było brudno.

Sami chcą działać

- Nie mam żadnego żalu do spółdzielni – mówi Eleonora Rudnik. - Robią naprawdę wiele. Jednak my płacimy regularnie czynsz i też oczekujemy w zamian za to obsługi na określonym poziomie. Jest jeszcze jedno wyjście – spółdzielnia da nam farby, a my z sąsiadami zrzucimy się na wykonawcę i zrobimy remont.

- Udzieliliśmy już mieszkańcom odpowiedzi w tej sprawie – mówi Mieczysław Jabłoński, zastępca prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej Żabianka. - Malowanie klatek nie jest zapisane w planie remontów na 2010 r. I na pewno nie będzie takiego wydatku również w planie przyszłorocznym, ani nawet kolejnym. W tej chwili priorytetem dla nas jest remont uliczek osiedlowych i to on w ciągu najbliższych 2-3 lat będzie pochłaniał najwięcej funduszy.

SM da materiały

Jednak jest nadzieja, że remont zostanie wykonany.

- Jest pewna możliwość, stosowana przez nas od kilku lat – przyznaje wiceprezes. – Otóż, my dajemy potrzebne materiały, a mieszkańcy zapewniają siłę roboczą. Jesteśmy w stanie przekazać farby i inne rzeczy niezbędne do odnowienia klatki schodowej. Trzeba jednak, by mieszkańcy tej klatki wyłonili spośród siebie członka spółdzielni, który będzie nadzorował te prace. Nie chodzi nawet o nadzór budowlany – tym może zająć się spółdzielnia. Chodzi o przedstawiciela lokatorów - kogoś, kto będzie to wszystko koordynował.

(rak)

03-08-2010 00:00:00 ·

Nowe zatoczki parkingowe są już gotowe, stare płyty chodnikowe zostały zdemontowane, a na poboczach leży przygotowana do położenia kostka brukowa. Tak wygląda obecnie ul. Sztormowa, która przechodzi prawdziwą metamorfozę.

Na remont tej – jak również innych osiedlowych ulic – mieszkańcy czekali od dawna. Ul. Sztormowa i tak różniła się pod tym względem od pozostałych ciągów komunikacyjnych tym, że już wcześniej zyskała fragment nowego, oddzielonego słupkami od jezdni, chodnika.

Trwa kompleksowa modernizacja ulicy (fot. rak)

Podział obowiązków

Nie od dziś wiadomo, że zarówno ciągi piesze, jak i uliczki na naszym osiedlu w większości są stare i nierówne. Nietrudno wskazać miejsca, gdzie płyty chodnikowe pękają pod wpływem rozrastających się pod spodem korzeni. Gdzie niegdzie w asfalcie widać spore ubytki.

Dlatego tez od dłuższego czasu mówiło się o kompleksowej rewitalizacji osiedla. Przyspieszenie prac związanych z modernizacją i estetyzacją Żabianki stało się koniecznością. Zwłaszcza, że wystąpiły nowe okoliczności. Nasza spółdzielnia, po rozmowach z gdańskim Zarządem Dróg i Zieleni, doszła do porozumienia. Ponieważ miasto wykonuje kompleksowy remont ul. Gospody, Rybackiej i Subisława, zdecydowano, że wyremontuje te ulice łącznie z wjazdami na teren osiedla. Zaś do Spółdzielni Mieszkaniowej Żabianka będzie należało położenie nowej nawierzchni na uliczkach wewnętrznych.

Priorytetowe ulice

- Zaistniałe okoliczności od nowa ukształtowały naszą listę priorytetów – mówi Dariusz Petrowski, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Żabianka. - Rzeczywistość wymusiła na nas właśnie takie, a nie inne działania

Remont ul. Sztormowej jest częścią tego przedsięwzięcia. Zakres prac jest jednak o wiele większy. Cały odcinek, aż do wjazdu w ul. Rybacką jest poddawany kompleksowej modernizacji. Tuż przy jezdni powstają nowe zatoczki do parkowania, co powinno złagodzić problem wiecznie zastawionych samochodami chodników i zieleńców. Zniknęły także najbardziej nierówne kawałki ciągów pieszych. Zgromadzono także zapas kostki brukowej do budowy nowych chodników.

(rak)

03-08-2010 00:00:00 ·

Taki jubileusz nie zdarza się często – Bibliotece Oliwskiej właśnie „stuknęło” 65 lat! A to czyni ją najstarszym publicznym księgozbiorem powojennego Gdańska. Oczywiście, jak to na urodzinach, był tort i życzenia, a także okolicznościowe spotkanie z Markiem Niedźwieckim, o którym można przeczytać w tym numerze Gazety Żabianki.

Filia nr 2 Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej – bo taka jest oficjalna nazwa Biblioteki Oliwskiej - obecnie mieści się przy ul. Opata Jacka Rybińskiego. Jednak nie zawsze tak było...

Na spotkaniach autorskich w bibliotece widownia jest zawsze pełna (fot. rak)

Kawałek historii

- To pierwsza publiczna wypożyczalnia książek otwarta w naszym mieście po wojnie – opowiada Barbara Meyer, długoletnia kierowniczka biblioteki. - Organizacja powojennej biblioteki miejskiej rozpoczęła się już w kwietniu 1945 r. Wtedy do Gdańska wrócił doktor Marian Pelczar, badacz historii naszego miasta i sekretarz generalny przedwojennego Towarzystwa Przyjaciół Nauki i Sztuki. W kwietniu otrzymał nominację na dyrektora Biblioteki Miejskiej w Gdańsku i wraz z zespołem rozpoczął gromadzenie księgozbioru oraz tworzenie sieci wypożyczalni publicznych w naszym mieście.

Bibliotekę w Oliwie tworzyła jej pierwsza kierowniczka, Marta Schweiger. Dzięki jej staraniom wypożyczalnia otworzona została już 22 lipca 1945 r. Pierwsza siedziba mieściła się przy ul. Grottgera 12. Niestety, już jesienią 1945 r. przeniesiono ją do znacznie gorszego lokalu przy ul. Orkana 9, bez szyb i ogrzewania! Księgozbiór oliwskiej wypożyczalni stanowiło ponad 2,5 tys. woluminów, pochodzących z Gimnazjum Polskiego w Gdańsku, ocalałych z wojennej pożogi.

Siedmiokrotna przeprowadzka

Losy Biblioteki Oliwskiej były różne. Zanim znalazła swoje dzisiejsze miejsce, przenosiła się aż siedem razy. W obecnym miejscu funkcjonuje od października 2000 r. W zaadaptowanej restauracji mieści się przestronna wypożyczalnia z częścią dla dzieci oraz czytelnia ze stanowiskami komputerowymi i bezpłatnym dostępem do internetu. Księgozbiór filii liczy teraz 25,5 tys. woluminów, na miejscu jest także punkt ksero. Dzięki wprowadzonym udogodnieniom dostęp do książek mają również osoby niepełnosprawne.

- Jednak Biblioteka Oliwska to przede wszystkim ludzie: czytelnicy i jej pracownicy – zaznacza Barbara Meyer. - Obecnie z naszych zbiorów korzysta ok. 3 tys. czytelników z Oliwy i Osowej, a także z Żabianki. Dziennie odwiedza nas ok. 150 osób. Każdy może liczyć na miłą i profesjonalną obsługę oraz pomoc.

Podczas wielu lat istnienia placówki funkcję kierownika filii pełniły: Danuta Dymitriew, Barbara Meyer, Regina Łopińska, Maria Michońska, Barbara Kacprzak. Obecnie kierownikiem jest Iwona Jarentowska.

Ośrodek kultury

Filia w Oliwie to nie tylko miejsce, gdzie wypożycza się książki. Tutejsi bibliotekarze starają się o to, aby był to prawdziwy ośrodek kultury. W bibliotece odbywają się spotkania literackie, na których goszczą ciekawe osobowości ze świata literatury i mediów.

- Wśród nich do tej pory znaleźli się m.in. Stanisława Fleszarowa-Muskat, Beata Tyszkiewicz, Katarzyna Grochola, Andrzej Sapkowski, prof. Jan Miodek, Krzysztof Zanussi, Robert Makłowicz, Maria Czubaszek, Elżbieta Dzikowska – wylicza Barbara Meyer. – A urodzinową niespodzianką było spotkanie, którego gościem był Marek Niedźwiecki.

W budynku działa również Galeria Oliwska, w której swoje prace wystawiają artyści związani z dzielnicą, ale nie tylko oni. Miłośnicy sensacji spotykają się na comiesięcznych spotkaniach Oliwskiego Klubu Kryminału. Biblioteka nie zapomina także o najmłodszych czytelnikach – dla nich przygotowywane są lekcje biblioteczne, warsztaty, a także cieszące się wielką popularnością spotkania autorskie. Filia w Oliwie dba również o to, aby promować i jednoczyć to, co jej najbliższe, czyli dzielnicę i jej mieszkańców. Dlatego odbywają się tutaj spotkania z radnymi oraz prezentacje osiągnięć okolicznych szkół i przedszkoli.

(rak)

 

03-08-2010 00:00:00 ·

Marek Niedźwiecki, znany dziennikarz muzyczny, odwiedził niedawno Trójmiasto. Okazją był jubileusz 65-lecia istnienia Biblioteki Oliwskiej – pierwszego księgozbioru udostępnionego czytelnikom w wyzwolonym Gdańsku.

Niecodzienny gość ujął publiczność skromnością, przystępnością i autoironią.

 

Marek Niedźwiecki gościł w Trójmieście (fot. rak)

- Proszę państwa, oto... miś! – tak Marek Niedźwiecki powitał zebranych słuchaczy. - W moim małym rodzinnym mieście biblioteka była moim drugim domem. Wprawdzie na początku nie chciałem czytać, ale kiedy już łyknąłem bakcyla, to nie mogłem przestać.

Dlaczego czytanie jest tak istotne?

- Wiele osób młodszych tego nie pamięta, ale kiedyś było inaczej – opowiadał Marek Niedźwiecki. - I jak ktoś zakochał się w książkach, to miał lepsze i piękniejsze życie. Do tej pory wolę czytać książkę niż oglądać film. I zawsze miałem także swoje „książkowe strachy”. Np. nigdy nie przeczytałem „Dżumy”, bo już sam tytuł kojarzył mi się z jakimś nieogarniętym złem i grozą. Po prostu bałem się wziąć tę książkę do ręki.

Bohater spotkania świetnie ocenił także pomysł „uwalniania książek”, czyli akcje bookcrossing.

- Sam też je uwalniam - zapewnił. - Lubię poczytać przy każdej okazji i potem chętnie dzielę się książkami z innymi. Teraz wziąłem ze sobą najnowszą powieść Dana Browna i jak tylko skończę, to też ją „uwolnię”.

(rak)

03-08-2010 00:00:00 ·

Marek Niedźwiecki dał się namówić na wywiad specjalnie dla Prasy Dzielnicowej Trójmiasta.

- Czy ma pan jakieś muzyczne wspomnienia dotyczące Trójmiasta?

- Tak i to wiele! Tak wiele, że nie starczyłoby czasu, by wszystkie wymienić. Po raz pierwszy prowadziłem festiwal w Sopocie w 1985 r. Aż trudno uwierzyć, że to było już 25 lat temu. Wtedy powiedziałem sobie: „Nigdy więcej!”. Ale potem wracałem, by prowadzić kolejne festiwale. A ostatnio byłem w Sopocie na jubileuszu Perfectu. Zresztą, bardzo często przyjeżdżam do Trójmiasta na rozmaite imprezy i wydarzenia artystyczne. Doskonale wspominam koncert Davida Gilmoure’a czy Jean-Michel Jarre’a. Bardzo lubię tu przyjeżdżać.

- A są jakieś miejsca, do których zawsze chętnie pan wraca ze szczególnym sentymentem?

- Zdecydowanie jest to Sopot. Miałem kiedyś kolegę, którego rodzice mieszkali przy Al. Grunwaldzkiej. Pamiętam doskonale swoje pierwsze wakacje, które spędziłem w ich mieszkaniu. To był początek lat 80-tych. I choć nie można powiedzieć, by były to wakacje całkiem samodzielne, to jednak mam z tego czasu przesympatyczne wspomnienia.

- Upodobał pan sobie całe miasto, z jego artystycznym klimatem i atmosferą nadmorskiego kurortu?

- Tak, uwielbiam cały Sopot. To jest naprawdę piękne i niezwykłe miasto. Gdy ma się dosyć zgiełku i chce się odpocząć od tłumu turystów, wystarczy przejść uliczkę, czy dwie dalej od deptaka i odkrywać prawdziwe piękno tajemniczych zaułków. Moim zdaniem pomysł na wakacje w Sopocie to 100 proc. szans na udany wypoczynek.

- A jak pan ocenia dorobek trójmiejskich muzyków i ich wpływ na kształtowanie polskiej powojennej sceny muzycznej?

- Jest on olbrzymi i nie sposób go nie docenić! Tutaj zawsze się coś działo. Powstała nawet piosenka zespołu eM, której słowa brzmią: „Tu wszystko się kończy i zaczyna – Gdańsk, Sopot, Gdynia...”

- Nie sposób pominąć kilku ważnych nazwisk...

- Wystarczy wspomnieć choćby o Franku Walickim... Śmiało można powiedzieć, że to ojciec całej polskiej muzyki rockowej i big-beatu. Zresztą całe trójmiejskie środowisko artystyczne działa prężnie. Miało i wciąż ma wpływ na kształtowanie i funkcjonowanie tej naszej muzycznej sceny.

- Dziękuję za rozmowę.

 

 

03-08-2010 00:00:00 ·

Gry i zabawy sprawnościowe, quizy i konkursy plastyczne, zabawy przy muzyce, malowanie twarzy, czy dmuchana zjeżdżalnia to tylko niektóre atrakcje Festynu z Tygryskiem, który niedawno odbył się na naszym osiedlu i potrwał aż dwa dni.

Festyn zorganizowano na placu przy ul. Sztormowej 7. Była to część większego przedsięwzięcia o nazwie Wakacyjny Klub Tygryska.

- Jak co roku rozpoczęliśmy w ten sposób wakacyjną akcję nauki przez zabawę – tłumaczy Arkadiusz Bruliński, rzecznik GPEC – organizatora festynu. -. Naszą ideą jest edukacja ekologiczna dzieci poprzez zabawę i ruch na świeżym powietrzu.

Dzięki temu, że pogoda dopisała, uczestnicy bawili się znakomicie. Było słonecznie i bardzo ciepło, a plac nieopodal deptaka odwiedziło - zarówno w sobotę, jak i w niedzielę – kilkaset osób. Na miejscu na wszystkich czekała nie tylko świetna zabawa, ale także cenne nagrody. Największą atrakcją dla dzieci byłą ogromna dmuchana zjeżdżalnia, oblegana przez cały czas trwania imprezy. Oczywiście, nie zabrakło także konkursów i zawodów sportowych, a do pomalowania twarzy ustawiała się kolejka. Najmłodsi mogli również zapoznać się z zasadami ekologicznego i racjonalnego korzystania z ciepła oraz wziąć udział w ekologicznych quizach.

- Dodatkowo, z naszej inicjatywy, wszystkie dzieci uczestniczące w festynie zostały zaproszone do wzięcia udziału w charytatywnej akcji podzielenia się zabawkami z innymi dziećmi – dodaje Arkadiusz Bruliński. - Udało się zebrać ok. 200 zabawek: gier, książeczek, kredek, maskotek itp. Wszystkie te rzeczy, we współpracy z fundacją „Dr Clown”, przekażemy dzieciom z trójmiejskich szpitali.

 

(rak)

03-08-2010 00:00:00 ·

Dwa zarządy i dwie rady ścięto na Chełmie w jeden pień. W chełmskiej spółdzielni nie dano absolutorium Markowi Ferlinowi i Wiesławie Karaczun, w sąsiedniej spółdzielni – „Pasaż Chełmski” pod ostrze walnego poszedł prezes i jego zastępca. Ten drugi tak dobrze pracował, że aż szesnaście lat minęło jak jeden dzień. Bufonada, arogancja, pogarda dla członków, niekompetencja, a za wszystko to jeszcze mu suto płacili członkowie spółdzielni. W końcu coś pękło, wzięli sprawy w swoje ręce i za sprawą społecznego zrywu frekwencja na walnym była, jak nigdy dotąd. Poleciał prezes, poleciał „Wicek” i polecieli członkowie rady.

Ja nie wiem, czy przez 16 lat uda mi się pracować dla Czytelników, Przyznam, że trochę Gajdemskiemu wiceprezesowi Krzysztofowi zazdroszczę. Jak on to robił, ze przetrwał?

W SM „Chełm” delegaci nie zaakceptowali sposobu sprawowania władzy przez Romualda Kalitę i członków rady. Uznali, że nadszedł kres ich wytrzymałości i polecieli z Kalitą i jego poplecznikami. Wybrali nowych, a na ich czele stanął Janusz Grzonkowski, człowiek prawy, zrównoważony, nieuwikłany, gwarant spokoju i dobrej współpracy. Nie podobała się też delegatom oferta Marka Ferlina, prezesa tej spółdzielni.

W dwóch spółdzielniach chełmskich nastały nowe czasy, przed nimi nowe wyzwania i zadania. Miejmy nadzieję, że z korzyścią dla ich członków, dla lokalnej społeczności. W lepszym zrozumieniu tego, co działo się w tych dwóch spółdzielniach przyczyni się lektura tego wydania „Wuzetki”.

TG

03-08-2010 00:00:00 ·

W Spółdzielni Mieszkaniowej Chełm 18 czerwca w auli sportowej Gimnazjum nr 3 na Chełmie odbyło się Walne Zgromadzenie. Rozpoczęło się o godz. 18 a zakończyło następnego dnia o świcie. Odwołano dotychczasowych i powołano nowych członków Rady Nadzorczej, odwołano zarząd spółdzielni. Do pełnienia obowiązków prezesa i jego zastępcy nowa rada powołała Elżbietę Piotrowską oraz Stanisława Jaruzela. Była ocena za poprzedni rok pracy rady i zarządu, była opinia lustratorów dotycząca działalności spółdzielni. Przewodniczącym obrad walnego został Grzegorz Tretyn.

 

Mieszkańcy dokonali na Chełmie prawdziwej rewolucji… Fot. Tg

Niezadowolenie ze sposobu sprawowania władzy w spółdzielni na Chełmie trwa od dawna. Apogeum nastąpiło, gdy większościowa rada pod przewodnictwem Romualda Kality pospiesznie odwołała z funkcji prezesa zarządu Tomasza Niżniowskiego, a potem w swoim zacietrzewieniu jego zastępcę – Krzysztofa Radtke. Opozycyjni radni na walnym rok temu odwołali tą radę, ale sąd uchwałę uchylił, bo nie można w czasie trwania kadencji odwołać organu, a jedynie prawo zezwala na odwołanie poszczególnych jej członków. Wróciła więc ona do łask ale podejmowane przez nią działania nie uzyskały akceptacji swojej społeczności. Toteż na walnym zdecydowali o nie przyjęciu sprawozdania z jej działalności i o odwoływaniu poszczególnych członków, którym nie kończyła się w tym roku kadencja. Stanisław Jaruzel i Wojciech Nazarewicz z poprzedniej rady otrzymali miażdżącą przewagę głosów za pozostawieniem w składzie rady. Wszedł do niej również Leszek Cybula, który po ubiegłorocznym walnym zrezygnował z mandatu członka rady, nie widząc dalszej możliwości współpracy w tej radzie.

Walne udzieliło absolutorium byłemu zarządowi: Tomaszowi Niżniowskiemu, Krzysztofowi Radtke oraz Małgorzacie Tydzie. Absolutorium nie otrzymali: Barbara Zamorska, Wiesława Karaczun oraz powołany rok temu wyłoniony w drodze konkursu prezes Marek Ferlin.

Nowa rada ukonstytuowała się tuż po walnym. Składa się z 20 osób, a jej przewodniczącym został Janusz Grzenkowski. Spośród swojego składu, dla zapewnia prawidłowego toku działalności spółdzielni oddelegowała do pełnienia funkcji prezesa zarządu Elżbietę Piotrowską a na wiceprezesa – Stanisława Jaruzela.

Który to już jego powrót?

- To może się wydawać dziwne i zaskakujące dla mieszkańców, ale układ jest taki, że może w odwrotnej konfiguracji miałem okazję współpracować z panią Piotrowską w 2007 roku – powiedział nam p.o. wiceprezesa zarządu, Stanisław Jaruzel. – Powierzono mi pełnienie obowiązków prezesa spółdzielni, a panią Piotrowską przywrócono tu do pracy. 21 czerwca stawiliśmy się rano do pracy, bo życie musi się toczyć normalnie. Udzielono nam mandatu zaufania, pracujemy. Na czas ten mamy zawieszoną działalność w radzie. Zrobimy wszystko, aby nie zawieść zaufania.

(tg)

03-08-2010 00:00:00 ·

Komisja Zakładowa NSZZ Solidarność w SM Chełm poinformowała, że zakończyła spór zbiorowy z zarządem spółdzielni. Stało się tak po tym, jak Walne Zgromadzenie SM Chełm odwołało poprzedni zarząd, a z nowym w obecności negocjatora podpisała ugodę i spór został zakończony.

W poprzednim wydaniu gazety informowaliśmy, że powrócimy szerzej do sporu zbiorowego w chełmskiej spółdzielni. Sprawy jednak potoczyły się szybciej, niż ukazuje się nasza gazeta. Sporu już nie ma, w tej sytuacji uznaliśmy, że powracanie do niego nie jest celowe.

(t)

03-08-2010 00:00:00 ·

Były prezes Marek Ferlin nie przekazał nam żadnych dokumentów – powiedziała nam Elżbieta Piotrowska, p.o. prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej Chełm. – Był zaraz po walnym na zwolnieniu lekarskim. Sami dochodziliśmy do pewnych spraw, komisyjnie. I niestety, musimy stwierdzić, że znaleźliśmy dokumenty dotyczące wieczystego użytkowania, które trafiły tu w grudniu i nie nadano im biegu. Naraziło to spółdzielnie na straty rzędu 750 tys. zł.

 

Chodzi o głośne grudniowe decyzje miasta Gdańska o podwyższeniu stawek za użytkowanie wieczyste gruntów. W marcu w wywiadzie z Markiem Ferlinem poruszaliśmy te kwestię. Oto fragment z marcowej gazety:

Elżbieta Piotrowska: „Dobra ludzka wola może sprzyjać rozwiązywaniu wielu problemów”

Fot. Tg

- Sąsiednia spółdzielnia, Morena, w prezencie noworocznym otrzymała od gminy miasta Gdańsk wypowiedzenia dotychczasowych stawek za użytkowanie wieczyste gruntów, a nowe są o prawie 400 proc. wyższe. Chełm również taki „prezent” otrzymał?

- Również otrzymaliśmy wypowiedzenia stawek za wieczyste użytkowanie gruntów, ale w naszym wypadku dotyczą one tylko terenów inwestycyjnych. Działki na których stoją budynki są własnością spółdzielni. Nie wiąże się więc to z zauważalnym wzrostem opłat dla lokatorów. Podstawą wypowiedzenia stawek była nowa wycena gruntów. Przeanalizowaliśmy te ceny i zdecydowaliśmy o nieodwoływaniu się do wojewody pomorskiego. Nowe stawki, w naszym przypadku i tak pozostają atrakcyjne i nic nie zyskalibyśmy na odwołaniu.

Elżbieta Piotrowska

Tymczasowy zarząd rozważa o przywróceniu powrotem robotników, ale to wymaga wyliczeń i czasu.

- Pewnie wszyscy myślą, że dokonamy ich powrotu z dnia na dzień ale tego nie da się w ten sposób dokonać – dodaje Stanisław Jaruzel. – Będzie analiz, a ona odpowie na szczegóły. Jeśli jest opłacalne, to nic nie zrobimy, jeśli ta zmiana była dla spółdzielni niekorzystna, to konsekwencje dla zarządu mogą być nieprzyjemne. Bo powinno to być poprzedzone efektami ekonomicznymi. Rozumiemy rozżalenie pracowników, ale w pospiechu nic nie zrobimy.

Zarząd zdaje sobie sprawę, że spraw do „odkręcenia” jest więcej. Choćby kwestia struktury organizacyjnej, w której zlikwidowano Dział Społeczno-Kulturalny.

- Ten zarząd podjął radykalne działanie – dodaje Stanisław Jaruzel. – Przywrócony przez sąd na zajmowane stanowisko kierownika tego działu Andrzej Klimkowski został przez nas prawdziwie przywrócony. To znaczy, że zajmuje się uzdrawianiem obumierającej tu kultury. Poprzednie przywrócenie było fikcją, bo nie dopuszczono Klimkowskiego do tej pracy.

Na walnym były zarząd miał poinformować, że nie podpisano żadnej umowy na dzierżawę kortów tenisowych. Nowy zarząd znalazł w spółdzielni umowę z prywatnym podmiotem. Została podpisana 18 czerwca, dosłownie dzień przed walnym.

- Dysponujemy umową podpisaną – zapewnia Jaruzel. – I to jest prawdziwe oblicze byłego zarządu, że co innego ludziom się mówiło, a co innego robiło. Znajdujemy tu wiele umów podpisanych z różnymi wykonawcami, które „wypychano” tuż przed walnym. Jakby liczono się z ewentualnym odwołaniem, więc podpisywano je w pośpiechu.

Elżbieta Piotrowska twierdzi, że do spółdzielni przyszedł przedstawiciel banku w sprawie umowy kredytowej na 3 mln. zł

- Powiedział, że miał odebrać uchwałę rady zezwalającą poprzedniemu zarządowi na zaciągnięcie 3 mln. zł kredytu na tak zwana termomodernizację. To nas zszokowało, bo zgoda taka jest domeną walnego a nie rady. Troska zarządu w temacie docieplenia domów jest słuszna, niemniej nie takim sposobem powinna być realizowana.

Elżbieta Piotrowska rozpoczęła prace w chełmskiej spółdzielni w 1985 roku. Rozpoczęła od działu ekonomicznego, potem w księgowości. Była też główną księgową. Mówi, że odgrodziła się murem od tego, co działo się w spółdzielni. Potrafi rozmawiać z pracownikami. Jest przeświadczona, że dobra ludzka wola może sprzyjać rozwiązywaniu wieli problemów.

Piotrowska i Jaruzel zapowiadają, że nie przystąpią do konkursu. Powrócą, po wyborze nowego zarządu z konkursu, do pracy w radzie.

 

twierdzi, że jest porażona taką wykładniąbyłego prezesa. – Są to tereny wspólne i płacą za nie wszyscy – twierdzi. – Była szansa na obniżenie stawek. Nie złożono jednak o odwołań do wojewody. Z naszych szacunków wynika, że straciliśmy na tym ok. 750 tys. zł. Poza tym były wielkie pochwałki, że w związku z przeniesieniem brygady remontowej do innej firmy zarząd oszczędził 500 tys. zł, bo zwolnił pracowników. A prawda jest taka, że my musimy te 500 tys. zł zapłacić.

03-08-2010 00:00:00 ·

Romuald Kalita, członek i zarazem przewodniczący Rady Nadzorczej SM Chełm, nie zdawał chyba sobie sprawy, że społeczeństwo nie znosi arogancji władzy. Odkąd za jego sprawą w dziwnych okolicznościach odwołany został z funkcji prezesa tej spółdzielni Tomasz Niżniowski, a zaraz potem jego zastępca Krzysztof Radtke, opozycyjni radni zaprzysięgli sobie, że zrobią wszystko, aby rychło nastał kres sprawowania na Chełmie jego władzy.

Do głównych grzechów Kality i jego ludzi zaliczają przede wszystkim decyzje narażające spółdzielnię na finansowe straty oraz inne działające na niekorzyść członków. 20 czerwca w nocy Kalita został odwołany z członka Rady Nadzorczej.

 

 

(g)

03-08-2010 00:00:00 ·

Odwołanie czterech osób z pięcioosobowej Rady Nadzorczej, dokonanie wyborów uzupełniających składu tego organu, rozstanie się z dotychczasowym zarządem spółdzielni to efekty uchwał podjętych 30 czerwca przez Walne Zebranie Spółdzielni Mieszkaniowej „Pasaż Chełmski”.

 

 

Pusty fotel zasłużył na obsadzenie go po myśli członków Pasażu Chełmskiego. Fot.: mif

Niezadowolenie z pracy organu kontrolnego i samego zarządu „Pasażu Chełmskiego” od lat narastało. Członkowie tej spółdzielni wobec systematycznego obumierania pasażu i lekceważenia przez radę i zarząd powierzanych im do załatwienia spraw uznali, że nadszedł już najwyższy czas na rozstanie. Mieli dość nieróbstwa zarządu, okazywanej im pogardy i jak podkreślali na walnym – arogancji tej władzy, która suto przez nich była opłacana, a w zamian były słabe efekty ich działalności. Mówili, że efektami najbardziej zauważalnymi było podwyższanie czynszów, naliczanie ich nawet za nieeksploatowane pomieszczenia piwniczne oraz brak działań windykacyjnych.

Do tego walnego członkowie i użytkownicy lokali przygotowywali się od dawna. Zorganizowali spotkanie, o którym obszernie informowaliśmy w poprzednim wydaniu gazety, napisali list otwarty. Z goryczą piszą o nadziejach związanych z tym zarządem. Czują się zawiedzeni. Rzecz ujmują dosadnie: „Sposób zarządzania naszym obiektem osiągnął przysłowiowe dno!”. Domagają się w nim jego odwołania poprzez nieudzielanie mu absolutorium.

Zebranie, z sobie wiadomych powodów, zainaugurował prezes Tadeusz Rutkowski. Zainaugurował atakiem na zgromadzonych członków, twierdząc, że będą działy się na tym zebraniu rzeczy dziwne i będą robili tu wodę z mózgu. Gdy jednak do tego próbował wypowiadać zarzuty pod adresem konkretnych członków spółdzielni, na sali zapanowało poruszenie. Delegaci przerwali prezesowi personalne „wycieczki”, a prowadzenie przejęła – w niezbyt niestety paradny sposób – przewodnicząca rady.

Przewodniczącym obrad Walnego Zgromadzenia został Tadeusz Falencikowski. Zgłoszono jeszcze dwie inne osoby, jedna nie zgodziła się, a drugą była żona prezesa spółdzielni. Po dokonaniu formalnych kwestii członkowie przystąpili do procedowania. Wywiązała się dyskusja nad przyszłością tej spółdzielni i dotychczasową działalnością obecnego zarządu. Mówcy wskazywali na naganne zachowania zarządu. Głównym stawianym mu zarzutem była arogancja prezesa i wiceprezesa do członków spółdzielni. Mowa była o ich zachowaniach obraźliwych, naruszających ludzką godność.

W ripoście był atak na członków przez wiceprezesa Krzysztofa Gajdemskiego. Odczytał on w sposób wybiórczy, według nieznanego kryterium, listę osób zadłużonych w spółdzielni. Dla większości członków była ona niepełna i zdecydowanie subiektywna. Odnieśli wrażenie, że Gajdemski uprawiał na sali politykierstwo spółdzielcze. Na pytania członków zarząd odpowiadał atakiem personalnym. Interweniować musiał przewodniczący obrad Walnego Zgromadzenia, by studzić emocje i nie dopuścić do obrażania członków.

Groteskowe było sprawozdanie Rady Nadzorczej. Treść znajdowała się na niepełnych dwóch kartkach i zawierała jedynie hasła ze statutowych zadań rady. Nie było w nim mowy o tym, co rzeczywiście rada zrobiła. Przewodnicząca potem próbowała rzekomo to „dopowiedzieć”. Członek spółdzielni Mirosław Falencikowski zwrócił jej uwagę, że to, co miała do powiedzenia, powinna zawrzeć w pisemnym sprawozdaniu, a nie „dopowiadać”.

Członkowie przystąpili do głosowań i one zajmowały najwięcej czasu. Nie przyjęli sprawozdania rady ani zarządu, zatwierdzili natomiast sprawozdanie finansowe. W efekcie niezatwierdzenia sprawozdania zarządu i nieudzielania absolutorium członkom zarządu, było skorzystanie z zapisu ustawowego i wprowadzenie do wcześniej już uchwalonego porządku obrad punktu dotyczącego odwołania członków zarządu. To jedyna możliwość dokonania zmiany w uchwalonym porządku obrad. Miażdżącą przewagą Tadeusz Rutkowski i Krzysztof Gajdemski przestali sprawować zarząd w tej spółdzielni.

Spółdzielcy rozstali się też z obecną radą. Z pięciu jej członków pozostał dalej tylko jeden – Ryszard Łapa. Pozostałych czterech odwołali i wybrali nowych: Adama Folkmanna, Tadeusza Falencikowskiego, Edwarda Milewskiego i Lecha Łakomskiego. Pikanterii dodaje fakt, że Ryszard Łapa zgłosił do rady odwołanego wiceprezesa Krzysztofa Gajdemskiego. Ten zgodził się kandydować, a nawet został wybrany, ale uchwała o jego wyborze okazała się nieskuteczna prawnie, bowiem Gajdemski jako pracownik spółdzielni nie może zasiadać w radzie.
Ataków personalnych dalej nie brakowało, był więc i na przewodniczącego zebrania Tadeusza Falencikowskiego. Prezes Rutkowski wytknął mu, że w swoim pawilonie posiada podłogowe ogrzewanie. T. Falencikowski odparł, ze uzyskał na to wsze lkie pozwolenia i zgody więc przez 16 lat niedoinformowany zarząd mógł się doinformować i w tym zagadnieniu.

Obrady zakończono o północy. Na twarzach członków, mimo zmęczenia, widać było zadowolenie. Ziściło się to, czego chcieli. Zmiany. Bo gniew ludu musiał mieć swój dobry koniec.

- Zachowanie tego zarządu było wrogie w stosunku do naszych członków, więc tak musiało się to zakończyć. Poczułem ulgę kończąc te obrady – powiedział nam Tadeusz Falencikowski.

Dzień później były prezes spółdzielni rozchorował się. Po kilku dniach rozchorował się były wiceprezes spółdzielni. Wcześniej byli okazami zdrowia. Gajdemski nawet chwalił się, że od 12 lat nie chorował.

(Tg, mif)

03-08-2010 00:00:00 ·

Rozmowa z Tadeuszem Falencikowskim, przewodniczącym obrad Walnego Zgromadzenia SM „Pasaż Chełmski”

- To był gniew ludu?

- Zdecydowanie tak. Prowadziłem wiele zebrań, ale tak trudnego jeszcze nie widziałem, a już na pewno nie prowadziłem.

- Dlaczego trudne?

- Sześć godzin obrad z nagromadzonym podkładem ludzkiej złości, negatywnego ładunku. Ten gniew ludu był tu widoczny, jak nigdzie.

 

Tadeusz Falencikowski: „Tak to musiało się skończyć”…

Fot. Tg

- Musiał pan studzić rozgrzane emocje?

- Całą uwagę temu poświęcałem, żeby utrzymać temperaturę na poziomie takim, żeby nie doprowadzić do wrzenia.

- Prezes Rutkowski i pana próbował zdyskredytować mówiąc, że ma pan w swoim pawilonie ogrzewanie podłogowe, jakby odkrył tym Amerykę.

- Powiedziałem, że mam je od 16 lat, czyli od początku, a do tego pozwolenia i całą dokumentację. Rachunki, które do mnie przychodziły, regulowałem. Niczego nie ukrywałem. A skoro miał pan prezes jakieś wątpliwości, to miał tyle czasu, aby sprawę wyjaśnić, dopytać, sprawdzić. Ale wiadomo, jakie cele przyświecały panu Rutkowskiemu na walnym. Pokazać, że wszyscy są do bani, a on jest cacy.

- Zakończył pan zebranie z ulgą. Pomyślał pan sobie wtedy, że osiągnęliście to, czego bardzo chcieliście? Przecież ten społeczny zryw członków miał konkretne cele.

- To prawda. Tak sobie pomyślałem, że teraz przed nami jest szansa na to, żeby wprowadzić jakieś nowe zmiany. I chcemy, taka była wola członków, zmienić konfigurację zarządu. Ma on być wyłoniony w drodze konkursu, nie być uwikłany w członkowstwo spółdzielni, ma być najemny. Ma to być zarząd, który zajmie się rzeczywistym rozwojem spółdzielni. Ma to być wreszcie zarząd, który doprowadzi do rozwikłania szeregu problemów, których nie rozwiązano tu przez 16 lat, a które ciągną się tak długo, bo są związane w rozdziałem między nami a spółdzielnią Chełm, z której się wydzieliliśmy. Chcemy to zmienić i nadal spółdzielni inną dynamikę. Ta spółdzielnia ma zaistnieć na mapie Gdańska, na mapie handlowej Trójmiasta, żebyśmy mogli mieć z tego zadowolenie.

- Czyli pora na reanimację pasażu?

- W tym składzie rady wszyscy są zgodni – idziemy w tym kierunku. Została podjęta decyzja o rozpisaniu konkursu na prezesa zarządu. Zostanie powołana komisja konkursowa z udziałem członków rady i członków spółdzielni. Zmiany te otwierają przyszłość przed spółdzielnia naszą.

- Skąd się wzięło tyle arogancji w tym zarządzie? Prezes funkcję pełnił stosunkowo krótko, wiceprezes od 16 lat. To narastało? Może sami członkowie spółdzielni są winni, że przez lata odpuszczali…

- Przyczyny są mieszane. Na początku na walne przychodziło dużo osób. W miarę upływu czasu – coraz mniej. Tutaj powodem jest zobojętnienie członków jak i też zmiana sposobu zawiadamiania o walnych zgromadzeniach. Ten zarząd dość sprytnie przeprowadził swoją koncepcję o nie zawiadamianiu pisemnie członków. Z drugiej strony, jak ktoś siedzi 16 lat na stołku, to czuje się już taki pewny, że graniczy to z arogancją. Zbyt długie zakotwiczenie się na stanowisku, zapatrzenie się tylko we własną wygodę, funkcjonowanie z miesiąca na miesiąc w oczekiwaniu na pensję…

- Zgubiło ten zarząd?

- Skutecznie.

- Myślę, że wszyscy jesteście godni podziwu, bo mimo zapracowania poderwaliście się, zjednoczyliście i to skutecznie.

- Zadziałał mechanizm gniew ludu. Gniew na organy spółdzielni działające w sposób skrajnie niewłaściwy musiał znaleźć swoje ujście, zmiatając z powierzchni zarząd i radę.

- Co dalej?

- Ogarnięcie wszystkiego, bo problemów jest tu sporo i przekazać spółdzielnie nowej radzie za rok w lepszym, wyprostowanym stanie.

- Dla wielu członków niezrozumiały jest fakt niewykorzystania przez zarząd zdobyczy techniki, jakim jest Internet. Przedszkola mają lepsze strony w sieci, niż „Pasaż Chełmski”… Ta jest żałosna, prymitywna, staje się bezużyteczna.

- Żeby wykorzystywać współczesne instrumenty cywilizacyjne, trzeba intelektualnie dorosnąć i opanować te zagadnienia. Brak tego opanowania po prostu nie pozwala na to, o co pan pyta.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: g

 

03-08-2010 00:00:00 ·

Rozmowa z Jarosławem Niemczykiem, prezesem SM „Pasaż Chełmski”

- Po obumieraniu pasażu rozpoczął się okres jego reanimacji. Rozumiem, że członkowie odwołując dotychczasowy zarząd mieli już dość dotychczasowych rządów w pasażu. Poczuliście teraz ulgę?

- Poczuliśmy ulgę, a równocześnie wzięliśmy na siebie ogromną odpowiedzialność za skuteczność tych zmian i przyszłość naszej spółdzielni. Czeka nas ogromna praca. Mamy nową radę, którą oceniam jako najlepsza z wszystkich tu istniejących w historii pasażu. Jej siła polega na tym, że każdy z jej członków posiada własną osobowość, ma różne priorytety. Toteż razem będą potrafili ukształtować coś dobrego, co nie będzie zwykłym przyklepywaniem kolejnych pozycji. Będą na pewno działali na korzyść naszej spółdzielni.

- I będą ostro się ścierać?

- Pewnie tak, bo osobowość każdego z nich jest inna, ale na tym polega demokracja, że w większości siła.

Jarosław Niemczyk: „Pasaż musi szybko odzyskać swoją „sprawność”.

Fot. TG

 

- Pan Ryszard Łapa jest jedyną osobą, która została ze składu rady pozytywnie zweryfikowana. Jest tak dobry i macie państwo do niego takie zaufanie?

- Pan Łapa jest przede wszystkim człowiekiem dociekliwym i zaangażowanym w działalność tej spółdzielni. My nie boimy się osób dociekliwych, bo działamy na zasadzie pełnej transparentności, poszanowania członków spółdzielni i właścicieli wynajmujących tu lokale. Będziemy słuchać ich uwag i starać się realizować należycie nasze zadania. Wydaje się, że takich ludzi jak pan Łapa nam potrzeba. Myślę, że dlatego został wybrany do nowej rady.

- A nie był postrzegany jako człowiek odwołanego wiceprezesa Gajdemskiego? Przecież to on zgłosił na sali jego kandydaturę do składu nowej rady, na co Gajdemski ochoczo przystał, nie informując delegatów, że prawo mu na to nie zezwala, bo jest pracownikiem spółdzielni…

- Nigdy nie interesowałem się zakulisowymi działaniami kto o kim, co mówi, kto jest z kim itd. Wszystkich ludzi traktuję równo. Jeśli kogokolwiek oceniam, to po efektach działań. Myślę, że walne dlatego pana Łapę wybrało, bo jest po prostu zaangażowanym.

- A co z wyborem do rady Krzysztofa Gajdemskiego? Bo przecież w drugiej turze wygrał…

- Uchwała została uznana za nieważną, ponieważ ten pan jest pracownikiem spółdzielni.

- Co jest teraz absolutnym priorytetem?

- Przejmowanie dokumentacji spółdzielni. Pracujemy nad tym intensywnie. Rozpoczynamy rano, a kończymy nocą, gdy już brakuje nam sił.

- Jak wygląda przekazywanie dokumentacji, skoro pan prezes już po walnym zaniemógł, a wiceprezes wkrótce potem?

- Trochę inaczej, niż było w założeniach. Miało być tak, że neutralnym czynnikiem będzie przedstawiciel kancelarii prawniczej z którą współpracujemy, natomiast ze strony byłego zarządu miał być były wiceprezes. Wybrana Rada Nadzorcza miała być trzecim ogniwem i ja, jako prezes, czwartym. Przystąpiliśmy do działań 5 lipca. Dokonaliśmy wymiany zamków w biurze spółdzielni. Do jednego klucz miał były zarząd a do drugiego przedstawiciel radcy prawnego ze mną i do trzeciego nowa rada. Pan Gajdemski domagał się, aby reprezentował go prawnik opłacony przez spółdzielnię. Nie podjęliśmy decyzji, dopóki nie usłyszeliśmy kwoty. Nie mogliśmy na nią przystać.

- Ile?

- 150 złotych za godzinę, po rozmowie 100 złotych.

- A godzin do przepracowania wiele…

- Dlatego zaprotestowałem, bo byłaby to pierwsza moja decyzja w której mógłbym być posądzony o niegospodarność.

- I były wiceprezes zachorował.

- Postanowiliśmy zmodyfikować komisję i żeby nie było cienia podejrzeń zdecydowaliśmy się to zrobić pod okiem policji i kamery. Wszystko, co robimy na bieżąco jest nagrywane kamerą. Pracuję więc ja, prawnik i rada. Chciałbym podkreślić ogromne zaangażowanie dwóch jej członków: Adama Folkmanna i Ryszarda Łapy. Wykonują tu ogromną pracę, nie patrząc na zegarek i bacząc na zmęczenie.

- Nie można jeszcze mówić o jakichkolwiek liczbach?

- Absolutnie. Nie analizujemy dokumentów, tylko je przyjmujemy. Na to nadejdzie pora. Na tę chwile mamy już zaawansowaną kwestię lustracji naszej spółdzielni. I nie jest tak, że będzie nas kosztować majątek. Padł głos na walnym, by lepiej jej nie zlecać.

- A to kwestia chciejstwa czy też nie?

- To wymóg ustawowy, by ją mieć raz na trzy lata. Będzie kosztowała nas dużo mniej niż 10 tys. zł.

- Kiedy ta spółdzielnia miała ostatnią lustrację?

- Nigdy w ogóle o lustracji tutaj nie słyszałem, aby była.

- Bo chcecie odtąd kroczyć drogą prawną?

- Przede wszystkim. Dlatego lustracja będzie wykonana, każda decyzja będzie poprzedzona opinią prawną, będziemy pracować nad statutem i regulaminami i jak już wyjdziemy na prostą, systematycznie będziemy zajmować się bieżącymi kwestiami.

- A jest tu statut w ogóle?

- Jest, ale posługujemy się starym.

- Wątpliwe, czy został dostosowany do nowej ustawy?

- Będziemy i to sprawdzać.

- Była tu niegospodarność? Wszedł pan na trop afery?

- Głosy takie na walnym były, ale ja nie skupiam się na analizie dokumentów. Biegły rewident dokona fachowej lustracji. Ja jestem daleki od oceniania i oskarżania kogokolwiek, dopóki nie mam niezbitych dowodów. Pogłoski i pokrzykiwania dla mnie są niczym.

- Szybko spółdzielnia wejdzie na prosta, czy potrzeba na to lat?

- Nie jest to sprawa roku, ale też nie 10 lat. Uporamy się szybciej. Pasaż musi szybko odzyskać swoją „sprawność”.

- Wystartuje pan w konkursie?

- Na pewno nie. Będę prezesem do czasu wyboru nowego, z konkursu. Członkowie wnieśli postulat w liście otwartym, aby wyłonić zarząd z zewnątrz. Ja z tym nie polemizuję, szanuję ich pogląd. I dlatego nie złożę oferty. Będę się angażował tak długo, aż będę miał komu przekazać obowiązki.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: tg

 

03-08-2010 00:00:00 ·

Trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie we współczesnym świecie bez komputera. W Gimnazjum nr 3 im. Jana Pawła II w Gdańsku młodzież w różnorodny sposób wykorzystuje to nowoczesne narzędzie, odnosząc sukcesy w nauce, konkursach, olimpiadach. Szkoła dysponuje trzema pracowniami komputerowymi oraz Internetowym Centrum Informacji Multimedialnej (ICIM) funkcjonującym przy bibliotece szkolnej. Jedna pracownia oraz ICIM zostały sfinansowane przez Europejski Fundusz Społeczny.

 

Z komputerem łatwiej osiągać sukcesy Fot. Leszek Krejczy

- Młodzież chętnie odwiedza pracownie – mówią Zofia Dziekońska i Helena Zamkowska, nauczycielki tej szkoły. - W ICIM odbywają się indywidualne lekcje matematyki, biologii, geografii, podczas których uczniowie korzystają z interaktywnych programów edukacyjnych. Komputer wykorzystywany jest również przez młodzież do doskonalenia umiejętności ortograficznych w ramach Programu „Szkoła Przyjazna Uczniom z Dysleksją”. W czasie wolnym od zajęć uczniowie korzystają z programu „Jak się uczyć”, który kształci szybkie czytania i zapamiętywanie. Przygotowują się do zajęć lekcyjnych, korzystają z e-bibliotek on-line, a także surfują po sieci dla rozrywki.

- Cieszę się, że mogę korzystać z ICIM w dowolnym czasie i mam możliwość wydrukowania bezpłatnie materiałów potrzebnych mi na lekcje - mówi Sandra Sobolewska z klasy III E. - Takie pracownie w szkołach to świetny pomysł, ponieważ nie każdy uczeń ma w domu dostęp do Internetu

- Często mam problem, jak poprawnie użyć danego wyrazu – mówi Zuzanna Jabłonowska z klasy III i. - Najszybszą odpowiedź znajduję w internetowej poradni językowej.

Wykorzystując komputery, nasi uczniowie odnoszą od lat sukcesy w konkursach szkolnych, wojewódzkich i ogólnopolskich. W roku szkolnym 2006/07 uczeń Karol Grodzicki został laureatem Wojewódzkiego Konkursu Informatycznego, Paulina Gudalewska zdobyła I miejsce w Międzyszkolnym Konkursie na Prezentację Multimedialną „Daniel Gabriel Farenheit”, a Piotr Szarmach III miejsce w Wojewódzkim Konkursie na Stronę WWW - „Mickiewicz, Komputer i Ja”.

- W roku 2007/08 mogliśmy pochwalić się czterema finalistami w V Ogólnopolskim Konkursie Wiedzy Informatycznej Uczniów Szkół Gimnazjalnych oraz I i II miejscem w konkursie na animację komputerową „Wielcy Gdańszczanie” – dodają Zofia Dziekońska i Helena Zamkowska.

Od kilku lat szkoła pod honorowym patronatem Prezydenta Miasta Gdańska oraz Prezesa Stowarzyszenia Rodzin Katyńskich organizuje Miejski Konkurs „Katyń – Golgota Wschodu”. W bieżącym roku szkolnym uczniowie zdobyli I, II i III miejsce oraz wyróżnienia w kategorii prezentacja multimedialna.

Interesuję się historią, szczególnie II wojną światową. Udział w konkursie uświadomił mi mechanizm działania reżimów totalitarnych. Starałem się pokazać w pracy prawdę o tragedii polskich żołnierzy. Byłem zszokowany, kiedy zobaczyłem w Internecie zdjęcia z ekshumacji - mówi Marcin Grześkowiak z II H ( laureat I miejsca).

Karolina Rutkowska (II miejsce) dodaje, że w pracy wykorzystała wiedzę, którą przekazali jej dziadkowie oraz informacje znalezione w Internecie. Przyznaje, że babcia była pod wrażeniem, kiedy zobaczyła jej prezentację.

Komputer pozwala uczniom szybko zdobywać wiedzę, a dzięki temu osiągać sukcesy w nauce i w konkursach. Jest chyba najatrakcyjniejszym środkiem dydaktycznym, dzięki któremu nauka jest łatwa i przyjemna.

(t)

03-08-2010 00:00:00 ·
«    1 2 ...4 5 6 ...283 284    »
  • Save this on Delicious

Reklama

News

packersmovers .in

Avoid pipe dream gauges. Generally, these are organizations that may offer a lower site before the move and after that discharge your pockets with concealed a great many. Be extremely careful about

Zamienić kurnik na apartamentowce…

Ponury i przygnębiający barak pamiętający zamierzchłe czasy PRL, dawna i dzisiejsza siedziba władz jednej z największych gdańskich spółdzielni mieszkaniowych, nie jest najlepszą wizytówką LWSM Morena.

„Promyk Nadziei” zbuduje plac zabaw

Zakończył się konkurs skierowany do organizacji pozarządowych na wybudowanie plac w zabaw dla dzieci na terenie Gdańska. Nowe atrakcje dla najmłodszych powstaną do końca 2010 r. Wśr d dwunastu oferent

Niechciane zaliczki

Zarząd LWSM Morena wprowadził zaliczkową opłatę 10 złotych na poczet rozliczenia tak zwanej wody r żnicowej. Kwota ta podlegać będzie rozliczeniu po zakończeniu okresu rozliczeniowego zużycia wody.

Castel wycina w pień

Przy ul. Magellana na Morenie wycięto w pień dorodne drzewa, a zaraz potem na teren wjechały spychacze zaalarmowali nas mieszkańcy osiedla Morena. Jeśli wycięte zostały jakiekolwiek drzewa, to z c

Zarządowi nie podwyższono wynagrodzenia

17 sierpnia obradowała Rada Nadzorcza LWSM Morena . Obecni byli zainteresowani członkowie sp łdzielni. Zmieniono zasady typowania dom w do rocznego planu dociepleń. Obecnie o pierwszeństwie będzie de

Myjnia oprotestowana

Czy na parkingu przy ul. Kolumba wydzierżawionym od sp łdzielni prywatny przedsiębiorca, Władysław Krugły, będzie m gł zbudować myjnię dla samochod w? Mieszkańcy sąsiadujący z tym parkingiem, sondow

Przed pierwszym dzwonkiem…

Do nowego roku szkolnego pozostało już niewiele czasu, toteż każda godzina w szkole przy Gojawiczyńskiej wykorzystywana jest maksymalnie, aby jak najlepiej przygotować plac wkę do zajęć.Brygada remont

Czy bandytyzm zawładnie Moreną?

Podpalenie piwnicy przy Marusarz wny 6, uszkodzenie windy dwa tygodnie p źniej w tym samym bloku, kradzież element w rusztowania przy Amundsena, przecięcie przewod w paliwowych w samochodzie zaparkowa

Bez tabletek uspokajających

Pracownicy chełmskiej sp łdzielni twierdzą, że wraz z dokonanymi zmianami we władzach przestały śnić się im po nocach koszmary i do pracy, jak dawniej, chodzą chętnie, bez stresu.Maria Supłatowicz pot

Wczytywanie...